home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks

wywiad dla magazynu Sounds przeprowadził Bob Dawnbarn, tekst wywiadu pochodzi ze strony AFKA. Tam też informacje o magazynie Sounds. (tł.andrzejrogowski)

_________________________________________________

Zappa – Satyryk

Wywiad przeprowadzony przez Bob'a Dawbarn'a

Sounds, 7 listopada 1970

Czy Frank Zappa w końcu ujawni swoje prawdziwe oblicze!

Większość z nas zapewne doznałaby niemałego szoku gdyby to zrobił, gdyż każdy z nas stworzył sobie własny obraz Zappy.

Są rewolucjoniści, którzy chętnie wliczają tego byłego kierownika do spraw reklamy w swoje szeregi. Są kierownicy firm nagraniowych, którzy uważają go za jednego z najbardziej przebiegłych kapitalistów w branży. Są muzycy uważający go za doskonałego kompozytora – i kompozytorzy, którzy cenią go jako znakomitego muzyka.

A ja? Ja uważam, że jest on jednym z największych satyryków naszych czasów.

Prawdopodobnie wszyscy się mylimy, lub przynajmniej, mamy rację po części. Każda z naszych wersji Franka Zappy przeważnie pokazuje bardziej to, w co my sami chcemy wierzyć na jego temat, niż to kim Zappa jest naprawdę.

Jest krzywym zwierciadłem, w którym widzimy samych siebie, pokręconych, i to chore, niesprawiedliwe społeczeństwo, które sami sobie stworzyliśmy.

* * *

Ten człowiek ma swoją własną, dziwną logikę, z pomocą której może zmienić to, co uważaliśmy za głębokie pytanie w naiwny bełkot, a proste zapytanie o jego poczynania w dialektyczny spór.

Rozmawiając w tym tygodniu z Frankiem, za pośrednictwem cudu techniki, telefonu transatlantyckiego, zacząłem od bezpiecznego pytania o jego zbliżającą sie wizytę w Europie, a zwłaszcza o jego najnowszy projekt "200 Moteli", który, jak wieści głoszą, ma zostać sfilmowany przez holenderską telewizję.

"W czasie tournee będziemy wykonywali ten materiał z '200 Moteli', który można zagrać bez orkiestry," powiedział Frank bez żadnych wyraźnych podtekstów. "To ile tego zagramy w czasie jednego występu zależy od dokładnych planów poszczególnych koncertów, powinno to być od dziesięciu do 40 minut muzyki z '200 Moteli.'

"Wolałbym teraz nie wypowiadać się na ten temat gdyż projekt jest wciąż rozwojowy."

Skład zespołu Mothers of Invention w czasie tego tourne będzie taki sam jak w czasie letniego koncertu w Bath.

'Obecnie Mothers nie są zespołem o ustalonym składzie," zgodził się Frank. "Niektórzy członkowie chcą zająć się innymi rzeczami, a w przeszłości każdy z nich miał swoja własną grupę, albo też mają swoje własne plany nagraniowe. Ale po Bath spytali 'Co będziemy teraz robili?' Zrobiliśmy więc dwie dość długie trasy koncertowe w U.S. Skutek tego jest taki, że z każdym dniem coraz bardziej zachowujemy się jak prawdziwy zespół."

Każdy kto widział Mothers w akcji od razu zauważa, że ten niemal telepatyczny sposób w jaki zespół podąża za sygnałami Zappy musi wynikać z dobrej znajomości i z doświadczenia we wspólnym graniu.

"Przed ruszeniem w trasę mieliśmy trzy tygodnie prób, pięć godzin dziennie," zgodził się Frank. "Już wtedy gdy graliśmy w Bath, to był nasz czwarty lub piąty występ, więc zespół był dość dobrze zgrany.

"Ciekawa rzecz zdarzyła się kilka dni temu gdy graliśmy niewielki koncert w Wisconsin [w Belont], pośrodku występu nowi członkowie grupy w końcu zorientowali się co tak naprawdę mają robić. Wcześniej cały czas odczuwali presję. Połowę uwagi musieli skupiać na mnie i moich sygnałach, a na improwizacje zostawała im tylko druga połowa. Parę dni temu załapali i teraz wszystko gra jak trzeba."

Ryzykując ironiczną reakcję Zappy, spytałem czy przy tak wielu rolach jakie na siebie bierze – muzyka rockowego, 'poważnego' kompozytora, humorysty i innych – nie ma poczucia, że jego talenty są zbyt rozproszone, rozmyte.

"Wiedząc jak rozumuje widownia, zdaję sobie sprawę z zagrożeń," odpowiedział. "Publiczność oczekuje, że zespół rozwija jakiś styl, a potem trzyma się go. Każde odejście od tego stylu to wkroczenie na niebezpieczne terytorium. Chcą by Led Zeppelin brzmieli jak Led Zeppelin. A Crosby, Stills and Nash mają brzmieć jak Crosby Stills and Nash.

"My co wieczór gramy inaczej – i robimy to z poczuciem humoru. Stąpamy po niebezpiecznym gruncie.

"Do ludzi na widowni podchodzimy z humorem i gramy każdy rodzaj muzyki, taki który akurat pasuje do danej chwili. Widzę, że takie swobodne podejście część widowni wprowadza w zakłopotanie. Nie potrafią tego zaakceptować.

'Zapominają, że tym co lubię robić z Mothers, poza samym graniem muzyki, jest pokazywanie naszej widowni osobowości członków zespołu, wypróbowuję i poznaję osobowości każdego z nich by znaleźć taki format sceniczny, poprzez który będę mógł jak najpełniej pokazać publiczności ich styl życia, osobowość, to kim są jako ludzie.

"Najlepiej robi się to gdy jesteśmy w trasie. Przebywając jakiś czas razem zespół tworzy swoją własną mitologię, pod warunkiem, że atmosfera w zespole jest dobra. Jeżeli powstanie między nimi jakaś więź, to taka mitologia powstanie, grupa wytworzy swój własny folklor.

"Każdy z członków zespołu zaczyna nieświadomie odgrywać jakąś rolę – czarnego charakteru, błazna, bohatera, giermka, Romea, wszystkie to są stereotypy, lecz ich osobowości będą podążały w tych właśnie kierunkach i tak zaczyna tworzyć się legenda."

A jaką rolę w Mothers przyjął Aynsley Dunbar.

"Przeważnie ogrywa rolę Romea albo czarnego charakteru, ale nigdy obydwu na raz," Frank odpowiedział szybko.

Skorzystałem z okazji by jeszcze raz spytać o to czy nie sądzi, że używa swoich talentów na zbyt wielu obszarach jednocześnie.

"Pytanie zakłada, że chcę być postrzegany tylko jako kompozytor albo tylko jako muzyk rock-and-rollowy," powiedział. "A jest tak, że mój  styl życia obejmuje różne formy artystycznej ekspresji. I wolę realizować te różne formy ekspresji niż starać się osiągnąć perfekcję w jednej tylko dziedzinie. Jeżeli znajduję coś interesującego i mogę też znaleźć środki by przekazać to innym ludziom, to robię to w takiej formie, która najlepiej się do tego nadaje.

"Bartok zbierał piosenki ludowe i używał ich w swoich kompozycjach. Ja zbieram to co ludzie mówią, na ulicach, w bezpośrednim otoczeniu zespołu, i przekształcam to na formę muzyczną.

'Nie jest to może najszczęśliwsza analogia. Kiedy ludzie oceniają moje płyty, wskazują na klasyczne wpływy lubianych przeze mnie kompozytorów. Mówią 'To brzmi jak Strawiński.' I mówią tak wyłącznie dlatego, że Strawiński był wymieniony na okładce 'Freak Out'. Gdyby usłyszeli samą muzykę i mieliby powiedzieć czyj wpływ jest tam widoczny, to nigdy by rozpoznali w niej wpływu Strawińskiego.

"Nie mam nic przeciwko wskazywaniu wpływów innych kompozytorów w mojej muzyce, ale recenzenci powinni skupiać się na całości i oceniać nagranie jako całość a nie tylko na jakiejś jego mniej ważnej części, w której dostrzegli czyjś wpływ, zapominając o reszcie."

Teraz niebezpieczne pytanie. Nawiązałem do mojego spostrzeżenia, że do pojawienie się płyty z Jean-Luc Ponty'm i płyty Mothers "Weasels", nie kojarzyłem go z wpływami jazzowymi.

"Jednym z powodów dlaczego Mothers nigdy nie byli wiązani z jazzem jest to, że większość recenzentów nigdy nie słuchała jazzu," odparł Frank. 'Nigdy by tego nie zauważyli gdyby na okładce nie było wyraźnie zaznaczone, że są tam jakieś wpływy jazzowe. Gdybym na którejś z pierwszych płyt napisał, że powstała ona pod wpływem Erica Dolphy'ego albo Archie Shepp'a, to od pięciu lat pisaliby o wpływach jazzowych a nie wpływach Strawińskiego.

"Zespół zawsze był zachęcany do improwizacji typu jazzowego w ramach muzyki atonalnej. Problem w tym, że większość ludzi uważa, że jazz to coś co robili Louis Armstrong i Blood Sweat and Tears. Nic nie wiedzą o muzyce samookreślającej się."

Niezrażony spytałem czy sposób w jaki przez te wszystkie lata używał humoru nie przesłaniał przekazu jaki niosła jego muzyka.

'Sprowadza się to do tego, że nikt nie może być jednocześnie humorystyczny i poważny," przypomniał mi. "Mój humor jest tak precyzyjny i uczciwy jak to tylko w danej sytuacji możliwe. Jeżeli zdarza się katastrofa, nie mogę tego nie zauważać, nawet jeśli niektórzy nie są w stanie pojąć jak można w takiej sytuacji doszukiwać się humoru  – to że uważam ich za zabawnych staje się bluźnierstwem."

Postanowiłem dotknąć innego czułego punktu. Jedną z najbardziej niezwykłych konfrontacji w karierze Zappy było jego zeszłoroczne pojawienie się w London School of Economics.

Doszło tam do wzajemnego rozczarowania: studentów, gdyż uważali Zappę za przywódcę ich rewolucji, oraz Zappy, który nie miał najmniejszej ochoty przyjmować na siebie takiej roli.

"Kiedy byłem w Londynie w zeszłym roku zdarzyła się ciekawa historia," Frank odniósł się do tematu spotkania w LSE. "Siedziałem w klubie Speakeasy i był tam młody człowiek, Amerykanin, kupujący całe mnóstwo drinków dla znajomych. Podszedł do mnie i przeprosił, powiedział, że był jednym z tych, którzy buczeli na mnie w London School of Economics.

"Pamiętałem go. Gadał wtedy bez opamiętania. Chciał wiedzieć na co wydaję swoje pieniądze. Ubrany był przy tym dokładnie jak Che Guevara. W Speakeasy spytałem go dlaczego przebywał w Anglii, dlaczego studiował na LSE. Okazało się, że był tam za pieniądze rodziców, unikając poboru do wojska.

"Mój spór z Maoistami nie dotyczy, tak naprawdę, tego, że chcą dokonywać zmian. Ja też chcę by wiele z tych zmian się dokonało. Ale większość koncepcji zmian rewolucyjnych polega na przesunięciu wahadła tylko w jedną stronę."