home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad z kwietnia 1973, dotyczy nowych Mothers i Overnite Sensation. Wywiad pochodzi ze strony AFKA  (tlumaczył:
andrzej rogowski)


Zappa: Wywiad

Dan Foote, Chuck Bufe & John Ridgway

New Times, 18 kwietnia 1973

New Times: To był dobry koncert [1]. Wydadzą to na płycie?

Frank Zappa: Nagraliśmy to … w kwadrofonii.

NT: Będzie to się to nazywało Live in Phoenix?

FZ: Nie wiem; przesłucham taśmę w domu i jak znajdzie się tam coś wyjątkowego, to umieszczę to na płycie. W wielu miejscach, gdzie graliśmy zdarzały się różne dziwne rzeczy – wszystkie są dobre, trudno wybrać z nich tę jedną najlepszą na płytę.

Trzy tygodnie spędziliśmy w studio, tego powinieneś posłuchać; to naprawdę szokujące. Chodzi mi o to, że czasami aż mi się nie chce wychodzić na scenę kiedy pomyślę jak dobrze ta muzyka zabrzmiałaby w studiu.

NT: Dlaczego wciąż koncertujesz? W studiu masz przecież więcej kontroli a kontrola to przecież część twojej muzyki.

FZ: Niektóre pomysły, które chcę realizować są na tyle skomplikowane, że jeśli nie określi się dokładnie balansu instrumentów, ich wzajemnego ustawienia i tym podobnych rzeczy, to efekt jest całkowicie różny od zamierzonego.

Jeśli wiesz cokolwiek o aranżacji, to jeśli masz instrumenty o zupełnie innej barwie i chcesz je zestawić razem w zespole. Wiesz, że masz skrzypce, puzon, trąbkę i różne drewniane instrumenty dęte; masz cztery różne brzmienia i gdy wszystkie one grają akord, to balans pomiędzy nimi ma krytyczne znaczenie, zawsze słychać jeżeli ktoś odstaje. A jeśli znajdzie się choć jeden muzyk, który odstaje choć trochę to brzmienie całego akordu jest koszmarne.

NT: Dlatego używacie zapisów.

FZ: Zapisów? Co masz na myśli?

NT: Musicie czytać muzykę z nut.

FZ: Och, wiele z granych przez nas aranżacji została zapisana a potem każdy nauczył się ich na pamięć.

A niektóre gramy tak, że śpiewam “La, la, la – ty grasz to” i “La, la, la – ty grasz tamto,” i po prostu gramy.

NT: Czego teraz lubisz słuchać?

FZ: W większości muzyki klasycznej. Słucham Varèse, Strawińskiego, Xenakisa, Messiaena, Honeggera, Bouleza, Ravela, Debussy'ego – tych gości.

NT: Podobają ci się jacyś obecni wykonawcy, na przykład Mahavishnu Orchestra?

F7: Cóż, słyszałem tylko ich pierwszą płytę i nie mam żadnych komentarzy. Ale w czasie następnego tournee będziemy mieli razem z nimi jedenaście koncertów. Będziemy występowali razem w wielu miejscach.

NT: Wydaje się, że ty i McLaughlin i Davis podążacie w podobnym kierunku … co wydaje mi się bardzo ciekawe, zwłaszcza, że wasze korzenie są zupełnie inne.

FZ: Mówisz o aspekcie rytmicznym czy melodycznym, czy też o czymś innym?

NT: No cóż, o jednym i drugim i też to jak obaj świetnie razem grają.

FZ: Nie widzę wielkiego podobieństwa pomiędzy nami a Mahavishnu jeśli chodzi o melodykę; jedyne co mamy ze sobą wspólnego z Milesem Davisem to użycie trąbki.

Jeśli chodzi o rytmikę, to są pewne podobieństwa, gramy ósemki i szesnastki w nierównomiernym metrum i tak dalej, ale my robimy tak już od siedmiu lat.

NT: Czy przeszkadza ci gdy publiczność domaga się “Louie, Louie ?”

FZ: To zależy, wiesz, sądzę, że w tym przypadku zamiary były dobre. Dawniej, kiedy graliśmy muzykę bardziej dysonansową, nie taką przyjemną dla ucha, wołania o “Louie, Louie” były wkurzające bo zawsze graliśmy to na koncercie, a oni i tak zawsze się tego domagali. Tutaj ten, który krzyczał zdawał sobie sprawę, że to tylko żart a my z radością spełniliśmy jego prośbę. Teraz gdy ktoś prosi o tę piosenkę, ma to zupełnie inne znaczenie niż kiedyś. Przedtem ludzie domagali się jej dlatego, że nie chcieli słuchać naszej muzyki – i to było dla nas obraźliwe.

NT: Powiedziałeś, że wasza muzyka jest teraz trochę mniej ...

FZ: Nie jest tak bardzo dysonansowa.

NT: Skąd ta zmiana?

FZ: Głównie z powodu muzyków. Ci grający w tym zespole posiadają wyjątkowe zdolności techniczne. Są doskonali w grze na swoich instrumentach; a nie da się tego powiedzieć o wszystkich wcześniejszych zespołach Mothers of Invention. W przeszłości zawsze był jeden lub dwóch muzyków, którzy grali doskonale, ale reszta to byli tacy zabawowi faceci świetnie nadający się do występów na scenie. W tym zespole każdy potrafi zagrać wszystko.

NT: Czy widzisz różnice w tym jak odbierani jesteście w kraju i w Europie?

FZ: Tak. Najgorszą widownię jaką ostatnio mieliśmy w Stanach była ta w Portland, w Oregonie; co było zaskakujące, bo graliśmy tam wcześniej dwa lub trzy razy i teraz jakby cała atmosfera tego miejsca uległa zmianie, było inaczej i nie grało nam się tam dobrze. Najlepiej jesteśmy odbierani na południu. Na południu publiczność jest bardzo, bardzo dobra.

Najlepszą widownię, nie w tym sensie, że ludzie podskakują i robią dużo hałasu, ale w tym, że rozumieją, że jeśli grasz coś skomplikowanego to musisz się do tego dobrze przyłożyć, mieliśmy w Memphis, cały występ był dobrze zbalansowany a ludzie na widowni krzyczeli “Nie spieszcie się tak”. Nigdy tego wcześniej nie słyszeliśmy, wspaniała publiczność.

NT: A jaka była publiczność w czasie dzisiejszego koncertu?

FZ: Myślę, że w porządku; przyjazna – nie ma na co narzekać. Fajnie się gra dla przyjaźnie nastawionej publiczności.

NT: Jak jesteście odbierani w Europie?

FZ: Bardzo dobrze. Najlepiej w Holandii, która jest jedynym krajem na świecie gdzie nasza płyta osiągnęła pierwsze miejsce na liście przebojów. Hot Rats i We’re only in it for the Money były tam na czele listy, dobrze jest też w Anglii. Hot Rats była tam w dziesiątce najpopularniejszych płyt, bardzo dobrze odbierają nas w Niemczech, w Skandynawii też jest dobrze.

NT: Jak to się przenosi na sprzedaż?

FZ: Patrząc na wielkości rynków w poszczególnych krajach, sądzę, że jesteśmy bardziej popularni w Europie – przynajmniej tak było do tej pory. Nie wiem jak to wygląda obecnie.

NT: Jak dawno temu skończyłeś Grand Wazoo?

FZ: Płyta była gotowa w sierpniu. Zrobiłem Waka-Jawaka i Grand Wazoo w tym samym czasie. Wtedy poruszałem się jeszcze na wózku.

NT: Co się stało z tym facetem (który zepchnął Zappę ze sceny w czasie koncertu w Londynie), minęło już trochę czasu.

FZ: Tak, dwa lata. Trafił do więzienia na rok, ja chodziłem o kulach przez 9 miesięcy, 18 miesięcy byłem w pewien sposób niezdolny do pracy, nie mogłem koncertować. Spędziłem miesiąc w szpitalu i tyle samo czasu na wózku, było naprawdę źle.

NT: Jak widzisz teraz 200 Moteli?

FZ: Cóż, mam mieszane uczucia; szkoda, że nie było więcej pieniędzy by dopracować pewne rzeczy. Było jak było, mieliśmy tylko siedem dni na zdjęcia.

NT: Siedem dni?

FZ: Siedem dni. 11 dni na obróbkę wideo i 3 miesiące na dokończenie filmu.

NT: W scenariuszu, zwłaszcza w finale, zauważyłem pewnego rodzaju stoicką akceptację tego co wcześniej krytykowałeś … Na przykład “Boże błogosław umysł prostego człowiek”.

FZ: Cóż, wszystko zależy od sposobu rozumienia tekstu, czy bierzesz go dosłownie, czy też myślisz sobie “Hmmm,” i dostrzegasz coś ponad dosłowność. Tekst można odczytywać na kilka sposobów, nie powiem ci, który jest prawidłowy.

Jednak, co do sceny finałowej, to była ona pomyślana jako parodia wystąpienia typowego prezentera na zakończenie programu muzycznego. Wiesz, to coś w stylu, “Panie i Panowie.“ Straszne w tym finale jest to, a pisząc go nie miałem o tym pojęcia … że dokładnie odzwierciedla on sposób w jaki Theodore Bikel zwykle to robił w swoich występach scenicznych – taka sama gadka, wtedy tego nie wiedziałem.

NT: Chciałbyś zrobić więcej filmów?

FZ: Tak, prawdopodobnie zrobię jeden przy końcu tego roku. Mam spotkanie z kimś z United Artists, którzy finansowali 200 Moteli, spotkamy się za jakieś trzy tygodnie.

NT: Byłeś zadowolony z promocji 200 Moteli?

FZ: Nie. Nie, chociaż zaplanowałem program informacyjny dla potencjalnej publiczności, to po wprowadzeniu filmu do kin został on zarzucony i zrobili to po swojemu. Wtedy mogłem albo skupić się na tworzeniu muzyki albo poświęcić kolejne pięć lat mojego życia na pilnowanie czy dystrybutor poszcza w kinie właściwy zwiastun i reklamy filmu. Powiedziałem sobie, “Trzeba umieć powiedzieć dość” i dałem sobie spokój z "200 Motelami."

Sądzę, że nasza kolejna płyta wzbudzi niemałe poruszenie, jest na niej sporo fantastycznej muzyki.

NT: Będzie bardziej instrumentalna?

FZ: Och, nie! Jest sporo wokali, bardzo różnorodnych i dziwnych – coś czego nigdy nie spodziewałbyś się po Mothers of Invention.

NT: Graliście coś z tego na dzisiejszym koncercie?

FZ: Mamy studyjną wersję “Montany,” dosłownie przyprawia o dreszcze. Jest piosenka, której nie śpiewaliśmy podczas pierwszego występu, zaśpiewamy ją w trakcie drugiego, zatytułowaną “Inca Roads.” Napisałem do niej słowa – to utwór instrumentalny o bardzo dziwnym metrum przeplatany powtarzającą się melodią – wczoraj wieczorem napisałem do niej tekst, zamierzamy umieścić ją na płycie.

NT: Czy jesteś przeciwny overdubbingowi i dodawaniu efektów w studiu?

FZ: Popieram korzystanie w pełni z możliwości jakie stwarza studio.

Bo niby dlaczego odrzucać to co daje nam ta wspaniała technologia, pamiętam jak pierwszy raz wszedłem do studia z płytą Freak Out, był tam tylko czterościeżkowy magnetofon a możliwości korektora były bardzo ograniczone, dostępne były tylko najprostsze efekty i trzeba było sporo się namęczyć by osiągnąć żądane brzmienie. Teraz w Los Angeles są studia ze sprzętem 16, 24 i 32 ścieżkowym z fantastycznym osprzętem, który umożliwia ci stworzenie dowolnego brzmienia.

NT: Twoja następna płyta będzie nagrana w kwadrofonii?

FZ: Tak jest. Powiem ci jak to zrobimy. Mam specjalnie przygotowane niektóre instrumenty. Na przykład marimbę i wibrafon, na których gra Ruth Underwood. Teraz słyszysz je w mono, ale obydwa są przygotowane do nagrywania w kwadrofonii. Na każdej płytce instrumentu jest transduktor, one z kolei są podłączone do czterokanałowego IBoxa. W studiu każdy z tych kanałów odpowiada trzem półtonom na klawiaturze. Na wibrafonie jest to F, Fis, G - kanał pierwszy, na kanale pierwszym pojawi się dowolne F, Fis lub G. na kanale drugim będzie to Gis, A i B i tak dalej, kiedy Ruth będzie grała zabrzmi to jak bo-i-i-ing, coś takiego jak to … Przetwornik fortepianu używany przez George'a (Duke'a) też jest jedyny w swoim rodzaju – jest to magnetyczny przetwornik, który działa tak jak przetwornik dla gitary, osobno dla każdej struny. Kiedy gra, w kwadrofonii, nuty niskie są słyszalne za tobą, środek fortepianu słyszysz przed sobą a wysokie o tam … krążą po pomieszczeniu. Kiedy nagrywamy w kwadrofonii perkusję, mikrofon bębna basowego umieszczamy pośrodku, słyszysz wtedy jakby walił cię prosto w czubek głowy …

Wiele z tych układów robi się tak by słuchacz mógł słyszeć cały zespół przed sobą oraz dźwięk echa z tyłu – to jest zwykła kwadrofonia. My robimy to inaczej, słuchacz znajduje się wewnątrz instrumentów, nie pośrodku zespołu, ale właśnie w środku samych instrumentów, rezultat jest zachwycający … jesteś zalewany nutami. Jestem entuzjastycznie nastawiony do tego sposobu nagrywania…

Spróbuję je skończyć zanim ukończymy tourne … zajmie to od ośmiu do dziesięciu tygodni, wciąż pracujemy nad dokładaniem wokali i innych rzeczy.

NT: Kto śpiewa?

FZ: Głównie ja, no i Ken [Kin] [2] właśnie do nas dołączył. Dziś wieczorem pierwszy raz wystąpił z nami na scenie. Nie było żadnych prób; nigdy wcześniej nie uczestniczył w próbach z zespołem. Wcześniej śpiewał w First Edition i New Christy Minstrels. Będzie wykonywał niektóre partie wokalne, podobnie jak Sal (Marquez, grający na trąbce). George też pewnie coś zaśpiewa, ale głównym wokalistą będę ja.

Słuchaj, teraz naprawdę chciałbym się zdrzemnąć.

NT: Dziękuję bardzo.

FZ: Och, nie ma za co.

1. Wywiad przeprowadzono pomiędzy dwoma koncertami 7 kwietnia w Phoenix, Arizona.

2. Kin Vassey. Występował z zespołem od 7 kwietnia do 1 maja.