home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Wywiad z czerwca 1971, przeprowadzony przez Richarda Greena dla Hit Parader, dotyczy nowych Mothers i starych Mothers. Wywiad pochodzi ze strony AFKA  (tlumaczył:
andrzej rogowski)


Zappa znowu w trasie

Richard Green

Hit Parader, czerwiec 1971

Frank Zappa znowu koncertuje.

Ma nowy zespól Mothers of Invention, który grając jego muzykę posiłkuje się orkiestrą symfoniczną, karłami, żonglerami oraz psami wykonującymi sztuczki.

Nawet Joni Mitchell pewnego wieczoru porzuciła na chwilę swój wyciszony, stateczny wizerunek i zaśpiewała z Mothers. Grace Slick, jak przystało na świeżo upieczoną matkę, ograniczyła się do dyrygowania,

Ale Zappa powrócił ... gadatliwy jak zwykle. Richard Green w końcu go odszukał i włączył magnetofon.

HP: Kiedy zacząłeś pisać muzykę klasyczną?

ZAPPA: Pierwszą rzeczą jaką napisałem było solo na perkusję ... utwór na werbel zatytułowany "Mice". Napisałem go jak miałem jakieś 14 lat i wykonałem go w szkole – wiesz, robi się tam takie niewielkie kompozycje instrumentalne.

HP: Czy teraz muzyka klasyczna ma wpływ na twoją twórczość?

ZAPPA: Kiedy piszę na orkiestrę, pewne używane przeze mnie techniki to standardowe techniki orkiestrowe pochodzące ze świata muzyki klasycznej. Wiele materiału tematycznego nie ma nic wspólnego z muzyka klasyczną.

HP: Jak muzyka pisana przez ciebie teraz różni się od tej, którą pisałeś kiedy Mothers byli u szczytu swych możliwości, powiedzmy, jakieś trzy lata temu?

ZAPPA: Trudno powiedzieć. Myślę, że wszystko co tworzę jest rozwinięciem tej samej rzeczy. W muzyce jest tylko jeden obszar świadomości, którego badaniem jestem zainteresowany. Teraz też nie odchodzę zbyt daleko od tego obszaru. Cały czas podążam w tym samym kierunku.

HP: Co doprowadziło do końca starych Mothers i do powstania nowego zespołu?

ZAPPA: Po pierwsze, mimo że cały czas bardzo dużo koncertowaliśmy, ponosiliśmy ogromne straty finansowe. Jednym z kolejnych problemów było to, że odczuwałem coraz większą rezygnację, występowaliśmy w takich miejscach gdzie po prostu czułem, że walę głową o ścianę. Ponieważ rozwinęliśmy muzykę zespołu do bardzo wysokiego poziomu, mogliśmy wyjść na scenę i nawet nie musieliśmy grać jakiegoś określonego repertuaru. Mogłem po prostu dyrygować zespołem i przez godzinę mogliśmy grać wartościową muzykę.

Oczywiście było to spontaniczne i nowe i interesujące. Było to też twórcze z powodu osobowości członków zespołu a także ich umiejętności muzycznych, ale wszystko to działo się przed widownią, która chciała usłyszeć trzyminutowe piosenki o zakochanych chłopcach i dziewczynach. Tak się nie da.

HP: Twój zespół raczej nie wykonywał takich piosenek?

ZAPPA: Właśnie. Ale nawet grupy wykonujące tak zwaną muzykę undergroundową śpiewają piosenki o miłości, tyle tylko że z przesterowanym dźwiękiem. Może Bobby Vee nie zagrałby z przesterowaniem, ale tekst byłby taki sam, tyle tylko że wystąpiłby w innych ubraniach. Jechaliśmy więc na koncert a przed nami występowała jedna albo dwie undergroundowe grupy ubrane w ciuchy w bursztynowym kolorze, które nastawiały publiczność na ten rodzaj muzyki a ludzie właśnie tak postrzegają prawdziwy świat rock and rolla.

Bez względu na to co robisz muzycznie musisz śpiewać o chłopaku zakochującym się w dziewczynie albo o dziewczynie porzucającej chłopaka – to jest prawdziwy świat!

Wszystko co wykracza poza ten schemat nie jest rock and rollem. Nie mieści się w nastoletnim wzorcu koncertu. Nie jest to coś z czym mogą się łatwo zidentyfikować. I nikt nie wiedział jak odbierać nasz zespół. Nie wiedzieli czy jesteśmy Spikiem Jonesem z muzyką elektroniczną, albo czy to może jednak jest na serio. Albo co to w ogóle jest.

Po prostu zmęczyło mnie to.

HP: Czy powiedziałeś im, tak po prostu, że to już koniec. Przyjęli to spokojnie?

ZAPPA: Nie. Najpierw byli bardzo na mnie źli za rozwiązanie zespołu. Nie dlatego, że chcieli grać muzykę, ale dlatego, że ich utrzymywałem. Nagle pozbawiłem ich dochodów, powiedziałem im: "Słuchajcie, czy mam się zabić robiąc w kółko to samo? Powiem wam, to już nic a nic mnie nie bawi." Naprawdę byłem przybity całą tą sytuację. Nie mogłem już  tego ciągnąć.

HP: Jak sformowałeś nowy zespół?

ZAPPA: Przez około dziewięć miesięcy byłem w trasie, potem postanowiłem grać więcej na gitarze i wtedy zacząłem grać z zespołem Hot Rats. Chciałem nie tylko grać więcej na gitarze, ale też grać na gitarze w kontekście silnego rytmicznego brzmienia. Bo jeśli starzy Mothers mieli jakiś słaby punkt, to była to właśnie sekcja rytmiczna. Była zbyt statyczna.

Aby zsynchronizować grę dwóch perkusistów trzeba było ich ograniczyć pod względem rodzaju granego materiału. Przez to beat stawał się monotonny. Na festiwalu popowym w Belgii usłyszałem grę Aynsley'a (Dunbar'a) i naprawdę mi się spodobała. Sprowadziłem go do Stanów, głównie w celu nagrania kontynuacji "Hot Rats", którą okazała się być płyta  "Chunga's Revenge". I w międzyczasie zaczęły kształtować się te wszystkie inne plany.

Miałem okazję zrobienia czegoś o czym myślałem od około 15 lat, czyli zagrać z orkiestrą symfoniczną. Nie chcieli zagrać mojej muzyki chyba że w towarzystwie zespołu rockowego pod nazwą Mothers of Invention. Ale wtedy nie miałem już Mothers of Invention, zebrałem więc chłopaków grających wcześniej w Mothers, nie tylko z ostatniego składu zespołu. Cofnąłem się do samych początków. Zrobiliśmy sześciodniowe tourne po Stanach, wróciliśmy do Los Angeles i zagraliśmy w Fillmore. Potem rozwiązałem ten zespół. W czasie koncertu w Los Angeles podeszło do mnie dwóch członków Turtles, którzy są teraz głównymi wokalistami w zespole, i powiedzieli mi, że koncert z orkiestrą bardzo im się podobał.

Turtles już nie istnieli i byli bez pracy. Zawsze podziwiałem to co robili na scenie, widziałem ich kilka razy na żywo i uważałem, że ich występy przed publicznością są znakomite. Przyszło mi do głowy, że można by spróbować zrobić coś z ich udziałem. Nawet nie myśleliśmy o nazwaniu nowego zespołu Mothers – rozważaliśmy założenie całkiem innej grupy. Jednak zachowanie dawnej nazwy było najprostszym sposobem zapewnienia zespołowi dobrego startu, więc koniec końców założyliśmy kolejny zespół Mothers.

HP: Jesteś zadowolony z brzmienia zespołu, prawda?

ZAPPA: To najlepszy zespół jaki kiedykolwiek miałem.

HP: Można coś jeszcze poprawić?

ZAPPA: Zawsze. Ale ten zespół posiada tę najważniejszą rzecz – istnieje duch tego zespołu, który jest czymś więcej niż tylko przyjaźnią pomiędzy członkami grupy, istnieje swojego rodzaju poświęcenie się dla wspólnej, wspaniałej sprawy i jak sądzę jest to widoczne na scenie.

Chłopaki czują, że naprawdę coś robią a nie tylko grają. Wiedzą, że mają do dyspozycji cały muzyczny świat w ramach którego mogą działać i że w czasie wykonywania utworów mogą robić dosłownie wszystko. Mają swobodę wyrażania się na wiele różnych sposobów.

W dawnych Mothers byłem jedyną osobą, która mówiła do widowni. W tym zespole komunikacja z publicznością jest podzielona na kilka obszarów – ja nią kieruję, zwracam się do widowni, jestem jakby mistrzem ceremonii i zapowiadam to co wydarzy się na scenie.

W pewien sposób jest to jakby przedstawienie teatralne.

Komentuję to co się wydarzyło na scenie a czasami jestem ofiarą ich dowcipów.

Pomiędzy piosenkami Mark (Volman) i Howard (Kaylan) mają przygotowane monologi, podobnie Jeff (Simmons) też ma swoje zadania. Wszystko to sprawia, że kontakt zespołu z publicznością jest bardziej bezpośredni.

No i co ważne, podstawa rytmiczna jest bardziej rock and rollowa dzięki temu, że gra Aynsley. Jest też więcej brzmień jazzowo – bluesowych, prawdopodobnie przez to, że mamy w składzie George Duke'a, z takiej muzyki się przecież wywodzi. Nawet gdy gramy utwory dawnych Mothers of Invention, to są one na nowo zaaranżowane, do tego stopnia, że nie są to już nawet te same piosenki. Na przykład wykonujemy "Who Are The Brain Police?" i brzmi to jak Canned Heat.

HP: Jak wygląda sytuacja z Captain Beefheartem?

ZAPPA: Wcale go nie widuję.

HP: Czy to ostateczne rozstanie?

ZAPPA: Nie wydaje mi się. Po pierwsze, on jest taki zmienny, taki dziwny. To nie ja odsuwam się od niego, a on ode mnie. Kiedy jestem w Los Angeles nigdy nie wychodzę z domu, chyba że muszę iść do pracy. Jeśli więc z kimś się spotykam, to z tymi, którzy przychodzą do mojego domu. On nie pojawił się u mnie od ponad dziewięciu miesięcy.

 Grace Slick (wokalistka Jefferson Airplane) rozpoczęła występ Mothers w Fillmore East w NY 14.11.1970, Zappa zachęcał ją by zaśpiewała Louie Louie, ale nie dała się namówić. W 1968 Grace Slick nagrała z Zappą ich wspólne dzieło, piosenkę 'Would You Like A Snack' (można ją usłyszeć na składance Jefferson Aorplane z 1992 Loves You i na płycie z 2003 Crown of Creation.