home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


jest to wywiad przeprowadzony przez Pete Drummond'a dla Oz, brytyjskiego magazynu undergroundowego, dotyczy płyty i filmu Uncle Meat oraz relacji z tak zwanymi poważnymi muzykami i ich stosunku do muzyki rockowej. Informacje o wydawnictwie na stronie AFKA. (tł. andrzej rogowski) 


Uncle Meat

Frank Zappa/Pete Drummond

Oz, lipiec, 1969

Oz: Czy mógłbyś opowiedzieć nam o filmie, który zrobiliście?

Zappa: Zrobiliśmy film zatytułowany ‘Uncle Meat’. Jest tam wiele ujęć Mothers, ma też bardzo dziwną akcję, która będzie wymagała zaangażowania aktorów charakterystycznych, potrzebujemy też więcej pieniędzy na jego ukończenie.

Oz: Czy akcja nie jest wyjaśniona na okładce albumu Uncle Meat?

Zappa: Jest tam początek i koniec – nie ma środka.

Oz: Czy płyta była tworzona z tą myślą, że powstanie też film?

Zappa: Można zrobić film dopasowany do muzyki, napisałem więc muzykę i wymyśliłem historię.

Oz: A jaki to rodzaj filmu?

Zappa: Jest to opowieść fantasy z politycznymi i socjologicznymi podtekstami!

Oz: Brzmi bardzo głęboko. Jest taki?

Zappa: Tak, dosyć.

Oz: I będziemy mogli go zobaczyć?

Zappa: Prowadzimy negocjacje starając się zebrać pieniądze na jego zrobienie, ale nie jest to prosta sprawa – nie da się tak po prostu powiedzieć ‘Fred, dasz mi tę kasę?’ On powie ‘OK’ a ty weźmiesz gotówkę i zrobisz sobie film. Tak naprawdę wiele w tym papierkowej roboty i temu podobnych bzdur.

Oz: Czy jesteś zadowolony z przebiegu koncertów?

Zappa: Jest znakomicie, zważywszy na to co gramy, bo wiesz, nie są to durowo molowe akordy ze stałym rytmem, czyli coś na czym opiera się większość muzyki pop – parę zawieszeń tu i tam. Zrobiliśmy parę rzeczy wykraczających poza znaki przykluczowe, utwory z zastosowaniem akordów, których nie usłyszysz w swoim codziennym życiu, a także rytmów, do których trudno przytupywać nogą. Wykracza to poza to z czym ma do czynienie przeciętna nastoletnia publiczność, jeśli w ogóle ma szansę coś takiego usłyszeć. Ale co dziwne, tutejsza młodzież, nawet na prowincji, była bardzo otwarta na tę muzykę i słuchała jej. Nie wiem czy ją rozumieli, ale podobała im się.

Oz: Czy w tworzenie muzyki wkładasz dużo pracy?

Zappa: Nie, tak naprawdę, to większość napisałem w samolocie lecąc tutaj, zwykle biorę papier, rysuję kropki i czekam aż ktoś to zagra, by usłyszeć jak to brzmi. To jest klasyczna muzyka kameralna. Jest różnica pomiędzy piosenkami a kompozycjami, piosenki buduje się w inny sposób, lecz te małe, nieskładne, grane przez nas utwory tworzy się w oparciu o inną technikę.

Oz: Dlaczego w czasie pierwszego koncertu graliście razem z muzykami orkiestrowymi?

Zappa: Lubię grać z muzykami orkiestrowymi, wiesz, tworzy to pewien kontrast i pokazuje też, że niektórzy członkowie naszego zespołu, którzy są naprawdę biegłymi w swym fachu, bez problemu daliby sobie radę w orkiestrze symfonicznej, równie dobrze jak na scenie rockowej; wprowadziliśmy muzyków z orkiestry by połączyć muzykę elektryczną z klasyczną. Niestety, w sekcji smyczków był taki jeden stary piernik, który celowo grał fałszywie, przez co wszystko brzmiało brzydko, a przy końcu całkiem zmieniło się  w karnawał. Zrobiłem to specjalnie, przez tego pryka, nie chciałem by do końca zepsuł nam występ, wykorzystaliśmy więc to, że muzyka zaczyna brzmieć zbyt surowo i postanowiłem wyeksponować absurdalność chwili, zaczęliśmy tańczyć pomiędzy muzykami z orkiestry, zmuszając ich przy tym do robienia rzeczy, których nie oczekuje się zwykle od gości ubranych w smokingi, takich jak wydawanie pierdzących dźwięków do mikrofonu, można tak uratować występ gdy trafi się na takiego psującego wszystko skrzypka!

Oz: W jednej z gazet piszących o muzyce pop przeczytałem, że nie uważa się już was za bandę freaków wydających dziwne dźwięki ale za utalentowanych muzyków. Czy nie dziwi cię taka zmiana?

Zappa: To dość zabawne, bo wiesz, oni nigdy nie zauważyliby, że jesteśmy muzykami gdybym nie udzielał im tych wszystkich wywiadów w trakcie których całymi godzinami staram się szczegółowo wyjaśniać im co próbujemy robić w muzyce, bo ci ludzie piszący o muzyce tak naprawdę nie wiedzą czym jest muzyka. Mają określone gusta dotyczące muzyki pop, której słuchają, lecz nie posiadają żadnego szerszego zaplecza muzycznego, którego mogliby użyć jako kryterium dla oceny rock&rollowej piosenki – popatrz jak ocenia się piosenki: Czy muzyka sprawia, że przytupujesz? Czy tekst ci się podoba? – czy w relacjach chłopak/dziewczyna, będącymi głównym tematem takich piosenek, zakończenie podane w tekście ci odpowiada? Na takie rzeczy zwraca się uwagę oceniając piosenkę. Ale jeśli my zagramy elektryczną muzykę kameralną lub jeśli eksperymentujemy z dźwiękami elektronicznymi tworząc rozbudowane partie perkusji albo solowe, spontaniczne arie, albo wizualną scenę z maska gazową, to co taki rock&rollowy krytyk o nas napisze? Na jakiej podstawie zbuduje swoją ocenę, ilu dzieł Stockhausena wysłuchał, co wie o Johnie Cage'u?

Oz: Ty z pewnością słuchałeś tych wszystkich poważnych muzyków, a czy oni interesują się tym, co ty robisz?

Zappa: Oczywiście, że nie, jedną z najbardziej wkurzających cech tego świata tak zwanych muzyków poważnych jest to, że ignoruje on kompletnie muzykę rockową. Wiesz, oni myślą sobie tak ‘jesteśmy najlepsi, to my jesteśmy tą avant garde i to my jesteśmy pionierami wszelkich muzycznych eksperymentów,’ i powiem ci, że są głupi myśląc w ten sposób, bo my w świecie rocka dysponujemy sprzętem, o którym oni nie mają pojęcia, a my używamy go na co dzień w naszej pracy na scenie, jestem pewny, że wielu kompozytorów pocących się teraz na swoimi dziełami w swoich pokoikach na poddaszach nic nie wie o elektrycznych instrumentach dętych albo o tym, co można z nimi zrobić. Ci poważni kompozytorzy nawet nie dotknęli się elektrycznej gitary, a przecież nie mogli przeoczyć faktu, że coś takiego istnieje i jest tak szeroko używane. Po prostu to ignorują. Uważają, że muzyka elektryczna to coś robione na syntezatorze, ale  przecież muzyka wzmacniana elektrycznie to zupełnie co innego. Na przykład, od wieków pisuje się utwory na fagoty, ale sposób w jaki brzmią one w naszym zespole jest zupełnie inny. Sposób gry jest taki sam, ale dodaliśmy do niego elektryczność. Tak samo postępujemy ze skrzydłówką, klarnetem, fletem i innymi używanymi przez nas instrumentami. Problem z muzykami muzyki poważnej polega na tym, że są w swym widzeniu świata zbyt ograniczeni. Powinni chodzić na koncerty rockowe. To jeden z powodów dlaczego ich muzyka nie dociera do młodzieży. A powinna, bo uważam, że robią rzeczy wartościowe artystycznie, ale trudno się z nimi przebić do większej liczby ludzi; a obecnie najliczniejszą grupą są nastolatki – jak więc dotrzeć do nich ze swoją muzykę bez obniżania jej standardów? Trzeba tak jak my grać ją w miejscach, w których poważni kompozytorzy nigdy się nie pojawiają. Idziemy do Fillmore i gramy w tych wszystkich psychodelicznych spelunkach w całych Stanach. Gramy w szkołach i na lodowiskach i gramy też w kręgielniach  i zdarza nam się, że zagramy też w salach koncertowych, ale to wtedy gdy przyjeżdżamy do Europy.

Oz: Ile z twojej muzyki jest zapisane nutowo?

Zappa: 50 procent. Pozostałe 50 procent jest improwizowane, a struktura występu jest bardzo starannie zaplanowana, wszystkie nasze koncerty różnią się od siebie nie z powodu improwizacji, ale właśnie dzięki sposobowi w jaki poszczególne bloki składające się na dany występ są ułożone.

Oz: Czy mógłbyś wyjaśnić znaczenie niektórych tekstów tego albumu?

Zappa: Bardzo interesuje mnie wszystko co nosi znamiona absurdu, i teksty na tym albumie są właśnie takie, ale niektórzy ludzie uważają się za zbyt wyrafinowanych by od czasu do czasu docenić znaczenie absurdu.

Oz: Niektórzy mogą pomyśleć, że teksy mają jakieś głębsze, socjologiczne znaczenie.

Zappa: Cóż, w zasadzie, to mają znaczenie socjologiczne, ale nie jest ono tak dosłowne jak chciałaby to widzieć większość intelektualistów. Wiesz, to dość subtelna sprawa. Po pierwsze, to że pracujemy w tym medium jest samo w sobie deklaracją artystyczną, tak samo wygląd okładki płyty. Deklaracją artystyczną jest też to, że słowa są takie jakie są i to, że są wplecione w taką a nie inną muzykę. Wszystko jest starannie wyważone.

Oz: Czyli słowa są pełnią rolę czysto dźwiękową?

Zapp: Tak. Rundy rundy rundy doody mop mop brzmi bardzo dobrze w tym kontekście, na papierze wygląda głupio, ale tak to jest z tekstem, prawdę mówiąc większość tekstów piosenek na papierze nie wgląda zbyt dobrze, czytając je zadajesz sobie pytanie, po co ktoś to zapisał. Ja też czuję się nieswojo pisząc teksty do moich piosenek, ale czynność ta nabiera innego znaczenia gdy zobaczysz je jako dźwięki, a zwłaszcza gdy pomyślisz o rejestrze głosu w jakim są śpiewane i o wszystkich innych możliwych zmiennych, na przykład słowa w 'Uncle Meat Variations': ‘pluszowe kostki i bongosy, pluszowe koski, kupiłem je w pep boys u chłopaków, gałka i spinery, chromowane’. OK, na papierze wyglądają tak sobie i jak je wypowiesz brzmią też tak sobie, ale jak weźmiesz ‘chromowane’ i zaśpiewasz to w melizmacie operowym, jak robi to sopranistka na płycie, to wtedy ta mała rzecz nabiera cech rzeczywistego absurdu. To co ona tam śpiewa jest bardzo trudne muzycznie i musiała do tej trudnej muzyki zaśpiewać te słowa. Oczywiście, wydaje mi się, że nie wiesz nawet czym są te gałki, co sprawia, że cały utwór staje się jeszcze trudniejszy do ogarnięcia.

Oz: A czym one są?

Zappa: Są to plastikowe gałki przykręcane do kierownicy samochodu dla nastolatka, zwykle to najzwyklejszy plastik – niektórzy dorośli też je zakładają, i mają w nich niewielkie zdjęcia, jak kręcą kierownicą, to obrazek też się porusza, a jest to zwykle zdjęcie jakiejś nagiej dziewczyny z rękami za głową, i wygląda wtedy jakby jej cycki podskakiwały w górę i w dół za każdym razem jak pokręci się kierownicą.