home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Opis pechowego koncertu w Rainbow 10 grudnia 1971. Tekst pochodzi z australijskiego pisma Planet i napisał go Glenn Wheatley, znacząca postać australijskiego show biznesu, menadżer, basista, lider kilku znanych zespołów oraz bohater skandalu finansowego. Wywiad pochodzi ze strony AFKA  (tlumaczył:
andrzej rogowski)


Zappa powala i prawie ..... sam przy tym ginie

Glenn Wheatley

Planet, 19 stycznia 1972

W zeszły piątek w obecności ekstatycznie wiwatującego trzytysięcznego tłumu do ostatniego miejsca wypełniającego Rainbow jakiś mężczyzna wskoczył na scenę i pozbawił Franka Zappę przytomności.

(Wyd.: 'zeszły piątek' czyli prawie 3 tygodnie temu).

Zappa wraz z Mothers of Invention, właśnie zakończyli bis kiedy napastnik, na oczach publiczności, uderzył Zappę w nos a potem zepchnął go trzy metry w dół w fosę orkiestrową.

Tłum widzów, domagający się właśnie kolejnego bisu, zamarł w ciszy. Herb Cohen, menadżer Zappy, był jednym z pierwszych, którzy dotarli do Zappy. Potem Cohen powiedział, "Kiedy wskoczyłem do fosy dla orkiestry, myślałem, że Frank nie żyje. Leżał poskręcany na podłodze, wyglądało to strasznie. Ma szczęście, że przeżył – mógł skręcić sobie kark." Zappa spędził noc w szpitalu z podejrzeniem pęknięcia czaszki i złamania nogi.

Menadżer teatru Michael Jaffe, powiedział, "Te człowiek przebiegł szybko przez scenę, ale pracownicy teatru go zatrzymali. Powiedział, że zdenerwował się tym, że Zappa podobał się jego dziewczynie." Mężczyzna spędził noc na pobliskim posterunku policji Holloway a następnego dnia stanął przed sądem Północnego Londynu. Zwolniono go za kaucja w wysokości 200 funtów.

Tak drugi, planowany na wieczór koncert, jak i dwa następnego dnia zostały odwołane. Koncert zaczął się bez żadnego słownego wprowadzenia, na scenie pojawili się Ian Underwood i Bob Harris, na tylnej ścianie wyświetlił się napis 'the Mothers'. Grali razem na klawiszach i czasami brzmiało to jak muzyka ze Star Treka. Potem dołączył Aynsley Dunbar na perkusji, parę minut po nim Jim Ponds na basie. Potem zjawili się byli członkowie Turtles, Howard Kaylan i Mark Volman a na koniec sam Frank Zappa.

Na początku koncertu Zappa nie grał za wiele, bardziej skupiał się na dyrygowaniu zespołem, mówiąc im kiedy mają przestać grać, kto ma zagrać solo, kiedy mają grać cicho, itp. Czasami zatrzymywał grę zespołu w połowie utworu, powoli podchodził do mikrofonu i udzielał instrukcji inżynierowi dźwięku co do ustawienia balansu, potem skacząc dawał zespołowi sygnał by ten zaczął od miejsca, w którym przerwali. Jego kontrola nad zespołem była zdumiewająca. Był niczym farmer z psem pasterskim zaganiającym owce, reagującym na jego najmniejszy sygnał. Zappa wciąż nie był zadowolony z balansu, przerwał grę. Każdy z członków zespołu sprawdził swój mikrofon, zamiast zwyczajowego 'Próba mikrofonu, jeden dwa' itp. każdy z nich po prostu zajęczał. Kilka słów Zappy o tym jak brzydką gitarę ma Marc Bolan "tak brzydkę, że musieli ją zabrać ze sceny," wystarczyło by rozbawić publiczność.

Zappa znowu odliczył i zespół zagrał 'Peaches En Regalia' i 'Shove it right in'. Wokalnie Mark Volman i Howard Kaylan byli doskonali. Wyróżniał się zwłaszcza Mark Volman, jego 95 kilo (co najmniej) znacznie mu w tym pomagało. Ubrany w roboczy kombinezon z krótkimi rękawami tańczył na scenie wzbudzając śmiech swoim zachowaniem i zachwyt swoim śpiewem. Następnie był monolog, znowu o  Marcku Bolanie. W akompaniamencie basu grającego riff 3/4, który brzmiał jak didgereedoo, Zappa rozpoczął.

'Pewnego razu, bardzo, bardzo dawno temu gdy Wszechświat nie składał się z niczego bardziej skomplikowanego niż ... Marc Bolan.' Mark Volman podejmuje kwestę Bolana – cały w uśmiechach i nieco bojaźliwie. "Dziękuję, Dziękuję wam przyjaciele. Chcę tylko powiedzieć, że czuję się świetnie. Wiecie, wielu ludzi zawsze mnie pyta, Marc, mówią Marc, żartujesz sobie. Wiedzcie moi przyjaciele... ja nie żartuję."

Potem przeszli do kolejnego utworu, niemieckiej piosenki biesiadnej. "Wszyscy śpiewają," krzyknął Zappa, z całą powagą, wiedząc dobrze, że nikt nie potrafi. W czasie całego koncertu dwie rzeczy rzucają się oczy, doskonałość Marka Volmana i niewiarygodne aranżacje poszczególnych utworów, które płynnie przechodziły jeden w drugi, wszystko dyrygowane przez Zappę. Podczas długiego sola Iana Underwooda na saksofonie reszta zespołu po prostu stała przy mikrofonach jęcząc i krzycząc. Nic z tego nie wyglądało na poważnie, ale czy naprawdę?

Kiedy skończyli nadszedł czas na życzenia widowni i wybór padł na 'King Kong'. Tutaj Zappa zagrał na gitarze (naprawdę po raz pierwszy). Jego solo nie było doskonałe ale po tych wszystkich niesamowitych aranżacjach można mu było wybaczyć.

Gdy kończyli ludzie wstali bijąc brawo, nie mogło obejść się bez przynajmniej jednego bisu. Wrócili na scenę i Zappa przeprosił w imieniu reszty zespołu za brak profesjonalizmu, na bis zagrali piosenkę Beatlesów, 'I Wanna Hold Your Hand'. To właśnie po tym utworze zdarzył się ten nieszczęsny incydent. Publiczność wstała domagając się więcej muzyki, Zappa zdjął gitarę i pochylił się by postawić ją obok wzmacniacza i właśnie w tym momencie popchnięty do tyłu wpadł wprost w fosę dla orkiestry. Ludzie na widowni ucichli, pracownicy teatru zaczęli wyprowadzać ich na zewnątrz. Ta nagła zmiana atmosfery była straszna. Bardzo źle się stało, że tak dobry koncert zakończył się w taki sposób. Wiele dziewczyn płakało.

To był pechowy tydzień dla Mothers. Ich europejskie tourne doświadczyło już jednej katastrofy gdy pożar strawił Kasyno w Montreux, niszcząc przy tym ich sprzęt wartości 20000 funtów. Ostatnie planowane koncerty tourne w Lyonie, Paryżu i Brukseli musiały zostać odwołane.

Była to już druga nieudana wizyta Zappy w Londynie. Za pierwszym razem odwołano jego koncert w Albert Hall z powodu zarzutów, że Orkiestra Filharmoniczna (z którą miał występować) miała w czasie koncertu zaśpiewać słowo 'biustonosz'.

Nie mogę się pochwalić bym był fanem Mothers Of Invention od samych początków grupy, przyznam, że moje zainteresowanie tym zespołem zaczęło się dość niedawno.

W czasie gdy grupy z Zachodniego Wybrzeża takie jak Grateful Dead, Love, Iron Butterfly i Mothers były u szczytu sławy, bardziej podobały mi się zespoły angielskie, Spooky Tooth, Procol Harum i Traffic. Przede wszystkim dlatego, że wtedy byli to 'tamci" Mothers, pierwszy zespół, który Zappa zebrał sześć lat temu. Zappa musiał rozwiązać go przy końcu 1969 z powodów ekonomicznych. Utrzymanie grupy kosztowało go zbyt wiele, najwyraźniej nie było wystarczająco wielu fanów Mothers wspierających ich kupowaniem biletów na koncerty i płyt. Odeszli wszyscy, każdy w swoją stronę, poza Ianem Underwoodem, którego instrumenty dęte i klawisze towarzyszyły Zappie na jego solowej, bardzo udanej płycie 'Hot Rats'.

Potem powstali 'ci' Mothers of Invention, których istnienie było konieczne dla zrealizowania rockowej części symfoniczno operowego dzieła Zappy 200 Moteli w czasie koncertu z orkiestrą. Po pierwszym występie w U.C.L.A. z Orkiestrą Filharmoniczną Los Angeles pojawiła się szansa na kontynuowanie działalności grupy i na trasy koncertowe. A ponieważ 'ci' Mothers byli już całkiem innym zespołem z własnym oryginalnym stylem i ich sytuacja finansowa opierała się na zupełnie innych zasadach, postanowili zostać razem.

Od czasu pojawienia się słynnego plakatu z Zappą siedzącym na toalecie przypięto mu łatkę Lidera Rewolucji, co zawsze bardzo go irytowało.

Bo politycznym prorokiem undergroundu na pewno on nie jest.

Jednakże muzycznym rewolucjonistą jest na pewno.

Kiedy po raz pierwszy zaatakował nasze oczy i uszy swoim pierwszym zespołem Mothers, cała jego koncepcja opierała się na gniewie. Tamci Mothers byli doskonałymi muzykami lecz w czasie koncertów Zappa traktował widownię niezbyt przychylnie. Ludzie wstawali i obrzucali ich wyzwiskami - i tego właśnie od nich oczekiwał. 

Zappa zmienił się od czasów toaletowego plakatu. Można by pomyśleć, że jego ostatnie sukcesy sprawią, że się zrelaksuje, chociaż trochę. Nie on, Francis Vincent Zappa jest mocno zaangażowany w muzykę rockową, realizując projekty takie jak '200 Moteli', zajmując się swoimi wytwórniami 'Straight' i 'Bizarre', pracując nad filmem 'Uncle Meat', (potrzebuje tylko 150000 dolarów na jego ukończenie) i cały czas tworząc nową muzykę.

Jest też Zappa mąż Gail i ojciec córki Moon Unit Zappa i syna Dweezila Zappa, Zappa który w jakiś sposób potrafi znaleźć dużo czasu dla swojej rodziny.