home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad przeprowadził Dr Demento, więcej informacji o wydawnictwie na stronie AFKA; (tł.andrzejrogowski)


Wielki projekt, którego Apostrophe jest tylko częścią

Barry Hansen [1]

Circular, 29 kwietnia 1974

Ludzie reagują gwałtownie na Franka Zappę. Jego dyplom szkoły średniej na przykład: "Ukończyłem liceum Antelope Valley ... mając 20 punktów poniżej wymaganego minimum, tylko dlatego, że chcieli się mnie jak najszybciej pozbyć." (Cytat z półoficjalnej jednostronicowej autobiografii Franka).

Sześć lat później była to grupa dość normalnych barowych muzyków w Pomonie w Kalifornii, mieście w żaden sposób niekojarzącym się z jakąkolwiek kulturą. Po tym jak Frank dołączył do nich w 1964, zwolnili dotychczasowego lidera zespołu i przemianowali się na Mothers, porzucili repertuar złożony z piosenek Jamesa Browna i Wilsona Picketta na rzecz tego tworzonego przez F.Z.

Kolejny ruch należał do właścicieli klubów i barów, którzy od czasu do czasu, nieświadomie wspierali sztukę Franka. "Zwalniano nas regularnie przez około rok ... ze wszystkich miejsc od Pomony do Torrance," wspomina Frank. Ale Mothers przetrwali, zapuszczając coraz dłuższe włosy. Wkrótce już byli gotowi do ataku na Hollywood.

Pierwotna publiczność

W tamtych dniach, Hollywood (zwłaszcza jego część zachodnia, Sunset Strip) był jednym z niewielu miejsc na świecie, gdzie publiczność złożona z ludzi chcących posłuchać niekonwencjonalnej muzyki rock & rollowej mogła to swobodnie zrobić. Co więcej, publiczność ta potrafiła wpływać na publiczność w innych miejscach, również poza Kalifornią.

Nawet w Whisky a Go Go byli ludzie, którzy reagowali negatywnie gdy w czasie wykonywania piosenki Mothers zmieniali tempo, obrażali klientów i nie chcieli zagrać "Midnight Hour." Ale ludzie reagowali, tak czy inaczej. Mothers byli kochani lub nienawidzeni, ale nigdy ignorowani.

Nic dziwnego, że takie reakcje publiczności zwróciły uwagę firm nagraniowych. Wraz z nagraniem Freak Out w 1965, kontrowersyjna muzyka Zappa stała się znana na całym świecie.

Po szesnastu płytach (nie licząc składanek i bootlegów) i 10 latach nieustającego koncertowania Frank Zappa zmienił świadomość kilkunastu milionów ludzi, mniej więcej. Chociaż od czasu do czasu wciąż da się słyszeć negatywne komentarze, to fakty są takie, że powstała grupa Mothermaniaków, kupujących każdą płytę jaką tylko zobaczą i rozsmakowujących się w muzyce, tekstach i przekazach tego unikalnego, obrazoburczego artysty z uczuciem bardzo bliskim uwielbienia. Tylko kilku innych ludzi rozrywki może pochwalić się takim bezkompromisowym szacunkiem ze strony swojej publiczności, jest to coś, co daleko wykracza poza zwykłe relacje pomiędzy fanem a jego idolem i sięga bardzo głęboko, po równi do intelektu jak i do sfer erogennych.

U Zappy

Szukając środka tej burzy, w pewnym sensie, udałem się do domu Zappy w Hollywood Hills by przeprowadzić wywiad. Po przyjściu znalazłem go na końcu ogromnej pracowni zajmującej całą połowę dolnej części domu. Siedział przy dość przerażająco wyglądającej maszynie, całe mnóstwo szpul i ekranów, która okazała się być konsolą do edycji i montażu taśmy filmowej.

Na jednym z podwójnych ekranów oglądaliśmy krótki film, niezatytułowane dzieło artysty z Seattle, Bruce'a Bickforda, z muzyką Mothers. Film zrobiony w technice animacji poklatkowej, w której wykonane z plasteliny figurki (było ich 80) są ustawiane i kolejno fotografowane, następnie przesuwa się je o ułamek centymetra i znowu fotografuje, a potem znowu i znowu aż wszystkie te poszczególne przesunięcia złożą się na film w jakości 3D niemożliwej do osiągnięcia w przypadku zwykłych kreskówek.

Kiedy już miałem pochwalić Zappę za napisanie muzyki, tak doskonale pasującej do plutonicznego nastroju filmu, on powiedział mi, że muzyka nie została wcale napisana do tego filmu, że są to po prostu kawałki wyjęte z koncertowych nagrań Mothers, które zostały nagrane na długo przedtem nim Frank miał okazję ten film zobaczyć.

"Dostałem wersję roboczą filmu od Bickforda i trochę nad nią pracowałem," wyjaśnił Frank, "bez dźwięku. Potem, wczoraj wieczorem, siedziałem tu razem ze sprzedawcą tej maszyny do obróbki filmu i po prostu dołożyłem nagranie muzyki [Mothers] i wszystko się pięknie zgrało. To po prostu niewiarygodne – kiedy pomyślisz ile pracy wymagałoby napisanie muzyki do takiego filmu, a zeszłej nocy ja po prostu dodałem do niego tę muzykę, która została stworzona w całkiem innym celu, spontanicznie w zupełnie innym miejscu i czasie, a po złożeniu jej z filmem okazało się, że doskonale do siebie pasują."

Konceptualna ciągłość

Przeszliśmy na drugi koniec pracowni, gdzie siedząc w wygodnej alkowie kontynuowaliśmy rozmowę. Zappa, zaskoczony i zachwycony doskonałym zgraniem audio i wideo, którego świadkami przed chwilą byliśmy, miał tego racjonalne wyjaśnienie, oparte na idei, która przez ostatnią dekadę napędzała i rządziła jego twórczością. Jest to idea "konceptualnej ciągłości," przekonanie Zappy, że wszystko co tworzy i wykonuje w dowolnym środku wyrazu stanowi część tego samego, ciągłego artystycznego i komunikacyjnego doświadczenia.

"Zamiast rozważać każdą poszczególną jednostkę, taką jak solo gitarowe, piosenkę czy serię piosenek, jako osobne, skończone dzieła, ja widzę je jako części wymagające stałego namysłu i uwagi, ale też myślę o znaczeniu jakie mają one w strukturze dzieła rozumianego jako całość."

Dawne i przyszłe wersy

Od razu przypomniała mi się technika Zappy dodawania do swoich płyt krótkich, często zaskakujących cytatów z poprzednich (i jak można sądzić, też i przyszłych) nagrań – takich jak wers "Czy to prawdziwe poncho, czy też poncho kupione u Sears'a?" który pojawia się na płycie 'Overnite Sensation' oraz na nowym solowym albumie 'Apostrophe', albo ten powtarzający się motyw pudla. Jest to na pewno jeden ze sposobów, w jaki Zappa uświadamia swoim słuchaczom istnienie 'konceptualnej ciągłości'. Bardziej subtelnym przejawem tej samej idei byłoby to, jak muzyka Mothers z tych koncertowych nagrań, których dopiero co wysłuchaliśmy, w jakiś przedziwny sposób wpasowała się do filmu Bickforda, którego sam wybór i edycja też okazują się być kolejnymi częściami konceptualnej ciągłości Franka.

"Jeśli weźmiesz taśmę i odtworzysz ją szybciej," powiedział Frank, "usłyszysz bas grany o oktawę wyżej. Podobnie, gdybyś mógł wziąć całość tego, co robimy  i odtworzyć to ze zwiększoną szybkością, to byłbyś w stanie zobaczyć, że jest tam wiele makro-melodii oraz makro-rytmów żyjących tam jakby swoim własnym życiem."

Zappa robi co może by zachować tak wiele z tej ciągłości jak to tylko możliwe, nagrywając wszystkie swoje występy w kwadrofonii i filmując je, jeśli tylko da się to zrobić. Chociaż ściany w pracowni Zappy pokryte są niezwykłymi dziełami sztuki i artefaktami (między innymi, są tu pozostałości gitary Jimiego Hendrixa spalonej w czasie Monterey Pop Festival [2]), to tym co najbardziej rzuca się w oczy (poza oczywiście sprzętem) są wysokie na półtora metra stosy taśm z muzyką i ogromne regały pełne taśmy filmowej.

Korzystając z możliwości technicznych swojej maszyny do obróbki filmów, odtworzył mi taśmę z nagraniem niedawnego występu Mothers w Roxy Theater, na dwóch ekranach zobaczyłem doskonale zsynchronizowany obraz pochodzący z dwóch ustawionych w różnych miejscach sali koncertowej kamer.

Przyglądając się szczegółom

Zappa jest oczywiście tak samo pochłonięty makrostrukturą jak i mikrostrukturą. Złożoność szczegółów w jego pracy jest równie zadziwiająca jak jego całościowy projekt, co zostało mi przypomniane kilka dni później przy okazji wizyty w kompleksie DiscReet, gdzie miałem okazję zobaczyć Mothers w czasie próby przed zbliżającym się tourne.

DiscReet zajmuje anonimowy, choć nie pozbawiony wyrazu budynek na wschodnich obrzeżach Hollywood. Tak naprawdę, są to dwa budynki; jeden z nich mieści biura a drugi, znajdujący się z tyłu, wygląda jak magazyn o powierzchni około 80 stóp kwadratowych. Wewnątrz znajduje sie scena do prób dla Mothers.

Zajmująca prawie połowę budynku, wzniesiona kilka stóp nad poziomem podłogi, scena przypomina te znajdujące się w salach koncertowych. Nie ma miejsc siedzących, ale w tam gdzie znajdowałby sie czwarty rząd krzeseł pracownicy Franka umieścili stół mikserski. Choć przeznaczony jest do użytku w trasie, jest duży i pod względem technicznym odpowiada tym używanym w studiach nagraniowych. Siedział tam inżynier regulujący ustawienia, a w czasie gdy Mothers odbywali swoja próbę, pracował nad starannie zaplanowanymi przez Zappę teksturami dźwiękowymi.

Obok systemu nagłośnienia znajduje się równie wyszukana konsola oświetleniowa sterująca pracą wysokich zestawów reflektorów, które najwyraźniej należą do koncertowego wyposażenia Mothers. Światła są ściśle skoordynowane z wykonywaną muzyką, lecz akurat w tym dniu personel instalował  nowy sprzęt i cały system był testowany. Scena w jednej chwili była zalewana potokami kolorowego światła, a chwilę potem pogrążała się w ciemnościach.

Pracując na poważnie

Mimo tego zamieszania muzycy cały czas zajęci byli swoja próbą, niezrażeni nawet tym, że w pewnym momencie pośrodku zespołu ustawiono i testowano kilka świateł stroboskopowych. Próba była poświęcona drobiazgowemu powtarzaniu kilkunastu wyjątkowo nieregularnych i asymetrycznych instrumentalnych pasaży. Gdyby nie skromna liczba stojących na scenie statywów na nuty można by pomyśleć, że jest to próba jakiejś symfonii, a nie luźna rockowa sesja.

Kiedy Franka wezwano do telefonu, muzycy kontynuowali ćwiczenie pasaży. A kiedy przyszedł czas na przerwę (dla wszystkich poza Frankiem, który skorzystał z okazji by pokazać parę gitarowych zagrywek najnowszej Matce, Jeffowi Simmonsowi), ulubionym napojem okazało się być mleko.

Każde tourne Mothers poprzedza kilka tygodni codziennych prób. Rezultat tego był doskonale widoczny w czasie koncertu, na który udałem się parę tygodni później, gdzie zespół wykonywał najbardziej złożoną i trudną muzykę, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem, zostawiając słuchaczy równie podekscytowanych, jak i wymęczonych!. Technicy od dźwięku i oświetlenia byli w szczytowej formie, czyste dźwięki muzyki dokładnie wypełniały całą wielką salę koncertową.

Koncert, podobnie jak wszystko co robi Zappa, był dziełem człowieka, który nad wszystkim panuje. Zappa jest perfekcjonistą. Jednak to co bardziej zdumiewa, to niesłychanie wysoki poziom napędzającej go energii, która umożliwia mu bycie jednym z najbardziej płodnych pisarzy i kompozytorów jakich zna historia muzyki i to pomimo jego niezwykle napiętego grafiku koncertów.

Bez rozrywek

Jest do tego stopnia zabsorbowany swoją pracą, że zdaje się nie mieć żadnego zapotrzebowania na inne przyjemności; trudno wyobrazić go sobie na cocktail party czy na meczu footballu.

"Kiedy jestem w domu, mam ustalony następujący plan pracy. Jeśli akurat nie ma prób, spędzam około 16, 18 godzin dziennie właśnie tutaj (w pracowni) pracując nad filmami, pisząc muzykę i teksty na maszynie ... a jeśli mnie tu nie ma, to zwykle jestem w studiu przez 10,14 godzin, siedem dni w tygodniu, aż do momentu rozpoczęcia prób." Nie trzeba dodawać, że nawet wtedy gdy Mothers mają próby, Frank, przed próbami i po nich, nadal znajduje czas by zajmować się swoimi projektami w zaciszu domowej pracowni.

Czy zamierza cały czas żyć w ten sposób, pytam? "To wspaniałe. Jedyna rzecz jaka by mogła mnie od tego odciągnąć, to 100% zaangażowanie się w zrobienie filmu fabularnego." Czy ma takie plany w najbliższej przyszłości? "Tak." (Nie chciał rozwinąć tego tematu).

Przy końcu naszego wywiadu zauważyłem, że niewielu jest ludzi tak mocno jak on zaangażowanych w swoją pracę, oraz tak bardzo jak on lubiących, to czym się zajmują. Odpowiedział: "A co innego mogę robić, pracować na stacji benzynowej?"

1. Barry Hansen jest bardziej znany jako Dr. Demento. Od ponad trzydziestu prowadzi program radiowy specjalizujący się w prezentacji nowej muzyki.

2. Był to Miami Pop Festival w 1968