home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks

 

Wywiad z Dweezilem Zappa dla Dziennika. Wywiad znajduje się tutaj.


Lider Zappa Plays Zappa specjalnie dla DZIENNIKA
wtorek 2 czerwca 2009

Dweezil Zappa: Odkrywam muzykę ojca

Frank Zappa, już za życia stał się ikoną. Olbrzymi dorobek tego genialnego kompozytora postanowił przypomnieć jego pierworodny syn, 39-letni dziś Dweezil, powołując do życia grupę Zappa Plays Zappa, która już we środę 3 czerwca zagra w warszawskiej Stodole. Jej lider opowiedział DZIENNIKOWI o swoim zespole oraz muzyce ojca.

Jak zapamiętał pan ojca?

Dweezil Zappa: Mam wiele wspaniałych wspomnień. Mój ojciec był fantastycznym człowiekiem. A projekt Zappa Plays Zappa daje mi możliwość kontynuowania mojej relacji z nim poprzez jego muzykę.


Jak w ogóle narodził się ten projekt?

Złożyło się na to wiele przyczyn. Po pierwsze zauważyłem, że coraz młodsze pokolenia sięgają po muzykę mojego ojca. Po drugie chciałem zadbać o jego dorobek, sprawić, by nadal był żywy w pamięci fanów. Chciałbym także dotrzeć do zupełnie nowych, potencjalnych słuchaczy. A jedyną ku temu możliwością są koncerty. Tylko wtedy można ją w pełni zaprezentować, ponieważ ta muzyka nie jest grana w radio, nie pisze się o niej w gazetach. Innym ważnym dla mnie elementem była możliwość poszerzenia ludzkich horyzontów. Zazwyczaj fani Franka znają garstkę jego piosenek, najczęściej tych z poczuciem humoru: „Don't Eat The Yellow Snow”, „Dancin’ Fool”, „Bobby Brown” czy „Titties And Beer”. Te utwory są oczywiście częścią dorobku mojego ojca, jednak nie są reprezentatywne dla całej tworzonej przez niego muzyki. Wiele osób jest dość ograniczonych i uważa Zappę za człowieka z fajnymi, zabawnymi piosenkami i gromadką dzieci o dziwnych imionach. A Frank wykraczał daleko ponad to. My w naszym zespole pokazujemy zupełnie inną twarz Zappy, grając wyrafinowane kompozycje instrumentalne, które pokazują go z innej strony – jako genialnego kompozytora i aranżera.


Jaki był klucz do wyboru tych utworów?

Wybrałem te piosenki, które zawsze bardzo lubiłem, ale też bliskie jego fanom. Często też setlista jest uzależniona od instrumentarium w zespole. Na przykład obecnie mamy o jeden keyboard mniej, więc musimy zmienić aranżacje i zastąpić ten instrument innym. Takie czynniki wpływają na to, co akurat gramy.


Ma pan ulubioną płytę Franka Zappy?

Nawet kilka. Moimi ukochanymi od zawsze były „Apostrophe” i „Over Nite Sensation”, ponieważ powstawały, kiedy miałem jakieś 5, 6 lat. Mam do nich bardzo emocjonalny stosunek. Ale oczywiście bardzo podobają mi się także inne. „Absolutely Free”, „Freak Out”, „The Roxy And Elsewhere”, „Zappa In New York”, „The Yellow Shark”. Lista jest długa.


W ubiegłym roku ukazała się nagrodzona Grammy płyta „Zappa Plays Zappa”. Zamierzacie nagrać coś jeszcze?

Byliśmy bardzo zaskoczeni tą nagrodą. To było bardzo miłe. Mam jeszcze dwie płyty DVD z materiałem nagranym na żywo, który czeka właśnie na publikację. Ale szczerze mówiąc, wydawanie płyt pod szyldem Zappa Plays Zappa nigdy nie było moją intencją. To raczej fani wymogli na nas ten krok, więc postanowiłem, że dostaną to, czego chcą. Bardzo mnie cieszy fakt, że przez nasz zespół jeszcze bardziej wzrasta zainteresowanie muzyką Franka. Ja jednak wolałbym, żeby ludzie słuchali raczej płyt, które nagrał mój ojciec, a nie tych sygnowanych Zappa Plays Zappa. To jest projekt koncertowy i w planie nigdy nie było mowy o płytach.


Gdzie znajduje pan inspiracje?

To trudne pytanie, ponieważ od bardzo dawna nie stworzyłem niczego nowego, zwyczajnie nie miałem na to czasu. Dam znać, jak tylko to się zmieni...


A czy trudno jest tworzyć własną muzykę i poruszać się w świecie show-biznesu, będąc synem znanego ojca?

Nigdy nie interesowały mnie takie porównania. Gdyby tak było, z pewnością nie robiłbym tego, czym zajmuję się dziś. Jestem dumny z tego, co stworzył mój ojciec i cieszę się, że mam możliwość odkrywania jego muzyki dla innych.


W lipcu i w sierpniu ZPZ będzie supportować Dream Theater.

Myślę, że będzie to fajna trasa, kolejne nowe doświadczenie. To bardzo miłe z ich strony, że zaprosili nas na wspólne koncerty. Mike Portnoy (perkusista Dream Theater – przyp. red.) jest wielkim fanem muzyki Franka, był na kilku naszych koncertach i jest zachwycony.


Na koniec chcę zapytać jeszcze o pana imię, ponieważ to nadane panu na chrzcie brzmi Ian Donald Calvin Euclid, a nie Dweezil...

Ale Dweezil jest moim prawdziwym imieniem! Te pozostałe zostały dodane, żeby udobruchać pielęgniarki w szpitalu. Jednak kiedy miałem pięć lat, zostały usunięte z mojego aktu urodzenia.


Rozmawiała Barbara Bardadyn