home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad przeprowadzony przed koncertem w Dallas, może 5 marca, choć podawane miejsce koncertu nie zgadza się z tym wymienionym w wywiadzie. Kilka ciekawych i zabawnych anegdot opowiedzianych przez całkiem szczerego Franka Zappę. Na stronie AFKA więcej informacji o wydawnictwie. (tłumaczył: andrzej rogowski)


Zappa Rappa

Kim Martin

Buddy, kwiecień, 1974

"Każdy kto uważa, że zespół rockowy, a przynajmniej Mothers of Invention, to grupa ludzi, która po wyjściu na scenę podskakuje i produkuje jakieś głupawe hałasy, cierpi na urojenia."

Frank Zappa, artysta-kompozytor i od prawie dziesięciu lat siła napędowa Mothers, doszedł do tego wniosku po trzygodzinnej próbie dźwięku przed swoim marcowym koncertem w Memorial Auditorium w Dallas.

"Niektóre z tych rzeczy, które są tutaj wymagane od muzyków, to coś czego do tej pory nikt inny nigdy nie wymagał od żadnego muzyka – i to nie tylko jeden raz. Oni muszą to powtarzać każdego wieczora. Szanse na to, że coś może pójść nie tak są astronomiczne," powiedział w wywiadzie przed występem, próbując jednocześnie skonsumować hamburgera w wersji pochodzącej z Nation's Innkeepers.

Mówiąc o swoim podejściu do pisania Zappa powiedział, że "część wyzwania w czasie pisania tekstów piosenek polega na tym, jak wiele zdołasz powiedzieć w jak najkrótszym czasie w unikalny sposób." Piosenki o nici dentystycznej, skrępowanych pingwinach i śluzie, wszystkie napisane przez Zappę, z pewnością są unikalne.

Zappa, pełen dynamiki innowator, ciągle stawia coraz to nowe wyzwania przed swoimi muzykami żądając by opanowywali coraz trudniejszą muzykę. "To jak nieustająca szkoła muzyczna", powiedział. "Tak długo jak istnieją wyzwania, dążą do ich realizacji i cały czas się doskonalą."

"Spójrz na to z punktu widzenia muzyka", wyjaśnił. "jeżeli już posiadasz duże umiejętności, jedynym sposobem na ich rozwój jest postawienie się w sytuacji, w której wymagania stawiane twoim umiejętnościom przekraczają to co potrafisz zrobić."

"Muzycy studyjni maja w tym względzie przewagę, uczą się jednej zagrywki albo grania czegoś bardzo trudnego, ale tylko dla danej sesji nagraniowej, potem idą do studia, nagrywają to i mogą o tym zapomnieć. Robią swoją robotę i wracają do domu. Ale w naszym zespole musimy to powtarzać w każdy wieczór."

"Każdy ma coś trudnego do zagrania. Oznacza to, że aby występ był doskonały, każdy musi zagrać doskonale, brzmienie w sali musi być właściwe i facet miksujący koncert musi stanąć na wysokości zadania."

Zauważył, że doskonałe występy rzadko się zdarzają. "Jednakże, jest to coś do czego trzeba dążyć."

Dążeniem do realizacji tego celu w czasie koncertu w Dallas zajęło się dziewięciu muzyków, równie utalentowanych co ambitnych. Perkusiści Chester Thompson i Ralph Humphrey, współpracujący z grającą na instrumentach perkusyjnych Ruth Underwood oraz basista Tom Fowler tworzyli doskonałą sekcję rytmiczną dla utworów Zappy.

Główny wokalista i grający na saksofonie i flecie Napoleon Murphy Brock, George Duke na klawiszach, drugi z braci Fowler, Bruce na puzonie i Jeff Simmons na gitarze, wszyscy oni dokładnie podążali za wskazówkami Zappy tworząc  misterną konstrukcję złożoną z dźwięku i ruchu.

Piosenki Zappy, podobnie jak występy wizualne w czasie koncertu, są zwykle satyrami. Pomysły na nie znajduje dosłownie wszędzie.

"Ktoś zostawił pudełko nici dentystycznej na umywalce, rano, gdy wstałem, spojrzałem na nie i pomyślałem 'Nikt jeszcze nie napisał o tym piosenki!'" powiedział wyjaśniając jak powstała "Montana".

Co się tyczy "Dinah-Moe Hum," z tej samej płyty, Ovenight Sensation," powiedział filozoficznie, "nie jest oparta na żadnych rzeczywistych zdarzeniach, ale jest to pewna hipotetyczna sytuacja, która mogłaby się przecież przydarzyć każdemu".

Opowiedział jednak historię z życia wziętą a związaną z wydarzeniami opisanymi w piosence:

"Kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy do Australii, płyta jeszcze się nie ukazała, miałem kasetę z tą piosenką. Po naszym pierwszym koncercie zjawiły się dwie dziewczyny, które chciały udać się z nami do naszego hotelu.

"Jedna z nich była – jakby to powiedzieć – 'swobodnych obyczajów.' A druga była bardziej konserwatywna, poza tym, że ta, która była bardziej konserwatywna miała też znacznie bardziej lotny umysł niż ta o swobodnych obyczajach. Obie były zainteresowane seksualną gratyfikacją, ale nie chciały uczestniczyć w tym razem.

"No to mieliśmy Uczestniczkę Nr 1, która była tak bardzo swobodną uczestniczką, że po tym jak skończyliśmy nasze podskoki w górę i w dół, wyszła z pokoju i zaatakowała ochroniarza.

"Po tym jak Uczestniczka Nr 1 wyszła, Uczestniczka Nr 2, która cały ten czas przesiedziała w wannie, pojawiła się i poprosiła bym jeszcze raz puścił kasetę. Odtworzyłem ponownie piosenkę, ona roześmiała się i mówi, 'Wiesz co, zagraj to jeszcze raz i zróbmy to tak jak w tej piosence.'

"No cóż, może i zabrzmiało to ciekawie, ale problem w tym, że wydarzenia opisane w piosence dzieją się bardzo szybko, wiesz, są bardzo szybko opowiedziane. Jeśli spróbujesz to zrobić w tempie zgodnym z piosenką – to klękanie z pośladkami w górze i całą resztę – to będzie to wyglądało bardzo zabawnie.

"No i .. zrobiliśmy to, ale wyglądało to jak w tych starych filmach gdzie wszystko jest przyspieszone".

Dla ścisłości, Zappa nie przegrał tego zakładu.

Jeśli jednak chodzi o występy przed publicznością, to wszystkie te swoje niedorzeczności bierze bardzo poważnie.

Wyjaśniając niespotykanie długie próby dźwięku przed każdym koncertem, powiedział, "Człowiek, który pracuje przy stanowisku mikserskim, jest obecny na próbach i gdy my ćwiczymy on tam miksuje utwory. Musi też wiedzieć jak to wszystko połączyć przewodami, jak ustawić głośność, parametry i podłączyć cały sprzęt i cały czas musi tego wszystkiego dopilnowywać. To tak samo jego koncert jak i muzyków.

"To całkiem złożona praca z tymi przewodami," wyjaśnia Zappa. "Mamy około 302 różnych źródeł dźwięku, które zbiegają się do około 45 wejść na mikserze.

"Na początku każdego ustawienia dźwięku chodzę po całej scenie i sprawdzam każdy mikrofon poczynając od bębna basowego. Potem ustawiamy jakość brzmienia dopasowując je do danej sali. Robimy to każdego dnia. Zajmuje to co najmniej trzy godziny!"

To co go teraz przede wszystkim interesuje, to jego zespół. "Podoba mi się, a jest dopiero na początkowym etapie rozwoju. Chcę go rozwijać jak tylko się da, bo ma on w sobie ogromny potencjał do tego by powstało coś naprawdę niezwykłego, wszystko dzięki osobowościom, które się na niego składają".