home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Są to obszerne fragmenty 10 rozdziału 'Electric DonQuixote', biografii FZ napisanej przez Niel'a Slaven'a. koniec tourne z Flo&Eddie i powstanie zespołu Wazoo. (tłumaczył: andrzej rogowski)


DYM NA WODZIE

Europejskie tourne zbliżało się do końca gdy zespół przyjechał do Szwajcarii by zagrać w Kasynie Montreux w sobotę 4 grudnia. Sala balowa tego wiekowego i eleganckiego budynku była też miejscem rozdania dorocznych nagród Złotej Róży i miał to być ostatni występ tego sezonu przed zamknięciem kasyna na okres zimowy.

Zgodnie z tym, co udokumentowano na dwóch bootlegach, Swiss Cheese i Fire!, które weszły potem w skład serii Beat The Boots, Box 2, koncert rozpoczynał się w wolnym tempie. Przez 14 minut słyszymy grę syntezatora podczas której pozostali muzycy zajmują swoje miejsca na scenie. Po dziesięciu minutach Frank zaczyna grać a cztery minuty później zespół przechodzi do spokojnej wersji 'Peaches En Regalia'. Gdy grają 'Call Any Vegetable' zostaje ujawnione przewodnie słowo koncertu, 'fondue', potem następuje 'Anyway The Wind Blows'. W obu utworach wyróżnia się pełna energii gra Aynsley Dunbara. Reszta zespołu daje z siebie wszystko w czasie 18-minutowej wersji 'Sofy', w wersji niemieckiej i angielskiej.

"Tekst przetłumaczyła dziewczyna, która opiekowała się naszymi dziećmi," powiedział Frank Mattowi Groeningowi." W czasie tego tourne starałem się przekonać Marka i Howarda, że zaśpiewanie piosenki w lokalnym języku jest dobrym pomysłem, większość amerykańskich zespołów gdy gra w innych krajach nie próbuje porozumiewać się w ich języku, uważałem, że będzie to pozytywny gest ułatwiający nawiązanie kontaktu z publicznością."

'Sofa stanowiła preludium do 'Billy The Mountain', w czasie którego Bóg wraz ze swoim wiernym Świętym Bernardem, Wendellem, postanawia nakręcić pełne seksu domowe wideo z jakąś nienazwaną, niskiego wzrostu dziewczyną Wendella, w towarzystwie Squata Magicznej Świni oraz latającego tapczanu. Ta śpiewana przez Flo & Eddiego po niemiecku z angielskim komentarzem Franka historia intymnego zbliżenia dziewczyny i magicznej świni na sofie - bez jej zabrudzenia - ma swoje świetne momenty. Chociaż nigdy nie pojawiła się na płycie w swej pełnej formie, to fragment opisujący samą akcję, 'Stick It Out', znalazł się na drugiej części Joe's Garage, gdzie głównymi bohaterami byli tytułowy gitarzysta Joe i chromowane urządzenie kuchenne wyposażone w erotyczne gadżety, które wyglądem przypominało magiczną świnię.

Ponieważ film jest reżyserowany przez Boga, to efekty specjalne muszą być adekwatne. Po około 14 minutach, w miejscu gdzie słowa piosenki opisują wystrzelające wokoło iskry i rodzące się mgławice, Frank mówi, "Morze ognia, panie i panowie, prawdziwe morze ognia." Po 'A Pound For A Brown On The Bus' i składance 'Wonderful Wino', 'Sharleena' i 'Cruism' For Burgers', gdy zespół ma już zacząć grać 'King Konga', Don Preston intonuje na moogu dźwięk syreny i wtedy ktoś z widowni wystrzeliwuje z rakietnicy racę, która grzęźnie w instalacji elektrycznej na suficie sali. I tak słowa Franka okazują się być prorocze. Mark Volman uważał, że Frank czuł, że "jego anty-chrześcijanizm . . . mógł odgrywać pewną rolę w tym co stało się w Montreux." Jeśli przysłuchamy się piosence 'Dumb All Over', nagranej w 1980, to widać, że jest bardzo mało prawdopodobne by katolickie wychowanie Franka wzbudzało w nim jakieś wątpliwości co do tego co robił, czy to wtedy, czy też później.

Członkowie Deep Purple, którzy mieli zarezerwowaną salę balową na kolejne trzy tygodnie w celu nagrania płyty, byli wtedy na widowni. "Po paru sekundach," powiedział Ian Gillan, "wszystko się paliło a salę wypełnił dym. Zappa zachował sie wspaniale - pozostał spokojny." Powiedział by ludzie spokojnie skierowali się ku wyjściom, poczym on i zespół, zostawiwszy sprzęt na scenie zostali wyprowadzeni przez podziemny tunel z tyłu sceny na parking znajdujący się obok budynku. "Wszyscy byli oszołomieni," kontynuował Gillan, "wróciliśmy do hotelu i siedząc w restauracji patrzyliśmy jak ogień pochłania ten piękny budynek. Płomienie strzelały sześćdziesiąt, dziewięćdziesiąt metrów w górę, a wiatr wiejący od gór nawiewał cały ten dym na powierzchnię jeziora Genewskiego - niesamowity widok, nigdy go nie zapomnę. A Roger Glover wpadł na pomysł piosenki 'Smoke On The Water' i zapisał ją na serwetce."

Dwadzieścia lat po tym wydarzeniu Frank  ze spokojem komentował fakt, że ten przebój zrodził się z jego nieszczęścia: "Wielka szkoda, że trzeba było pożaru by powstała ta piosenka." Frank oglądał pożar z werandy swojego hotelu i powiedział wtedy Dickowi Barberowi [ówczesny menadżer trasy Mothers], "Załatw mi pierwszy lot do US."

"Wcześniej mieliśmy awarie trzech, czterech ciężarówek," powiedział Barber, "wliczając w to ciągnik z naczepą na autostradzie we Wschodnich Niemczech . . . wszystko dlatego, że tydzień wcześniej pojazd zamarzł w Malmo w Szwecji." Udało się go naprawić, ale mieliśmy dzień spóźnienia w Odense w Danii, przez co musieliśmy użyć pożyczonego od miejscowych grup sprzętu, kilku Marshalli, niewielkiego systemu nagłośnienia i instrumentów".

Całe tourne, według Dicka Barbera, "było katastrofą". Mając zniszczony sprzęt, niektóry wykonany na zamówienie, specjalnie dla potrzeb zespołu, Frank mocno nalegał na ograniczenie dalszych strat, odwołanie pozostałych występów i powrót do Stanów. Jednak, jak powiedział Mark Volman, "Zespół chciał zarabiać pieniądze, było Boże Narodzenie. W końcu Frank się zgodził."

Występy w Paryżu, Lyonie i Brukseli odwołano ale mieli jeszcze cztery koncerty w Rainbow w Londynie, gdzie pojechali z pożyczonym sprzętem. Po dwóch dniach prób, w czasie których okazało się że  sprzęt był zawodny, piątkowy koncert 10 grudnia wyszedł całkiem nieźle. Zgodnie z planem pierwszym bisem była piosenka Beatlesów "I Want To Hold Your Hand'.

Howard Thompson, długoletni fan muzyki Zappy, po raz pierwszy miał okazję zobaczyć swojego idola na żywo siedząc w pierwszym rzędzie. "Po 'I Want To Hold Your Hand', wszyscy zeszli ze sceny i potem wyszedł Frank by zapowiedzieć drugi bis. Nagle, kątem oka zobaczyłem tego mężczyznę jak podbiega do fosy dla orkiestry, przeskakuje ją, biegnie jakieś dwa metry do miejsca gdzie stał Zappa i popycha go. A Zappa wpada do fosy, tuż przede mną. Wychyliłem się za barierkę i spojrzałem w dół, jakieś 5 metrów poniżej sceny. Zappa leżał tam nieruchomo. Facet biegł przez scenę lecz złapali go pracownicy obsługi. Potem wyszedł zespół by zagrać kolejny bis. Mark i Howard rozglądali się gdzie jest Frank i spojrzeli tam gdzie im pokazywaliśmy."

"Pamiętam jak spojrzałem na niego ze sceny, "mówił Mark Volman, "nogę miał skręconą pod siebie jak lalka Barbie; jego oczy były otwarte, ale nie widziałem w nich życia. Dwóch lub trzech z nas podtrzymywało go w fosie, cały był zalany krwią, od głowy do kolan. Baliśmy się, że nie przeżyje nocy."

Na szczęście, obrażenia Franka nie były tak poważne na jakie wyglądały - choć nie tak bardzo. Miał strzaskaną kostkę, co najmniej jedno złamane żebro, czasowo sparaliżowaną rękę i liczne obrażenia głowy. Dodatkowo, wskutek skręcenia głowy przy upadku doznał zgniecenia krtani. Karetka zawiozła go do szpitala Royal Northern, gdzie spędził noc cierpiąc poważny ból gdyż obrażenia głowy wykluczały podanie środków przeciwbólowych.

Sobotnia prasa zidentyfikowała napastnika jako Trevora Charlesa Howella, 24-letniego robotnika zamieszkałego przy Hatherly Road, Walthamstow, Londyn El7. Daily Express cytował kierownika Rainbow, Michaela Jaffe: "Publiczność kompletnie oszalała, wszyscy pobiegli w kierunku sceny. Mężczyzna biegł przez scenę, ale szybko go zatrzymano. Powiedział, że był wzburzony tym, że jego dziewczyna (Susan North) podkochiwała się w Zappie." Howell stanął przed sądem Północnego Londynu oskarżony o spowodowanie poważnych obrażeń i został zwolniony za kaucją w wysokości 100 funtów.

Mniej więcej w tym samym czasie Frank został przewieziony do Kliniki przy Weymouth Street. Herb Cohen wdał się w szarpaninę z fotografem prasowym wyrywając mu aparat i rzucając nim o ziemię. John Morris, dyrektor firmy wynajmującej Rainbow, interweniował i wręczył Stuartowi Goodmanowi czek na 100 funtów jako odszkodowanie za utratę aparatu.

Dwa dni potem, Daily Mirror pisał, że Frank spędzi w szpitalu co najmniej miesiąc. Herb Cohen powiedział, "Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy Frank wróci do pracy. Jego kostka doznała skomplikowanego złamania. Stopa będzie zagipsowana przez około osiem tygodni."

Howard Kaylan i Mark Volman twierdzili później, że proponowano im by zespół kontynuował tourne bez Franka. "Trudno mi sobie wyobrazić co by się działo gdybyśmy pojawili się na koncercie jako Mothers of Invention bez Franka," mówił Kaylan.

Zespół odwiedził Franka kilka dni po wypadku. "Weszliśmy i zobaczyliśmy Franka leżącego na plecach, ręka na wyciągu, jedna noga w gipsie zawieszona w powietrzu," powiedział Mark Volman. "Głowę miał zabandażowaną jak mumia. Nie było widać ani jego włosów ani wąsów - tylko usta przez wycięty w bandażach otwór i oczy, które spoglądały na nas stojących przy łóżku. Potem powiedział, '"Peaches En Regalia" - raz, dwa, trzy . . .' Niemal umieraliśmy ze śmiechu. Najsmutniejszy z żartów. Chciał nam po prostu powiedzieć, 'Wszystko w porządku."

Ale nie wszystko było w porządku. 7 stycznia 1972, Daily Mail napisał, że Frank musi pozostać w gipsie do pasa przez kolejne cztery miesiące oraz że spędzi w klinice jeszcze co najmniej dziesięć dni. "Gorzej już chyba być nie może," powiedział Herb. "Nie wiem kiedy znowu będzie mógł występować. Bardzo go to smuci."

KAŻDY RODZAJ BÓLU

1971 był prawdziwym annus horribilis dla Franka, przypalony hamburger z dodatkami w postaci ciężkiej pracy włożony pomiędzy dwie kromki nieszczęścia, obydwa zadane rękami Brytyjczyków. To dlatego, jak pisze w swojej autobiografii, ten naród zasłużył na szczególne miejsce w jego sercu.

W czasie rekonwalescencji przed powrotem do Ameryki, Frank udzieli wywiadu Keith'owi Altham'owi, który w dwóch częściach ukazał się w NME. W wydaniu z 5 lutego, współczujący wydawca takim tytułem opatrzył część pierwszą, "Nie patrzcie na nogę. To ZAPPA mówiący o rocku, porno i bluesie". Altham nalegał na rozmowę o Janie Sebastianie, ale Frank szybko uciął ten temat. Dziennikarz zauważył też, że to dziwne, że Frank jest tak sprawny w biznesie gdyż w umowie z Warner Records udało mu się zastrzec, że po zakończeniu pięcioletniego kontraktu zespół odzyska swoje taśmy matki." "To właśnie nazywam dobrą umową," powiedział Frank. "Robisz nagranie i zwykle firma nagraniowa przejmuje taśmy na zawsze - to już nie jest twoja muzyka. Wolę zatrzymać dla siebie moje tak zwane dzieła sztuki."

Wymuszony odpoczynek najwyraźniej spowodował, że zaczął wracać do swoich korzeni, zwłaszcza R&B. "Nadal lubię tę muzykę," powiedział, "może to absurdalne, ale gdyby warunki na to pozwalały powiedziałbym chłopakom, że byłbym szczęśliwy znowu grając R&B. Po prostu kocham tę muzykę, jej brzmienie. Ma swoją wartość. Emocjonalna jakość muzyki lat pięćdziesiątych i atmosfera koncertów — to wszystko jest tandetne. Ale brzmienie jest po prostu doskonałe, inspirujące. Nawet gdy grają największą tandetę, to w końcu okazuje się to być dziełem sztuki."

W drugiej części Frank skomentował dziennikarstwo muzyczne: "Poziom dziennikarstwa popowego w Wielkiej Brytanii wydaje się być wyższy niż w Stanach, chociaż może to tylko złudzenie. W sumie, żadne z nich nie jest dobre." Spytany czy jest granica wieku dla muzyków, Frank odpowiedział, "Nie. Mam nadzieję, że gdy będę miał 50 lat nadal będę grał na scenie na gitarze. Uwielbiam grać na gitarze. To jedno z najwspanialszych doznań fizycznych."

Mniej przyjemnym doznaniem był inny artykuł tego wydania, "Svengali Zappa and a horrible freak called Beefheart". Przy końcu brytyjskiego tourne Captain był mało skory do wybaczania. "Zappa to idiota," grzmiał. "To co mi zrobił było obrzydliwe i poniżające. Problem z Zappą jest taki, że nie jest on ani dobrym artystą ani tekściarzem, a dzięki temu, że otacza się dobrymi muzykami wykorzystuje ich i tak buduje swój wizerunek."

W zespole Beefhearta grali wtedy trzej byli członkowie Mothers, Elliott Ingber, Roy Estrada i Art Tripp, każdy z nich miał powód by nie lubić swojego byłego szefa; każdy z nich kontynuował swoją własną karierę. Beefheart wyraził swoje rozczarowanie tym, że Ringo Starr zaangażował się w pracę z Frankiem: "Nie popieram pornografii i nie mam zamiaru oglądać 200 Moteli, z tego co słyszę to nic więcej niż tylko tandetne porno. Nie warto grzebać się w gównie tylko po to by dowiedzieć się co zżarł byk."

Trevor Howell miał swoje pięć minut gdy jego sprawę rozpatrywał sąd w Old Bailey w środę 8 marca. Sędzia Rigg skazał go na 12 miesięcy więzienia kiedy przyznał się do zarzutów spowodowania ciężkich obrażeń ciał u Pana Zappy. Według The Times jako powód napaści podał: "Jakość występu Pana Zappy nie była warta wydanych pieniędzy". Najwyraźniej doradzono mu, że zadurzenie jego dziewczyny nie będzie dobrą linią obrony. Jedenaście dni później Daily Telegraph napisał, że Frank złożył pozew odszkodowawczy przeciwko Howellowi. "Pan Zappa, lider zespołu 'Mothers of Invention' i jego firma, Bizarre Productions, pozywają też właścicieli teatru, Sundancer Theatre Co., Oxford Street, o zadośćuczynienie z powodu domniemanych zaniedbań i naruszenia kontraktu."

GRAND WAZOO

Po niedługim odpoczynku na Hawajach, Frank wrócił do domu, wciąż na wózku. Potem nauczył się chodzić o kulach, ale noga nie chciała się goić. Lekarze chcieli ponownie ją złamać i ustawić ale Frank postanowił poczekać. W końcu gips zdjęto i założono aparat ortopedyczny. Po zagojeniu noga była nieco skrzywiona i krótsza. Na szczęście nigdy nie zamierzał tańczyć jak Dancin' Fool.

Teraz zamiast dawać rekreację innym, Frank miał jej trochę dla siebie. Nadszedł czas na podsumowania. Nawet nie uwzględniając grudniowych problemów, ostatnie tourne było tylko częściowym sukcesem. Wszystko wskazywało, że ten etap jego kariery dobiegł końca. 200 Moteli pochłaniało jego uwagę przez większość czasu w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Film, trudny do zrozumienia tak dla fanów jak i wrogów, nie spełnił ani ich ani jego oczekiwań. Repertuar jaki powstał na jego bazie, choć interesujący scenicznie, utrudniał publiczności odbiór towarzyszącej mu, doskonałej muzyki.

Ograniczenia w poruszaniu się dały mu czas na zajmowanie się tym, co lubił najbardziej, komponowaniem muzyki, ale oczywiście były też i inne projekty. Pomiędzy lutym a sierpniem pracował nad kilkoma, z których niektóre, jak płyta Jeffa Becka, nigdy nie zostały zrealizowane. Wśród tych zrealizowanych było odtworzenie oryginalnych Ruben & The Jets. W skład zespołu weszli Ruben Ladron De Guevara, gitarzysta rytmiczny Robert 'Frog' Camarena, Johnny Martinez na basie i klawiszach i gitarzysta Tony Duran, wszyscy oni też śpiewali, Robert 'Buffalo' Roberts na saksofonie tenorowym, basista Bill Wild i perkusista Bob Zamora. Dołączył też Motorhead Sherwood na saksofonie barytonowym i tamburynie. Zawarto umowę z Mercury Records i Frank wyprodukował płytę, pisząc i aranżując 'If I Could Only Be Your Love Again' i wspólnie z Rubenem Guevarą aranżując 'Mah Man Flash' i 'Santa Kari'.

Jeśli chodzi o jego własne utwory, stworzył Hunchentoot, musical science fiction, którego tylko fragmenty ujrzały światło dzienne. Jest to historia złej kobiety z kosmosu, Drakma, która zamierza dokonać inwazji na Ziemię. Końcowy 72-stronicowy scenariusz, zawierający projekty kostiumów i wskazówki sceniczne, rozpisany był na 42 osoby z czego 31 to muzycy. Ostatecznie tylko trzy piosenki, 'Time Is Money', 'Spider Of Destiny' i 'Flambay', zostały wydane na Sleep Dirt, jednej z trzech kiepsko wydanych płyt, którymi to Warner Brothers pożegnało się z Frankiem siedem lat później. Wydanie winylowe z 1979 zawierało wersje instrumentalne, ale w edycji na CD z 1991 Thana Harris wykonywała partie wokalne.

Adventures Of Greggery Peccary jest historią towarzyskiej aktywnej nocą dzikiej świnki, która pewnego dnia wymyśla kalendarz oraz konsekwencji tego wynalazku. Chociaż Frank napisał ten utwór latem 1972, został on nagrany dopiero dwa lata później a wydania na płycie doczekał się we wrześniu 1978. Pierwotnie był to balet z recytatywami lecz wersja nagrana zawiera odniesienia do 'Billy The Mountain', 'Big Swifty' i 'Toads Of The Short Forest'. Muzyka jest tak skomplikowana jak dziwna jest sama historia, z długimi fragmentami perkusji i szaleńczych partii instrumentów dętych z powstawianymi cytatami z Herbie Hancockoka - 'Chameleon' z jego płyty z 1973, Headhunted i Elmore Jamesa - 'Dust My Broom'.

Greggery pracował dla Big Swifty & Associates - Trendmongers. Swój jak zwykle wyostrzony wzrok, Frank skierował na agencje handlowe i reklamowe, wyposażając je we wszelakie, najnowszej generacji techniki stworzone przez naukę'. Oczywiście zignorował przy tym wyraźną ironię tej sytuacji biorącą się tego, że sam używał podobnych zabiegów promując Mothers i samego siebie. Przejmując flagę ruchu freaków zrobił to nie po to, jak wielu myślało, by tworzyć strategię alternatywnego stylu życia, lecz po to by sprzedawać swój produkt.

Najnowszy z produktów, łabędzi śpiew ostatnich Mothers, płyta Just Another Band From L.A., została wydana w maju. Z powodu swej asymetryczności, jedna strona zawierała 'Billy The Mountain' a druga między innymi 'Call Any Vegetable' i 'Dog Breath', płyta została odebrana z rezerwą i otrzymała mieszane recenzje. Ponieważ wykonania głównego utworu zawsze były dopasowane do miejsca, w którym zespół go prezentował, okazało się, że odniesienia do rejonu LA były całkowicie nieczytelne dla nowojorczyków, nie mówiąc już o europejczykach. Jeden z recenzentów napisał, że jest to "najlepsza rzecz jaką Frank Zappa i jego dziwaki kiedykolwiek wykonały," ale był to głos odosobniony. Dwa lata po wydaniu płyty, Charles Shaar Murray, oddany fan Zappy, uważał, że jest to "całkowity triumf stylu i techniki nad treścią". "Technicznie," kontynuował, "jest to niesamowite i ma w sobie pewne zabawne momenty, ale nie posiada żadnej treści — prawdopodobnie dlatego, że Zappa nie miał nic do powiedzenia i zadowolił się eksperymentowaniem ze stylem."

Wyznaczając wysokie standardy i rozbudzając takie same oczekiwania, Frank ukręcił bat na własne plecy. Najwyraźniej złożona muzyka zaprawiona humorem już nie wystarczała, kompozycje Zappy musiały też coś znaczyć. Co więcej, znaczenie to musiało być zrozumiałe dla krytyków i dziennikarzy, którzy zaczęli zyskiwać coraz silniejszą pozycję kosztem twórców. Taktyka Franka jednoczesnego kokietowania i ubliżania prasie wystawiała go na wrogie komentarze za każdym razem gdy jego motywy nie były rozumiane lub nie pasowały do jego stworzonego przez media wizerunku. Wielu nadal ubierało w szaty guru i każdy przejaw utraty boskości wywoływał potępienie.

Frank powiedział Martinowi Perlichowi, "Interesuje mnie tylko pisanie takiej muzyki, którą ja chcę usłyszeć. Jeżeli przechodzę na obszar, który was nie interesuje, w porządku, zostańcie w domu. Powiem wam jak tam było, kiedy wrócę. Świadczę dla was publiczną usługę, dowiem się co tam jest. Jedyny problem w tym, że jeśli tam ze mną nie pójdziecie, będziecie musieli mi uwierzyć na słowo gdy będę zdawał wam raport. A to niezbyt mądre. Powinniście choć wybrać się na krótka przejażdżkę by dowiedzieć się, co tam się dzieje."

Będąc blisko tematu dziennikarzy nie mógł powstrzymać się od ataku na swój ulubiony wiatrak. "Patrząc na jakość tego co pojawia się w publikacjach muzycznych, powiedziałbym, że pisujący o rockandrollu nie dorównują poziomem tym, którzy nagrywają płyty. Tak więc, za sto lat gdy ktoś będzie chciał się dowiedzieć co działo się w tym okresie czasu, to lepiej gdy posłucha sobie płyt niż gdyby miał czytać to co wydrukowano w publikacjach."

W innej części rozmowy Frank, spytany czy powróci do satyry, wskazuje kierunek, którym teraz będzie podążał. " No cóż, nie wydaje mi się by satyryczny wątek w muzyce musiał opierać się wyłącznie na aspekcie werbalnym. Jest całe mnóstwo satyrycznych rzeczy, które można robić z nutami albo z pomocą zmian chromatycznych i nie powiedzieć przy tym ani słowa i smutne jest to, że ludzie, którzy sądzą, że opisany powyżej satyryczny aspekt twórczości zniknął z muzyki MOI pozostają niewrażliwi na te inne aspekty związane z samą muzyką. Innymi słowy, byli oni tak nastawieni na przekaz werbalny, że gdy my poszliśmy dalej, w kierunku innych form komentarza, oni nie podążyli za nami. Zgubiliście drogę, dziewczęta i chłopcy."

Wiosną 1972, wciąż na wózku, Frank zarezerwował sesje nagraniowe w Paramount Studios w Hollywood, z których powstały dwie płyty. Pierwszą była jego solowa kontynuacja Hot Rats, której tytuł wziął się z jednego z utworów, Waka/Jawaka. (...)

Pozostały materiał z tych sesji złożył się na Grand Wazoo, suitę utworów tworzących koherentna całość nawet bez tej skomplikowanej historii, którą Frank umieścił na okładce. Historia ta, zawarta w utworze tytułowym, 'Cletus Awreetus-Awrightus' i 'Eat That Question', dotyczy Funkowego Cesarza Cletusa i jego walki ze złym Mediocratesem z Pedestrium. Musi on też stawiać czoła "groteskowemu kultowi masochistycznych fanatyków ascezy, którzy nie znoszą muzyki" znanych jako 'Pytania'. "Oryginalnie piosenka miała tytuł "Zjedz tego Chrześcijanina'," Frank wyjaśniał Bobowi Marshallowi. "Pomyślałem, że pytanie jest lepsze — sprawia, że koncepcja staje się jeszcze bardziej pokręcona". Cletus daje 'Pytaniom' dwie szanse na odkupienie zanim zostają zrzuceni do zbiorników wypełnionych 'Niezidentyfikowaną Tkanką'. Sam Wazoo jest 'przerośniętym lecz wydajnym megafonem' poprzez który cesarz komunikuje się z Pytaniami.

(...)

CAŁKIEM NA SERIO

Podczas gdy odbywały się sesje nagraniowe, pozostali członkowie niedawnych Mothers zastanawiali się nad swoją przyszłością. "Miesiąc za miesiącem, całymi miesiącami nie mieliśmy żadnego kontaktu z Frankiem," mówił Howard Kaylan, "ani też z jego biurem . . . członkowie zespołu siedzieli w domach czekając na telefon, zastanawiając się czy będą jeszcze pracowali, zastanawiając się czy w ogóle będą jeszcze jacyś Mothers of Invention." Pozbawieni konkretnych informacji, Kaylan and Volman zrobili taśmę demo z piosenkami i zaczęli szukać wydawcy. Ale w czasie wywiadu z Royem Carr'em dla NME z 3 czerwca wypowiadali się ostrożnie nie zatrzaskując za sobą drzwi. "Choć nadal pracujemy z Frankiem," mówił Kaylan, "to teraz mamy pełną swobodę robienia tego co chcemy. Przygotowywana przez nas płyta zrodziła się z tego poczucia swobody."

Wydanie nowej solowej płyty Franka Waka/Jawaka 5 lipca 1972 rozwiało wszelkie wątpliwości co do ich przyszłości. Podpisali umowę z Reprise na płytę Phlorescent Leech & Eddie, która ukazała się w sierpniu. Grał tam też Ansley Dunbar. W międzyczasie, sukces sesji nagraniowych Wazoo zachęcił Zappę do zorganizowania trasy koncertowej dla jego 20 osobowego zespołu. Zatrudnił wielu muzyków biorących udział w nagraniach płyt, niektórych zastąpił i dodał jeszcze kilku nowych. Tourne trwało trzy, cztery miesiące gdyż większość muzyków musiała wrócić do pracy studyjnej.

"Wyjazd w trasę był dla nich sporym zaskoczeniem," Frank powiedział Charlesowi Shaar Murray. "Nie brali tego pod uwagę a ja nigdy wcześniej nie byłem na tourne z tak dużym zespołem wykonującym muzykę elektryczną." Pełny skład zespołu Grand Wazoo Orchestra był następujący: Sal Marquez, Malcolm McNabb i Tom Malone na trąbkach; Glen Ferris i Ken  Shroyer na puzonach;  Mike Altschul, Jay Miglori,   Earl Dummler, Ray Reed i Charles Owens na fletach, klarnetach i saksofonach; Joanne McNabb na fagocie; Ian Underwood na fortepianie i syntezatorach; Tony Duran na gitarze slide; Dave Parlato na basie; Jim Gordon na perkusji elektrycznej; Jerry Kessler na elektrycznej wiolonczeli; oraz Tom Raney i Ruth Underwood na instrumentach perkusyjnych.

Próby odbywały się w Glendale Civic Auditorium, na repertuar składały się 'New Brown Clouds', 'Big Swifty', 'For Calvin (And His Next Two Hitch-Hikers)', 'Approximate', 'Think It Over' (kolejny utwór z Hunchentoot), 'Low Budget Dog Meat' (składanka tematów z Music For Low-Budget Orchestra, The Dog Breath Variations i Uncle Meat) oraz 'The Adventures Of Greggery Peccary'. To krótkie z konieczności tourne nazwane przez Franka 'The Mothers Of Invention/Hot Rats/Grand Wazoo' zaczęło się w Hollywood Bowl 10 września i przeniosło się do Europy na występy w Berlin Deutschlandhalle (15), Oval Cricket Ground w Londynie (16) i The Hague's Hourast Halle (17), by następnie powrócić do Stanów na koncerty w Nowym Jorku w Felt Forum (23) oraz w Boston Music Hall (24).

Informacje o tourne pojawiły się w brytyjskiej prasie muzycznej 26 sierpnia i Frank udzielił telefonicznych wywiadów kilku wydawnictwom. "Wracając tutaj miałem mieszane uczucia," powiedział Caroline Boucher z Disc. "Wciąż mam założoną szynę i chodzę o kulach. Złamanie było poważne i będę musiał nosić to na nodze jeszcze przez dwa miesiące." Patrząc na wielkość zespołu, było oczywiste, że muzyka będzie zupełnie inna od tej jaką Brytyjczycy mogli poprzednio usłyszeć. "To co tutaj mamy, to prawdziwa elektryczna orkiestra symfoniczna," wyjaśniał Dannyemu Holloway z NME. "Poza rozpoznawalnymi rockowymi utworami są dwa lub trzy utwory para-symfoniczne o naturze humorystycznej. Ale tym razem nie będzie skakania po scenie, przewracania się z tamburynami i opowiadania dziwacznych historii — w tym sezonie tego rodzaju rozrywki nie zapewniamy."

Obydwoje dziennikarze pytali o jego reakcje na komentarze wygłaszane przez Howarda Kaylana i Marka Volmana w czasie promocji ich nowej płyty. Jego odpowiedź udzielona Boucher była ostrożna: "Sądzę, że jest mało prawdopodobne bym jeszcze grał kiedyś wspólnie z Markiem i Howardem." Rozmawiając z Hollowayem był bardziej bezpośredni. "Powiedziałbym, że ich komentarze udzielane prasie służyły tylko i wyłącznie promocji ich własnej grupy i były wysoce nieuczciwe jeśli chodzi o warunki, które doprowadziły do rozwiązania zespołu. Główną intencją tych materiałów prasowych jest ich promocja jako artystów i wynika częściowo z polityki firmy nagraniowej, która chce sprzedać jak najwięcej ich płyt. Najwyraźniej uważają, że robienie tego moim kosztem jest etyczne. Jestem bardzo rozczarowany ich zachowaniem, bo był czas kiedy uważałem ich za moich przyjaciół."

Jeszcze raz wydaje się, że brak zrozumienia był obecny po obu stronach. Flo & Eddie, podobnie ja inni Mothers przed nimi, poczuli się wykorzystywani; Frank przejmował na własność ich wkład w pracę zespołu w czasie nagrań i występów. Jego wyobrażenie przyjaźni zdawało sie obejmować też prawo do traktowania przeżyć i osobowości członków zespołu jako materiału, który mógł wykorzystywać w swojej pracy, zamazując tym samym granicę pomiędzy opłacanymi pracownikami a uznanymi współpracownikami na swych własnych prawach. W tym samym wydaniu NME w tekście Iana McDonalda cytowana jest bardzo ostra wypowiedź, zwykle bardzo powściągliwej Ruth Underwood: "Frank Zappa jest cynikiem ale takim całkowicie destruktywnym. W nic nie wierzy, nawet w miłość. W środku jest po prostu pusty."

Ten cynizm Franka nie potrzebował wiele by się ujawnić. Na konferencji prasowej zorganizowanej na dzień przed występem w Oval, Susan North, dziewczyna napastnika z Raibow, Trevora Howella, wręczyła mu bukiet kwiatów wartości 15 funtów. Evening News cytował jej słowa: "Nie wiesz nawet jak jest mi przykro z powodu tego, co zrobił mój chłopak. Mam nadzieję, że ten bukiet będzie pewną formą przeprosin."

Frank dopiero później dowiedział się, że pojawienie się North zostało zorganizowane przez Ronnie and Ray Foulks, promotorów koncertu w Oval. "Przekonałem się do czego mogą posunąć się Brytyjczycy aby sprzedać bilety na koncert," napisał w swojej autobiografii. Ach, znowu ci Brytyjczycy. Musiał im dołożyć, choć wtedy koncertował już dostatecznie długo by wiedzieć, że promotorzy to taki gatunek ludzi, poza paroma chwalebnymi wyjątkami, którzy postępują wszędzie tak samo, bez względu na kraj pochodzenia. Ale tylko w Anglii . . .

Całe szczęście, że nie znał pierwotnego pomysłu Petera Harrigana, rzecznika prasowego tej firmy, który został przez Foulks odrzucony. Swoją poprzednią imprezę, festiwal rockowy na Wembley, promowali w taki sposób, że naga dziewczyna szła ulicą Downing Street by zapukać do drzwi premiera. Tym razem pomysł był taki, by naga para odgrywała stosunek płciowy na trawniku przed Oval. Oczywiście na łóżku. Chcieli nawet zapłacić Susan North 50 funtów by zagrała rolę kobiecą w tym akcie.

Jako grupa supportujaca występował Hawkwind, lecz w przeddzień koncertu kierownictwo obu zespołów wciąż spierało się kto powinien wystąpić jako ostatni. Koncert miał trwać od południa do 9 wieczorem a liczbę widzów ograniczono do 15000. W końcu Frank zgodził się zagrać jako pierwszy, ale pod warunkiem, że połowa z jego gaży w wysokości 12000 funtów zostanie wypłacona gotówką zanim jeszcze zespół wejdzie na scenę. Mając podobne doświadczenia z Chuckiem Berry w czasie festiwalu rockowego, który organizowali, Foulks powinni być przygotowani na takie żądanie. Niestety, niskie wpływy z kas oznaczały, że gotówki może nie wystarczyć. Atmosfera była napięta lecz w końcu czek został przyjęty. Frank wyszedł na scenę i jak opisał to Philip Norman, "urozmaicił ten jałowy wieczór elektroniczną symfonią brzmiąca jak sprzeczka wielu ksylofonów".

Kiedy skończyli grać była 10.00, licencja Rady Miasta Londynu wygasła zanim Hawkwind zdążyli wejść na scenę, nie mówiąc już o zagraniu choćby nuty. Zrobiło się gorąco. "Kiedy Zappa wyszedł z garderoby," napisał Norman, "jakaś dziewczyna krzyczała coś do niego i została odepchnięta przez jego czarnoskórego ochroniarza. Jej chłopak zaatakował dach limuzyny Zappy drewnianym słupkiem. Ochroniarz powalił go pozbawiając go przytomności. Potem musiał też zająć się jednym z członków West Ken Mob (gangu zatrudnionego jako 'Ochrona') który po chwili leżał wsparty o rynnę z czerwoną plamą w miejscu gdzie powinny być jego wargi."

Cała ta sytuacja znacząco odbiegała od tego co Frank napisał w programie tourne, gdzie przedstawił swój zespół jako grupę statecznych muzyków zainteresowanych tylko graniem. "Koncert zostanie wykonany w relaksowym, bezpośrednim stylu, bez żadnych elementów teatru. Tylko nieliczni członkowie Wazoo przywykli do grania muzyki popularnej i czują się bezpiecznie w kostiumach."

Zespół MOI/HR/GW bez problemów zagrał kolejne koncerty tourne w Nowym Jorku i Bostonie. I tak spełnili swoje przeznaczenie. Frank podsumował to tak: "Wazoo prawdopodobnie zasłużyło na miejsce w Rock & Roll Hall Of Fame (jemu za życia się to nie udało), z tego prostego powodu, że jest to jedyny 'nowy' zespół w historii rocka, który od samego początku wiedział, że nie odniesie takiego sukcesu jak Beatlesi oraz przez cały okres swojego istnienia dokładnie znał miejsce i czas kiedy przestanie istnieć: po występie w Bostonie, w szatni, 24 września." W tym samym tekście Frank zapowiada też natychmiastowe rozpoczęcie prób z nowym zespołem, tym razem złożonym z dziesięciu instrumentów i z nowym repertuarem.