home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Pierwsza, skrócona wersja tego wywiadu ukazała się w lipcu w Melody Maker, to jest grudniowa, szersza wersja. Przeprowadzono go zapewne po koncercie w Ottawie 1 lipca 1974. Zespół zakończył trasę rocznicową w połowie maja i od końca czerwca rozpoczął tourne północnoamerykańskie. Rozmowa dotyczy głównie poczucia humoru i jego znaczenia w tworzeniu i odbiorze muzyki FZ. Wszystkie informacje o wydawnictwie znajdują się na stronie AFKA (tłumaczył: andrzej rogowski)


Frank Zappa – Zabawna Matka

Chris Lloyd

Beetle, grudzień 1974

Ottawa: Frank Zappa opadł na ławkę w niewielkiej garderobie, założył nogę na nogę i głęboko zaciągnął się papierosem.

Włosy miał związane do tyłu, co tylko podkreślało oznaki zmęczenia na jego twarzy. Wyglądał na wyczerpanego.

Nic dziwnego. Właśnie zakończył kolejny koncert w trakcie napiętego do granic możliwości tourne Mothers po Ameryce Północnej. Tej samej nocy musiał jeszcze przejechać 150 mil na lotnisko aby następnego dnia zespół mógł wylecieć do kolejnego miasta. Po zakończeniu trasy mieli zaplanowany występ w telewizji [1]. A potem kolejne tourne, tym razem w Europie.

I oto napatoczyłem się ja, prosząc o wywiad.

Ale dla niego była to tylko kolejna z wielu rzeczy, jakimi codziennie musiał się zajmować i rozmawiając ze mną wyglądał na zadowolonego. Rozmawialiśmy o jego humorze.

"To anomalia," uśmiechnął się.

"Simmons ma bardzo dobre poczucie humoru – to po prostu widać." Mówił o Jeffie Simmonsie, gitarzyście rytmicznym w zespole.

Szybko wyszło na jaw, że humor jest jedną z podstawowych rzeczy, na jaką zwraca uwagę wybierając muzyków do zespołu.

"Jest prawie tak ważny jak umiejętność grania na instrumencie. Bo jak się nie ma poczucia humoru, to nie da się właściwie grać tej muzyki, nieważne ile nutek potrafisz zagrać idealnie, bez humoru nie będzie to zagrane dobrze."

Zastanawiałem się czy szalona i dziwaczna strona jego osobowości była zastrzeżona tylko dla jego piosenek i publiczności.

"Właściwie, to trochę tonuję moje zachowanie gdy występuję publicznie. Poza sceną jest znacznie gorzej," roześmiał się.

Tonuje? Słyszałem coś o publicznym odgrywaniu treści zawartych w tekście Dinah-Moe Hum?

"To nie było tak. To stało się w Australii, kiedy pewna dziewczyna chciała byśmy to zrobili w trakcie odtwarzania piosenki na magnetofonie kasetowym, ja potem tylko powiedziałem publiczności, że to fajna zabawa spróbować tak zrobić, ale zdziwiłbyś się jak szybko trzeba się poruszać by nadążyć za tekstem."

Dinah-Moe Hum to jeden z moich ulubionych kawałków Zappy, a on najwyraźniej lubił mówić o tej piosence. Spytałem w jaki sposób uniknął problemów z cenzurą, zwłaszcza że tekst został w całości wydrukowany na okładce płyty "Over-Nite Sensation". Przecież nawet Stonesi musieli zmienić Starfucker na StarStar" gdyż oryginalny tytuł wydawał się być zbyt ostry.

Starał się brzmieć na lekko urażonego gdy spytał: "A cóż takiego niewłaściwego jest w tekście Dinah-Moe Hum? Uważam, że jest to całkowicie normalna, konserwatywna ocena czegoś, co naprawdę się zdarzyło."

I patrząc chytrze, dodał: "Myślę, że Stonesom uchodzi płazem o wiele więcej niż nam – stać ich na to."

A co ze słowami innych piosenek, które, choć nie kojarzą się seksem, są równie zwariowane? Jego fiksacja na punkcie cyrkonowych pincet z tej samej płyty? I poncha od Sears'a, które pojawiają się też na "Apostrophe (')"?.

"Cóż ... cyrkonię po raz pierwszy odkryłem w tysiąc dziewięćset ... pięćdziesiątym ... siódmym," (zanotowałem sobie to historyczne zdarzenie) "kiedy pianista w zespole, który miałem w szkole średniej, wymyślił, że aby grać tak jak Fats Domino musiał mieć tak samo jak on obciążone dłonie. 'Wiesz, Fats miał wielki diamentowy pierścień na palcu. Ale oczywiście Wimberly nie mógł sobie pozwolić na kupno diamentu, na szczęście w komiksie zobaczył ogłoszenie, w którym napisali, że za jedyne 10 dolarów może mieć cyrkonię o tej samej wielkości." Śmiejąc się kontynuował: "I od tamtej pory cyrkonia stała się dla mnie symbolem totalnej tandety."

Wyjaśnienie kwestii poncho nie było już tak obrazowe: "No cóż, wiesz, ludzie ciągle myślą o tym w co się ubrać."

"Apostrophe (')" wydawał mi się logiczną kontynuacją "Over-Nite Sensation". W jakim kierunku pójdzie kolejna płyta?

"Kolejna płyta jest już ukończona. Ukaże się we wrześniu. Będzie zatytułowana "Zappa, Mothers, Roxy and Elsewhere". Jest to w większości płyta na żywo. Dwie trzecie zostały nagrane w The Roxy w Los Angeles, a kilka nagrań pochodzi z The Auditorium Theatre w Chicago i z hali sportowej w Edinburgh, Pennsylvania."

Dodał, że płyta będzie zawierała sporo materiału granego w trakcie tego tourne. Koncert, na którym byłem miał posmak nieco nostalgiczny – sentymentalna podróż do początków rock and rolla.

Zappa szybko wyjaśnił: "Występy bardzo się od siebie różnią. Mamy różne programy, za każdym razem jest inaczej. Mamy przygotowanych tak wiele utworów, że możemy dawać całkiem różne koncerty. Jeśli więc zdarzyło ci się być na takim, w trakcie którego graliśmy dużo piosenek rock and rollowych, to mógłbyś pomyśleć, że wracamy do ery Ruben and The Jets."

Podczas koncertu Zappa zostawił śpiewanie Napoleonowi Murphy Brockowi.

Wyjaśnił: "Mój styl gry na gitarze, to kolejna anomalia. Jest rozwinięciem mojego humoru, a ostatnio  gram na gitarze coraz więcej.

"Kiedy gramy utwory instrumentalne lubię tworzyć z gry innych muzyków podstawę dającą mi możność grania w takim stylu w jakim lubię."

W tym konkretnym przypadku podstawę tę tworzyli Ruth Underwood na instrumentach perkusyjnych, George Duke na klawiszach, Chester Thompson na perkusji, basista Tom Fowler, plus Jeff Simmons i Napoleon, który śpiewał i grał na saksofonie tenorowym.

Zappa poznał Ruth w 1967, brała udział w nagraniu płyty "Uncle Meat".

Tom Fowler jest bratem Bruce Fowler'a, który kiedyś [do połowy maja] grał  w Mothers na puzonie. Frank opowiedział mi jak to się stało, że Tom dołączył do zespołu: "Mieliśmy innego basistę, ale on nie mógł z nami zostać [2], szukaliśmy więc nowego i Bruce powiedział 'mój brat się nada'. Sprowadził go z Salt Lake City. No i się nadał."

Pracował dorywczo z Georgem przez okres pięciu lat, potem odszedł by grać z Cannonball.

Jeff był już wcześniej w zespole przez około rok. Odszedł tuż przed zdjęciami do 200 Moteli i powrócił do Mothers w marcu.

Jeśli chodzi o Napoleona, Zappa poznał go na Hawajach. Wspomina: "Pracował w klubie The New Red Noodle. Byłem tam pewnego wieczora w czasie wakacji i zobaczyłem go podczas występu, pomyślałem że świetnie sobie radzi na scenie i zaproponowałem by wstąpił do zespołu. Powiedział, że chciałby, ale nie może bo jest związany siedmiotygodniową umową z barem. Powiedziałem na to 'oto prawdziwie uczciwy muzyk', po zakończeniu kontraktu w barze przyszedł na próbę i od tamtej pory jest z nami. To już około rok."

Liczba muzyków w zespole wydała mi się mała w porównaniu ze składami wymienionymi na płytach. Zappa wyjaśnił to następująco: "Działa to tak, jeśli jest to płyta Mothers, to skład zespołu tworzą muzycy, z którymi jestem na tourne w czasie gdy ta płyta powstawała. A jeśli jest to płyta Franka Zappy, to grają na niej też muzycy spoza zespołu. Dlatego na płycie "Apostrophe (')" jest ich 24 a na płycie "Over-Nite Sensation" ośmiu, albo coś koło tego."

Wśród tych 24 byli Jack Bruce i Aynsley Dunbar, założyłem więc, zgodnie z moją cyniczną naturą, że Zappa robi tak specjalnie, wybierając znane nazwiska, by potem umieścić je na okładkach swoich płyt.

Ale nie. "Lubię różnorodność i lubię różne rodzaje muzyki. Nie każdy muzyk potrafi zagrać w każdym stylu, jeśli więc chcę nagrać piosenkę w jakimś konkretnym stylu, to szukam ludzi, którzy są w tym stylu dobrzy."

Niektóre nazwiska pojawiają się tak często jakby były częścią wyposażenia Zappy – Jean-Luc Ponty, Sugar Cane Harris oraz Ian i Ruth Underwood.

Coś z przeszłości: "Tak naprawdę, to z Ianem nie pracuję już od ponad roku a Jean-Luc odszedł z zespołu sześć czy osiem miesięcy temu. A Sugar Cane nigdy nie jeździł z nami na tourne. Brał udział w kilku nagraniach w Los Angeles.

"Wiesz, niektórzy z nich świetnie nadają się do pracy w studiu, gdy chcę coś nagrać, ale niekoniecznie są osobami, na których chciałbym budować swoją przyszłość."

Z kim więc chciałby jeszcze pracować? "Cóż, zastanówmy się ... podoba mi się Joe Farrell. Podoba mi się jego sposób gry, ale raczej nie rzucałbym wszystkiego tylko po to by nagrać z nim płytę. Raczej po prostu złożyłbym mu propozycję."

Czy jest ktoś dla kogo rzuciłby wszystko by zrobić z nim nagranie? – "Nie, raczej nie." Ale po chwili zastanowienia dodał szybko : "Och, chwila ... Howling Wolf."

Jako Anglik, od niedawna przebywający w Kanadzie, spytałem go co myśli o starej dobrej Brytanii i o swoim do niej powrocie na wrześniowe tourne.

"Cóż," westchnął, "czasami jest fajnie, a czasami kończysz w szpitalu."

Jego ostatnia wizyta, kiedy został zepchnięty ze sceny i doznał złamania nogi, wciąż jest żywa w jego pamięci, chociaż dodaje: "Nieźle się bawiłem w Anglii. Było też trochę smutnych historii. Raz się wygrywa, a raz przegrywa, pół na pół."

Przestał wyliczać powiedzonka i zaczął mówić o tym palancie, który zaatakował go na scenie. Gościu dostał rok, Zappa uważał, że to łagodny wyrok. Trudno się nie zgodzić, choć złamanie nie było zbyt skomplikowane, Frank spędził na wózku dziewięć miesięcy.

"Nie goiło się. Nie chciało się goić, a oni zamierzali operować, ale powiedziałem 'Nie, zostawcie gips. Zrośnie się'. No i się zrosła."

Kolejną rzeczą, która źle mu się z Anglią kojarzy, jest nasz narodowy system ochrony zdrowia – duma Anglików (powiedzenie "Ci cholerni imigranci przyjeżdżają tu tylko po to, by wykorzystywać nasz system ochrony zdrowia" to sztandarowy przykład brytyjskiej nietolerancji).

Powiedział: "Miesiąc spędziłem w klinice na Harley Street, która nie była taka zła. Pierwszy szpital w jakim się znalazłem, to było prawdziwe dno. Był to zwykły szpital publiczny. Było tam po prostu ... eughhh ... wciąż pamiętam jaki tam był smród."

I jakby nadal czuł ten smród w nosie, wyjęczał: "To było po prostu straszne."

"Nie, nie sądzę by wasza służba zdrowia była aż taka wspaniała. Dostajesz to, za co zapłacisz."

Porzucił ten nieprzyjemny temat jak brudną szmatę, przeszedł do inne związanej z Anglią kwestii – zakazu występu w Royal Albert Hall: "Nadal toczy się sprawa, którą im wytoczyliśmy. Wiesz jak to jest w sądach. Odkładają twoja sprawę przez trzy lata a potem ktoś dzwoni do ciebie i mówi 'Ustaliliśmy termin rozprawy. Prosimy o stawiennictwo.' Jak tylko do tego dojdzie, na pewno tam pojadę." [3]

Wyobrażam go sobie w miejscu dla świadków. Będzie się działo. Teraz uznałem jednak, że z powodu jego niezbyt pochlebnych opinii o moim kraju najwyższa juz pora by zmienić temat. Spytałem o występ w telewizji.

"Sfilmujemy to jak tylko wrócimy do Los Angeles," powiedział. Nie chciał jednak rozwodzić się nad szczegółami, rzekł tylko: "To będzie coś, czego nigdy przedtem nie widziałeś. Tyle tylko powiem. Nie zepsuję niespodzianki," zakończył z uśmiechem.

Ten film powinien dotrzeć do wielu ludzi. "Mieliśmy też ofertę od NBC, ale wiesz ... lepiej jest zaprezentować to w telewizjach niezależnych, bo jest więcej stacji nienależących do sieci niż tych sieciowych. Pewnie będziesz mógł to zobaczyć. Może sprzedadzą to do Kanady."

Będzie to jego pierwsze nagranie filmowe od czasu 200 Moteli, które to, prawdę mówiąc, nie zrobiło wielkiego wrażenia na krytykach.

Dało się wyczuć nutkę goryczy w jego głosie gdy mówił o tych recenzjach, ale na pewno w najmniejszym stopniu nie były go one w stanie zniechęcić.

Teraz przyszła kolej na jego ocenę krytyków: "Trzeba wziąć pod uwagę kim i czym są krytycy. Oraz jak zarabiają na życie. A także w jaki sposób najlepiej pełnią swoją funkcję. No i jaki mają sposób na jak najdłuższe utrzymanie się w zawodzie. Oraz fakt, że większość z nich jest całkowicie pozbawiona poczucia humoru.  ...

"Jeżeli nie ma się poczucia humoru, trudno jest zrozumieć to co robię. Jeśli nie potrafisz się śmiać, a zwłaszcza śmiać się sam z siebie, niczego nie zrozumiesz.

"Czego więc można oczekiwać od krytyków?"

Odniosłem wrażenie, że wypowiedziawszy te słowa poczuł się lepiej, dalej powiedział: "Ale z drugiej strony, w miejscach, gdzie należałoby spodziewać się jak najgorszych recenzji, dostaję wprost znakomite.

"Telewizja CBS w Los Angeles dała bardzo pochlebne recenzje i pokazała fragment filmu w trakcie wiadomości. Mieliśmy też dobre recenzje w Variety, wiesz, znanej gazecie z Hollywood. Recenzentowi naprawdę film się podobał.

"Rozmawiałem z nim przed pokazem i odniosłem wrażenie, że to jakiś palant. Zadawał mi głupie pytania, myślałem sobie; 'Chyba nic z tego nie będzie', ale kiedy oglądał film cały czas się śmiał, był zachwycony."

Te wspomnienia jeszcze bardziej go rozpromieniły, spytałem w jakim kierunku będzie podążać jego twórczość i muzyka.

"O rany ... nie mogę powiedzieć." Po chwili dodał: "To kolejna z moich anomalii."

Ta była już ostatnią, wyszedłem, a on mógł wreszcie udać się do swojego autokaru.

_______________________________________________________________________________

[1] Chodzi o nagranie w studiu telewizji KCET w Los Angeles, wydane jako 'A Token of His Extreme', nagranie (przed kamerami znowu bez Simmonsa, był w zespole do 4 lipca) odbyło się najprawdopodobniej 27 sierpnia 1974, choć wstępnie planowane było chyba na 6,7 sierpnia (historia wersji oraz bilet potwierdzający datę). Występ został pokazany w telewizji prawdopodobnie w grudniu.  

[2] Dave Parlato, który grał na basie w zespołach Grand i Petit Wazoo

[3] Sprawa zakończyła się w kwietniu 1975 przegraną Zappy (krótka relacja), w autobiografii Zappa poświęca tej sprawie cały rozdział.