home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad dla Down Beat, przeprowadził go Larry Kart, autor "Jazz in search of itself". Wywiad przeprowadzony jeszcze przed rozpadem Mothers,sam wywiad jest króciutki, jest tylko częścią rozważań autora na temat muzyki, kultury i roli jaką wziął na siebie Zappa i dlaczego postępował tak jak postępował. Fragmenty były cytowane w książce Electric Don Quixhote. Szczegółowe informacje o wydawnictwie na stronie AFKA.  (tł. andrzejrogowski)

____________________________________________________

Frank Zappa: Matka nas wszystkich

Larry Kart

Down Beat, 30 października 1969

MĘDRZEC, KTÓREGO wymyśliłem powiedział kiedyś: "Jedynym wydarzeniem, które mogłoby zasługiwać na nazwanie go 'postępowym' byłoby zwiększenie liczby inteligentnych ludzkich istot." I dodał jeszcze: "Ci, którzy pracują by ten cel zrealizować są powszechnie znani, po różnymi określeniami, jako głupcy, klowni i prorocy."

* * *

Dla ekonomicznego zysku i jako barwy ochronne Frank Zappa i Mothers of Invention wypromowali się jako grupa prawdziwych dziwaków. Cóż, Mothers mają swoje dziwactwa, ale nie są one większe niż u innych, poznanych przeze mnie muzyków, a Zappa okazuje się być człowiekiem wyjątkowo zrównoważonym. Rozmawiając z nim czasami sam czuję, że zachowuję się zbyt luzacko. 

* * *

Zappa stoi na scenie przed 10000 ludzi, większość z nich nie ma jeszcze 21 lat, koncert pod gołym niebem zeszłego lata. Mówi do widowni, "Dostaliśmy właśnie prośbę o Karawanę z solówką perkusji" (wisienka na torcie ich stałego numeru America Drinks & Goes Home). Śmiechy. Krzyki "tak!" "Możemy zagrać Karawanę z solówką perkusji, albo możemy nie zagrać Karawany z solówką perkusji. Co mamy zrobić? Myślimy, że powinniście zdecydować." (Wszytko to powiedziane lekkim, kpiącym tonem.) Natężenie aplauzu sugeruje, że tłum nie chce Karawany z solówką perkusji. "No dobrze, zagramy Wipe Out" (szczytowe osiągnięcie kiczu wczesnych lat 60). Zaczynają grać trzy tempa na raz. Mechaniczny riff Wipe Out topi się jak plastik.

* * *

Rozważ taki scenariusz. Inteligentny młody chłopak chodzi do ogólniaka w Południowej Kalifornii. Jest rok 1955. Dopiero co 'wygraliśmy' Wojnę Koreańską. Chłopak doświadcza wszystkich nieszczęść wieku dojrzewania – trądzik, młodzieńcza miłość, samochody, głupi nauczyciele, bezwzględny system hierarchii w amerykańskiej szkole średniej, itp., itd.. Nie ma specjalnej ochoty dorosnąć ani odnosić sukcesów w czymkolwiek. Muzyka rockowa dobrze oddaje ten jego stan. Podoba mu się, może nawet bardzo. A że ma talent do muzyki, zaczyna ją grać.

Lecz już na samym początku pewne sprawy zaczynają go niepokoić. Po pierwsze, jest ciekawy muzyki, bada więc inne jej rodzaje – może jazz, na pewno awangardową muzykę klasyczną XX wieku. Muzyczne ograniczenia rock 'n' rolla stają się dla niego oczywiste. Po drugie, zauważa, że muzyka popularna, a zwłaszcza rock, działa na konsumujących go ludzi w sposób, którego oni sami są całkowicie nieświadomi. Spala energię odczuwanego przez nich niepokoju w reakcji na rytm i topi ich smutki w romantycznej fantazji. Czyni z nich ludzi nieszkodliwych, a przynajmniej łatwych do kontrolowania. A za tym wszystkim kryje się cały łańcuszek promotorów, didżejów, dyrektorów firm nagraniowych, aż do wszystkich tych, dla których muzyka jest źródłem utrzymania. Wywołuje to gniew chłopca. Nie chce być wykorzystywany i manipulowany. Jego inteligencja podpowiada mu, że jest to podstępna forma propagandy (definicja: propaganda nie ma na celu zmienianie czyichkolwiek opinii, ma tylko skłaniać ludzi do działania, albo bierności). Może wkrótce uda mu się znaleźć wyjście z tego zaklętego kręgu.

Na okładce każdej płyty Mothers, poza Ruben and the Jets, znajduje się oświadczenie: "Współczesny kompozytor odrzuca śmierć! Edgar Varèse, lipiec 1921" (na Ruben and the Jets napisano: "Współczesny Pachuco odrzuca śmierć! Ruben Sano, czerwiec 1955").

Varèse urodził się w Paryżu 1885 i zamieszkał w Nowym Jorku w 1916. To co wyróżnia go jako kompozytora, to potraktowanie surowego, dźwiękowego środowiska nowoczesnego miasta jako materiału muzycznego. Z tego "hałasu", z naukową precyzją, tworzył muzyczny porządek. Choć muzyka Varèse bywa gwałtowna, to nigdy nie jest programowa czy sentymentalna. Kompozytor panuje nad swoim środowiskiem na swych własnych warunkach.

* * *

Zappa rozpoczyna drugą część koncertu mówiąc, "Ian Underwood zagra teraz dla was Sonatę Fortepianową B-dur." Underwood zaczyna grać pierwszą część sonaty fortepianowej Mozarta (K. 281, tak mi się wydaje). Gra bardzo dobrze.

* * *

Spytałem Zappę o jego wystąpienie w London School of Economics, odpowiedział następująco, "Zaproszono mnie bym przemówił w London School of Economics. Poszedłem i spytałem, 'O czym mam mówić?' Siedzi tam zgraja lewicującej brytyjskiej młodzieży, która reprezentuje lewackie poglądy, modne akurat na świecie. Jakby należeli do klubu samochodowego. Ta cała lewacka mentalność – 'Chcemy spalić ten . . . świat i zacząć wszystko od nowa, wrócić do natury.' Swoje poglądy wywodzą trochę z Marksa, trochę z Mao Tse Tunga i z innych frazesów zasłyszanych na wykładach. I uważają, że jest to podstawa do przeprowadzenia rewolucji, która wyzwoli zwykłego człowieka. A przecież oni nic nie wiedzą o zwykłych ludziach. Ubrani w modne ciuszki, khaki w stylu Che Guevary. To  ... gra."

"Nie sądzę by przejęli władzę i zrealizowali to o czym opowiadają, gdyż jestem przekonany, że większość z nich tak naprawdę nie wierzy w to co mówi. Powiedziałem im, że to co robią to tylko tegoroczny odpowiednik flower power. Parę lat temu tacy sami idioci łazili po parkach z kadzidełkami i dzwoneczkami . . . bo usłyszeli, że tak robi się w San Francisco. Pierwszą rzeczą o którą mnie spytali było, co dzieje się w Berkeley. Pomyślałem, 'Czy wy chcecie i to skopiować?' . . . To naprawdę smutne doświadczenie znaleźć się przed dużą grupą ludzi i stwierdzić, że wszyscy oni nagle pogłupieli, wszyscy naraz. A to przecież studenci uniwersytetu."

* * *

Zappa zapowiada pierwszy utwór koncertu jako "muzykę kameralną na fortepian elektryczny i perkusję". Tytuł brzmiał, jak sądzę Moderato. Solidna, kameralna muzyka.

Partia perkusji grana w typowo rockowych rytmach (wham-wham-awhamma-bam-bam) z rozciągnięciem przestrzeni pomiędzy uderzeniami. Powstają serie zawieszonych w próżni brzmień perkusyjnych.

Muzyka złowieszcza, jak z hollywoodzkiego horroru (gdzieś w tle czai się jakiś okropny, niewidzialny potwór) ale bliska interakcja pomiędzy dwoma grającymi muzykami (od czasu do czasu jeden zdaje się naśladować partię graną przez drugiego) nadaje utworowi bujnego, formalnego wigoru.

* * *

Zappa, jak większość moralistów, jest pesymistą gdy chodzi o ludzi w masie. Może nawet chce ich ukarać. Reszta zespołu wyraża znacznie większy optymizm, co czasami prowadzi do niewielkich światopoglądowych starć.

Zappa: Wszystkie te przeciętne grupy osiągają wielkie zyski bo ludziom naprawdę podoba się to co oni robią. Im bardziej przeciętna jest muzyka, tym bardziej staje się ona dostępna dla dużej liczby ludzi w Stanach Zjednoczonych. To tutaj jest rynek na muzykę. Nie sprzedaje się tego estetom jazzu gdzieś w Europie. Sprzedaje się Amerykanom, którzy nienawidzą muzyki a kochają rozrywkę, im bardziej więc twój produkt przypomina bezmyślną rozrywkę, tym lepiej będzie ci się wiodło. Ludzie wydają kupę forsy na bandę młodych, ładnych chłopców, którzy są gotowi wytwarzać ograniczoną artystycznie muzykę jeśli tylko będą mogli ją sprzedać w dużych ilościach.

Kart: A co z gestami pogardy kierowanymi do waszej widowni?

Zappa: Nie sądzę by typowy fan rocka był na tyle inteligentny by wiedział kiedy się go obraża, nie ma to więc znaczenia. . . . Ta młodzież nie poznałaby się na muzyce nawet gdyby ta podeszła do nich i ugryzła ich w dupę. Zwłaszcza w czasie koncertu, gdzie przekaz jest głównie wizualny. Młodzi ludzie idą zobaczyć swoich ulubionych muzyków, nie po to by ich wysłuchać. . . . Z góry zakładamy, że i tak nikt naprawdę nie słyszy tego co robimy, nie ma więc wielkiego znaczenia czy gramy w miejscach z beznadziejną akustyką. Reakcje widowni są najżywsze gdy gramy nasze najgorsze kawałki.

Don Preston: Och, jak możesz tak mówić?

Zappa: To prawda. Louie, Louie zawsze wywołuje aplauz.

Preston: Ostatnio gdy to graliśmy ludzie buczeli. Jeden gość chciał Louie, Louie, powiedziałeś, "OK, zagramy Louie, Louie . . . Booo!"

Zappa: Może buczeli bo nie zagraliśmy Midnight Hour.

Kart: Trudno jest być muzykiem, gdy czujesz, że nikt nie słucha?

Preston: Nie odczuwam tego w ten sposób.

Zappa: Myślę, że większość członków zespołu podchodzi to tego optymistycznie i uważa, że wszyscy słuchają i uwielbiają to co robimy na scenie. Nie mogę przyjąć takiego punktu widzenia. Jestem tym naprawdę przybity. Rozmawiałem z ludźmi (z widowni) i wiem jacy są tępi. To żałosne.

Preston: Ale przecież krzyczą o więcej gdy dajemy dobry koncert.

Zappa: Krzyczą o więcej bo zapłacili X dolarów za wejście, i oczekują maksimum rozrywki za swoje pieniądze. Nie ma to żadnego związku z tym co gramy. Postaw byle jaką grupę na nasze miejsce i niech grają do końca przedstawienia.

Kart: Czy widzisz jakieś wyjście z tej sytuacji?

Zappa: Tak. Nie będę już koncertował.

Potem zadałem kilka pytań sprowadzających się do, "Czy rock przetrwa?"

Zappa: Rock nie zaniknie. Będzie się zmieniał, ale nie zaniknie. Za dużo już razy przewidywano jego koniec. Pamiętasz – "nadchodzi limbo, rock and roll umarł". Podejmowano nawet wytężone wysiłki by z nim skończyć ... ale on przetrwa, bo zawsze znajdą się sprytni producenci i firmy nagraniowe, które zainteresowane są tym by dawać ludziom to czego chcą, a nie to czego potrzebują.

* * *

W czasie koncertu Mothers grają kilka długich utworów i każdy ma szansę sobie pograć. A ponieważ wielu z muzyków ma solidne wykształcenie jazzowe (Preston, bracia Gardner i Underwood), ich gra w tym kontekście jasno unaocznia różnice pomiędzy jazzową a rockową improwizacją.

Podstawową cechą solówki jazzowej jest wytwarzane przez nią poczucie postępującego ruchu w czasie, które wynika, jak sądzę, z tego, że solista jazzowy, nawet w najprostszym kontekście, ustanawia i ujawnia swoją tożsamość. W typowej solówce rockowej taki postępowy ruch występuje rzadko. Zamiast niego mamy poczucie istnienia przestrzeni, która zostanie udekorowana sinusoidą emocjonalnych wahnięć (od podniecenia do ekstazy), a której zakończenie jest z góry wiadome. Dlatego właśnie wielu słuchaczy jazzu uważa solówki rockowe za nudne, bez względu na to jak dobrze są grane. Podobnie jak gdyby ktoś wychowany na Beethovenie zaczął słuchać ragi i powiedział, "Podoba mi się rytm, ale kręcimy się w kółko. Gdzie jest rozwój?"

W wielu rockowych solówkach, zwłaszcza gitarowych, istnieje melodramatyczna relacja pomiędzy grającym, a tym co on gra, a najbardziej "ekscytujące" części to te, gdy solówka brzmi tak jakby była kontrolowana przez graną muzykę. Dramatyzm bierze się stąd, że grający wymyślił wrzeszczącego, muzycznego potwora i teraz bestia spotężniała i grozi mu. "Ekscytacja" powstaje gdy obserwujemy jak stara się on okiełznać "bestię", albo poddaje się jej, albo dają sobie po równo a on rozwala lub pali swój instrument. Kiedy ktoś taki jak Jimi Hendrix prezentuje taką seksualną fantazję, to możemy mieć show iście wagnerowski.

Mothers wychodzą z tej opresji całkiem sprawnie. Soliści doświadczają ekscytacji powodowanej odśrodkowym rozrastaniem się muzyki, lecz precyzja akcentowania i dbałość o rozwój tematu skutecznie zapobiegają powstaniu efektu "utraty kontroli".

Reakcja widowni była ciekawa. Zappa zapowiedział numer opisany jako "Uwaga! Nadchodzi Eksplozja!", a ludzie wokół mnie zamruczeli "och, tak", a ich twarze przybrały ten pusty, nieobecny wyraz oczekiwania na ekstazę. Jednak gdy utwór się skończył, żadna eksplozja nie nastąpiła, a oni wyglądali na nieco zdezorientowanych, choć, oczywiście, bili brawo.

* * *

Mothers wydali sześć albumów, Absolutely Free, We're Only In It For The Money i Uncle Meat zasługują bezwzględnie na uwagę każdego. Ich pierwszy album, Freak Out, jest ciekawy, lecz w porównaniu z innymi brak mu precyzji; Mothermania jest antologią, a Ruben and the Jets, ekstremalna parodia 'rock 'n' rolla lat 50', niewiele dla mnie znaczy, gdyż muzyka ta nie podobała mi się juz wtedy gdy usłyszałem ją po raz pierwszy.

Przesłuchanie wszystkich tych płyt za jednym razem ujawnia ciekawą cechę twórczej procedury Zappy – w utworach z tekstem wzorce rytmiczne i melodyczne, często bardzo skomplikowane, są bezpośrednio powiązane ze słowami (jeden beat i jedna nuta na każdą sylabę, z niewieloma dużymi melodycznymi interwałami). Efekt ten pojawia się też w utworach instrumentalnych, gdzie gęste, rytmiczno-melodyczne motywy rozwijają się i kurczą jak gdyby żyły własnym życiem. Jest to przestrzenna i żywa muzyka, i gra działającej w niej inteligencji jest tak dojmująco widoczna, że człowiek musi zareagować adekwatnie.

Zappa uważa, że Uncle Meat jest "najlepszym albumem pod względem jakości", ale jego ulubiona muzyka znajduje się na Lumpy Gravy, płycie na której dyryguje dużą orkiestrą. Trudno mi powiedzieć dlaczego tak uważa, gdyż mamy tam kolaż rockowych i klasycznych parodii, w żaden sposób ze sobą niepowiązanych. Być może ma na myśli płytę Lumpy Gravy jaką mogłaby ona być, gdyż tak on sam jak i Bunk Gardner przyznali, że muzycy studyjni w Los Angeles nie byli w stanie sprostać niektórym częściom i grali bez wielkiego zaangażowania.

* * *

Franka Zappę można by określić jako kulturowego partyzanta. Dostrzega, że sztuki popularne są propagandą – nawet jeśli maskują się jako bunt, to usypiają nas swoimi fantazjami i ujednolicają nasze reakcje. Zappa infiltruje tę maszynę i próbuje sprawić by popularne formy sztuki zaczęły wykraczać poza swoje tradycyjne ograniczenia – jego muzyka nie koi ani nie usypia, próbuje zmusić nas do myślenia.

Oczywiste jest, że Zappa balansuje na krawędzi. Z jednej strony ma odbiorców swojej muzyki, których potrzeba ujednoliconego reagowania jest tak potężna, że mogą oni jakoś sprawić by to co tworzy wpasowało się w ich pragnienia. Z drugiej strony, musi przecież jakoś dotrzeć do masowej widowni, w przeciwnym wypadku jego wysiłki spełzną na niczym. No i oczywiście są też pieniądze. Jest przecież tylko człowiekiem.

Lecz niezależnie od tego jak się to zakończy, pozostaje muzyka, i jeśli za jakieś 20 lat niektórzy z nas nadal tu będą, to sądzę, że będziemy jej słuchali.

 

Źródło: ZappaWikiJawaka
Mothers podobno zagrali "Karawanę" [utwór Ellingtona] 11/11/1972, z solówką preksuji w połączeniu z "When the Saints Go Marching' In", i potem raz jeszcze - 21/7/74 - zagrano to w wersji 30-sekundowej. Fraza "Chcę usłyszeć "Karawanę z solówką perkusji" pojawia się w  
You're Probably Wondering Why I'm Here na Freak Out! i w "America Drinks & Goes Home" na "Absolutely Free" (1967). Matt Groening spytał Zappę w The Mother Of All Interviews (Part 2) o jej pochodzenie:
"(...) Kiedy występowaliśmy w El Monte jakiś pijany bufon z widowni powiedział: "Chcę usłyszeć 'Karawanę z solówka perkusji!" Pamięta się takie rzeczy, niektóre frazy pozostają ci w pamięci na całe życie. Gdy występowaliśmy na Long Island, otwieraliśmy koncert dla Vanilla Fudge. to był chyba 1968. Pamiętam jednego gościa na widowni - to był festiwal Westbury Music Fair - a on powiedział: "Jesteście beznadziejni! Dawajcie tu The Fudge!'