home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad przeprowadził Elliot Cahn, lider Sha Na Na, najpewniej tuż przed czwartym północnoamerykańskim tourne, które rozpoczęło się chyba koncertem w Waterbury, 28 października 1974. Szczegółowe informacje o wydawnictwie na stronie AFKA.  (tł. andrzejrogowski)

____________________________________________________

Frank Zappa

Elliot Cahn

Los Angeles Free Press, 29 listopada 1974

W listopadzie 1970 – zespół Sha Na Na przez dwa wieczory występował obok Mothers of Invention w Fillmore East.[1] Wiedząc o tym, że Zappa lubił stary rock ‘n’ roll, jeden z członków mojej grupy podszedł do niego i spytał, "Gdzie twój złoty, świecący garnitur, Frank?" Frank tylko się uśmiechnął i popukał się palcem w czoło.

Mało jest osób, które nie zgodzą się ze stwierdzeniem, że Frank Zappa jest wspaniałym muzykiem i równie wspaniałym człowiekiem. Jednakże, posiada reputację, narosłą przez wiele lat, enfant terrible świata rocka – cynika, gbura patrzącego na wszystkich z góry. Moi znajomi dziennikarze mieli bardzo różne wrażenia po spotkaniach z nim, od "niemożliwy" do "świetny wywiad." Jednak u wszystkich dawało się zauważyć co najmniej lekki podziw dla tego człowieka.

Nasz wywiad miał się odbyć w domu Franka, ale akurat był pochłonięty pracą, wykonując jakieś nie cierpiące zwłoki, szaleńcze poprawki montażowe w nagraniu Mothers of Invention TV special; spotkałem go więc w Trans America Video na Vine Street. Była dziewiąta wieczorem, a on wciąż był pod ścianą – pozostało mu jeszcze sześć godzin pracy przy filmie a potem samolot o 8 rano i początek pięciotygodniowego tourne.

Zaskoczyło mnie to, że w takich okolicznościach nie odwołał wywiadu – nie było to w stylu kogoś, kto gardzi swoją publicznością. Wręcz przeciwnie, był chętny do współpracy, jakby chciał pokazać, że jego wizerunek brzydala i barbarzyńcy jest nieporozumieniem. Jego powstanie wiązał z treściami umieszczonymi na okładce płyty Freak Out, które w zamierzeniu miały być żartem, lecz ludzie najwyraźniej nie zrozumieli jego prostolinijnego poczucia humoru, zwłaszcza gdy jego ostrze było na nich skierowane.

"Sądzę, że gdyby ludzie mieli szansę mnie naprawdę poznać - bo wiesz, zasadniczo jestem bardzo miłym facetem – to zobaczyliby jak działa mój humor, nauczyliby się go dostrzegać." Frank uważa też, że to niepochlebne komentarze, drukowane w popularnej prasie na początku jego kariery, rozpoczęły modę na dokopywanie Zappie, która to moda zdaje się teraz żyć swoim własnym życiem.

"Wiesz co się dzieje, gdy ludzie zaczynają zbierać wycinki z gazet i wkładać je do teczek. Wszystkie te newsy nakładają się na siebie i wyłania się z nich jakaś niemająca związku z rzeczywistością historia. Z czegoś takiego rodzą się legendy, właśnie coś takiego pomogło uczynić mnie sławnym, albo niesławnym. Ale wcale nie oznacza to, że taki jest stan faktyczny."

Wyczuwa się gorycz gdy mówi o tym, jak traktuje go prasa: "Jeżeli ktoś z prasy przychodzi do mnie z tymi wszystkimi bzdurnymi uprzedzeniami na mój temat i oczekuje, że będę grubiański, to spełnię jego najgorsze oczekiwania i będę grubiański. Traktuję ludzi tak, jak oni traktują mnie. Jeśli próbujesz być zawsze dla wszystkich miły, to jesteś popierdolonym idiotą! Niektórzy nienawidzą cię zanim się jeszcze do nich zbliżysz, dlaczego więc miałbym całować ich w tyłek? Mam gdzieś jakich maszyn do pisania używają."

Jednym z tych parających się pisaniem, ostro krytykowanym przez Zappę jest David [Walley], którego biografia Franka nadal wzbudza silne emocje. "Uważam, że to jedno wielkie gówno. Drażnią mnie wszyscy ci dziennikarze, którzy pozwalają sobie szafować reputacją innych tylko po to by świat o nich usłyszał, pisząc rzeczy, które nie są nawet dobrze napisane. Jeśli chcesz pisać, to powinieneś mieć do tego jakieś kwalifikacje. Trzeba mieć jakąś etykę w odniesieniu do jakości tego co piszesz i zadać sobie pytanie, ‘Czy jest to dobre, czy też odwalam chałturę?’ Sądzę, że on odwalił chałturę, a mi nie odpowiada bycie ofiarą takiej chałtury. Była to szybko napisana i szybko wydana w miękkiej oprawie, sensacyjna książka. Wysłał mi egzemplarz do korekty gdy już mieli wydrukowanych 10000 egzemplarzy, wszystkie te zawarte tam ogromne nieścisłości nie mogły być poprawione. Jak chce się pisać biografię, to trzeba się wzorować na najlepszych, jak na przykład William Manchester. Ten, zanim coś napisał, przeprowadził dokładne badania. [Walley] niczego takiego nie zrobił, pochodził po ludziach i przeprowadził całe mnóstwo wywiadów, ale nigdy nie sprawdzał prawdziwości uzyskanych informacji, nigdy nie zbadał tego co ludzie mu opowiadali, po prostu zebrał razem jedną wielka kupę cytatów. Jeden wielki kit."

Zappa jest bardzo dumnym człowiekiem, wymagającym od siebie i wszystkich innych, którzy z nim współpracują niesamowicie wysokiego poziomu profesjonalizmu. Nie ma czasu na przeciętność, tutaj sprawę stawia bardzo jasno, i to jest prawdopodobnie powód dlaczego przeraża tak wielu ludzi. Jego priorytety wydają się wyraźnie określone: podstawowe znaczenie ma jego praca, a jeśli jest coś, co go od tej pracy odwodzi, to musi to być naprawdę tego warte. Jest dumny ze swojego umysłu i już na samym początku naszej rozmowy zdecydowanie pokazał, że jest intelektualnie wymagającym interlokutorem. Popełniłem błąd używając dwóch głupich wyrażeń, a on zaraz, grzecznie, wytknął mi to zmuszając mnie bym przyznał, że było to nie na miejscu. Rozmawiając z kimś takim trzeba cały czas stać na baczność. Wymaga ciągłej czujności.

Frank wydawał się dość zadowolony ze swojej pracy. Z wielkim uczuciem mówił o swoim zespole, był pełen podziwu dla jego poziomu muzycznego, choreografii i ogólnego poziomu szaleństwa. Pozwoliłem sobie powiedzieć, że nie widziałem jeszcze jego nowej grupy na scenie, na co powiedział, "Och, posrałbyś się! Jest po prostu przezabawna!"

Był też bardzo podekscytowany nagraniem w telewizji, tak bardzo, że sam pokrył koszty produkcji programu. Pokażą go prawdopodobnie w tygodniu pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Chociaż jeszcze nikomu go nie sprzedano, wyglądało na to, że zainteresowanie jest spore, a jeśli chodzi o jakość programu, to był o niej w stu procentach przekonany.

"Nie chcę być zarozumiały," wyznał, "ale to powiem: po tym jak pokażą ten program w telewizji, będzie wielu ludzi, którzy będą próbowali zrobić podobne programy i sądzę, że nikomu się to nie uda. Jest on absolutnie szalony. Pokazywałem go ludziom bez wyjaśniania co to jest, czy jakie to jest i byli całkowicie zszokowani tym co zobaczyli. Nie mogli oderwać wzroku!"

Zasadniczo, jest to występ na żywo nagrany kilka miesięcy temu w KCET z kilkoma kwestiami mówionymi i animacją. Głównie jest to muzyka. To co go wyróżnia, to po pierwsze dbałość i finezja Zappy przy montażu filmu i przy pracy nad jakością dźwięku, po drugie zaś, niektóre efekty specjalne, niewidziane wcześniej w produkcjach telewizyjnych. Do tej pory prawie wszystkie programy nagrywane w telewizji z udziałem zespołów rockowych były zrobione tragicznie, co wynikało po równi z braku zrozumienia dla muzyki oraz z wyjątkowo niedbałego wykonania.

W studiach telewizyjnych zespoły muzyczne są zwykle traktowane jak bydło – przegania się je z miejsca na miejsce, nie daje się im czasu na właściwe ustawienie sprzętu ani na dostosowanie się do narzuconych im dziwnych ustawień czy poziomów dźwięku, oraz, co zdarza się raczej częściej niż rzadziej, zmusza się je do wykonywania repertuaru wybranego przez reżyserów, którzy zwykle nie mają bladego pojęcia o rock ‘n’ rollu, a jedyną rzeczą jaka ich interesuje jest to, czy kamerzyści stoją w wyznaczonych miejscach.

Gdy zespół już przetrwa, w jako takim stanie, koszmar samego nagrania, może się spodziewać, że od strony dźwiękowej i wizualnej ich występ zostanie zmasakrowany przez stosowane w telewizjach prymitywne metody obróbki nagrań. Najwyższy już czas by cały proces tworzenia muzycznego programu telewizyjnego był kontrolowany przez biorących w nim udział muzyków. Wtedy kamery będą filmowały to co istotne muzycznie i nie będziemy oglądać ujęć perkusisty w czasie solówki gitary.

Znając biegłość Zappy w technikach audiowizualnych, powinien to być najlepszy telewizyjny rock ‘n’ rollowy show w historii. Jeśli chodzi o efekty wizualne, Frank udzielił mi następującej rady: "Musisz upewnić się, że oglądając to jesteś absolutnie trzeźwy. Inaczej możesz trafić do szpitala. Mówię ci, to niebezpieczne".

1. Wywiad przeprowadził Elliot Cahn, lider Sha Na Na, który poznał Zappę gdy oba zespoły grały razem w Fillmore East, 13-14 listopada 1970.