home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks

wszystkie informacje, zdjęcia oraz tekst wywiadu pochodzą ze strony AFKA. Tam też informacje o magazynie Jazz&Pop. Wywiad nagrany zaraz po Absolutely Free a przed We're Only In It For The Money. Sporo informacji o samych płytach, o fanach, Beatlesach i innych zespołach, sposobie pracy Zappy oraz o jego ukochanym nagraniu America Drinks And Goes Home a przede wszystkim o muzyce. (tł.andrzejrogowski)

_________________________________________________

Frank Zappa: The Mothers of Invention

Wywiad przeprowadzony przez Franka Kofsky,

Jazz & Pop, wrzesień 1967 (część I)

Jazz & Pop, październik 1967 (część II)

Reprodukowany w książkach:

The Age Of Rock. Sounds Of The American Cultural Revolution, 1969 (tylko część I)

Rock Giants, 1970 (Części I i II)

Symbol bliskich związków jazzu i popu, na naszej okładce Frank Zappa z Mothers of Invention oraz saksofonista tenorowy Archie Shepp. Połączenie, według nas, logiczne gdyż w swoim repertuarze Mothers maja kompozycję Zappy zatytułowaną Archie's Home – chodzi oczywiście o Archie Shepp'a.

Tego wieczoru gdy zrobiono zdjęcie Archie Shepp i Frank Kofsky byli na widowni; wieczorem został przeprowadzony wywiad.

 

Kofsky: Kiedy wczytałem się w to co starasz się robić w swojej muzyce, to widzę, że chodzi ci nie tylko o samo jej granie, ale też o pobudzanie i edukowanie.

Zappa: I łączenie . . .

Kofsky: Widzę to jako taką muzyczną wersję Bertolda Brechta. Czy to słuszny wniosek?

Zappa: Cóż, nie jestem fanem Brechta, nie za wiele wiem o tym czym się zajmuje, ale ludzie mówią, że tak właśnie jest, więc może to i prawda. Nie przeczytałem prawie nic jego autorstwa, słyszałem "Operę za trzy grosze" - może z połowę, bo nie mogłem wysiedzieć do końca.

Kofsky: Nie chcę przez to powiedzieć, że go naśladujesz. Po prostu wydaje mi się, że robisz użytek z jego pomysłu, że można używać sztuki do pobudzania ludzi do pewnych rodzajów działań.

Zappa: Och, myślę, że z pewnością możemy pobudzać ludzi do pewnych rodzajów działań. Pobudziliśmy dziś kogoś, kto zasypiał, do śpiewania "Louie, Louie". [Na pierwszym koncercie Mothers'  w Garrick Theatre pewien młody człowiek najwyraźniej zaczął już odpływać gdy zgłosił się do wyjścia na scenę i zaśpiewania "Louie, Louie" do akompaniamentu Mothers.] Od zera do "Louie, Louie" w dziesięć sekund, całkiem nieźle. Potrafimy wytworzyć taką falę i mam nadzieję, że jak tylko będziemy w stanie dotrzeć jednocześnie do większej liczby ludzi, gdy uzyskamy większy medialny zasięg, to takie rzeczy jak ta dziś będą działy się częściej. To co przychodzi na naszą pocztą, choć nie jest tego za wiele, ale to co ludzie tam piszą, tego żadna grupa na świecie nie dostaje. Dostajemy fantastyczne listy od anarchistów, dziewiętnastoletnich: "Pomóżcie mi w moim mieście," w takim właśnie stylu.

Kofsky: Czy to są ludzie, do których chcesz się zwracać, czy też może tego od nich oczekujesz, aby zniszczyli system?

Zappa: Nie, nie żeby go zniszczyli, chcę by go zmienili w takim stopniu by działał właściwie. Wielu sądzi, że ten nowy ruch polityczny, nowy idealny ruch polityczny, to taki, który rozwali wszystko i zacznie od początku, od plemion z piórami we włosach gdzie wszyscy wszystkich kochają. To kłamstwo. Te dzieciaki wcale się nie kochają; są w tym ruchu bo dla nich to po prostu kolejny klub, taki nowoczesny odpowiednik ulicznego gangu. Tacy pachuco, tyle że bardziej zarośnięci. Ale to nie o to chodzi, sam pomysł, by wszystko rozwalać i zaczynać od nowa jest głupi. Najlepsze co można zrobić, i czegoś takiego właśnie pragnę, nad czymś takim pracuję, to użycie samego systemu do tego by sam siebie oczyścił, tak by w końcu zaczął naprawdę działać. Sądzę, że polityka ma sens, tylko że to, co mamy dzisiaj, nie jest tak naprawdę polityką. To ekwiwalent wyborów w szkole średniej. To konkurs popularności. Nie ma to nic wspólnego z polityką - jest to tak naprawdę masowa sprzedaż.

Kofsky: Rozumiesz więc politykę jako coś, co prezentuje rzeczywiste alternatywy: powiedzmy, dogłębną zmianę amerykańskiej polityki zagranicznej - skończenie z Amerykańskim Imperium; rzeczywiste przedyskutowanie istniejących problemów, a nie tylko prezentacja dwóch telewizyjnych kandydatów.

Zappa: Właśnie.

Kofsky: Jak wyobrażasz sobie związek pomiędzy tym co robisz a tworzeniem takiego ruchu?

Zappa: Po pierwsze, chciałbym stworzyć coś, co nazwałbym Partią Zainteresowania - czynię już w tym kierunku pewne kroki - która byłaby trzecią partią i to partią, która działałaby zgodnie ze swoją nazwą.

Kofsky: Byłaby to w takim razie raczej druga partia.

Zappa: Właściwie tak. Ludzie aktywni w takim przedsięwzięciu musieliby być tymi, którzy . . . przecież w każdym miasteczku żyje jakiś tam sobie człowiek, który dokładnie wie co się dzieje, a którego wszyscy uważają za męta, a to właśnie on jest tym, który ma rację, prawda? Mamy sposób by dojść do takich ludzi, bo to oni do nas przychodzą, znajdują nas, bo mówią sobie "Może jest szansa." Może i nie sprzedamy dziesięciu milionów płyt. Ale dotarliśmy do większości tych dzieciaków w tych miasteczkach. Wielu napisało do nas, a inni usłyszeli, a przynajmniej uświadomili sobie, że ktoś myśli podobnie jak oni. Sądzę, że to co robimy jest naprawdę konstruktywne, choć wielu ludzi odrzuca i nasze brzmienie i nasz wygląd, a także niektóre nasze groteskowe zachowania na scenie. Ale wszystko to co robimy ma cel terapeutyczny.

Kofsky: Czasami kiedy obrażasz widownię, jak na przykład w "Pewnie zastanawiacie się dlaczego tu jestem," a także na okładce pierwszej płyty, to wszystko jest częścią tej akcji pobudzenia ich do działania, tak? Próbujesz ich poruszyć i sprawić by byli raczej wściekli niż apatyczni.

Zappa: Tak, tak, sądzę, że o wiele łatwiej sprawić by ktoś się zaczął wściekać niż żeby zaczął kochać. A wiedząc w jaki sposób nienawiść stanowi absolutne przeciwieństwo miłości można, jeśli się ją naprawdę rozbudziło, spolaryzować ją i finalnie uzyskać miłość.

Kofsky: Nie sądzisz, że podkreślanie roli miłości przez hippisów pokazuje nie to, że są zdolni do kochania teraz, lecz raczej ich pragnienie stworzenia społeczeństwa gdzie taka miłość będzie możliwa?

Zappa: Nie, myślę, że to co robią wyraźnie wskazuje na ich niezdolność do kochania, dlatego, że cała ta hippisowska scena to myślenie życzeniowe. Oni by chcieli kochać, ale w środku pełni są bzdur i tylko się oszukują mówiąc, "kocham, kocham, kocham!" A im częściej to powtarzają, tym bardziej nabierają przekonania, że kochają. Ale to tak nie działa, a większość z nich nie ma jaj by przyznać, że to wszystko kłamstwo.

Kofsky: Myślisz, że to dlatego, że to początkowa faza tego procesu?

Zappa: O tak, myślę, że to przekształca się w coś, co naprawdę działa. Cieszy mnie to, że te dzieciaki udają, że nie pasują do systemu, bo kiedy zorientują się, że to wszystko lipa, będą gotowi na prawdziwe działanie.

Kofsky: Rewolucyjne?

Zappa: A tak. Ale nie mam tu na myśli rewolucji pełnej chaosu, tylko taką która naprawdę do czegoś prowadzi, najwyższy już czas na coś takiego.

Kofsky: A to rozróżnienie to pomiędzy rewolucją pełną chaosu a?

Zappa: Rewolucja chaotyczna to taka gdzie krew płynie ulicami i dzieje się całe propagandowe gówno. Obecnie rewolucje można przeprowadzać dzięki massmediom, za pomocą środków technicznych, takich samych jak te używane przez Madison Avenue [chodzi tu ogólnie o przemysł reklamowy, którego symbolem stała się Madison Avenue] do wciskania ci pralek, chleba czy czego tam sobie zażyczą. Można używać tych środków by bezboleśnie przemieniać cały kraj.

Kofsky: Jak to możliwe?

Zappa: Bo wszystkie te środki są dostępne, a jeśli chodzi o te używane teraz na Madison Avenue - to istnieją jeszcze inne techniki, z istnienia których ludzie od reklamy nie zdają sobie sprawy, a które jak sądzę, ja potrafię zidentyfikować - są to techniki, w istnienie których ludzi ci nie są gotowi jeszcze uwierzyć. A to dlatego, że fachowcy od reklamy mają tendencję do działania według schematów, które powkładali im do teczek badacze rynku z dyplomami z technik motywacyjnych, a oni znają ruch młodzieżowy tylko bardzo powierzchownie. Mają o młodzieży gówniane pojęcie. I taki jest właśnie rynek. Nadal sprzedają produkty dla młodzieży celując w swych reklamach w najniższe instynkty. Istnieją sposoby by poruszyć młodych ludzi odwołując się do ich intelektu a nie tylko do instynktów. Należy zacząć od oddziaływania na emocje i instynkty tylko po to by przykuć ich uwagę.

Kofsky: I ty to robisz.

Zappa: Lecz my nie odwołujemy się sfery instynktów tak mocno jak inne grupy rockowe, nie eksponujemy seksu w takim stopniu jak inni.

Kofsky: Cóż, za bardzo obrażasz ludzi by chcieć wpływać na nich emocjonalnie. Atakujesz ich.

Zappa: Ale trzymamy miarę, więc nie tracą całkowicie zainteresowania. Gdybyśmy tylko tak po prostu zaśpiewali nasze piosenki i poszli sobie, do niczego byśmy nie doszli, bo według standardów rockandrolla jesteśmy już dziadkami i nie ma żadnego seksapilu w dziadku śpiewającym piosenki. Jeśli więc zrobimy coś dziwacznego, możemy też oczekiwać takich reakcji od widowni.

Kofsky: Naszła mnie teraz taka myśl, wiemy, że władze tego kraju raczej zwalczają wszelkie przejawy rewolucjonizmu - popatrzmy jak Johnson traktuje Wietnam tylko dlatego, że Wietnamczycy próbują coś takiego u siebie przeprowadzić. Nie sądzisz, że te same siły nie byłyby równie mało pobłażliwe w stosunku do ciebie gdyby okazało się próbujesz zabrać im wszystko to, co tak sobie cenią?

Zappa: Po pierwsze, nigdy tak nie będzie, że uznają by chciał im cokolwiek odbierać, nie mam takiego zamiaru.

Kofsky: Cóż, chodziło mi o przejęcie władzy. Nie myślałem o zabieraniu im własności. Ale ich władza polega na tym, że decydują o tym co myślą zwykli ludzie, mają taką władzę dzięki temu, że kontrolują media, i tak dalej.

Zappa: I tutaj właśnie mam po swojej stronie podstawowy ludzki popęd, którego nie zdołają pokonać - chciwość. Oni są tak chciwi, a mówimy tu nie tylko o rządzie, ale o wielkim przemyśle i wojsku, ich działania są motywowane chciwością. Celem przemysłu jest zarabianie i obecnie moja osoba jest już przez nich używana do lansowania produktów. Wiele branży zdaje sobie sprawę z faktu, że wpadli w błędne koło: sprzedają swoje towary młodym ludziom, a jest to dzisiaj główny rynek dla amerykańskich produktów, i jest to ten sam rynek, który kupuje większość nagrań, co prowadzi do dziwacznej sytuacji gdy firmy nagraniowe pomagają rozpowszechniać informacje, które spowodują przebudzenie młodych ludzi i w końcu obalenie tego porządku, a oni nic na to nie poradzą.

Kofsky: Ralph Gleason mówił mi, że młodzież w Haight-Ashbury robi coś takiego, odwracają się od społeczeństwa korporacyjnego i tworzą swoje własne.

Zappa: To się nie uda. Nie przetrwają. To tak jakbyś powiedział, "Oderwijmy się od unii stanów, niech nasze miasto oddzieli się od Stanów Zjednoczonych." To głupota.

Kofsky: W pewnym stopniu się z tobą zgadzam, ale wydaje mi się, że i w twoim rozumowaniu jest pewna doza myślenia życzeniowego. Jeśli dobrze znam marksizm, to wydaje mi się, że elity władzy (albo klasa rządząca), z chwilą gdy zorientują się, że chcesz w jakiś sposób wyzwolić ludzi spod ich władania, to na pewno nie pozwolą ci tego zrobić ot tak łatwo. Będą postępowali tak samo jak w przypadku Fidela Castro albo Ho Chi Mina . . .

Zappa: Wszytko zależy od tego jak rozumiesz to, co próbuję zrobić. Nie zamierzam przejmować władzy.

Kofsky: Nie, nie twierdzę, że zamierzasz ja przejmować, ale chcesz-

Zappa: Podniosłeś kwestię władzy, ma ona znaczenie, ale mówimy tutaj o zmianie systemu tak by zaczął działać właściwie. Zasady demokracji, w formie oryginalnie ustanowionej, nie są dziś stosowane i sądzę, że demokracja może działać tylko wtedy gdy społeczeństwo jest wyedukowane. Potrzeba nam więc zmiany systemu edukacji.

Kofsky: Nie chodziło mi o to, że ty osobiście chcesz przejąć władzę, ale powiedziałeś, że chcesz podważyć władzę tych, którzy mają obecnie kontrolę nad umysłami ludzi.

Zappa: Jest tak. Ludzie chcą czuć się potrzebni w społeczeństwie; każdy potrafi robić coś w czym czuje się dobry. Ja na przykład mam talent do robienia tego, co robię, i jeśli robię to w dobrym celu, już sama świadomość tego, że funkcjonuję daje mi satysfakcję. Zazwyczaj jest tak, że nie byłoby możliwe bym mógł robić te wszystkie rzeczy, którymi zawodowo się zajmuję, po prostu dlatego, że obejmują one bardzo szeroki zakres aktywności. Ale ja je robię, lubię to bo daje mi to radość. I jeśli jednocześnie mogę pomóc innym, to świetnie. Jeśli mi się to udaje, to dobrze, jeśli nie, to przynajmniej miałem się czym zająć przez chwilę.

Kofsky: Nie ma więc jakiejś jednej drogi postępowania, którą chcesz narzucić ludziom?

Zappa: Nie! Gdybym tak myślał, nosiłbym na ramieniu opaskę z jakimś znaczkiem albo paradował w jakiś szatach jak robią to ci showmani, którzy chcą innym mówić jak mają postępować. My staramy się przedstawiać naszą sprawę lecz widzę, że sytuacja rozwija się wolniej niż mógłbym tego oczekiwać. Nie mam jednak wpływu na tempo tych zmian.

Kofsky: No nie, to chyba kwestia reakcji twojej widowni na to co robisz?

Zappa: Tak i nie. Śledzimy zachowanie widowni, lecz to co tam robią czy mówią nie ma wielkiego wpływu na to co my zrobimy dla nich. Poza tym, że staram się przewidywać pewne społeczno-polityczne zdarzenia. Mamy już przygotowany materiał na kolejny album o obozach koncentracyjnych a Kalifornii - zobaczysz to zanim jeszcze świat usłyszy piosenki, niedawno to skończyłem. Będzie ta na płycie The Mothers i Lenny Bruce'a, która ma ukazać się we wrześniu.

Kofsky: Jak ma to wyglądać? Będzie tam prawdziwy Lenny Bruce?

Zappa: Tak. Edytuję taśmy Lenny'ego i przeplatam je muzyką, wyjdzie z tego coś w rodzaju oratorium i będzie się to nazywało Our Man in Nirvana.

Kofsky: Podejrzewałem, że ty i ja mamy wiele wspólnego, a jedną z tych rzeczy jest na pewno fascynacja Lenny Brucem.

Zappa: Tak.

Kofsky: Poza tym, że dorastaliśmy w Los Angeles, zakładaliśmy podwójne rury wydechowe w naszych autach i przerabialiśmy przedni zderzak i tym, że jeździliśmy do restauracji dla zmotoryzowanych. Zastanawiam się czy ktokolwiek teraz cokolwiek rozumie z tych rzeczy?

Zappa: Nie rozumieją.

Kofsky: Cała płyta [Freak Out!] jest o Południowej Kalifornii. Gdzie indziej nie maja pojęcia czym jest basen.

Zappa: Nie, jest to nowy rodzaj tekstu, naprawdę mnie to interesuje. Są to też sprawy społeczno-polityczne. Słowa piosenek są bezpośrednie i dziwaczne oparte na moich nagraniach zachowań siedemnastolatków w Ontario i Kalifornii, te nowe teksty oparte są bezpośrednio na tych taśmach.

Kofsky: Jak długo już nosisz się z tymi pomysłami?

Zappa: Cóż, "Call Any Vegetable", na przykład, zostało napisane dwa tygodnie po skończeniu Freak Out!, kiedy byliśmy na Hawajach, i rok zabrało nauczenie się jak to grać. Z "Son of Suzy Creamcheese" było tak samo, też potrzebowaliśmy roku na nauczenie się jak grać ten utwór. A wiesz dlaczego? Metrum, chodzi o metrum - to fantastyczne. Są cztery takty 4/ 4, jeden 8/8, jeden 9/8- O K? a potem 8/8, 9/8, 8/8, 9/8, 8/8, 9/8, i dalej 8/8, 4/8, 5/8, 6/8, a potem znowu 4/4. Gdy gramy to wszystko razem nic z tego nie wychodzi.

Kofsky: Na "Absolutely Free" jest sporo klejenia taśmy? Zauważyłem miejsca bardzo nagłych zmian i nie wydaje mi się być robił tam pauzę i zmieniał tempo. Wygląda to jakbyś wkleił jedną część w drugą. Czy mam rację?

Zappa: O tak. Było tam sporo edycji. Od tamtej pory poprawiliśmy naszą grę i teraz możemy już naturalnie brzmieć tak jakby nagranie było edytowane. Podoba mi się ten efekt.

Kofsky: Kiedy słucham jak grupy jazzowe zmieniają tempo, to robią zwykle pauzę by jasno zaakcentować zmianę tempa.

Zappa: Choć trochę to głupie.

Kofsky: Tak, to głupie.

Zappa: Bo traci się uderzenie.

Kofsky: Tak. Dlaczego słowa w "Absolutely Free" nie są -

Zappa: Bardziej czytelne?

Kofsky: Nie. Pozwól, że wyjaśnię. Słyszałem plotki, wiem, że plotki nie są wiarygodne, że w czasie produkcji tej płyty były jakieś problemy z cenzurą.

Zappa: Tak, były.

Kofsky: I zastanawiałem się czy celowo nie napisałeś słów piosenek tak by były mniej zrozumiałe.

Zappa: Nie. Problem z cenzurą nie polegał na tym jak słowa piosenek brzmią na płycie. Chciałem by libretto było wydrukowane na okładce.

Kofsky: To moje następne pytanie. Dlaczego ci nie pozwolili?

Zappa: Jest prawna różnica pomiędzy tym co jest na płycie a tym co jest na papierze.

Kofsky: Inaczej mówiąc, nie wszystko, co możesz powiedzieć można też i -

Zappa: Możesz to zaśpiewać, i jest to wtedy częścią dzieła sztuki; ale tekst na okładce już nie - nie da się tego w sądzie obronić jako dzieła sztuki.

Kofsky: A kto jest tym geniuszem, który o tym zdecydował?

Zappa: Dział prawny M-G-M. I padniesz jak zobaczysz ich dzieło. Trzymasz w ręku kopię [libretta "Absolutely Free"]? Popatrz co wycięli - słowo "trzynaście"! "Ma tylko trzynaście lat i już wie jak świntuszyć" [z piosenki "Brown Shoes Don't Make It]. Wiesz które słowo wycięli? "Trzynaście," nie świntuszyć. Tak, chcieli byśmy zaśpiewali, że ile miała lat . . . Patrz dalej: "Wspaniała Instrumentalna Ejakulacja Numer 1." Wykreślili i zmienili na "Orgazm." [Śmiech] Rozumiesz? Chcieli zmienić, "Chciałbym by poświntuszyła na trawniku Białego Domy," [z "Brown Shoes" . . .] na -

Kofsky: Łazienkę Białego Domu?

Zappa: Nie, na "Chciałbym by rozwiązywała krzyżówkę na okładce Programu Telewizyjnego."

Kofsky: Żartujesz?

Zappa: Przeczytaj to. Chcesz wiedzieć coś jeszcze? Ci z M-G-M mówią, "My wiemy i wy wiecie, że świntuszenie na trawniku Białego Domu może oznaczać tylko jedno: chcecie by się zesrała na trawniku Białego Domu."

Kofsky: Och! Wow!

Zappa: Tak właśnie powiedzieli. "Wiecie, jest tu parę rzeczy w złym smaku...."

Kofsky: Napalm jest oczywiście w bardzo dobrym smaku....

Zappa: Spróbuj zrozumieć sposób ich myślenia, to całkiem fajne. I jeszcze, "ma tylko trzynaście lat a słyszę, że chodzi nawalona," [też z "Brown Shoes"] Ci z M-G-M mówią, "Możemy mieć kłopoty, bo w niektórych stanach -"

Kofsky: Nie wolno pić alkoholu przed ukończeniem osiemnastego roku życia. W niektórych stanach jest taki limit wiekowy. Przesłuchiwałem płytę bez libretta i powiem, że byłem mocno zawiedziony nie mając pod ręką słów piosenek; pomyślałem nawet, że jest to z twojej strony jakiś chwyt reklamowy albo taki trik by zarobić więcej pieniędzy.

Zappa: Wszystko sprowadza się do tego, że jedynym sposobem by Amerykanów czegokolwiek nauczyć jest pokazanie im tego na przykładzie, a to dlatego, że dawno już przekroczyli oni tę granicę przed którą ludzie wierzą w to im się mówi. Tak właśnie jest. Muszą dowiedzieć się o tym z innego źródła. Trzeba im to pokazać na przykładzie. Innymi słowy, amerykański system reklamy, który jest jedną z najgorszych rzeczy we współczesnym społeczeństwie, ta cała idea nakłaniania ludzi do kupowania rzeczy, których wcale nie potrzebują jest moralnie zła. A jedynym sposobem by zrozumieli o co ci chodzi, to pokazać im to, a nawet przesadzić w tym pokazywaniu, kupuj, sprzedawaj, wciskaj towar. Aż w końcu zauważą i powiedzą, "Co to kurwa jest?" jeśli chodzi o libretto, to będzie wydrukowane w Evergreen Review, tak sądzę, albo w Evergreen albo w Ramparts. Będzie zawierało całą treść wraz z okładką; będzie też dostępne w formie książeczki, jeśli ktoś będzie chciał sobie je zamówić.

Kofsky: Wydaje mi się dziwnym zbiegiem okoliczności, że nowa płyta Beatlesów Sgt. Pepper's . . . została wydana w tym samym czasie co "Absolutely Free". Widzę w nich duże podobieństwo. Beatlesi zdają się odrzucać ideę, że musimy być zniewoleni przez dobra materialne, produkty; oraz że kiedy masz sześćdziesiąt cztery lata jedyną rzeczą na jaką możesz sobie pozwolić to dwutygodniowe letnie wakacje na wyspie Wight.

Zappa: Sądzę, że jest to bardzie subiektywne. Mi to brzmi bardziej jak "co z nami będzie jak będziemy mieli sześćdziesiąt cztery lata? Czy nadal będziemy kupowali to gówno?" To humorystyczne podejście do tematu starzejącego się rockandrollowca.

Kofsky: Ja widzę to inaczej. To nagranie łączy mi się z poprzedzającą je piosenką George Harrisona ["Within You Without You"], gdzie śpiewa, "Moglibyśmy zmienić świat naszą miłością." Wydaje się, że mają na myśli coś takiego, "Możesz być wolny jeśli tylko zechcesz, albo możesz się zniewolić kupowaniem, kupowaniem, kupowaniem."

Zappa: Wierzę w to co mówi George Harrison, że można zmienić świat miłością jeśli tylko naprawdę się ją ma. Jeśli ci na tym naprawdę zależy, to można to zrobić.

Kofsky: Czy można kochać w społeczeństwie, który uczy jedynie nienawiści?

Zappa: Dlaczego nie? Wystarczy się sprzeciwić, można to zrobić. Jeśli naprawdę chcesz być buntownikiem, postaraj się naprawdę szczerze i pokochaj coś. I jeśli naprawdę chcesz coś zdziałać, postaraj się i pokochaj to gówniane społeczeństwo - postaraj się i pokochaj je na tyle by zrobić z nim coś pozytywnego. I jeśli zbierzesz wystarczająco dużo zapaleńców wierzących w taki sposób działania, to nie powstrzymasz ich, bez względu na to jak wyglądają i gdzie żyją, bo tacy ludzie potrafią przenosić góry i nic na to nie poradzisz. Nie przyjmują odpowiedzi nie.

Kofsky: Zanotuję teraz sobie by potem przy edycji dla magazynu nie usuwać słowa na "k" i słowa "gówno", i tak dalej. Sprzeciwiałoby się to duchowi tego wywiadu.

Zappa: Cóż, jeśli chcą zastąpić czymś te słowa, to niech zamiast "gówno" użyją "do-do", rozumiesz? A zamiast "k--" będziemy mieli "hunchy-punchy ." [Społeczeństwo stało się bardzo tolerancyjne jeśli chodzi o używanie słów czteroliterowych, zwłaszcza w poważnych publikacjach. Przyznajemy, że jesteśmy raczej konserwatywni w tym względzie ale pozwalamy na używanie niektórych takich słów. Zdajemy sobie sprawę, że w przyszłości trudno będzie wydawnictwom unikać używania czteroliterowych wyrazów. Wydawca.]

Kofsky: Kalifornia jest z pewnością centrum nowej muzyki popularnej. Zastanawia mnie jak widzisz Mothers w porównaniu do innych grup z Północnej Kalifornii jak Jefferson Airplane i Grateful Dead, oraz do grupy Love, choć oni akurat pochodzą z Południowej Kalifornii. Jestem ciekaw jak widzisz wasze relacje z waszą widownią gdy patrzysz na relacje tych grup z ich fanami.

Zappa: Cała scena San Francisco promuje stosunki zespół-fani oparte na miłości. Grupa ma kochać swoich fanów ponad wszystko.

Kofsky: Myślisz, że tak jest naprawdę?

Zappa: Nie, nie sądzę.

Kofsky: Możesz to potwierdzić konkretami?

Zappa: Pewnie. Jest to równie nierzeczywiste jak - wejdź sobie do Avalon Ballroom i zobaczysz jak oni tam rozdają pióra i dzwonki. Tak człowieku. To wszystko udawanie. Tak samo gdyby nasza grupa rozdawała tam koktajle Mołotowa, to byłaby to taka sama szopka. To dziecinada, oni są jak jakiś klub. Klub studencki - wystarczy przynieść pióro i dzwoneczek.

Kofsky: Co sądzisz o relacjach pomiędzy, powiedzmy, Airplane i ich fanami, czy to naprawdę miłość? A może, jak sugerowałeś, gang uliczny tyle że bez bijatyk?

Zappa: Nie mogę oceniać relacji innych zespołów z ich fanami gdyż nie wiem za wiele o sposobie działania ich systemu reklamy. Mogę powiedzieć tylko tyle, że ludzie, którzy lubią Jefferson Airplane lubią Jefferson Airplane, a ludzie, którzy lubią Grateful Dead lubią Greatful Dead. Ludzie mają różne gusta.

Kofsky: A co ze związkami Mothers z ich fanami?

Zappa: Nasz przypadek jest trochę inny, bo my zwracamy się do wyrzutków, dziwaków.

Kofsky: Zwłaszcza dziwaków z L.A. Wszystko co robicie jest przesycone duchem L.A.

Zappa: Cóż, na pewno jesteśmy produktem swojego środowiska. Cały zespół dorastał w L.A. Ni mogę pojąć jak niektórzy mogą nas wiązać z tą pełną kitu sceną muzyczną San Francisco, gdyż jak dla mnie nie brzmi to ani trochę jak muzyka z San Francisco, bez względu na to jak obiektywne.... Tak czy owak, z tego co słyszymy o ludziach, którzy nas lubią - mógłbym pokazać ci niektóre listy od fanów. Są wyjątkowe. To naprawdę sama śmietanka dziwaków z każdego miasteczka, a pochodzą naprawdę z bardzo różnych stron kraju. Dostajemy listy z bardzo dziwnych miejsc.

Kofsky: Czy oni myślą w kategoriach politycznych?

Zappa: Niektórzy tak. Dla niektórych to po prostu coś w tylu, "Fajnie bo ludzie myślą, że jestem dziwny." Albo, "Mothers of Invention, powiedzcie, że mnie lubicie, abym nadal mógł czuć się dziwakiem i jakoś przeżył w mojej mieścinie."

Kofsky: Co robicie z tymi listami?

Zappa: Nie odpowiedzieliśmy jeszcze na ani jeden. Obecnie dopiero robimy z tym porządek. Mamy około trzystu listów od fanów z zeszłego roku.

Kofsky: Traktujecie to poważnie?

Zappa: Pewnie. Dlaczego nie? Są to przecież realne osoby. Można myśleć o nich jako o ludziach, którzy zapłacili cztery dolary za płytę i wysłać im zdjęcie z autografem. Ale pokażę ci materiał, który przygotowujemy dla fanów.

Kofsky: [Cytuje pierwszą odpowiedź Mothers na list od fana:] "Moglibyśmy ci wysłać dziadowski, formalny list, purpurowy i odbity na powielaczu, z treścią w stylu, 'Mothers of Invention chcą ci podziękować bla bla  za napisanie tego fajnego listu bla, kochają swoich fanów, tak lojalnych i troszczących się o dobro grupy bla i bla. Ale są tak bardzo-bardzo-bardzo-bardzo zajęci pracą, że jest fizyczną niemożliwością by mogli, choćby bardzo chcieli, udzielić bardziej osobistej, ciepłej odpowiedzi, bla, bla, blaaa.' Moglibyśmy wysłać ci taki dziadowski list, ale zamiast niego wysyłamy ci taki dziadowski list, o następującej treści: " 'Najdroższa Cudowna i Dociekliwa Osobo: Mothers of Invention chcą ci podziękować bla bla za napisanie tego fajnego listu, niektóre z nich piszecie do nas na papierze toaletowym - jakie to cudownie oryginalne. Cholerka, jesteśmy tak strasznie zajęci tym wyrzucaniem nas z restauracji i hotelów w Montrealu, ignorowaniem nas przez taksówki w Nowym Jorku - wam też się to pewnie zdarza - nie musisz być nawet czarny by zwinęła cię policja - poturbowaniem przez policjantów w Los Angeles i tymi wszystkimi kontrolami cenzorów głównym mediów w Stanach. Willikins! Uporanie się z tym wszystkim zabiera tyle czasu, że nie mamy możliwości udzielenia ci bardziej osobistej, ciepłej odpowiedzi. A więc: jeśli jesteś zatroskaną dziewczyną i napisałaś do nas bo cię podniecamy i pragniesz naszych ciał i/lub uważasz, że jesteśmy fajni, oto nasza odpowiedź tylko dla ciebie. Odpowiedź na wszystkie i każde z twoich pytań brzmi tak, kochamy cię nawet jeśli jesteś gruba i masz pryszcze. Jeśli jesteś, albo rozważasz taka możliwość by stać się chłopcem i sądzisz, że jesteś naprawdę super i na luzie gość i napisałeś do nas na kawałku papieru toaletowego, to ta część jest dla ciebie: Trzymaj tak dalej. Chcielibyśmy zachęcić cię byś stał się nawet bardziej nihilistyczny i destruktywny. Świetna robota chłopie. Nie słuchaj tego gówna od nauczyciela w warsztacie blacharskim ani od tego ostrzyżonego na żołnierza męta wuefisty, który cię gnębi tylko dlatego, że jesteś inny. Pokaż im wszystkim środkowy palec, dokładnie tak jak nam go pokazałeś pisząc do nas na kawałku papieru toaletowego' "

Zappa: Mocne! I mocne zakończenie. I to nie wszystko, muszę jeszcze napisać kilka nowych rozdziałów. OK, to taka wstępna wersja odpowiedzi na list od fana, trzeba będzie trochę ją zmienić bo, jak mi wiadomo, mogą być pewne prawne komplikacje w kwestii mówienia o seksie w formularzach.

Kofsky: Są prawne komplikacje we wszystkich kwestiach poruszanych w tym liście. A dalej piszesz: "Czy byłbyś zainteresowany przystąpieniem do tak zwanego fanklubu Mothers? Oficjalna nazwa tej organizacji to United Mutations. Nazywamy go tak, bo jesteśmy pewni, że tylko nieliczne, wyjątkowe osoby mogą być zainteresowane aktywnym członkostwem. Będzie cię to kosztowało trzy dolary i musisz też wypełnić załączony kwestionariusz. Nazwisko, wiek, płeć, wzrost, waga, adres, stan, kod pocztowy, imię ojca, jego zawód, imię matki, jej zawód. Udziel krótkich odpowiedzi na następujące pytania: Kim jest Bóg? Postrzeganie pozazmysłowe? Tak? Nie? Opisz. Najlepszy sposób opisania mojego społecznego otoczenia to: Gdybym mógł, to bym je zmienił na: W jaki sposób zmieniłbyś swoje społeczne otoczenie? Kiedy? Czego się boisz? Jakiej pomocy mogą udzielić ci Mothers? "Na osobnej kartce papieru opisz swój ulubiony sen, albo koszmar, podaj szczegóły kliniczne. Prześlij oba arkusze wraz z trzema dolarami na podany wyżej adres a my odeślemy ci użyteczne informacje o Mothers, niewielką paczkę z rzeczami, które mogą cię zainteresować. Dziękujemy. Prosimy o podpis długopisem." A oto list towarzyszący paczce: "Witaj. Dziękujemy za odpowiedź na naszą propozycję. Musimy jeszcze dowiedzieć się paru rzeczy o tobie. Mamy nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko wypełnieniu kolejnego formularza, jest to wymagane dla kontynuacji członkostwa. Jeżeli jesteś zainteresowany tym wartościowym programem, lub nazwijmy go samopomocą, musisz wiedzieć, że nasza praca może być kontynuowana tylko wtedy gdy twoje członkostwo jest regularnie opłacane i gdy otrzymujemy okresowe raporty z twoich działań w ramach wymogów programu. Zostaniesz powiadomiony pocztą w kwestii twojego kolejnego raportu członkowskiego. Na razie, prosimy o wypełnienie niniejszego formularza i odesłanie go do nas oraz o dokładne zapoznanie się z dołączonymi materiałami. Cieszy nas twoje zainteresowanie naszą sprawą. Udziel krótkich odpowiedzi na następujące pytania. Prosimy też o dołączenie zdjęcia w niewielkim formacie. "Czy jesteś odmieńcem? W jaki sposób możesz nam pomóc? Ludzkie umysły: ile z nich kontrolujesz? Dlaczego tylko tyle? W jaki sposób kontrolujesz swoje obiekty? Czy zdają sobie z tego sprawę? Czy inni ludzie są tego świadomi? Jak unikasz problemów? Czy stosujesz myślenie grupowe? Czy w twojej okolicy znajduje się inny operator? Kto? Czy on/ona należy do naszego stowarzyszenia? Jeśli nie, to dlaczego? Opisz swoje relacje z twoimi rodzicami. W jaki sposób Mothers mogą ci pomóc? Prosimy o podpis długopisem. Data."

Kofsky: Jak rozumiem, jesteście zainteresowani głównie młodymi ludźmi, zwłaszcza uczniami szkół średnich?

Zappa: Cóż, tylko oni zdają się jeszcze być żywi.

Kofsky: Może źle to oceniam, ale sporo z tego co robisz wydaje się być skierowane do licealistów, na przykład, "Tracę status w moim ogólniaku" [z "Status Back Baby"]. Ci obeznani z publicznym systemem edukacji na pewno będą z wami sympatyzowali. Ale nie musie ich przekonywać, bo sami już doszli do podobnych wniosków. Nie potrzebują żadnej w tej kwestii propagandy. A ci nieprzekonani i tak nie dadzą się przekonać, bo oni nawet nie posłuchają tej płyty, a nawet jeśli, nie posłuchają jej drugi raz. Na kogo więc będzie -

Zappa: Miało wpływ "Tracę status w moim ogólniaku?"

Kofsky: Tak, oraz cały wasz sposób wyrażania się: "Prawdopodobnie zastanawiasz się dlaczego tu jestem," i "Panie Ameryka, popatrz sobie" [z Hungry Freaks, Daddy].

Zappa: Niestety, to właśnie taki sposób wyrażania się sprawił, że nadeszły te wszystkie listy.

Kofsky: No więc oni tam są, w tych małych miasteczkach, i tak dalej, wszyscy ci ludzie, którzy naprawdę sądzą, że coś nimi nie tak, bo tracą status w swoim ogólniaku?

Zappa: To prawda. Zastanów się nad tym przez chwilę: gdybyś graficznie zanalizował wszystkie kierunki zasygnalizowane w piosenkach na płycie Freak Out!, to jest w nich coś po trochu dla każdego. Co najmniej jeden utwór zawiera treści odpowiednie dla każdej osoby z naszej grupy konsumenckiej, bez względu na orientację społeczną, a jest to grupa wiekowa od sześciu do osiemdziesięciu lat. Bo mamy takich fanów, sześcioletnich dzieciaków krzyczących byśmy grali "Wowie Zowie." Spotykam dyrektorów różnych firm i mówią mi "Mój dzieciak ma tę płytę, 'Wowie Zowie' to jego ulubiona piosenka."

Kofsky: Ale jak taki dzieciak zdobył tę płytę?

Zappa: Może miał starszą siostrę lub brata, którzy odtwarzali ją w domu, ale są dzieciaki słuchające "Wowie Zowie," i są inni młodzi ludzie, i wszyscy oni starają się znaleźć w niej coś z czym mogliby się identyfikować. Wielu z nich podoba się piosenka o Zamieszkach Wattsa (Trouble Comin' Every Day).

Kofsky: To piękna piosenka; dziwi mnie, że nie piszesz takich więcej.

Zappa: Ale najcięższy kawałek to "It Can't Happen Here" i "Who Are the Brain Police?" Jak na razie nikt jeszcze nie rozgryzł "Brain Police".

Kofsky: A kim jest policja Umysłu?

Zappa: Nie mogę ci powiedzieć - to religijna piosenka. Ale są tacy, którzy mówią, że podoba im się "Brain Police" gdyż jest tam dużo wrzasków, uwielbiają to. Ci którzy lubią "Help I'm a Rock", wiesz, ten mrukliwy kawałek na koniec płyty, nie rozumieją muzycznej struktury tego utworu. Podoba im się z powodu wplecionego w muzykę humorystycznego tekstu.

Kofsky: Kto grał tam solo na fortepianie?

Zappa: Ja.

Kofsky: Tak też myślałem. Sam przecież powiedziałeś, "Jeśli chcesz zostać pianistą, idź i kup płytę Cecila Taylora." [Zappa powiedział to w Hit Parader].

Zappa: Cała płyta Freak Out! ma być przystępna dla tych, którzy chcą poświęcić trochę czasu by stała się dla nich przystępna. Lista nazwisk na płycie, jeśli komuś chciało się ją przejrzeć, może im w tym bardzo pomóc.

Kofsky: Lista opatrzona jest wstępem, "Oni mieli na nas wpływ --, nie wińcie ich za to?"

Zappa: Tak.

Kofsky: Znowu zdajesz się być bardzo świadomy znaczenia opakowania, promocji, tego typu rzeczy.

Zappa: Oczywiście. Mothers jako grupa zostali zaprojektowani już na dwa lata przed powstaniem zespołu, gdyż robiłem badania motywacyjne, analizowałem sukcesy i porażki innych ludzi z branży.

Część 2

KOFSKY: Czym się zajmowałeś przed zebraniem Mothers?

ZAPPA: Miałem studio nagraniowe, a przedtem pracowałem w reklamie.

KOFSKY: Słyszałem jak mówiłeś o UCLA. Studiowałeś?

ZAPPA: Nie. Odpadłem na pierwszym etapie po pierwszym semestrze.

KOFSKY: Jesteś więc samoukiem; ale cóż, każdy jest tak naprawdę samoukiem.

ZAPPA: Jest tak, że uczelnie są tez produktem Madison Avenue, po kilku latach chodzenia na zajęcia i wydaniu sporych pieniędzy na produkty, które ci tam sprzedają, dają ci papier zaświadczający, że posiadasz wykształcenie.

KOFSKY: Zgadzam się z tym w pełni; wystarczy tam pobyć, żeby się o tym przekonać. Nikt nie jest zainteresowany w zdobywaniu wiedzy na uczelni – to co ich interesuje to dyplom. Może na Harvardzie – jest może paru zapaleńców w topowych szkołach, którzy chcą się czegoś nauczyć. Ale na prowincji, na przykład w Uniwersytecie w  Pittsburghu, zapomnij o tym.

Ciekawi mnie jak byś sklasyfikował Mothers, gdybyś już musiał sklasyfikować swoją grupę w sensie muzycznym, gdy mówimy o spektrum muzyki, od prostego rocka, podobnego do tego granego przez grupy jak Jefferson Airplane i inne z San Francisco z jednej strony, do jazzu takiego jak ten grany przez zespoły Archie Shepp'a lub Johna Coltrane'a. Jak byś opisał Mothers?

ZAPPA: To zbiór sprzeczności. Nasza muzyka istnieje ponieważ mieszamy rzeczy, które zasadniczo się nie łączą. Innymi słowy próbujemy dokonać niemożliwego i pokazać, że da się to zrobić. Jeden z aspektów tego co robimy jest wciąż ignorowany przez większość ludzi. Biorą za coś oczywistego to, że przechodzimy od jednego tempa w jednej sygnaturze czasowej do innego tempa w innej sygnaturze czasowej w ułamku sekundy, bez żadnych przerw i bez żadnego wcześniejszego planowania. Zmieniamy tempa i zmieniamy piosenki w większości przypadków bez żadnego wcześniejszego ostrzegania, że tak się stanie. Na przykład, mogę im powiedzieć tylko tyle, że przechodzimy do trzech piosenek z zaplanowanego zestawu. O to chodzi w tym moim skakaniu. Jeśli skoczę i uderzę w podłogę, to jest to pierwszy beat kolejnego taktu, a oni muszą zorientować się jaka to piosenka na podstawie tylko dwóch nut. Ćwiczyliśmy to by móc to robić perfekcyjnie. Mamy też oczywiście i inne sygnały, które wskazują, że powinny nastąpić pewne zdarzenia dźwiękowe, jak grzmot, uderzenie, przyspieszenie i hałas.

KOFSKY: Zauważyłem, że Mothers to z pewnością grupa improwizacyjna. Grają solówki; i wydają się być pod dużym wpływem jazzu, zwłaszcza saksofonista [Bunk Gardner].

ZAPPA: To zdumiewające, że musieliśmy zmuszać go do grania w ten sposób [Coltranenowski], kiedy zaczynał u nas grał tak jak robiono to w 1955 – Howard Ramsey's Light Love All-Stars.

KOFSKY: Naprawdę? Dla mnie brzmi jak prawdziwy John Coltrane z 1962, zwłaszcza na sopranowym; ale też na altowym i tenorowym w nowych nagraniach. Słuchasz tego, to znaczy poza Cecil [Taylorem], słuchasz też Coltrane'a?

ZAPPA: Nie mam nic Coltrane'a, poza antologią zrobioną w 1950 przez Toma Wilsona gdzie poza nim grają też Cecil Taylor i Sun Ra. Nazywa się Jazz in Transition – to klasyk.

KOFSKY: Sądzę, że dostrzegam w twojej muzyce silne wpływy Coltrane'a, zwłaszcza w sposobach budowania rozwiniętych improwizacji. To mnie jednak zadziwia: Dlaczego wciąż kładziesz nacisk na 2 i 4, stały rytm synkopowy?

ZAPPA: Ludzie mogą przynajmniej rozpoznać rytm.

KOFSKY: Myślałeś w ogóle o graniu do tańca?

ZAPPA: Tak. Oni tańczą, w dziwaczny sposób. Los Angeles to dla nas najlepsze miejsce do gry do tańca, ponieważ młodzież tamtejsza tańczy lepiej; tańczą freestylowo. Tutaj chcesz skłonić te ofermy do zatańczenia boogaloo i innych rzeczy, które robimy na koncertach, i od razu nogi im się plączą i przewracają się.

KOFSKY: Od kiedy kupiłem płytę Johna Coltrane'a Live at the Village Vanguard Again, to zawsze tańczę do niej w domu, a nie ma stałego beatu. Kiedyś myślałem, że jednym z powodów dlaczego jazz traci publiczność jest to, że nie da się do tego tańczyć, ale to nonsens. Można to tańczyć, ale nie da się do tego robić boogaloo. Można tańczyć do dowolnej muzyki – można tańczyć nawet wtedy gdy nie słyszy się żadnej muzyki.

Wracając do wcześniejszego pytania, jesteś kimś, kto łączy ze sobą te wszystkie rzeczy.

ZAPPA: Tak. Chcemy próbować i włączać elementy dziwacznego teatru. Słowo mówione różni się od śpiewanego swoim rytmem, jak na przykład poezja. Ale nawet wzorce codziennej mowy są same w sobie piękne. Sposób w jaki ludzie mówią sprawia, że to co mówią traci znaczenie; tak naprawdę w większości przypadków to co mówią jest naprawdę brzydkie. Ale jeśli pomyśli się o rytmie, albo o sposobie w jaki mówią niektórzy pracownicy stacji benzynowych, to choć wiesz, że to co mówią jest zupełnie bez wartości, to jednak jeśli potraktujesz ich mowę jako muzykę ... lubię kreować takie sytuacje  i wsłuchiwać się.

KOFSKY: Masz wyostrzoną uwagę na te rzeczy, prawda? Na przykład, zauważyłem, że kiedy Jim Black śpiewa, "Telewizyjny obiad przy basenie, tak się cieszę, że skończyłem szkołę" [w Brown Shoes Don't Make It], robi to w sposób w jaki taki właśnie facet by to powiedział. Słyszałem jak mówi taki gość, nie wiem jak się nazywa, ale to jakiś typowy południowiec, który przybył do Los Angeles jak miał siedem lat a teraz pracuje w przemyśle obronnym. Jest jakiś jungowski symbol zafiksowany w moim mózgu, który od razu zaskoczył gdy to usłyszałem: "Już gdzieś słyszałem ten głos!"

ZAPPA: Jest wszędzie wokoło nas; rządzi światem. Rządzi Kalifornią.

KOFSKY: Myślę, że rządzi światem. Tak naprawdę, to mięso armatnie, tak jak i my wszyscy.

Love, grupa, która w zasadzie mi się nie podoba, też ma saksofonistę i próbuje łączyć jazzowe improwizacje z rockiem.

ZAPPA: W zasadzie to próbują naśladować nasz zespół.

KOFSKY: Ich pierwszych usłyszałem. Czy to przypadek, że ich płyta ukazała się pierwsza?

ZAPPA: Powiem ci o paru ciekawych zbiegach okoliczności, które każą mi podejrzewać, że nasz wpływ na branżę jest o wiele większy niż wielu ludzi z tej branży chciałoby przyznać. Wiele miesięcy temu dostałem od dziewczyny z Europy zdjęcie Paula McCartneya z moimi wąsami i w moim krawacie, z moimi słuchawkami dyrygującego orkiestrą. I było to w czasie gdy przygotowywałem płytę dla Capitolu gdzie dyrygowałem orkiestrą.

KOFSKY: Co masz na myśli mówiąc, w twoich słuchawkach? Nie rozumiem.

ZAPPA: Chodzi mi o to jak to wyglądało ... jak ja w studio i mało co się nie posrałem jak to zobaczyłem. Nigdy ich nie poznałem. To dziwaczny zbieg okoliczności. I on dyrygujący orkiestrą na ich najnowszej płycie [Sgt. Pepper]. Nie wiem jakie to ma znaczenie, bo u nich orkiestra ma za zadanie tylko dodanie efektu.

KOFSKY: Przesłuchałeś tę płytę dokładnie?

ZAPPA: Tak.

KOFSKY: Czy sądzisz, że jest podobieństwo pomiędzy Lovely Rita, Meter Maid i pewnymi częściami Help I'm a Rock?

ZAPPA: Sposób w jaki śpiewają "huffa-puffa, huffa-puffa" w tle? Tak, widzę podobieństwo. Jest też podobieństwo w użyciu Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band jako repryzy tak jak to zrobiliśmy z America Drinks and Goes Home na Absolutely Free.

KOFSKY: Czy wasza płyta ukazała się w czasie gdy oni przygotowywali Sgt. Pepper?

ZAPPA: Wiesz kiedy nagrano Absolutely Free? Przed Świętem Dziękczynienia zeszłego listopada. Zanim pojechaliśmy do Nowego Jorku.

KOFSKY: Dlaczego więc nie wyszła wcześniej? Chodziło o problemy z cenzurą?

ZAPPA: Tak.

KOFSKY: Myślisz, że Beatlesi mogli mieć dostęp do nagrania?

ZAPPA: Nie wiem. Tak, to możliwe, plotki w branży rozchodzą się bardzo szybko. A na płycie Rolling Stones, Between the Buttons, mają tę obozową piosenkę Something Happened to Me Yesterday. A my nagraliśmy naszą wcześniej, chociaż ich została wydana przed naszą.

KOFSKY: Wiem, że niektóre brytyjskie grupy, jak Yardbirds i zespól Erica Burdona z ciekawością patrzą na co robicie. Możesz powiedzieć o jakiś innych amerykańskich lub brytyjskich grupach, u których widoczne są wpływy Mothers?

ZAPPA: Nie, ale mogę powiedzieć jak daleko to zaszło z Animals. Po pierwsze, jest tajemnicą poliszynela w branży, tak mi to wyjaśniono (i nie jest to moja opinia o ich dokonaniach), że byli typową, nietwórczą grupa rockową, która odniosła sukces wykonując materiał, który niekoniecznie był oryginalny i które nie został napisany przez żadnego członka tej grupy.

KOFSKY: Sami to przyznali. Eric Burdon powiedział, że mieli wielkie problemy z napisaniem czegokolwiek samodzielnie.

ZAPPA: OK, sam aranżowałem dla nich materiał i stwierdziłem, że nie tylko nie są szczególnie oryginalni ale byli też zafiksowani w tej smutnej rhytmandbluesowej pozie gdy to mali biali chłopcy próbują być małymi czarnymi chłopcami, wykrzykując blues i udając, że są funky a wszystko to jest jedno wielkie gówno.

KOFSKY: Jeśli chodzi o Rolling Stones to o tyle dobrze, że u nich nie trwało to długo.

ZAPPA: Tak, ale kiedy to robili, to było funky. Nie był to czarno brzmiący blues, ale było to naprawdę funky.

KOFSKY: Tak, funk brytyjskiej klasy pracującej.

ZAPPA: I miało to swoją wartość, poza momentami gdy za bardzo naśladowali Chucka Berry. Wracając do Animals, po tym jak Eric przyszedł na imprezę do mojego domu, coś poprzewracało mu się w głowie, – myślę, że trochę się naćpał psychodelicznych prochów tamtego wieczora albo i przez dwie noce jakie spędził u mnie. Coś musiało się stać, bo popatrz na ich nowy album nagrany miesiąc czy dwa temu z [Tomem] Wilsonem w Los Angeles; ich nowa grupa jest psychodeliczna. Jedna z piosenek trwa siedem minut. Jest to poemat o Czarnej Śmierci i są w niej wgrane dźwięki z klasztoru. Jest tam też piosenka o policjantach z San Francisco . . . Wilson powiedział, że weszli do studia i grali Suzy Creamcheese nuta po nucie – tę z płyty Freak Out! – grali tez Return of the Son of Monster Magnet nuta po nucie. Jeśli więc robią takie rzeczy, jeśli ta płyta jest dla nich Punktem Zero, to jest to dynamit człowieku. Gdyby każda grupa w branży tak zrobiła, a bardzo chciałbym by tak było, to cała muzyka bardzo szybko uległaby zmianie i bardzo fajnie byłoby usłyszeć te dziwaczności w radiu grane przez innych ludzi niż my sami.

KOFSKY: Widzisz jakieś oznaki tego, że twoja muzyka znajduje naśladowców w branży?

ZAPPA: No cóż, zauważyłem, że za każdym razem gdy gramy z kimś – zwykle towarzyszymy jakiejś  "gwieździe." Jeśli gramy z taką grupą kilka razy, to już za drugim razem można usłyszeć, że grają coś, co brzmi jak nasza muzyka. Zdałem sobie z tego sprawę gdy drugi raz graliśmy z Blues Project, grali piosenki ze zmianami sygnatur czasowych. Ale nie wychodziło im to, zatrzymywali się, więc odliczaliśmy zaczynaliśmy od nowa. Wciąż nie mogli tego załapać, żeby podskoczyć do góry i wylądować na pierwszym beacie pierwszego taktu. A inne grupy? Widzimy, że eksperymentowanie pojawia się w ich repertuarze. I chociaż im się wydaje, że to co robią jest oryginalne, to mi się zdaje, że to my mamy coś wspólnego ze zmotywowaniem ich do spróbowania czegoś bardziej niezwykłego niż to co najprawdopodobniej nadal by robili gdyby nie słyszeli Freak Out! albo gdyby nie usłyszeli jak ktoś inny robi te dziwaczne rzeczy w muzyce. Pisanie piosenki w sposób praktykowany przez większość zespołów jest pracą zbiorową, zbierają się, pojawiają się alternatywy, które mogą być zastosowane w piosence. W pewnym punkcie aranżacji melodii można zdecydować czy łącznik ma być prosty czy też jakiś bardziej dziwaczny. W większości przypadków wybierają coś co zabrzmi wyjątkowo – zmiana sygnatury czasowej, dziwny akord tu i tam, zawieszony akord, no wiesz. To się dzieje; ich pojmowanie muzyko poszerza się!

KOFSKY: Słyszysz to też u grup z San Francisco?

ZAPPA: San Francisco ciągle zdaje się trzymać albo modalności, stałych struktur, plastikowe imitacje Yardbirds, albo R & B. Mam duszę kochanie, chociaż jestem Żydem.

KOFSKY: W jakiej kategorii umieściłbyś Jefferson Airplane?

ZAPPA: Zaczęli od modalności. Podobał mi się ich pierwszy album, bardziej niż drugi. Tak naprawdę, to poprosili mnie bym był producentem ich trzeciej płyty. Nie mogłem tego zrobić, nie mogłem opuścić teatru [Garrick w Nowym Jorku] tylko po to by to zrobić, dla mnie byłaby to strata dużych pieniędzy.

KOFSKY: Byłeś już producentem jakiejś płyty?

ZAPPA: Dla innych ludzi? Produkowałem single dla innych i teraz przygotowuję się do produkcji albumu grupy, która nazywa się Auto Salvage, jest to bardzo obiecujące.

KOFSKY: Są jakieś single wydane przez Mothers?

ZAPPA: Trzy.

KOFSKY: Co się z nimi stało?

ZAPPA: No cóż, How Could I Be Such a Fool?, był naszym pierwszym singlem, sprzedano 4000 w Detroit. Wyobraź sobie nas w radiu, sprzedających płyty w Detroit.

KOFSKY: Co było na drugiej stronie?

ZAPPA: Na stronie B było It Can't Happen Here. [Śmiech.] Nie mogłem być zbyt bezpośredni. Potem był "Watts riot song" [Trouble Comin' Every Day] w okrojonej wersji z Who Are the Brain Police? na drugiej stronie. Jeśli jakiś DJ zechce tego przesłuchać na próbę – choć oni nigdy tego nie robią – zapomnij!

KOFSKY: Dobrze się to sprzedawało? Zarobiło jakieś pieniądze?

ZAPPA: Płyta nigdy się nie sprzeda jeśli nie zagrają jej w radiu. Trzecim singlem był There's a Big Dilemma About My Big Leg Emma, z Why Don't You Do Me Right? na drugiej stronie.

KOFSKY: Nie było to jeszcze wydane?

ZAPPA: Było. Dam ci egzemplarz.

KOFSKY: Nie, chodziło mi o wydanie na albumie.

ZAPPA: Nie, na szczęście, i mam nadzieję, że nigdy to nie nastąpi, bo była to czysto komercyjna próba wypuszczenia całkowicie prostej muzyki na rynek, który opiera się też na takiej komercyjnej, prostej muzyce. To był tylko eksperyment.

KOFSKY: Jak wyszedł?

ZAPPA: Nie za dobrze.

KOFSKY: To budujące. Pokazuje, że nie jesteście w stanie sprzedawać prostej, komercyjnej muzyki.

ZAPPA: No cóż, moglibyśmy. Mam inny sposób. Są różne kategorie prostej muzyki. To był zespół typu jug grający prostą, strawną muzykę, OK? Na drugiej stronie był prosty R & B, z niewielką ilością humoru. Może ludzi obraziło to, że sparodiowałem Wild Thing, albo Sit Down I Think I Love You, albo coś w podobnym stylu.

Na następnym singlu, który robimy będzie piękna piosenka z piękną aranżacją. Jej słowa są tak napisane by odpowiadać poziomowi świadomości trzynastoletniej dziewczyny. Jest to piosenka o trzynastolatce, która ma nierozumiejących ją rodziców, podnieca się słuchając ulubionych piosenkarzy w radiu i podziwia ich zdjęcie na ścianie, i mieszka w zepsutym świecie, który ludzie wymyślają dla siebie samych zamknięci w swoich sypialniach. To piosenka z komunikatem, "Wiemy w jakiej jesteś teraz sytuacji i jeśli potrzebujesz naszej pomocy daj sygnał." Nie mówimy, "Przyjdź do nas," ale mówiąc jej, że wiemy co robi w swojej sypialni, czego nikt nigdy wcześniej jej nie powiedział, przynajmniej mówimy jej to otwarcie. I sądzę, że będzie to prawdziwy hit.

KOFSKY: Jak długa jest ta piosenka?

ZAPPA: Około dwie minuty.

KOFSKY: To niepojęte, że pięć lat temu, trzy lata temu, może dwa lata temu mogliście wydać dwie płyty, podobne do tych, które już wydaliście, co do których firmy nagraniowe zgodziłyby się, że jest na rynku miejsce dla tego rodzaju materiału. Zgadzasz się z tą oceną? I jeśli tak, to co, jak sądzisz spowodowało zmianę?

ZAPPA: Po pierwsze, rynek dla naszej muzyki zawsze istniał, lecz sposób w jaki docieraliśmy na ten rynek zawsze był starannie zaplanowany; a także sposób w jaki byliśmy prezentowani firmie nagraniowej też był starannie zaplanowany. Największe firmy nagraniowe ciągle nas odrzucały, co było bardzo fortunne, bo spotkaliśmy Wilsona; to było dla nas bardzo korzystne. Był odpowiedzialny, był producentem od lat, wszelkiej dziwnej muzyki. On pierwszy nagrał Cecila Taylora, i nagrał Dylana i Simona i Garfunkela. To on sprawił, że Dylan wszedł w rock and roll.

Subterranean Homesick Blues Dylana było wspaniałym nagraniem. Słuchałem tego i dosłownie podskakiwałem w samochodzie. A gdy usłyszałem kolejne, Like a Rolling Stone, chciałem rzucić biznes muzyczny, bo pomyślałem sobie: "Jeśli taka muzyka się przebije i zmieni rynek muzyczny, to dla mnie nie ma już nic do zrobienia," ale nic się nie stało. Płyta się sprzedała; ale nikt nie zareagował na nią tak jak to być powinno. Powinni byli posłuchać jej i powiedzieć, "Hej, grają to w radiu. O kurcze, mamy teraz szansę coś powiedzieć? Możemy teraz użyć radia jako naszej broni." Ale nic takiego się nie stało i byłem trochę rozczarowany. Pomyślałem, "Cóż, kurwa, trzeba jednak nad tym jeszcze popracować."

KOFSKY: Oczywiście, że ma swój wpływ, ludzie reagują na takie rzeczy ale z początku nie da się tak od razu wyjść poza reakcję emocjonalną, wewnętrzne przeżycie. Nie da się tak po prostu z miejsca zacząć robić coś konkretnego.

ZAPPA: Trzeba ich zmusić do zaangażowania.

KOFSKY: Właśnie. Czytałem taką poruszającą rzecz, napisała to chyba Mary McCarthy o Wietnamie w New York Review, po spotkaniach z żołnierzami – dziewiętnastoletni – śpiewający Blowin' in the Wind i Where Have All the Flowers Gone? A potem idą zabijać żółtków – zabijać dla pokoju! Widać więc, że samo identyfikowanie się z "komunikatem," choć jest pewnym krokiem naprzód, nie wystarcza.

ZAPPA: Posłuchaj, pewnego wieczoru mieliśmy na scenie trzech komandosów w pełnym umundurowaniu.

KOFSKY: I co zrobiliście?

ZAPPA: opowiem ci tę historię. Zabito komandosa w Village, pamiętasz? I poszła taka plotka, że każdy komandos jak tylko zobaczy kogokolwiek długowłosego, zaraz obije mu mordę. W następnym tygodniu mieliśmy próbę a teatrze i weszło trzech umundurowanych komandosów. Powiedziałem, "Witajcie, może wejdziecie i usiądziecie." I kontynuowałem próbę; nie zwracaliśmy na nich uwagi. Gdy skończyliśmy, powiedzieli, "Właśnie kupiliśmy waszą płytę i bardzo nam się podoba." Te dzieciaki, po dziewiętnaście lat, byli z lotniskowca Wasp, cumował tu przy nabrzeżu? Powiedziałem, "Cieszę się. To może chcielibyście z nami wystąpić wieczorem?" Spodobało im się to. Powiedziałem, "Potraficie śpiewać?" A oni, "Tak." "Co znacie?" "Ja znam Everybody Must Get Stoned i House of the Rising Sun." Potem poszliśmy na obiad na drugą stronę ulicy; ja jadłem a oni ćwiczyli swoje piosenki. Po powrocie robimy ten numer. Mówię im, "Jest jedna mała rzecz, która chcę byście zrobili. Kiedy dam sygnał, chcę byście rzucili się do mikrofonu i zaczęli krzyczeć 'Kill!' " Zagraliśmy coś takiego "Archie" [Shepp], grał dziwne, dysonansowe akordy a na dany sygnał podbiegli do mikrofonów i zaczęli krzyczeć "Kill!" Widownię zamurowało – nie wiedzieli jak zareagować. Na koniec zaczęli klaskać. Powiedziałem do widowni, "Dziękujemy"; a potem Ray [Collins] też powiedział, "Dziękujemy", a potem wskazałem na żołnierzy i oni też powiedzieli "Dziękujemy," a pierwszy z nich podszedł do mikrofonu i powiedział: "Zjedz jabłko, pierdol ogryzek [core]" ['core' czyli Korpus]. I wszyscy zaczęli krzyczeć! To było coś. A potem drugi tez podszedł do mikrofonu i powiedział: "Zjedz jabłko, pierdol ogryzek." Wskazał na trzeciego, ten podchodzi i mówi: "Hej, wiecie, myślę tak samo jak moi kumple: Zjedz jabłko, pierdol ogryzek. Niektórzy z nas kochają swoje matki bardziej." Umundurowani żołnierze - człowieku, spalili tam z tuzin flag.

KOFSKY: Za to sąd wojenny!

ZAPPA: Racja. Sąd wojenny jak nic. Potem zrobiliśmy przerwę, oni zostali. Mówię im "Chłopaki, czy wiecie, że . . . ?" "Mam to gdzieś, człowieku. Żyje się tylko raz." No dobrze, wracamy na scenę. Powiedziałem Gail, żeby przyniosła lalkę. Wtedy pierwszy raz użyliśmy lalki. Dostaliśmy ją od kogoś, była okropna – wielka plastikowa lalka. Biorę ja i mówię, "Hej, panie i panowie, ci goście zaśpiewają teraz Everybody Must Get Stoned. Jak skończyli mówię, "Teraz, będziemy mieli szkolenie podstawowe. Panie i panowie, to jest maleńki żółtek; a komandosi rozczłonkują go na części na waszych oczach. Zabijcie to!" Rzucam lalkę, oni odrywają ręce, tłuka ją, depczą aż rozpada się na kawałki. Jak skończyli, muzyka cichnie, światła przygasają a ja trzymam resztki lalki za włosy pokazując widowni zmasakrowane części, udając, że. . . . Był tam jeden facet w pierwszym rzędzie, czarny, który właśnie wrócił z Wietnamu, i on płakał. To było straszne, wtedy zakończyłem show.

KOFSKY: Domyślam się.

ZAPPA: Wiesz, "Dziękujemy. Do zobaczenia." To było okrutne, najbardziej . . .

KOFSKY: Przypomina mi to Lenny Bruce'a w London Palladium, wiesz, scena z komikiem? Trędowaty w programie Art Baker'a: Sam się o to prosiłeś – oto moja ręka.

ZAPPA: Och, nieeeeee.

KOFSKY: Kto to mówi na płycie [Absolutely Free]? To ty, czyż nie?

ZAPPA: Tak. Och, nieeee. Och, nieeee.

KOFSKY: Ta fraza z Absolutely Free bardzo ci się podoba.

ZAPPA: Byłem wtedy w takiej fazie. Miałem też taką wizję komercyjnej wartości dowolnej frazy powtarzanej w danym kontekście. Innymi słowy, taki slogan płyty, Suzy Creamcheese albumu.

KOFSKY: A co znaczą suszona śliwka i warzywo? Symbolizm czy czysty nonsens?

ZAPPA: Dadaistyczny dynamit. Wiesz, jeśli sie postarasz i zareagujesz – wczuj się w to i zareaguj w sposób jak byś to zrobił w reakcji na zwykłe obrazy. Wtedy miałoby to efekt, gdybyś dał się temu pochwycić i poruszyć tak jak było to moim zamiarem, to wtedy rozerwałoby to cię na części. Spróbuj i wczuj się i daj się ponieść – "promień księżyca przenikający suszoną śliwkę", albo wczuj się i daj się ponieść temu, "magiczny Gokart."

KOFSKY: Spytałem cię o to wcześniej i chyba nie odpowiedziałeś. Czy sądzisz, że moglibyście wydać ten materiał pięć lub sześć lat temu i uzyskać taką samą reakcję?

ZAPPA: Nie sądzę by było to możliwe pięć czy sześć lat temu, ale coś ci powiem. Mam taśmy z nagraniami oryginalnych wersji dużej liczby tych piosenek, które zostały nagrane pięć lub sześć lat temu gdy miałem własne studio. Od tamtej pory odnowiliśmy je i nadaliśmy im bardziej współczesne brzmienie, we współczesnych formatach rytmicznych i temu podobne zmiany. Kiedyś popularny był shuffle, a teraz nie jest już w modzie. Popularne rytmy ulegają zmianom, co samo w sobie jest interesującym tematem do przemyśleń. Teraz na przykład powraca stosowanie równoległych kwint i zmniejszonych kwint w gitarze bluesowej, a nie stosowano tego od lat. Wszystkie gitary w top 40 grają bardzo czyste białe nuty – z zagięciem trójki; i jakiś prosty akord, może szóstka tu i ówdzie. Ale teraz wracają do dysonansów słyszanych w starych nagraniach bluesowych.

KOFSKY: Zajmujesz się tym w czasie tych krótkich przerw.

ZAPPA: Bo całe moje granie na gitarze nie ma sobie nic jazzowego. Nie potrafię grać dobrze jazzowo i wcale bym nie chciał.

KOFSKY: Jakie są twoje muzyczne korzenie?

ZAPPA: Samouk. Słuchanie nagrań.

KOFSKY: Słuchasz tego wszystkiego? Wydajesz się posiadać encyklopedyczną wiedzę.

ZAPPA: I pamiętam czego nie znoszę.

KOFSKY: Jakie były twoje muzyczne początki?

ZAPPA: Grałem od kiedy skończyłem piętnaście lat.

KOFSKY: W zespołach rockowych?

ZAPPA: Tak. Zacząłem od perkusji, w San Gabriel [Kalifornia] w zespole Ramblers.

KOFSKY: Dlaczego nie skierowałeś się od razu w stronę muzyki? Dlaczego reklama?

ZAPPA: No cóż, byłem żonaty przez pięć lat i pracowałem na pełny etat. Ale nie tylko, w tamtym czasie pracowałem też w zespole, możesz go nazwać knajpowo tanecznym młodzieżowym combo, ubrany w smoking (nadal go mam), czarne spodnie, czarne lakierki, z zaczesanymi do tyłu włosami, z choreografią, graliśmy trzy kawałki twista co wieczór a reszta była w stylu "Oh How We Danced on the Night" ...

KOFSKY: Pięknie zrelacjonowałeś to doświadczenie w America Drinks and Goes Home.

ZAPPA: Bo wielu chłopaków z grupy tez musiało przejść przez to gówno.

KOFSKY: Pokazałeś to. Płakałem gdy tego słuchałem.

ZAPPA: Słyszałeś tego gościa kołyszącego w przód i w tył przed mikrofonem, tak jak to robią w takich miejscach?

KOFSKY: O tak. I dźwięk kasy, kieliszków, glosy pijanych, arpeggia fortepianu, triolowy rytm na perkusji – wszystko tam jest. To jeden z powodów dlaczego muzycy jazzowi nie chcą grać w knajpach. A widownia tego nie rozumie - "Przecież płacimy tym czarnuchom. Dlaczego nie chcą już być niewolnikami?"

ZAPPA: Tak, "Jeśli nie chcesz grać, to do cholery wyczyść mi chociaż buty!"

KOFSKY: Dokładnie.

ZAPPA: Jedną bardzo dobrą rzeczą w naszej muzyce jest to, że bardzo skrupulatnie projektujemy otoczenie dla tekstów piosenek. Załóżmy, że musiałbyś słuchać America Drinks and Goes Home milion razy – oszalałbyś, na pewno. Ale w końcu, gdybyś był przeciętnym niecierpiącym muzyki głupim laikiem, zobaczyłbyś jak doskonałe jest otoczenie dźwiękowe. Te słowa, człowieku. Te rzeczy są tak starannie dobrane, że serce mi pęka gdy ludzie tego nie rozumieją i nie widzą tych wszystkich poziomów, które tam wplotłem.

KOFSKY: Ta ballada w America Drinks and Goes Home – za każdym razem słyszę jak Tommy Dorsey gra Getting Sentimental, lub coś podobnego. To prototyp całego tego sentymentalnego gówna komercyjnej muzyki.

ZAPPA: Bo zostało to napisane w oparciu o ten sam podświadomy wzór używany przez tych wszystkich rzygaczy. No wiesz, progresje akordów II-V-I, i modulacja w kółko. Zwykle w piosenkach modulują w kole kwintowym. Ale zmienia to tonację, występuje modulacja i staje się dziwne. Coś dzieje się w tych wszystkich przejściach. A sama melodia, jeśli chciałbyś zagrać tylko prostą melodię, jest interesująca. Ale te głupie, głupie słowa w otoczeniu z kasą i tymi innymi dźwiękami – godzinami składaliśmy to razem. Herbie [Herbie Cohen, menadżer Mothers] grał na kasie. Robiliśmy próby z odgłosami tłumu. Ścieżka z rozmowami, stanowiąca tło, jest zabawna, mówią tam, "Mam nowego Mustanga" [Śmiech], a dziewczyny mówią, "Sally, pójdziesz ze mną do łazienki?" Są tam właśnie takie rzeczy.

KOFSKY: Czy to jest w libretto?

ZAPPA: Nie da się usłyszeć tego na nagraniu.

KOFSKY: Wiem, że nie. Ale to jest świetne – histeryczne. Słyszy się tych wszystkich pijaków, chciałoby się tam pójść i pozabijać ich wszystkich.

ZAPPA: Ale to nie wszystko, co tam się dzieje – dzisiejsza technologia nie może sprostać odtworzeniu tej jednej piosenki. Powiem ci co w niej jest. Jest sama piosenka. I melodia, która jest parodią tych wszystkich progresji. Są słowa piosenki, które są parodią wszystkich tekstów piosenek. Jest wykonanie wokalne, które też jest parodią. Jest improwizowany dialog, który jest parodią wszystkich tych ludzi opowiadających pierdoły.

KOFSKY: Wiem, dlatego to takie żałosne w swym wyrazie.

ZAPPA: I masz jeszcze otoczenie dźwiękowe, kieliszki i kasa, które tam naprawdę są. Masz bełkot tłumu, który został bardzo starannie zaprogramowany wraz z choreografią. A na koniec, i nie da się tego usłyszeć, jest bójka. Tłum był podzielony na dwie grupy w dwóch pomieszczeniach. W głównym studiu było dziesięć osób siedzących wokół mikrofonu, czytających swój tekst, z kasą i szkłem przy jednym mikrofonie. Na boku była budka dla Raya i Jimmiego [Black] i Roya [Estrada] gdzie robili swoje. Bunk [Gardner] próbował poderwać dwie dziewczyny. Wiesz, "Co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu?" i tak dalej. A potem Jim i Okie chcą pobić Meksykańca, którym jest Ray. Zaczynają jako dobrzy kumple i piją razem piwo, i dowiadują się . . . Indianin oskarża Meksykańca o chodzenie z jego żoną i nawalają się. A w międzyczasie laski mówią drugiemu gościowi by się odpierdolił bo jest zbyt nachalny, no wiesz, "Za kogo ty nas bierzesz?" To wszystko tam się dzieje, ale nie da się tego wszystkiego usłyszeć. Musiałbyś mieć nagrania poszczególnych ścieżek, mógłbyś wtedy chodzić po pokoju i widziałbyś skąd dochodzą te wszystkie dźwięki.

KOFSKY: To musiało trwać całymi godzinami, nie mówiąc o kosztach nagrania.

ZAPPA: No cóż, koszt nagrania drugiej płyty to może jedna trzecia kosztów nagrania Freak Out!, $21000.

KOFSKY: $21000?

ZAPPA: Właśnie tyle. Tak to bywa gdy inwestuje się w nieznany zespół.

KOFSKY: Licząc dwie płyty to około pięć razy tyle ile kosztowałoby to dla zespołu jazzowego.

ZAPPA: Mieliśmy naprawdę dobry budżet, i od tamtej pory już nam takiego nie zaoferowano, gdyż w czasie narywania drugiej płyty spadła sprzedaż Freak Out!

KOFSKY: Chciałem zapytać wcześniej, gdy rozmawialiśmy o singlach, jak idzie sprzedaż albumu? Widziałeś rozliczenia?

ZAPPA: Oczywiście, jestem bardzo zadowolony bo pierwsza płyta sprzedała się jak dotąd w około 150000 egzemplarzy; a prognoza sprzedaży to 250000 do sierpnia. A Freak Out! wciąż sprzedaje się regularnie pomiędzy dwa a trzy tysiące egzemplarzy na tydzień, w każdym tygodniu w miejscach takich jak Montana, Wyoming, Florida, Virginia i w innych podobnie.

KOFSKY: Wiem, że to jedna z najlepiej sprzedających się płyt w sklepie z płytami w okolicach kampusu w Pittsburghu.

ZAPPA: Sam widzisz, jest nadal popularna. Jak ktoś usłyszy to na imprezie, to na pewno zapamięta tytuł.

KOFSKY: Niektórzy z moich studentów w Carnegie Tech zachęcali mnie do tej płyty i jednocześnie do płyty Andy Warhola.

ZAPPA: Podoba mi się ta płyta. Sądzę, że Tomowi Wilsonowi należą się słowa uznania za jej powstanie, bo to muzyka folkowa. Elektryczny folk, w tym sensie, że to co mówią pochodzi wprost z ich środowiska.

KOFSKY: Jest to folk w sensie relacji tej muzyki z otoczeniem.

ZAPPA: Love jest podobną grupą, to o czym śpiewają to folk freaków z L.A. To co my śpiewamy to folk naszego środowiska od Pomony do L.A. Bycie poniewieranym w barach go-go i temu podobne rzeczy.

KOFSKY: Jesteś starszy ode mnie, tak myślę.

ZAPPA: Średnia naszego wieku to trzydzieści. W zakresie od dwudziestu czterech do trzydziestu pięciu.