home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad przeprowadzony dla amerykańskiego magazynu After Dark. Data wydania to luty 1972, ale raczej na pewno przeprowadzono go przed grudniowym wypadkiem. Informacje o wydawnictwie na stronie AFKA. (tł. andrzej rogowski) 


Wszystko jest muzyką

Norma McLain Stoop

After Dark, luty 1972

Szczupłej postury z długą szyją i szerokimi barkami Frank Zappa z wielką pewnością siebie porusza się po swojej odległej gwieździe gdzie stale zamieszkuje. "Ludzie," mówi, "chcą dotrzeć do dalekich gwiazd ale muszą stawiać czoła rzeczywistości, w której się znajdują."

On stawia jej czoła. I wielu uważa, że jego czasami skrajnie oryginalny, czasami dziwaczny, zawsze bardzo zabawny pogląd na życie (tutaj oraz gdziekolwiek we wszechświecie) jest poglądem kogoś kto stąpa po zdradzieckim terenie jakiejś nieodkrytej jeszcze planety a nie powszechnie uznanym poglądem zwykłej istoty ludzkiej.

Zappa, trzydziestojednolatek ożeniony z byłą ex-groupie i ojciec dwójki dzieci, posiadający średnie wykształcenie plus jeden semestr pierwszego etapu studiów, mówi "Poszedłem na te studia tylko po to by uprawiać seks". A spytany czy ludzie, z którymi chodził do szkoły średniej rozumieją go teraz, gdy okazał się być zdecydowanie różnym od nich człowiekiem, odpowiedział, "Sądzę, że poszedłem inną drogą."

Większość wiedzy Zappy o muzyce (poza kilkoma kursami harmonii i kompozycji) pochodzi ze słuchania nagrań. "We wczesnych latach pięćdziesiątych," wyjaśnia, "Amerykanie nie mieli okazji posłuchać muzyki rhythm and bluesowej ponieważ białe stacja radiowe nie grały czarnej muzyki. Ale w Anglii, podczas gdy młodzież w Stanach słuchała Pat Boone'a, można było posłuchać Slim Harpo i taka właśnie muzyka ukształtowała tutejszy gust muzyczny. Stary blues był naprawdę mocną muzyką – to było coś więcej niż piosenki o twojej dziewczynie czy chłopaku. Muzyka ta miała w sobie energię daleko wykraczającą poza grane nuty. Brytyjczycy słuchali też jazzu, gdy Amerykanie raczej nie zachwycali się tą muzyką, ale myślę, że największe znaczenie miał tu blues. Pierwszy raz usłyszałem buesa gdy miałem trzynaście lat. W tamtych czasach w radiu puszczali 'How Much Is That Doggie In The Window?,' ale ja miałem to szczęście, że słyszałem utwory takie jak 'Cindy' grany przez Squires / Mambo i 'Annie Had A Baby' – Midnighters / Federal. Wokoło było pełno muzyki bluesowej, o której biali ludzie nie mieli pojęcia! Jak tylko ją usłyszałem, powiedziałem sobie, 'To jest to!' "

Teraz, kiedy Zappa nie słucha nagrań swojego dobrze znanego zespołu, The Mothers of Invention, dla relaksu słucha Ravela, Honeggera i Pendereckiego. "Przestałem słuchać innej muzyki, zeszła na psy. Od kiedy zaczęli dodawać skrzypce w nagraniach Raya Charlesa i Fatsa Domino, powiedziałem sobie, 'To koniec. To już nie jest moja muzyka. Jacyś biali już się do tego dobrali i próbują to poprawić na swoją modłę. I staje się to zbyt dobre.' Bardzo lubię Ravela," kontynuuje Zappa, jego wielkie piwne oczy wpatrują się we mnie spod powiek. "Zauważyłem też strukturalne podobieństwo w muzyce Pendereckiego i Ravela. Jeśli przyjrzysz się dziełom Pendereckiego i sposobowi w jaki traktuje zagęszczenia materiału muzycznego – miejsca gdzie skrzypce nakładają się na siebie tworząc dysonansowe brzmienie, widzisz ten kształt gdzie to się zaczyna, bardzo cicho, liczba instrumentów zwiększa się a wraz nią gęstość, o tak," tu jego ręce plastycznie pokazują, co ma na myśli, "i jest to bardzo zagęszczone – bardzo wyrazista muzyka. A potem, jeśli słucha się Daphnis i Chloe Ravela, to słyszę tam to samo podejście, tyle tylko, że tutaj jest to przesycone pięknem. Podoba mi się zarówno melodyjna, żywa i złożona orkiestracja oraz najbardziej śmiałe dysonanse jakie można sobie wyobrazić. Są to równoważne, przeciwne sobie siły i lubię zajmować się tego rodzaju podstawowymi czynnikami."

Podstawowymi czynnikami w jego muzycznej karierze był brak pieniędzy i pracy (dysonans) oraz ciężka harówka, stabilny wzrost i właściwi ludzie z którymi współpracował (melodia).

"Przez około, zastanówmy się, pięć lat," (Zappa dba bardzo o dokładność, nie spieszy się, zastanawia zanim coś powie, fakt, który przypomniał mi się nieco później gdy omawiał swoje raczej niekonwencjonalne widzenie wszechświata), "mieliśmy takie próbne wersje Mothers – testowe – zespoły przed powstaniem prawdziwych Mothers, jeden z nich występował w 1964 w Saints and Sinners, spelunie z piwem dla robotników budowlanych w Ontario w Kalifornii. Gitara, bas, perkusja i ja jako wokalista – co oczywiście znacznie zmniejszało potencjał komercyjny tego zespołu. Ale wszyscy byli zachwyceni. Ten świetny zespół rozpadł się z powodu pewnego zdarzenia, które zaszło w Cucamonga, ale to zbyt długa historia by ją teraz opowiadać. Potem zadzwonił do mnie Ray Collins (główny wokalista Mothers). Posprzeczał się z gitarzystą w zespole, z którym współpracował – Soul Giants – w Broadside w Pomonie, kolejnej piwnej spelunie i poprosił bym go zastąpił. To był dobry zespół – podobało mi się brzmienia i uważałem, że miał potencjał. Był tam Ray Collins, Jimmy Carl Black, Roy Estrada i Davy Coronado. Chciałem byśmy grali oryginalny materiał, ale nie da się zarobić na życie grając oryginalną muzykę w piwnych spelunkach w Kalifornii. Właściciele nie zatrudniliby cię. Chcieli byśmy grali repertuar szafy grającej albo radia bo widownia niczego innego nie mogła strawić. Chcieli utwory takie jak `Night Train'. Kiedy więc postanowiliśmy grać oryginalny materiał nasze możliwości zarabiania znacznie się ograniczyły, do tego stopnie, że brakowało nam na życie. Przez około rok nasze warunki życiowe było tragiczne, dosłownie na granicy przetrwania. Gdy nie było szansy na pracę, albo na to by kupić jedzenie, trudno było utrzymać zespół, a cały czas musieliśmy ćwiczyć ucząc się grać ten nowy materiał. Zbieraliśmy puste butelki by kupić mortadelę i papierosy – nie wyglądało to dobrze. I przez cały ten czas eksperymentowaliśmy z nowymi sygnaturami, muzyką wykraczającą poza kanon bluesa i strukturami większymi niż te dwuminutowe nagrania z początkiem, środkiem i zakończeniem."

Od samego początku humor był istotnym czynnikiem w pracy Mothers. "Podejście humorystyczne," według Franka Zappy, "brało się z osobowości członków zespołu. Uważałem, że będzie to ciekawy dla widowni element naszych występów gdyż rock and roll, do tamtej pory, traktował siebie zdecydowanie zbyt poważnie. Chodzi mi o to, że większość białych zespołów była po prostu śmieszna. Biali ludzie wytężający swe siły by być jak Chuck Berry i robiący to z taką powagą, mówiący sobie, 'Hei, człowieku, jestem naprawdę świetny!' Wydawało mi się to na tyle absurdalne, że warte było jakiegoś komentarza. Ten rodzaj humoru wciąż jest obecny w zespole i podoba mi się takie podejście."

Teraz, całe to eksperymentowanie przynosi owoce. Ich płyta, 200 Moteli (United Artists),jest doskonałym przykładem ich  dążeń, ich oryginalności. Ich film 200 Moteli (UA) pokazuje, że umysł Franka Zappy nie ma problemu z dostosowaniem się do innego środka wyrazu.  Ten dziwny i awangardowy film nakręcono na taśmie wideo a potem przetransferowano na format 35 milimetrów, co umożliwiło zastosowanie wielu ciekawych efektów specjalnych.

"Ten film to nasz pierwszy krok w kierunku tworzenia za pomocą światła," wyjaśnia Zappa. "Mam już nowe pomysły, które chciałbym rozwijać na tym obszarze. Kiedy układałem swój plan wydawało się, że biznes muzyczny będzie się doskonale nadawał do realizacji moich pomysłów. Teraz widzę, że film ma w sobie ogromny potencjał. Oczywiście, nigdy nie zrobiłbym tego filmu gdybym przez ostatnie pięć, sześć lat nie pracował w biznesie muzycznym, to umożliwiło mi znalezienie pieniędzy na jego realizację. To wszystko jest muzyką, również i film. Struktura 200 Moteli jest taka sama jak w utworze muzycznym, zbudowana z pomocą takich samych mechanizmów strukturalnych jak te używane w muzyce klasycznej."

Teraz Frank Zappa, zawsze siedzący tak prosto jakby do pleców miał przymocowaną deskę, patrząc mi prosto w oczy i zaczyna objaśniać swoje dziwaczne teorie, które dla wielu są tylko kolejnym przejawem jego specyficznego poczucia humoru. Są to złożone hipotezy, które Frank (nie posiadający żadnego naukowego czy matematycznego wykształcenia) omawia z taką pewnością siebie jakby był pewny, że pewnego dnia będzie w stanie je udowodnić. A tak w ogóle, to brak dowodu na pewno nie zniechęci go by wierzył w to co wierzy.

"Uważam," mówi, "że dwie części składowe wszechświata tak naprawdę są jednym i tym samym – fala i czas. Czas jest tym, co określa kształt – długość – fali. Jeżeli fale są równe, to czas też będzie taki sam, tak więc tak naprawdę nie poruszamy się z miejsca na miejsce, bo już tam byliśmy. A jeśli spojrzy się na ten mechanizm z zewnątrz, to zobaczy się konkretny obiekt, w którym nie ma żadnego ruchu. Wcześniej czy później ta śmieszna idea, że istnieją atomy i cała reszta zostanie na pewno odrzucona. Wtedy dopiero będzie można poznawać rzeczywistość taką jaką ona jest. Interesuje mnie tworzenie takich obiektów, które wykraczają poza nasze rozumienie rzeczywistości. Obiektów tak obcych dla naszych zmysłów jak dźwięki produkowane przez syntezator gdy po raz pierwszy usłyszy się brzmienie nowego rodzaju fali. To co słyszymy jest manifestacją fal pulsujących w zakresie od 20 cykli na sekundę do 20000 cykli na sekundę. To co widzimy to światło o częstotliwościach znacznie wyższych – wibrujące w innym zakresie. Wszystkie te fale są bardzo małe, ale wyobraź sobie falę wibrującą z częstotliwością raz na 20 miliardów lat. Jeśli chodzi o dźwięk, to kształt fali określa kolor dźwięku i przeczuwam, że w niższych i wyższych zakresach, poniżej tego co można usłyszeć i powyżej tego co można zobaczyć dzieją się naprawdę ważne rzeczy. Syntezator tworzy dźwięk, którego ani ja ani ty wcześniej nie słyszeliśmy – pojawia się nieznany kształt. Jeśli teraz poddalibyśmy fale świetlne tym samym zmianom, którym poddajemy fale dźwiękowe za pomocą syntezatora, stworzylibyśmy całkiem nieznane do tej pory kolory. Pomyśl o możliwościach rozszerzenia tego na inne fale elektromagnetyczne – można by wytwarzać rzeczy zupełnie nam nieznane, których nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Jeśli weźmiesz taśmę z nagranym dźwiękiem i zwolnisz ją, to powstaje całkiem nowy obiekt dźwiękowy. Można zmienić pikolo w tubę jeśli odpowiednio spowolni się falę. Gdyby więc można było wziąć twoje ciało i spowolnić kształt fal je tworzących, to wtedy to co nadaje mu stabilność zostało by w pewien sposób zakłócone."

Chociaż ta teoria Franka Zappy może i jest tylko żartem, jakie uwielbia robić swoim słuchaczom, to wydaje mi się, że tak naprawdę nabiera nas w tych momentach gdy ze wzruszeniem ramion reaguje na pytania, na które nie ma ochoty odpowiadać i mówi, "Pamiętaj, jestem tylko facetem grającym rock and rolla." Słuchając go nabiera się pewności, że jest bardzo mało prawdopodobne by cokolwiek mogło spowolnić falę nazywającą się Frank Zappa.

"To nieuniknione," mówi, "że będę rozwijać swoje pomysły w innych dziedzinach, ale lubię powtarzać, że wszystko to jest muzyką."