home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks

Wywiad z Chadem Wackermanem ze strony Fusion.pl ( wywiad )

_____________________________________________________________________________

Współpracował z m.in. Zappą, Holdsworthem i Vai'em. Nagrał trzy autorskie albumy. Z Chadem Wackermanem rozmawia Piotr Nowicki!

- zacznijmy od pytania o Twoją karierę. Jakie były jej początki?

Jak rozpoczęła się moja zawodowa kariera? Zacząłem grać pod wpływem mojego ojca, który jest perkusistą. Uczy muzyki w jednej z kalifornijskich szkół. Miałem pięć lub sześć lat, kiedy zagrałem pierwszy raz. Kontynuowałem grę w gimnazjum i liceum, głównie w zespołach jazzowych. Brałem udział w warsztatach z big bandem Stana Kentona, zorganizowanych na kształt letnich obozów z muzykami. Wykładali tam świetni perkusiści, był wśród nich młody Peter Erskine. Następnie studiowałem na stanowej uczelni w Long Beach i w trakcie półtorarocznej nauki poznałem wielu muzyków. Zacząłem z nimi grać. Tworzyliśmy wszelkie możliwe składy muzyczne, które powstawały w oparciu o jedną i tę samą sekcję rytmiczną. Nasza sekcja współpracowała z różnymi wokalistami, z Billem Watrousem. Nagraliśmy z jego big bandem trzy bebopowe albumy. Oprócz tego mieliśmy na swoim koncie jeden album w stylu fusion. Jednym z muzyków, którego wówczas poznałem, był Jim Cox - pianista z którym wiele pracowałem i wciąż pracuję. Jim gra na instrumentach klawiszowych w moich projektach solowych.

- dlaczego wybrałeś właśnie jego?

Jest niesamowitym muzykiem. Ma w sobie to niepowtarzalne 'coś', czego nikt inny nie ma. Jest wielką indywidualnością, niemal muzykologiem. Ma ogromną wiedzę o różnych okresach w muzyce, o muzyce klasycznej, country i jazzie. Jest posiadaczem niewiarygodnej kolekcji płyt winylowych i płyt CD, zdaje się że uzbierał już 150 000 tytułów. Ilekroć goszczę w jego domu, czuję się trochę jak w szkole lub w naukowym archiwum zawierającym źródłowe materiały gotowe do prowadzenia studiów. Mój ojciec wiele pracował z Jimem, a przez to i ja zostałem wystawiony na oddziaływanie wielu muzycznych stylów. Graliśmy z nim country, sety wokalne, graliśmy z Billem Watrousem u którego Jim pracował jako dyrektor muzyczny. Także poza tymi zajęciami dobrze mi szło. Przeniosłem się do Los Angeles, to tylko jedna godzina różnicy w stosunku do Long Beach... Chyba najważniejszym wydarzeniem z tamtych czasów było moje przesłuchanie u Franka Zappy. Było to w 1981 roku.

- jak do tego doszło?

O przesłuchaniach u Zappy powiedział mi znajomy basista, który także brał w nich udział. Powiedział: "Frank kompletuje nową sekcję rytmiczną, tu masz jego numer telefonu. Przesłuchania trwają już trzeci tydzień i mają się niedługo zakończyć - zadzwoń, co ci szkodzi...". Tak też się stało. Samo przesłuchanie to historia sama w sobie, ale o tym innym razem. Przesłuchiwali mnie trzy dni, Zappa jego zespół: Steve Vai, basista Scott Thunes - on dostał pracę tuż przede mną, Ed Mann, Tommy Mars... Oni wszyscy byli jądrem zespołu, później dołączył jeszcze Ray White.

- zagrałeś także na "Flex-Able" Vai'a...

Owszem. Steve to mój kolega z czasów wspólnego grania z Frankiem... Steve chciał grać w swoim domu. Zasugerowałem mu skompletowanie 'domowego' zestawu perkusyjnego złożonego z moich różnych zapasowych bębnów. Zgodził się. Tego dnia, kiedy pojawiłem się u niego z tymi bębnami, powiedział mi: "Mam tu taki materiał muzyczny, może byś chciał na nim zagrać?" "Jasne," - odpowiedziałem - "pewnie, że zagram". Szybko nam poszło. Zespół przeszedł do historii jako "Flex-Able", jedna lub dwie kompozycje zostały wydane jako "Flex-Able Leftovers". To taki standardowy przypadek.

- czy chciałbyś jeszcze zagrać z Vai'em?

Oczywiście, w każdej chwili. To świetny muzyk.

- wracając do Twojej współpracy z Zappą, było to chyba spore muzyczne wyzwanie i doświadczenie?

Oczywiście.

- Zappa był wymagający. Czy ciężko się z nim pracowało?

Powodem tej wymagającej postawy był fakt, że dużą część jego repertuaru stanowiła muzyka grana intensywnie i dość 'gęsto'. Stawał się wymagający kiedy grałeś źle. Frank wkładał dużo wysiłku w akt tworzenia swojej muzyki. W swojej wyobraźni muzycznej słyszał ją w określony sposób. Chciał też, aby w taki sam sposób była zagrana. Jeśli grałeś dobrze - nie było problemu.

- na których płytach Zappy grałeś najlepiej?

Jedna z moich ulubionych to "Make a jazz noise here." Znasz ją?

- nie. Dlaczego właśnie ta?

Zawiera wiele improwizowanych momentów zagranych przez duży skład instrumentalny. W tej trasie koncertowej grała świetna sekcja dęta - bracia Fowler.

- jak doszło do twojego spotkania z Barbarą Streisand?

Przez Jima Coxa. Jim akurat zadzwonił do Randyego Curbera - klawiszowca z którym grałem w ogólniaku. Właśnie powierzono mu funkcję dyrektora muzycznego jednego z koncertów Barbary. Randy potrzebował perkusisty. Jim powiedział: "Dzwoń do Chada". Tak się stało. Zgodziłem się zagrać. Dlaczego by nie.

- czy grałeś ze Streisand regularnie?

Tylko raz. Jeden koncert. Próby trwały około tygodnia, może dziesięć dni, nie pamiętam. Ten koncert odbył się w ramach wsparcia dla amerykańskiej partii demokratycznej.

- świetny temat dla Zappy...

[śmiech] Tak!

- grałeś na "Broadway the hardway"?

Tak, nagrania pochodzą z trasy koncertowej z 1988 roku... Wracając do koncertu Barbary, zarejestrowano i wydano z niego zarówno materiał wideo jak i ścieżkę muzyczną. Ona jest fenomenalną wokalistką. Jej zespół był grupą bardzo wysokich lotów, dlatego z przyjemnością z nimi zagrałem.

- w jaki sposób spotkałeś Allana [Holdswortha - przyp. red.]?

Dzięki - jak zwykle - koledze z uczelni, tym razem perkusiście nazwiskiem John Ferraro, który przez długie lata grał z Larrym Carltonem. John miał znajomego, który ścigał się z Allanem na rowerach. Kiedyś Allan powiedział, że potrzebuje perkusisty, a tamten ktoś zarekomendował Johna Ferraro. Allan przesłuchał Johna, ale ten z kolei musiał wyjechać w trasę. Dlatego John zadzwonił do mnie mówiąc, żebym zgłosił się do Allana na przesłuchanie.

- a więc możesz mówić o szczęściu w tym przypadku?

No cóż, tak. Wspólne granie dobrze nam idzie.

- nagraliście razem sześć płyt, zagraliście wiele tras...

Tak. Dołączyłem do jego zespołu w 1982. Grałem równocześnie z Zappą i Holdsworthem.

- przypominam sobie wiele Twoich kompozycji opublikowanych na płytach Allana.

Tak, jest ich kilka. "Questions" na 'Wardenclyffe Tower", "Peril Premonition" na "Secrets"...

- to ta z odgłosami walenia młotem...

[śmiech]

- grałeś w tym utworze na instrumentach klawiszowych.

Zaprogramowałem je. Nie potrafię grać na klawiszach, ale potrafię je programować. Nie opanowałem techniki i nie potrafię zagrać szybko, ale rozumiem akordy.

- czy zdarzyło Ci się pisać repertuar także dla innych artystów?

Raczej nie. Zwykle piszę dla siebie. Nie miałbym nic przeciwko pisaniu dla kogoś, gdyby złożono taką propozycję. Jednak nie należę do tych, którzy na siłę oferują swój repertuar innym.

- w jaki sposób zwróciłeś na siebie uwagę Waltera Quintusa i wytwórni CMP?

Zagrałem na kilku płytach dla Kurta Renkera, który był właścicielem CMP. Były to albumy Eda Manna, grającego także na instrumentach perkusyjnych u Zappy. Kiedyś przyjechałem do Niemiec, aby nagrać jednorazowy projekt z kolońskim big bandem. Na początku miał zagrać Dennis Chambers, jednak w ostatniej chwili musiał zrezygnować - wtedy poproszono mnie o udział w sesji. Spotkałem się z Kurtem i zapytałem, czy nie byłby zainteresowany nagraniem mojej solowej płyty. Okazało się, że był: "powinniśmy ją nagrać" - powiedział. Zadzwoniłem wtedy do muzyków z którymi grałem najczęściej; to byli Jimmy Johnson, Jim Cox i Allan Holdsworth.

- niektórzy fani postrzegają twoją [pierwszą solową - przyp. red.] płytę jako kolejny album Allana , choć bez jego kompozycji...

Allan zagrał na nim, ale to ja jestem kompozytorem całego repertuaru.

- czy to były improwizacje?

Nie, nie. Na "Forty Reasons" znajdziesz sześć kompozycji, które nie są improwizowane. Włożyłem wiele pracy w ich komponowanie.

- które z nich są kompozycjami a które to improwizacje?

Jeśli posłuchasz - usłyszysz. Z reguły, te króciutkie utwory to szybkie improwizacje, liczące po półtorej minuty. Natomiast "Holiday Insane", "You Came Along", "Forty Reasons", "Quiet Life", "Tell Me", "Hidden Places" - to kompozycje.

- "Quiet Life" i "Tell Me" to świetne utwory.

Dziękuję. Słychać, że to nie improwizacje lecz kompozycje. Zawsze tak było.

- na "Tell Me" Jimmy Johnson gra piękny basowy pasaż.

Tak, skomponowałem go. Bas, melodia i harmonia to moje dzieło, na całej płycie. Wszystkie zmiany harmoniczne są skomponowane. Nie używam zapisu w formie akordów, lecz współbrzmień. Tak, jak to się robi w muzyce klasycznej. A zatem to nie improwizacja. W mojej muzyce występują elementy gry solowej, ale to co dzieje się "pod spodem" jest skomponowane.

- co było inspiracją dla tych kompozycji? Czy tak jak u Allana, jakiś element pewnych wizji? Dla mnie jego kompozycje są jak filmy...

Są piękne.

- jakie jest Twoje podejście? Czy 'malujesz' swoją muzyką?

To trudne pytanie. Każdy ma do tego inne podejście, jestem tego bardzo świadomy. W czasie trwania procesu kompozycyjnego nagrywałem demo, bez udziału zespołu. Programowałem wszystko i dogrywałem 'żywe' bębny. Następnie rozdawałem taśmy wszystkim muzykom tak, aby każdy mógł sam nad tym repertuarem popracować. Później rozpoczynaliśmy wspólne próby. Nie mam w głowie jakiejś sceny, którą próbuję opisać muzyką. To nie tak. Czasem kompozycja rozwija się w trakcie jej pisania. Staram się do czegoś dojść, czegoś spróbować - a następnie przejść do następnej sekcji, aby stwierdzić: "tu wystarczy, teraz stworzę jakiś kontrast w innej sekcji". W pewnych chwilach próbuję coś rozbudować lub zubożyć, a wszystko to w ramach tematyki utworu. Podobnie jak Allan, lubię akordy z elementami napięcia, jednak następujące po sobie stosunkowo wolno. Wtedy łatwiej je usłyszeć. Trudniej usłyszeć dysonansowe akordy w szybkim przebiegu typu "raz-dwa-trzy-cztery". Łatwiej je usłyszeć gdy zagrasz poszczególne akordy jako "baaaaaaaaaaaaaam" [Chad zaintonował długi dźwięk - przyp. red.], z wolnymi zmianami.

- grając z Allanem, czy masz świadomość sposobu w jaki pojmuje on harmonię?

Naprawdę, nie mam, chociaż chciałbym. Nie potrafię tego ci opisać z punktu widzenia gitarzysty. Wiem, że myśli...

- inaczej niż z inni?

Tak. Gra używając wielu skal, a jego sposób myślenia... nie potrafię go wyjaśnić, nie rozumiem go. Jednak efekt muzyczny podoba mi się.

- kiedy gracie razem, czy dostrzegasz między wami jakąś "chemię", coś co was prowadzi?

Cóż, mam nadzieję, że tak jest. Gramy ze sobą od piętnastu lat. Myślę, że Allan nie poprosiłby mnie o zagranie kolejnej trasy, gdyby tak nie było.

- czy trudno się z nim pracuje? Jest wymagający?

Nie, daje wiele swobody. Właściwie rzadko cokolwiek mówi. Nigdy nie słyszałem z jego strony żadnych wskazówek co do mojej gry.

- słyszałem od Mike'a Keneally'ego o wysokich wymaganiach Steve'a Vai'a ...

Steve stosuje inne metody pracy. Jestem przekonany, że sam komponuje wiele partii perkusji. Allan tego nie robi. Twierdzi, że wybiera takich instrumentalistów, którzy interpretują tę muzykę w jego guście. Woli to niż udzielanie dokładnych wskazówek. Mamy dużo swobody.

- twój album "The View" nagrałeś z innym gitarzystą, Carlem Verheyenem...

Carl to stary znajomy, jeszcze z czasów uczelni. Kiedyś występowaliśmy w trio z Carlem i z Johnem Patituccim. Graliśmy jazz, straight ahead...

- Verheyen nie jest dobrze znany w Polsce.

Jest wziętym muzykiem sesyjnym w L.A.

- tak jak Michael Landau?

Tak.

- znasz go?

Kiedyś spotkaliśmy się. Nie znam go dobrze, ale znam jego muzykę.

- czy trudno Ci znaleźć pracę? Czy jesteś także muzykiem sesyjnym?

Owszem, dużo czasu poświęcam na granie dla innych. Z tego się utrzymuję.

- czy przychodzi Ci to łatwo?

Istnieje spora konkurencja, szczególnie w Los Angeles. Trzy lata temu przeprowadziłem się do Sydney. Mieszkam teraz w Australii. Mam własne studio. Pracuję jako muzyk studyjny. Mam także własny zespół złożony z kolegów mieszkających w Sydney.

- jaki jest jego skład (wywiad był przeprowadzony przed wydaniem płyty "Scream" - przyp. red.)?

Leon Gaer gra na basie. Leon też kiedyś mieszkał w L.A. Grał m.in. z Gino Vanellim na płycie "Brother to brother". Przed laty był wziętym basistą studyjnym.

- kto gra na gitarze?

Ten młody gość, niesamowity Australijczyk. James Muller. Ma 22 albo 23 lata. Jest znakomity, gitara wyjątkowo mu 'leży'.

- macie plany nagraniowe?

Tak, nagraliśmy już trzy utwory, ale nie mamy wydawcy. Muszę kogoś znaleźć.

- myślałeś o wydaniu albumu na własny rachunek?

Tak, mógłbym spróbować. Jednak w ten sposób trudno się wypromować.

- wielu muzyków tak postępuje wobec problemów z wytwórniami i z dystrybucją. Czy ta metoda jest lepsza?

Tak. Pod warunkiem, że spełnia twoje oczekiwania...

- Allan też próbował...

Nie znam szczegółów, trudno mi to skomentować.

- związał się z wytwórniami Enigma, Restless, JMS i Polydor Japan... Jaką muzykę usłyszymy na Twojej najnowszej płycie?

Podobną do dotychczasowej. Lubię grać ten typ muzyki. Jakkolwiek byś tego nie nazwał, jazz elektryczny czy fusion, sam nie wiem...Stworzyłem zespół o nieco innym brzmieniu, złożony z gitary, wibrafonu, basu i perkusji. Brzmienie wibrafonu jest próbkowane, syntetyczne.

- kogo byś wskazał jako twojego muzycznego idola?

Jest ich wielu... Jack DeJohnette, Terry Bozzio, Vinnie Colaiuta, oczywiście Tony Williams, Elvin Jones...

- jak się czułeś usłyszawszy o odejściu Tony'ego Williams'a?

Tak jak wielu innych muzyków, nie mogłem uwierzyć. To był szok. Był tak młody. Całkowity szok.

- grasz sporo zagrywek w jego stylu podczas koncertów z Allanem...

Nieświadomie. Wywarł na mnie tak wielki wpływ, na pewno coś z tego zostało.

- czy masz innych ulubionych muzyków, nie perkusistów - kompozytorów...

Lubię muzykę Franka [Zappy - przyp. red.]. Nie jestem wstanie podać teraz innych nazwisk, może po koncercie...

- bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Nowicki