home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad dla Go-Set z lipca 1973, wszystkie informacje o wydawnictwie znajdują się na stronie AFKA. Tournee w Australii. (tłumaczył: andrzej rogowski)


Wywiad z Zappą

Ian Meldrum, David N. Pepperell, Jenny Brown

Go-Set, 14 lipca, 1973

Na konferencji prasowej w Melbourne, Ian Meldrum, David N. Pepperell i Miss Jenny Brown przeprowadzili wywiad z Frankiem Zappą; zdjęcia: w Sydney Philip Morris; Melbourne, Returb studios

David: Wydaje się, że twoja muzyka mieści się pomiędzy dwiema skrajnościami. Z jednej strony mamy piosenki komediowe a z drugiej wyrafinowane, przemyślane kompozycje. Tworzysz i jedne i drugie ponieważ jednakowo lubisz obydwa rodzaje czy też jeden z nich jest ci bliższy?

Zappa : Cóż, dam ci przykład jak ludzkie nawyki w słuchaniu muzyki często prowadzą ich na manowce. Kiedy słuchasz "Live At The Fillmore" i słuchasz tylko tekstu, to odbierasz to jako muzykę komediową, ale czy kiedykolwiek słuchałeś tego co grają instrumenty na tej płycie?

David: W ostatnich piosenkach – tych komediowych?

Zappa: Na całej płycie, po prostu zastanów się przez chwilę. Podobnie na płycie "Jets" muzyka do tekstów, bardzo prostych, o miłości, jest dość wyrafinowana. W rzeczywistości jest tam kilka muzycznych odniesień, które zauważyły może jedna, dwie osoby na całym świecie. Jest tam fragment ze "Święta wiosny", w piosence "Fountain of Love" – rozpoznałbyś to?

David: Nie.

Zappa: Jest to zakamuflowane, ale nie do tego stopnia by nie dało się tego usłyszeć. To nie jedyny raz gdy fragment Święta Wiosny był użyty na płycie Mothers of Invention.

David: Kiedy jeszcze?

Zappa: W "Duke of Prunes" na "Absolutely Free", na naszej drugiej płycie, jest to więc repryza jeśli spojrzeć na całość dzieła.

Jeśli chodzi o utwory orkiestrowe, to wielu ludzi nie dostrzega w nich elementów humorystycznych tylko dlatego, że nie ma w nich tekstu, nie dostrzegają go w zapisie nutowym oraz w sposobie w jaki zostały użyte poszczególne instrumenty.

Pomyśl jaką funkcję w zespole orkiestrowym pełnią instrumenty, każdy z nich ma swoją przypisaną rolę i sposób gry, i jeśli teraz przypisze się im inne funkcje, niepasujące do ich zwyczajowego charakteru, to jest to element humorystyczny.

Podobnież, wielu ludzi uważa, że płyta "Hot Rats" została w całości nagrana z zapisu nutowego. No cóż, tak nie było. Oto jak zrobiono płytę "Hot Rats". Zaczęła się od podstawowych ścieżek rytmicznych wykonanych przez zespół rytmiczny złożony z czterech instrumentów a reszta partii została do tych ścieżek dodana, z czego spora część została napisana na gorąco w studiu.

Ian: Ile czasu to zajęło?

Zappa : Ścieżki z podkładem rytmicznym robiliśmy około dziesięciu godzin, ale praca nad "Peaches and Regalia" trwała 100 godzin, tyle czasu zajęło zrobienie overdubbów w tym jednym utworze, a na całej płycie, na każdej z tych ścieżek jednocześnie gra tylko czterech muzyków. (*)

David: Jesteś bardziej wykonawcą muzyki czy kompozytorem?

Zappa : Uważam się za kompozytora, z tym tylko, że większość ludzi myśli, że kompozytor to ktoś kto stawia kropki na papierze. Ja rozumiem komponowanie jako organizację materiału, który wcale nie musi być materiałem muzycznym. Moje kompozycje nie dotyczą tylko nut, które potem są grane, instrumentów grających te nuty, ale dotyczą też ludzi, którzy je grają. Ten sam materiał muzyczny zagrany przez różne osobowości zawsze da inny rezultat. Powstaje złożona kompozycja będąca wypadkową muzyki, chemii i psychologii. Trzeba też uwzględnić to, że wiele rzeczy granych na scenie to improwizacje i muzyka, która wtedy powstaje w dużym stopniu zależy od tego kto w danym momencie gra z kim i w jakim nastroju są te osoby.

Ian: Dzieje się tak samo w studiu, gdy ktoś ma jakieś własne pomysły? Uwzględniasz je i wykorzystujesz?

Zappa: Oczywiście.

Ian: Byłeś zadowolony z nagrania "Mothers Live"?

Zappa: Było OK – wiesz. Przy nagrywaniu na żywo pojawia się wiele różnych problemów. Niektórzy uważają, że to dobre nagranie na żywo. Ja sądzę, że brzmienie jest trochę nużące. Nie ma dobrego zakończenia. Płyta dobrze odzwierciedla sposób w jaki wtedy koncertowaliśmy – bardzo wiernie. Aby przygotować takie nagranie trzeba niesamowitej ilości prób i całkiem sporo myślenia nad planowaniem i strukturą materiału. W czasie występów zawsze były wolne przestrzenie, w których wokaliści mieli pełną swobodę improwizowania dialogów dostosowanych do danej widowni albo do jakiejś odegranej wcześniej sceny. Przestrzenie te były przeznaczone na ich występy gdyż jako muzycy byli znacząco ograniczeni.

Na płytę "Fillmore" składa się materiał z paru występów. Ale "Just Another Band From L.A." to jeden występ i wyraźnie słychać to na płycie.

Pierwsi Mothers byli bardzo surowi muzycznie. W większości brakowało im wykształcenia i umiejętności – większość pochodziła wprost z ulicy. Wpasowali się w teatralne aspekty naszych występów, robienie wygłupów na scenie było logicznym rozwinięciem ich osobowości, w tym co robili nie było żadnej sztuczności. Chciałem podzielić się tymi osobowościami z publicznością. Jeżeli członkowie zespołu posiadają jakieś specjalne umiejętności, to dlaczego trzymać je w ukryciu? Wszystkie te drobne dziwactwa można było wzmocnić i zaprezentować, ale czego nie potrafili zrobić, to poprowadzić spójnego, całościowego występu. Nie mieli takich umiejętności, ale Mark i Howard potrafili to robić. Byli prawdziwymi artystami wodewilowymi.

Zmęczyło mnie śpiewanie i dlatego zacząłem więcej grać. Potem przyszli Mark i Howard i zaczęli śpiewać – brzmieli świetnie, ale z czasem wystąpiło zmęczenie materiału, głos Marka był na wykończeniu. Powodem tego nie było to, że pisałem dla nich taki wymagający materiał. Cokolwiek bym im nie napisał, to i tak by do tego doszło bo oni, a zwłaszcza Mark, nie dbali o swoje zdrowie. Było to trochę irytujące. Przestali śpiewać czysto, ale jeśli chodzi o to co robili na scenie, to byli znakomici. Wprowadzali dużo ruchu i jeśli weźmie się pod uwagę to, że ludzie idą na koncert przede wszystkim by się rozerwać, to oni byli do tego idealni.

"The Fillmore" opiera się głównie na zdarzeniach z życia członków zespołu. Ja ich nie wymyśliłem, zdarzyły się naprawdę. "Magdalena" nie jest prawdziwą historią, ale mogło się przecież zdarzyć coś takiego.

Ian: Patrząc na to jak elementy wodewilu stają się coraz bardziej obecne w muzyce pop, to jak postrzegasz takich artystów?

Zappa: Myślę, że to fajnie, że są zespoły grające taką muzykę i że są ludzie, którzy chcą jej słuchać i oglądać takie występy. My już tego nie robimy. Mamy trzy utwory zawierające pewnego rodzaju choreografię, ale w dość ograniczonym zakresie.

Ian: Uważasz, że inne zespoły i artyści przejęli to od Mothers?

Frank: Jeśli robią te dziwne rzeczy na scenie, to sądzę, że tak, bo my robiliśmy to już dawno temu. I dawno temu też przestaliśmy to robić.

David: Czy nie naśladowaliście przy tym Fugs?

Zappa: Nie. Wtedy nic nie wiedzieliśmy o Fugs. Zobaczyliśmy ich dopiero w Nowym Yorku.

David: Nie sądzisz, że jesteś jak Roger McGuinn – był oryginalny zespół Mothers, do którego przejąłeś prawo własności i teraz wszystkie swoje zespoły nazywasz Mothers.

Frank: Mam pełne prawo do nazywania każdego z tych zespołów Mothers z tego prostego powodu – one grają muzykę Mothers, a muzyka Mothers może być grana tylko przez ludzi, którzy spędzili ze sobą wystarczająco dużo czasu by byli w stanie wyrażać siebie jako zespół. Jeśli napiszę utwór i dam go do wykonania orkiestrze, to nie będzie to muzyka Mothers. Albo jeśli napiszę utwór i dam go do wykonania muzykom studyjnym, to też nie będzie to muzyka Mothers choć wykonanie będzie pewnie zgodne co do nuty. Ale muzyka Mothers powstaje dopiero gdy szaleństwo wszystkich członków zespołu zsumuje się w jedno, a nie da się tego osiągnąć jeżeli zespół nie pracował ze sobą wystarczająco długo, nie wyjeżdżał razem w trasy i nie miał okazji ku temu by osobowości jego członków połączyły się ze sobą na tyle by mogli on czuć się swobodnie wykonując dziwaczne akty na scenie.

David: Dotyczy to też płyt Grand Wazoo? Czy nie był to w całości zespół studyjny?

Zappa: Cóż, do pewnego stopnia. Są tam dwie ścieżki z nagraniem 17 instrumentów ale podstawową sekcją rytmiczną grają muzycy, którzy już wcześniej byli członkami Mothers.

Ian: Zważywszy na zmiany składu, dostosowanie się nowych członków zespołu musi zajmować sporo czasu i wymaga przezwyciężenia wielu trudności.

Zappa: Trwa to od trzech do sześciu miesięcy. Zależy to po prostu od nakładu pracy w okresie wstępnym kiedy zespół się tworzy, zanim jeszcze widać, że muzycy rozumieją to co robią i to czego się od nich oczekuje na scenie. Najpierw zapoznaje się ich z materiałem, którego muszą nauczyć się na pamięć, potem muszą wyjść i grać go tak długo aż będą czuli się z nim swobodnie. Gdy już znają całość materiału, możemy go poddawać zmianom i dostosowywać go do osobowości grających go muzyków,  a to, zależnie od trudności muzyki, zabiera bardzo dużo czasu.

Ian: A jak to się odbywa gdy nagrywasz w studiu?

Zappa: Przy nagrywaniu płyt stosuję różne procedury, na przykład nasza nowa płyta wydana cztery tygodnie temu w Stanach, jest zrobiona z nałożonych na siebie warstw. Zrobiliśmy sekcję rytmiczną z materiału, który w większości był grany na scenie, wprowadziłem więc tylko drobne poprawki. Pewne rzeczy dobre na występie scenicznym zostały pominięte, gdyż nie dodawały niczego nowego do nagrania płytowego a pewne rzeczy, niepraktyczne na scenie, zostały dodane aby zwiększyć atrakcyjność płyty. Po ukończeniu sekcji rytmicznej dodano wokale. Po wokalach przyszedł czas na instrumenty dęte, po nich na sola gitarowe. Cała płyta została stworzona z takich warstw. Poświęciłem na to dwieście, trzysta godzin.

Jenny: Powiedziałabyś, że twoja muzyka bardziej odzwierciedla to co dzieje się wokół ciebie czy też to co dzieje się w tobie?

Zappa: Sądzę, że ludzi bardziej niż to co dzieje we mnie interesuje jednak usłyszenie muzyki na płycie albo w czasie koncertu, bo wtedy mają okazję uzyskać potwierdzenie swoich oczekiwań i wyrobić sobie opinię o tym, co zostało im zaprezentowane. Jeśli chodzi o teksty piosenek, to podstawowym celem jest reportaż. Dostrzegam to, co dzieje się ze mną i wokół mnie.

Jenny: Czy kiedykolwiek cenzorujesz sam siebie?

Zappa: Oczywiście. Teraz, po nowym orzeczeniu Sądu Najwyższego w Stanach jest to nawet konieczne bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Teraz to poszczególne społeczności lokalne decydują wedle własnego uznania co jest a co nie jest obsceniczne. A różnice pomiędzy tymi społecznościami oraz możliwości ścigania jakie to nowe prawo umożliwia są dość przerażające. W jakimś małym miasteczku zawsze może znaleźć się jakiś facet, albo prokurator okręgowy, albo policjant, który po spotkaniu z tobą albo po przesłuchaniu nagrania, które mu wysłałeś, powie sobie "Acha, dzięki temu napiszą o mnie w gazetach."

Ian: Przy tak różnych prawach obowiązujących w poszczególnych stanach, czy zauważasz, że odbiór waszych koncertów przez publiczność, która przecież też tym prawom podlega, jest różny w różnych stanach.

Zappa: Och tak, publiczność jest różna na każdym koncercie.

Mieliśmy tylko jeden poważniejszy incydent w czasie występu na żywo, było to w Virginia Beach, Virginia to stan południowy. Graliśmy tam dwa koncerty w ten sam wieczór i wykonywaliśmy "Billy The Mountain", po zakończeniu pierwszego koncertu  ktoś złożył skargę jednemu z obecnych tam policjantów, a oni przedłożyli ją naszemu menadżerowi trasy, który z kolei przekazał ją Markowi i Howardowi, którzy śpiewali wtedy w zespole. Powiedzieli, że nie powinniśmy mówić pewnego słowa, które mówiliśmy na koniec utworu, a oni z kolei byli obrażeni tym, że ktoś przychodzi i mówi im, że mają zmieniać treść występu, więc na zakończenie piosenki i tak powiedzieli to słowo. Jak tylko zeszliśmy ze sceny cała szatnia była pełna policjantów, którzy chcieli zatrzymać cały zespół. W końcu powiedzieli, że aresztują dwóch wokalistów. Zabrali ich do małego miejscowego aresztu, z którego zwolniono ich za kaucją $1000, mieli potem wrócić i stanąć przed sądem. Po zakończeniu tourne przekazaliśmy całą sprawę naszym prawnikom i na dwa tygodnie przed planowanym procesem dostaliśmy pocztą informację, że proces już się odbył, że zostali skazani i że kaucja została zatrzymana na poczet kary. Były też dwa lub trzy przypadki, że rodzice w miasteczkach na wschodnim wybrzeżu składali skargi na nasze płyty.

David: Możesz nam coś powiedzieć o swoim filmie 200 Moteli, który tutaj jest zakazany?

Zappa: Cóż, teraz chyba będziecie mogli go zobaczyć, staram się o spotkanie z kimś kto odpowiada tutaj za cenzurę.

David: Czy jest on pomyślany jako pewien rodzaj anty-filmu, gdyż widz może zobaczyć dekoracje, a za oknem widać studio filmowe. Tak miało to wyglądać?

Zappa: Tak jest napisane w scenariuszu, tak miało to wyglądać.

David: Czy byłeś zadowolony z końcowego rezultatu? Czy film dobrze realizuje twoją pierwotną koncepcję?

Zappa: Do pewnego stopnia tak. Myślę, że gdybyśmy mieli więcej czasu i pieniędzy uniknęlibyśmy wszystkich niedociągnięć.

David: Poza brakiem czasu zdjęciowego, czy film w zamierzeniu miał właśnie tak wyglądać? Miał być taki niechlujny?

Zappa: Nie, nie miał być niechlujny. Powiem ci jaki miał być. Miał być dokładnie taki jak napisano w scenariuszu. Scenariusz miał ponad 300 stron i zawierał szczegółowe instrukcje gdzie i kiedy każda kamera miała się znajdować, ale był to pierwszy film fabularny kręcony w technice wideo i musieliśmy przecierać szlaki w pracy z różnymi związkami zawodowymi z jakimi musieliśmy mieć do czynienia na planie, były tam związki filmowców i tych od wideo, które ciągle wchodziły sobie w drogę. Mieliśmy Królewską Orkiestrę Filharmoniczną, która miała grać na żywo w czasie nagrywania filmu, jest to procedura nie stosowana w filmie od ponad 40 lat. Było to bardzo ryzykowne, ale konieczne dla efektu jaki chciałem osiągnąć.

Ian: Będąc aktywnym w tak wielu dziedzinach rozrywki, mając ten zmienny i czasami dziwaczny wizerunek – muzyka i kompozytora – co cię najbardziej pochłania, co sprawia ci najwięcej problemów?

Zappa: Najtrudniejszą rzeczą jest doprowadzenie do tego by cały ten elektroniczny sprzęt, którego używamy na scenie, działał właściwie za każdym gdy go ustawimy. Na scenie są 302 źródła dźwięku, które przechodzą przez 302 przewody do stanowiska mikserskiego i potem na widownię, za każdym razem trzeba to wszystko na nowo ustawiać i upewnić się, że działa tak jak powinno. Czasami zajmuje to od czterech do sześciu godzin pracy przed samym koncertem, nie jest to łatwa sprawa.

Nagrywamy tu w Australii płytę na żywo, w Sydney mieliśmy trzy bardzo dobre występy, wszystko zadziałało, każdy grał bardzo dobrze i sądzę, że zrobimy z tego nagranie pod względem brzmienia nawet lepsze niż to, które nagraliśmy na żywo w Fillmore.

W ekipie mamy ludzi z Australii, ale człowiek zajmujący się miksowaniem tego koncertu pochodzi z Ameryki. Nazywa się Steve [Desper] i współpracował wcześniej z Beach Boys. W Melbourne będziemy używali sprzętu 16-ścieżkowego i miksy będzie robił inżynier z Australii.

Ian: Czy będzie to John French z T.C.S.?

Zappa : Nie wiem jak się nazywa. Ale chyba tak jak mówisz. Na pewno musi być dobry w tym co robi skoro zlecono mu nagrywanie tego koncertu, bo to bardzo skomplikowane zadanie.

Ian: Czy będzie to wydanie światowe?

Zappa: Tak. Myślę, że muzyka grana tutaj jest na tyle interesująca, że zaciekawi też ludzi spoza Australii.

David: We wszystkich biografiach mówisz, że rozpocząłeś karierę muzyczną dlatego, że kupiłeś studio nagraniowe. Naprawdę uważasz, że zostałeś muzykiem przez przypadek, że tak naprawdę zacząłeś jako kompozytor, ale teraz jesteś uznanym gitarzystą?

Zappa: Zawsze potrafiłem grać, ale im więcej grasz z lepszymi muzykami, tym większych umiejętności sam nabywasz.

David: Kiedy ukaże się 9-płytowe wydanie Mothers?

Zappa : Kiedy nie będzie już Mothers.

Ian: To już chyba nie tak długo?

Zappa: Prawdopodobnie. Nie wydaje mi się, żeby istniała jakaś specjalna konieczność wydania tego, tym bardziej, że cały czas jesteśmy w trasie. Teraz nagrywamy każdy grany przez nas koncert, mam szansę wybrania najlepszych kawałków i umieszczenia ich na płytach, a jeśli w ciągu roku nie uda mi się zebrać materiału na jedną sensowną płytę z nagraniami na żywo, to materiał ten powiększy zasoby magazynu gdzie trzymam nagrania na ten 9-płytowy zestaw.

Ian: Czy praca w studiu nad "Mothers Live" była trudna?

Zappa: Och nie, to były łatwe miksy. Najłatwiejszy ze wszystkich był w przypadku "Just Another Band From L.A." ponieważ było to nagranie czterościeżkowe i uwinęliśmy się w około jeden dzień.

Jenny: Słyszeliśmy, że na nowej płycie będziesz dużo śpiewał.

Zappa: Tak, śpiewam we wszystkich utworach.

Jenny : Razem z Ikettes i Tiną Turner?

Zappa: Tak, to też niespodzianka!

David: Ze wszystkich twoich płyt, która jest twoją ulubioną, może trzy twoje ulubione?

Zappa: Wolałbym nie odpowiadać na to pytanie.

Jenny: Czy słuchasz ich czasami?

Zappa: O tak, cały czas.

Ian: Znajdujesz w nich coś nowego, czego przedtem nie dostrzegłeś?

Zappa: Oczywiście. To co przede wszystkim dostrzegam, to kiepska produkcja tych płyt. Od czasu gdy je robiliśmy sprzęt studyjny poczynił ogromne postępy – nasze pierwsze płyty były nagrywane na sprzęcie 4-ścieżkowym, teraz mamy urządzenia 16-ścieżkowe – i co roku pojawiają się nowe urządzenia umożliwiające uzyskiwanie lepszego brzmienia. Słucham więc tych płyt i myślę jakby można je zremiksować by brzmiały lepiej.

Nowa płyta jest nagrana w kwadrofonii i teraz już wszystkie nasze płyty będziemy nagrywali w ten sposób. Na przykład zamiast dwóch kanałów dla perkusji mamy cztery i bęben basowy nagrywany jest pośrodku, tak więc słuchając, masz wrażenie jakbyś siedział w miejscu perkusisty a cały zespół gra wokół ciebie.

Koncert Zappy [1]

Rzeczywistość występu Franka Zappy przerosła nasze oczekiwania. Zapowiedź jego koncertów w Australii zgromadziła tłumy pamiętające ze swych nastoletnich lat wyczyny pierwszych Mothers Of Invention. Chociaż jego muzyka od tamtych czasów zmieniła się i została już dobrze przyjęta, to wydawało mi się, że pamięć o tych pierwszych nagraniach wciąż była obecna w fanach. Niemal czuło się, że publiczność chciałaby zobaczyć dawnego Zappę, jego brzydką, szaloną stronę. Króla freaku.

Zamiast tego na scenie pojawiła się pełna życia postać, ubrana w nierzucający się w oczy strój człowieka z ulicy, otoczona zespołem muzyków. Bardzo krótka zapowiedź. Na pustej scenie tylko sprzęt i muzycy. Skromne oświetlenie. Zamiast grymasu na twarzy Zappy gościł dobrze skrojony uśmiech.

Przed rozpoczęciem Zappa skorzystał z okazji by przedstawić członków zespołu i przetestować dźwięk, itp. całego sprzętu. Kilka poprawek, żartobliwy komentarz na temat niesławnej "szopy" Melbourne, naszej Festival Hall ... i potem już tylko muzyka.

Pierwszy utwór można opisać jako jazzową rozgrzewkę, w czasie której zespół wnikliwie obserwował ruchliwe palce Zappy wskazujące czas oraz tych, którzy mieli zagrać solówkę. Jego długi, zagięty palec uruchamiał lawinę muzyki.

Potem nastąpiły bardziej zwarte piosenki, złożone muzycznie struktury, którymi Zappa i jego zespół bawili się, żartowali z nich, dodawali swoje improwizacje i humor. Cała aura muzyki wypełniona była suspensem i zaskoczeniem, geniuszem i zabawą. Było oczywiste, że przed naszymi oczami i uszami dzieje się coś niezwykłego, coś co zostało stworzone w tej właśnie chwili i już nigdy nie zostanie takim odtworzone. Nie była to powtórka dawnych nagrań. Australia została obdarowana całkiem nowym zestawem piosenek, bez żadnych teatralnych wstawek, które znaliśmy z poprzednich płyt. Publiczność była oszołomiona.

Nie da się za wiele powiedzieć o doświadczeniu słuchania Zappy na scenie, poza tym, że przez cały koncert przykuł moją uwagę czystą muzyką. Posiada niesamowitą kontrolę na swoimi muzykami, ciągle testując ich i wydobywając z nich to co najlepsze. Ale widząc jak patrzą na niego pełnym uwagi wzrokiem dostrzegamy, że nie widzą w nim tyrana, ale szanowanego mistrza.

Jeden z moich przyjaciół, który nie opuścił żadnego rockowego koncertu w tym kraju, poczynając od najwcześniejszych występów Lee Gordona, powiedział, że było to najwspanialsze muzyczne doświadczenie w jego życiu, większe nawet niż występy Yes i Jethro Tull. Nie widziałem niestety tamtych koncertów, ale Zappa poruszył mnie do głębi swoją wyobraźnią.

1. Zappa miał koncerty w Melbourne Festival Hall 28-29 czerwca, oraz 1 lipca 1973

 

techniki nagraniowe w Hot Rats - z Wikipedii

Zappa zastosował zaawansowany technicznie sprzęt nagraniowy. Płytę nagrano na, jak opisał to Zappa "domowego wyrobu szesnastościeżkowej" maszynie, stworzonej przez inżynierów TTG Studios w Hollywood przy końcu 1968. Dodatkowe ścieżki umożliwiły dodanie wielu overdubbów instrumentów dętych i klawiszowych granych przez Iana Underwooda. Do nagrania tych bogatych instrumentalnych sekcji wystarczyło tylko kilku muzyków a całość sprawia wrażenia wykonania przez duży zespół instrumentalistów. Możliwość zastosowania overdubbów była podstawową motywacją dla Zappy, który nie znosił grania w studiu.

Zappa jako jeden z pierwszych nagrywał perkusję na wielu ścieżkach. Umożliwiło to stworzenie stereofonicznego brzmienia perkusji. Wcześniej perkusję nagrywano zwykle na jednej ścieżce ośmiościeżkowego magnetofonu w mono. Jednakże w "Hot Rats" dla głównego zestawu perkusji przeznaczono cztery ścieżki, w tym osobne ścieżki dla werbla i bębna basowego a ścieżki prawą i lewą dla innych bębnów i cymbałów. Dzięki temu inżynier dźwięku posiadał niemożliwą do osiągnięcia wcześniej kontrolę nad dźwiękiem każdego bębna użytym w ostatecznym miksie. Potem technikę tę zaczęto stosować powszechnie poczynając od wczesnych lat 1970 gdy sprzęt 16-ścieżkowy stał się powszechnie dostępny.

Zappa był tu też pionierem w nagrywaniu ścieżek z różnymi prędkościami, co umożliwiało mu uzyskiwanie niezwykłych barw tonacji. W "Peaches en Regalia", "Son of Mr Green Genes" i "It Must Be a Camel"  Zappa używa "perkusji nagranej z podwójną prędkością". Po nagraniu podstawowych ścieżek (perkusja, bas, gitara i fortepian, itd.) ze zwiększoną prędkością, Zappa dogrywał overduby perkusji do tej podstawowej ścieżki słuchając jej przy prędkości odtwarzania zmniejszonej o połowę. W ostatecznym nagraniu, gdy są one ponownie grane z normalną prędkością, overduby mają podwójną prędkość i wysokość. Nadaje to im dziwny, komiczny charakter, upodobniając je do brzmienia zabawkowej perkusji.

Podobnej przeróbce poddano pozostałe instrumenty, klawisze, saksofony i bas. Zappa jest uważany za twórcę "octave bass" (gitara basowa przyspieszona do podwójnej prędkości) - uzyskiwany dźwięk jest podobny do dźwięku gitary lecz, jak mówił Zappa, ma mocniejsze "uderzenie" i więcej energii. Ponadto, partie grane przez instrumenty dęte drewniane i fortepian zintegrowano z poddanymi przeróbce elektrycznymi organami by nadać całości brzmienie orkiestrowe. W "It Must Be a Camel" użyto dźwięków wydawanych przez szarpany twardy, plastikowy grzebień, brzmiący jak zwolnione dźwięki dzwonków wiatrowych lub dzwonu wykonanego z metalowych mis. Zappa gra też na kluczu grzechotkowym używanym jako instrument perkusyjny w "Willie the Pimp". Wszystko to zostało zrobione za pomocą technologii analogowej, ponad dziesięć lat wcześniej nim pojawił się sprzęt do cyfrowej obróbki dźwięku.