home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Jest to fragment książki będącej zbiorem rozmów z twórcami piosenek "In Their Own Words", jak napisał Bruce Pollock, Zappa w czasie rozmowy był dość przerażający. Rozmowę przeprowadzono w Nowym Jorku. Wszystkie informacje o wydawnictwie znajdują się na stronie AFKA. (tłumaczył: andrzej rogowski)


Frank Zappa

Bruce Pollock

In Their Own Words, kwiecień, 1975

Chociaż uważa się go głównie za kompozytora, teksty Franka Zappy, równie dobrze jak jego muzyka, pokazują jego unikalne podejście do rock 'n' rolla . Łącząc wrażliwość Teatru Absurdu, wyostrzone poczucie humoru i łatwo ujawniającą się furię, jego ody do życia nastolatków, osadzone w mocnym rytmie rodem z lat pięćdziesiątych, są klasyką ostrej, złośliwej satyry.

Zawsze w awangardzie muzyki współczesnej, Zappa był pierwszym (i wciąż jest chyba jedynym) muzykiem, który potrafił wprowadzić do rocka elementy muzyki klasycznej, tworząc utwory, które śmiało można określić jako symfoniczny rhythm and blues.

Ze swoją grupą, The Mothers of Invention, latem 1967 (niesławne Lato Miłości), w czasie występów w Garric Theatre Frank Zappa wprowadził na scenę rockową elementy teatru, spontanicznego i zdeprawowanego, na długo wcześniej nim ktokolwiek inny o tym pomyślał.

Od tamtej pory Zappa stale poszerza swoją wizję muzyki coraz śmielej łącząc ze sobą muzykę klasyczną, rock, jazz i R&B. Zaangażował się też w twórczość filmową (200 Moteli).

Choć znany ze swojej wrogości do reporterów, Zappa był całkiem serdeczny w czasie naszego spotkania w Golden Gate Motel w Brooklynie z widokiem na malowniczą zatokę Sheepshead.

"Zacząłem słuchać muzyki dopiero gdy skończyłem piętnaście lat, wszystko dlatego, że moi rodzice nie lubili muzyki, nie mieliśmy w domu ani radia ani gramofonu. Pierwszą muzyką, jaka mi się spodobała była muzyka arabska, nie wiem gdzie ją usłyszałem, ale od razu przypadła mi do gustu. Potem usłyszałem piosenkę 'I' nagraną przez Velvets na płycie wytwórni Red Robin oraz 'Gee' i 'Sh-boom,' 'Riot In Cell Block Number Nine,' i 'Annie Had A Baby.' Usłyszałem te piosenki całkiem przypadkowo i od razu bardzo mi się spodobały.

"Piosenki tak naprawdę zacząłem pisać w wieku dwudziestu lat, może gdy miałem dwadzieścia jeden, moje wszystkie wcześniejsze kompozycje to była muzyka orkiestrowa i kameralna. Sądzę, że bycie kompozytorem polega na tym, że jeśli chcesz być względem siebie uczciwy i pisać to, co lubisz, to piszesz to, co lubisz nie przejmując się czy jest akademicko poprawne ani tym, czy będzie to miało jakieś znaczenie dla historii muzyki czy nie. Piszę dlatego, że chcę usłyszeć jak to brzmi.

"Pierwsze melodie jakie napisałem to był Doo-wop z lat pięćdziesiątych. 'Memories Of El Monte' i tego typu utwory. Zawsze uważałem, że muzyka tworzona w latach pięćdziesiątych jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie zdarzyły się w historii muzyki amerykańskiej, po prostu uwielbiałem tę muzykę. Nawet teraz mógłbym napisać setkę piosenek w tym stylu i cieszyć się każdą poświęconą na to chwilą. Drugą rzeczą, jaka równie mocno wpływa na to, co robię jest wiejski blues. Zawsze bardzo podobali mi się Muddy Waters, Lightning Slim, Howling Wolf, tego typu muzycy.

"Kiedy mieszkałem w dzielnicy zwanej Echo Park [Los Angeles], zamieszkiwanej głównie przez Meksykanów, Japończyków, Filipińczyków i Czarnych, zajmowałem tam małe dwupokojowe, obskurne mieszkanko na zboczu wzgórza, 1819 Bellevue Avenue. W tamtym domu napisałem 'Brain Police,' 'Oh No, I Don't Believe It,' 'Hungry Freaks,' 'Bowtie Daddy,' i pięć albo sześć innych utworów. Wiele piosenek z pierwszej płyty [Freak Out] było już gotowych na dwa, trzy lata przed wydaniem płyty. A wiele kolejnych ukazało się dopiero na trzeciej i czwartej płycie.

"Około pięćdziesiąt procent piosenek dotyczyła wydarzeń z 1965. W tamtym czasie w Los Angeles w środowiskach młodzieżowych, w których się obracałem, bardzo popularne było zażywanie LSD, spotykało się ludzi mających kolorowe wizje Boga, ciągle tracących świadomość. Pełno ich było, a zaraz potem była ta sprawa zamieszek w Watts.

"W San Francisco byłem raz albo dwa, ale tamtejsza scena nie wydała mi się ciekawa i nie miała na mnie żadnego wpływu. Uważałem, że to, co działo się wtedy w San Francisco było ... cóż, powiem ci, co tam widziałem. Podczas gdy w L.A. było pełno dziwaków, ludzi, którzy robili swoje własne ubrania, ubierali się na swój indywidualny sposób, noszących fryzury własnej kreacji; tak było, zachowywali się dziwacznie w miejscach publicznych i każdy robił to inaczej – to w San Francisco zobaczyłem, że wszyscy noszą ciuchy jakby wyjęte z lat 1890, wszystko było szyte na tę samą modłę. Takie rozwinięcie zwyczajów z ogólniaka, gdzie jeden rodzaj butów jest akurat 'w modzie', spodnie rurki i tym podobne. Wszystko było w tym samym stylu i wyglądało jak kopia mody z końca dziewiętnastego wieku. Wyglądało to fajnie, ale pod względem rozwoju nijak się miało do tego co działo się w L.A. W San Francisco panowało wsiowe podejście."

Latem 1967 Zappa i Mothers przenieśli się do Nowego Yorku.

"W Village nie działo się zbyt wiele interesujących rzeczy. Ludzie przychodzący do Garrick w większości mieli krótkie włosy; byli to biali, żydowskiego pochodzenia, z klasy średniej, mieszkający głównie na przedmieściach. Przychodzili bo byliśmy dziwni, staliśmy się dla nich takim centrum rozrywek specjalnych.

"Szokowaliśmy ich dlatego, że wcześniej z niczym takim nie mieli do czynienia. Teraz, gdy wiele innych zespołów włącza w swoje występy różne aspekty tego, co my wtedy robiliśmy, nie jest to już żadną nowością. Na przykład Alice Cooper. To co robi, to w sumie przekształcona wersja naszych występów z 1967. Przejął same aspekty sceniczne, nie kłopocząc się o trudną muzykę. Upraszczając muzykę do punktu gdy nie stanowi ona żadnego problemu przy jednoczesnym używaniu dużej ilości świateł i różnych rekwizytów, można skonstruować występ, który będzie podobał się szerokiej widowni."

W końcu nasza rozmowa zeszła na temat pisania tekstów piosenek.

"Sądzę, że jak już zapiszę tekst na papierze, przejdę przez męczarnie dopasowania go do muzyki, przesłucham go i tak dalej ... to w zasadzie oddaje on to, co było moim zamierzeniem. Można by oczywiście włożyć w niego o wiele więcej, ale są pewne mechaniczne ograniczenia w prezentowaniu go publiczności. Jest wiele rzeczy, które chciałbym przekazać publiczności w tekstach piosenek, ale ponieważ jestem raczej rozsądnym człowiekiem, to daję sobie na wstrzymanie i zastanawiam się, czy ci ludzie naprawdę chcą to wiedzieć, czy warto to w ogóle zapisywać, robić próby i wykonywać każdego wieczoru, nagrywać to, a wszystko po to tylko by wyrazić mój punkt widzenia na temat, na który pewnie wcale nie powinienem się wypowiadać.

"Zasadniczo, ludzie chcą w piosenkach usłyszeć rzeczy takie jak kocham cię, ty kochasz mnie; czuję się fajnie, ty czujesz się fajnie; liście brązowieją, spadają z drzew; wiał wiatr, zrobiło się zimno, spadł deszcz, przestało padać; odeszłaś, pękło mi serce, wróciłaś i z moim sercem już wszystko w porządku. Uważam, że tak naprawdę ludzie chcą usłyszeć takie teksty – liczby jasno tego dowodzą.

"Zaczynasz się więc zastanawiać nad rolą wykonawcy jako tego, który daje ludziom rozrywkę, że przecież ludzie płacą za to, żeby zobaczyć coś, co ich zadowoli. Dostrzegam tu konflikt, z jednej strony wierzę, że ludzie mają prawo dostać taką rozrywkę, jakiej oczekują, jaka najbardziej im się podoba, a wykonawcy powinni taką rozrywkę im zapewnić; jednak, z drugiej strony, nie chcę tak po prostu wyjść na scenę i odwalać chałturę. Chcę by występ miał jakąś istotną treść, muszę więc zmieszać obydwa te aspekty, dać trochę tych treści, jakich ludzie zwykle oczekują w czasie koncertów i jednocześnie, dla zachowania własnego zdrowia psychicznego, pisać i prezentować takie rzeczy, które ja chcę usłyszeć.

"Zwykle jak już skończę pisanie piosenki, to przestaje ona do mnie należeć. Praca na nią trwa całymi tygodniami, a w przypadku utworów orkiestrowych nawet dłużej. To jak budowanie samolotu. Jeden tydzień nitujesz, potem zakładasz okablowanie, wykonujesz kolejne prace. Masz pracę do wykonania, potem uczysz się jak ją wykonywać, albo uczysz tego innych. Jeśli chodzi o to jak ja odbieram to co tworzę, to czuję, że moje odczucia zataczają jakby koło, zwłaszcza dotyczy to nagrań, pracuję na czymś tak wytrwale, że jak już utwór jest gotowy, to mam go serdecznie dość. Po prostu cały jestem nim przesiąknięty. Fajnie jest go jeszcze parę razy usłyszeć, ale potem nie podoba mi się, musi upłynąć parę lat od jego nagrania, wtedy odsłuchuję go sobie i mówię: 'To jest niezłe.'

"'Brain Police,' była wyjątkową piosenką, siedziałem w kuchni w domu przy Bellevue Avenue i pracowałem nad 'Oh No, I Don't Believe It,' która wtedy nie miała jeszcze tekstu ... i usłyszałem ten tekst, jakby ktoś stał tuż za mną mówiąc do mnie te słowa, to było naprawdę dziwne. Obejrzałem się ... wiesz, to nie było tak, że usłyszałem głos 'hej Frank, posłuchaj tego ...' ale te słowa pojawiły się w mojej głowie całkiem znienacka. Zapisałem je, a potem dorobiłem do nich oprawę muzyczną."

Zauważyłem, że Zappa wydaje się odchodzić od protestu społecznego, typowego dla jego wczesnych płyt.

"Moja świadomość tych problemów nie zmniejszyła się, po prostu nie czuję potrzeby pisania piosenek na tematy, które są dla każdego oczywiste. Teraz w czasie występów gramy jedną piosenkę, której treść jest dla wszystkich oczywista, satyra na Richarda Nixona [Son of Orange County]. Ale wolę raczej napisać coś takiego jak 'Penguin In Bondage.' Moje doświadczenia się zmieniły, pewne z nich są mi bliższe, bardziej konkretne, a inne mniej.

"Kiedyś pisałem bardzo konkretnie o sprawach społecznych oczywistych dla większości, z którymi wielu ludzi mogło się zidentyfikować, bo na własne oczy widzieli jak  te sprawy się rozwijały. Ale z punktu widzenia moich własnych doświadczeń sprawy te były dla mnie mało konkretne. Wiesz, obserwujesz zdarzenia, które mogą cię jakoś dotyczyć, albo z którymi nie masz nic wspólnego i mimo to, możesz pisać teksty na ich temat. Obecnie przydarzają mi się tak dziwne historie, że wolę raczej do nich ustosunkowywać się w moich piosenkach. Dlatego napisałem 'Penguin In Bondage' i 'Montana.' Piszę o rzeczach, które są częścią mojego własnego doświadczenia."

"Montana," która częściowo jest o człowieku marzącym o uprawie nici dentystycznej na ranczu w Montanie, ma taki oto początek: "Pewnego dnia spojrzałem na pudełko nici dentystycznej i powiedziałem sobie, hmmmm. Stwierdziłem, że nikt chyba jeszcze o tym nie napisał i poczułem, że jest to mój obowiązek jako obserwatora tej nici, wyrazić mój stosunek do tego pudełka. Zszedłem na dół, zasiadałem do maszyny do pisania i napisałem o tym piosenkę. Nigdy nie byłem w Montanie, ale wiedziałem, że w całym tym stanie mieszka tylko 450000 ludzi. Są tam doskonałe warunki, wiele przestrzeni do uprawy nici dentystycznej ... i wyobrażenie jeżdżenia po tym pustkowiu na małym koniku z wielką pęsetą, chwytaniu kiełków nici dentystycznej wyrastających z krzaka ... chwytaniu ich i ciągnięciu aż do stodoły ... stało się dla mnie bardzo wyraziste."

Spytałem jak bardzo zmienia napisane teksty.

"Czasami pokazuję je żonie, albo daję je jej do przeczytania by usłyszeć jak brzmią, by dopasować ich fonetyczne brzmienie do treści. Zmieniam je cały czas. Wiele zmian jest przypadkowych. Czasami ktoś pomyli się przy czytaniu tekstu przez co staje się on tak zabawny, że zachowuję w nim tę pomyłkę.

"Zawsze miałem awersję do poezji. Naprawdę jej nie cierpię. Sam pomysł pisanie wierszy doprowadza mnie do mdłości. A ludzie którzy ją piszą – nie chcę robić jakiś socjologicznych uogólnień, ale nie jest to coś z czym w jakikolwiek sposób mógłbym się identyfikować ... to cierpienie i walenie się pięścią w klatę, pochylanie głowy ... liście spadające z drzew, wiejący wiatr i wszystkie te bzdury. Nienawidzę tego.

"Nie lubię książek. Czytam bardzo rzadko. Mamy z żoną taki żart, bo ona lubi czytać. Mówię, że w dzisiejszym świecie są dwie złe rzeczy, jedną z nich są pisarze, a drugą czytelnicy. Główny problem z pisarzami jest taki, że zajmują się czymś, co z dnia na dzień staje się coraz bardziej archaiczne, a oni wcale nie zdają sobie z tego sprawy – mam na myśli język. Język jest produktem ubocznym technologicznego rozwoju cywilizacji ... pomyśl, co stało się z językiem angielskim pod wpływem sloganowego języka reklam. Znaczenia słów zostały do tego stopnia poprzekręcane, że semantycznie rzecz biorąc nie gwarantuje on dokładnego przekazu informacji.

"Nie twierdzę, że pisarzy należałoby czymś zastąpić. Po prostu żal mi ich. Ich problem jest podobny do tego jaki mają twórcy muzyki. Z powodu coraz to nowych technik gry na instrumentach bardzo trudno jest dokładnie zapisać swoją muzyczną koncepcję na papierze.

"Kolejny problem jest taki, że nie jestem zbyt dobrym śpiewakiem i większość wokali muszą dawać do śpiewania innym, jeśli chcę by wykonania dało się słuchać ... co oznacza, że jeśli nie zachowają właściwych modulacji, to znaczenie tekstu ulegnie zmianie.

"Jest sporo trudności w przekazaniu właściwego znaczenia. Najlepiej mają malarze. Martwią się tylko tym czy kolory nie zblakną, albo czy płótno jest odpowiednio naciągnięte, w ich pracy nie ma pośredników. Tworzą coś i ich dzieło jest ukończone. Nie muszą przekazywać go innym ludziom do obróbki.

"Sądzę, że idealnie byłoby gdyby słów używałoby się wyłącznie dla zabawy, słowo mówione, brzmienie słów ... zawsze wydaje mi się bardzo zabawne z powodu różnic w wypowiadaniu ich przez różnych ludzi, każdy ma swój indywidualny mechanizm głosowy. Ale jeśli chodzi o przekaz informacyjny, to byłoby o wiele lepiej gdybyśmy mogli komunikować się telepatycznie.

"W zasadzie, to wszystko to bzdury. Kogo obchodzą te wszystkie techniczne problemy, o których ci opowiadam? Mówię wam ludzie, nie czytam za wiele, nie bardzo lubię książki i wcale nie lubię poezji. I tyle."

Wracając do poprzedniej myśli, spytałem Zappę czy nie uważa, że artysta jest odpowiedzialny za edukowanie tych, którzy wiedzą mniej od niego. Nie zgodził się z tym.

"Ludziom trudno jest przyjąć do wiadomości, że ktoś wie coś, czego oni nie wiedzą. Wyobraź sobie, że wiesz coś, o czym inni nie mają pojęcia i chciałbyś im o tym powiedzieć, cóż, będziesz miał problem, ponieważ, po pierwsze, oni nie chcą tego wiedzieć; a jeśli zechcesz im powiedzieć: 'jeżeli będziecie to wiedzieli, to będzie żyło wam się lepiej,' to wtedy musisz się zastanowić i zadać sobie pytania, czy naprawdę chcę im o tym powiedzieć, czy to sprawi, że poczują się lepiej, czy ta wiedza będzie dla nich w jakikolwiek sposób korzystna? "Patrzę na to realistycznie. To się nie uda. Myślę, że to, co mam do przekazania jest użyteczne tylko dla bardzo nielicznej grupy ludzi i nie sądzę by dobrym pomysłem było stawanie na głowie by dotrzeć z tą wiedzą do dużej liczby osób, gdyż, po pierwsze, nie będą w stanie zrobić z tego użytku; po drugie, prawdopodobnie wcale tego nie potrzebują; i po trzecie, wiem, że oni tego nie chcą. Do diabła z tym!"

Po co więc tworzyć kolejne nagrania?

"We współczesnej Ameryce większość artystów próbuje robić nagrania po prostu dlatego by mieć co do garnka włożyć."

W końcu, w desperacji, spytałem: Czy kiedykolwiek to co mówiłeś dotarło do kogoś z jakimś pozytywnym skutkiem.

"Tak."

I jak się wtedy czułeś?

"Wiem tylko tyle, że byłem zmęczony."