home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad przeprowadzony przy końcu pobytu Mothers w Australii na początku trzymiesięcznego tourne po krajach Pacyfiku i Europie, a więc pewnie w około 24 stycznia 1976. Zappa mówi sporo o mediach, komponowaniu i roli kompozytora. Wywiad pochodzi ze strony AFKA; (tł.andrzejrogowski)


Zappa: 'JESTEM człowiekiem'

Jane Elliot

Melody Maker, 6 marca 1976

"Tak, przypisywany mi z urzędu wizerunek dziwaka zaczyna nieco blaknąć", powiedział do Jane Elliot w Adelajdzie, na zakończenie swojego tourne po antypodach.

FRANK ZAPPA – samozwańczy mistrz dziwności, muzyczny innowator, władca marionetek i naczelny obrazoburca stworzył, z prostej potrzeby, swoje własne medium, w formie zespołu Mothers of Invention.

Choć wiele w swym życie doświadczył i nie raz go poobijano, to nie widać na nim żadnych blizn gdy siedzi sobie w hallu hotelu Australia, czyste, długie włosy, czujne, wyraziste spojrzenie i jak zawsze emanuje z niego arystokratyczna pewność siebie.

Ubrany jak zwykle w jaskrawych kolorach w stylu Grand Wazoo, żółte spodnie, obwisły, rozpinany sweter z cynobrowym szalikiem zawiązanym wokół szyi, namiętnie zaciągający się papierosem, chociaż spał tylko godzinę, Zappa cały czas jest szczery, przyjazny i inteligentny. Pragnie by traktowano go jako kogoś, kto ma coś do powiedzenia, a nie jak medialny towar czy modelowego freaka, przyznaje jednak, że prawdopodobnie właśnie to najbardziej przyciąga do niego ludzi.

"Bardzo łatwo jest założyć, że nie jestem istotą ludzką," mówi. "Nigdy nie ceniono mnie za moje ciepło czy typowo ludzkie cechy; a one naprawdę istnieją, ale rozumiesz, nie są to rzeczy, które przyciągnęłyby publiczność na koncert. Przychodzą by zobaczyć wariata, który zrobi na scenie coś dziwacznego."

Ale chociaż publiczność Mothers przychodzi na koncerty, jakiekolwiek byłyby tego powody, aby zobaczyć "coś dziwacznego na scenie", Zappa wciąż rozmyśla nad tym odwiecznym dylematem wszystkich artystów. Napisał nawet o tym piosenkę zatytułowaną "50/50": "Cokolwiek bym powiedział, bez względu na to, jak głęboko w to wierzę, to jest 50 procentowe prawdopodobieństwo, że będzie to również dla ciebie miało jakieś znaczenie, że okaże się to dla ciebie użyteczne, ale jest również 50 procentowe prawdopodobieństwo, że tak nie będzie i to, czy napiszę jakąś piosenkę czy nie, nie będzie miało żadnego znaczenia."

Media zawsze raczej ograniczały dostęp do idei Zappy niż przekazywały je publiczności. Było to wyraźnie widoczne w czasie jego spotkań z telewizją australijską.

"Robisz wywiad w telewizji i w dziewięciu przypadkach na dziesięć osoba, która z tobą rozmawia nigdy przedtem o tobie nie słyszała, nigdy nie słuchała twojej muzyki, nic o tobie nie wie. Jesteś na spotkaniu z dziennikarzem, a on, tuż przed rozpoczęciem programu, dostaje trzystronicowe streszczenie z, powiedzmy, 20 wywiadów i jakieś inne śmieci, które ktoś dla niego przygotował. Osoba, która to przygotowała też nigdy nie słuchała twoich płyt, ona też nie ma pojęcia kim jesteś – wszystko to odbywa się czysto mechanicznie.

Obojętność to jedno, jednak otwarta wrogość, to coś zupełnie innego, a zdaje się, że Mothers w czasie swojej kariery doświadczyli niemało tak jednego jak i drugiego; najnowszy incydent, mający swój finał w sądzie w sprawie "The Mothers of Invention v. The Royal Albert Hall", jest skutkiem odwołania w ostatniej chwili przez zarząd Royal Albert koncertu 200 Moteli.

Dlaczego to zrobili?

"Ponieważ nas nie lubili! Było to dość irracjonalne, gdyż wcześnie graliśmy tam już dwa razy i nagle, z jakiegoś powodu, uznali, że nie powinniśmy tam występować. W czasie rozprawy sędzia powiedział mniej więcej tak: Macie rację. Oni złamali umowę. Macie rację, nie jesteście obsceniczni. Ale nie macie racji, bo tu chodzi o Królową!"

Wzajemne interakcje pomiędzy różnymi siłami, to coś, co Zappa słusznie traktuje z niesłychaną uwagą. "Telewizja jako medium, wideo, to wszystko są fajne środki przekazu ... ale media są tajemniczą siłą powiązaną z rządem i powiązaną z wielkim przemysłem oraz z innymi chowającymi się w cieniu siłami, takimi jak kościół, na przykład w tym kraju – jest oczywiste, że należy się tego obawiać i uważnie obserwować te powiązania, gdyż ten środek przekazu jest bardzo potężny.

"To że w domach ludzi jest takie pudełeczko, w którym ktoś uśmiecha się i wygląda uczciwie, a tak naprawdę to cały czas wciska nam kit, jest na pewno powodem do zmartwienia, oraz to, że społeczeństwo nie ma na tyle wiedzy czy świadomości tego w jaki sposób ludzie w mediach próbują je oszukiwać."

I nawet w Holandii, która, jak mówią, jest jednym z najbardziej liberalnych krajów, gdy w czasie niedawnego telewizyjnego wywiadu Zappa mówił o swojej piosence "Penis Dimension", to wywołało to lawinę listów i telefonów z negatywnymi komentarzami. Dlatego właśnie postrzega on muzykę rock 'n' rollową jako jedyne współczesne medium wolne na tyle by poszerzać i/albo przebijać się przez tradycyjnie uświęcone koncepcje.

Lecz wolność ta opiera się na wysoce uporządkowanej strukturze, o wiele lepiej zorganizowanej niż za czasów wczesnych Mothers, których najmocniejszą stroną były improwizacje.

"Ale to był inny czas i inne miejsce. Dzisiaj, jeśli chcesz jeździć w trasy i funkcjonować w biznesie rockowym, podróżowanie z dużą ilością sprzętu, granie w wielkich salach koncertowych i używanie dużej liczby świateł i tak dalej, wszystko to wymaga doskonałej koordynacji i bardziej ścisła struktura występu jest koniecznością, więc obecnie nasze koncerty są bardzo dokładnie zaplanowane.

"Lecz w ramach tej struktury, tego planu, dzięki któremu oświetleniowiec wie kiedy włączyć, a kiedy wyłączyć światła, a dźwiękowiec kto gra i co gra, istnieją puste przestrzenie przeznaczone na improwizacje. Struktura ta nie jest betonowym monolitem – jest rozciągliwa umożliwiając rozwinięcie się twórczych talentów muzyków."

Znając talent Zappy do dostrzegania pozerstwa łatwo jest zrozumieć dlaczego to właśnie "Lumpy Gravy" jest jego ulubioną płytą, tą która według niego najbardziej zbliża się do ideału, "ponieważ zawiera w sobie najwięcej obrazoburczych zdarzeń – słowo "ikonoklasta" pochodzące z jakiegoś starego języka oznacza rozbijanie wizerunków – rozumiesz, ikon, obrazów – wzięło się to z czasów, gdy ludzie przychodzili do ortodoksyjnych kościołów i niszczyli te wizerunki.

"Jeżeli zobaczysz proces tworzenia muzyki orkiestrowej, tej, którą nazywają muzyką klasyczną, jako właśnie taki ortodoksyjny kościół i jeśli przyjmiesz teorię, że komponowanie to sztuka organizowania zdarzeń dźwiękowych w czasie – proces przyozdabiania czasu – że czas jest płótnem, nad którym pracujesz.

"I jeśli teraz poszerzysz granice tej teorii włączając w nią słowo mówione, efekty dźwiękowe i inne elementy, które ludzie uznają zwykle za nie-muzyczne i jeśli umieścisz te dźwiękowe zdarzenia w jednej strukturze razem z dźwiękowymi zdarzeniami granymi przez skrzypce czy inne instrumenty; i stworzysz z tego jednolity utwór muzyczny, to właśnie coś takiego jest obrazoburczym zdarzeniem."

Wydaje się, że w obecnych czasach kompozytor to ktoś należący do przeszłości, archaizm. Wszystko już zostało zrobione, wszystko już było, teraz trzeba tylko łączyć na nowo istniejące już elementy, dokonywać syntez, aranżacji. Wdzięczność Zappy dla Strawińskiego i Varèse jest widoczna zwłaszcza na wczesnych płytach Mothers takich jak "Freak Out," "Absolutely Free" i "Lumpy Gravy", lecz teraz Zappa uważa, że potrafi włączać w swoje utwory "wszystko co kiedykolwiek usłyszałem i co mi się spodobało – w ten sam sposób jak robi to każdy, kto tworzy muzykę, w końcu powstaje coś, co uważa się za dobre."

Stale zmieniający się skład zespołu wymusza jego rozwój. "Musi się on zmieniać pod względem stylu, bo muzycy nie są technicznie uniwersalni."

Jednak te ciągłe tematyczne i stylistyczne przekształcenia często mogą być mylące, "to że nie powtarzam się, że nie gram tak jak wcześniej, wcale nie daje podstaw do twierdzenia, że moje poglądy wyrażane w latach sześćdziesiątych zmieniły się."

Obecny skład to Roy Estrada na basie, Andre Lewis na klawiszach, Napoleon Murphy Brock na saksofonie i Terry Bozzio na perkusji. Jest on niezwykle nieliczny jak na standardy Zappy, lecz muzycznie jest wystarczająco silny. Na pewno daje Zappie "więcej możliwości do gry na gitarze."

Członkowie zespołu są wybierani z wielką starannością i uwagą i nigdy nie są podpisywane żadne umowy. "Niektórzy przychodzą do zespołu , są w nim przez jakiś czas i mówią sobie, 'Acha! Teraz jestem gwiazdą, założę swój własny zespół'.

"Potem znikają. Czasami wracają nawet dwa lub trzy razy, bo jak tylko są zdani na siebie, to zauważają, że funkcjonowanie w tym biznesie wcale nie jest takie łatwe. Są też i inni, których zatrudniam do zespołu, robię z nimi przesłuchania i mówię, "w porządku, sądzę, że ten muzyk jest dobry, ale jak potem ruszymy w trasę, to widać, że sobie nie radzą."

"Był na przykład taki wokalista, którego kiedyś zatrudniłem i który utrzymał się przez trzy dni. Pierwszego dnia był fantastyczny, na drugi dzień zaczął obniżać poziom, a trzeciego dnia był już w poważnych tarapatach. Pewnego dnia w hotelowym barze zapłacił rachunek na 90 dolarów. Kiedy go przyjmowałem, nie wiedziałem, że był alkoholikiem, odesłałem go więc do domu w środku tourne. Nie zawsze wszystko się wie."