home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Relacja z wywiadu i koncertu w Tampie, 14 października 1976. Na stronie Zappateers (torrent po zalogowaniu się) można pobrać dobrą wersję nieco późniejszego koncertu z tego tourne, 24 października, z tym samym składem (z Lady Biancą) i podobnym repertuarem (między innymi z opisaną tu ciekawą wersją "I'm So Cute" i niesamowitą wersją "Black Napkins"). Informacje o wydawnictwie na stronie AFKA. (tł. andrzej rogowski) 


Szczerość  Zappy

Scott Hopkins

Music Media, grudzień 1976

Nigdy nie można być pewnym z jakim zespołem pojawi się Frank Zappa. Jeśli wyobrażasz sobie, że przyjedzie z kwartetem, on sprowadza orkiestrę. Oczekujesz jazzu, a oni grają sam rock 'n' roll. Jedynym na co na pewno można liczyć jest to, że zespół będzie grał na wysokim poziomie, że każdy z wykonawców zagra na maksimum swoich możliwości oraz na to, że będzie to koncert jakiego jeszcze w życiu widziałeś.

Tampa była trzecim kolejnym koncertem na początku trudnego tourne Zappy i jego zespołu, tourne, które obejmie całe Stany, Europę i Australię. Skład jest całkiem nowy. Perkusista Terry Bozzio był jedynym, który grał z Zappą już od jakiegoś czasu (dwa lata). Eddie Jobson, czarodziej klawiszy i skrzypiec z Curved Air i Roxy Music, został zaproszony do zespołu kilka miesięcy temu. Resztę składu Zappa uzupełnił w czasie przesłuchań. Kandydatów było wielu, ale w na początku wybrano tylko basistę, Patricka O'Hearn. Dopiero w połowie września Frank odkrył Raya White'a, wokalistę i gitarzystę oraz Biancę, która śpiewa i gra na instrumentach klawiszowych.

"Przedstawmy najpierw członków naszego nastoletniego rockowego combo," powiedział Zappa uśmiechając się szeroko. Co uczyniwszy, przeszedł od razu do rzeczy i zespól zagrał traktat o śmierdzących butach, znany lepiej jako "Stinkfoot." Był to dobry wybór na początek, gdyż utwór pochodzi z "Apostrophe," najbardziej popularnej płyty Zappy. Zaraz potem wdał się w długą dyskusję na temat Stworzenia i jego związków z Pudlami, co było doskonałym wstępem do piosenki "Dirty Love."

Następnie Zappa zagrał trzy nowe utwory, "Wind Up Workin' in a Gas Station," "The Torture Never Stops" i "Tiny Is." "Wind Up" to zabawna piosenka z ciekawymi zmianami metrum, której gwałtowny koniec był zarazem początkiem "The Torture Never Stops," długiego bluesowego utworu o lochach, biczach, łańcuchach i innych fajnych rzeczach, śpiewanego przez chrapliwy głos Franka. "Tiny Is" to dziwny, krótki utwór, niestety wokal Raya White'a przez większą jego część był niesłyszalny.

Po tym jak Bianca akompaniowała sobie na klawiszach, śpiewając delikatne "You Didn't Try to Call Me," Zappa postawił przed publicznością w Tampa pewien problem do rozwiązania.

"Musimy zdecydować jakiego rodzaju publicznością jesteście," rozpoczął. "Mamy tu kilka nowych rzeczy, które chcielibyśmy wypróbować. Chcecie usłyszeć wysublimowaną kupę czy rock and roll?" wybrano to pierwsze i zespół zagrał "[Manx] Needs Women."

"Black Napkins," utwór "miłosny", zwolnił nieco tempo występu, melodyjne, powolne gitarowe solo plus śpiewająca Bianca. Potem Zappa zaczerpnął ze swojego bogatego dorobku i uraczył fanów dawnymi piosenkami "Rudy Wants to Buy Yez a Drink" i "Would You Go All the Way" ze świetnej płyty "Chunga's Revenge." Nie były wykonane jak wersje oryginalne, ale zespól zagrał je świetnie. Dawnych hitów było więcej. "Daddy, Daddy, Daddy" z "200 Moteli", a po nim "What Kind of Girls Do You Think We Are," którego wykonanie wszystkich zaskoczyło.

"Dinah Moe Humm" brzmiało o wiele bardziej sensownie gdy partie kobiece śpiewała kobieta. Gdy skończyli grać tę piosenkę, niemal natychmiast przeszli do przeboju z lat pięćdziesiątych Nervous Norvus "Stranded in the Jungle.". Terry Bozzio wziął mikrofon by zaśpiewać "You're So Cute," naprawdę mocny kawałek przypominający wykonania Dona Brewer'a z Grand Funk.

"Nie czujecie żadnego dyskomfortu, prawda?" spytał Zappa. Po czym zespół zagrał awangardowy klasyczny utwór pod tytułem "Discomfort", skróconym do "T" [są to w zasadzie wokalno-instrumentalno improwizacje do piosenki "I'm So Cute", a nie osobny utwór]. Wokal przypominał dzieła idola Zappy Edgara Varèse. Potem szybko zagrali bluesowy "My Guitar Wants to Kill Your Mama" i skróconą wersję "Apostrophe."

Na bis Zappa powrócił znowu do "Chunga's Revenge" grając niesamowite "Road Ladies," drugim utworem był "Cruisin' for Burgers" z "Uncle Meat." Zappa zagrał długie gitarowe solo udowodniając, że należy do czołówki wirtuozów tego instrumentu, potem był szybki przeskok do "Camarillo Brillo" a koncert zakończył rockowy "Muffin Man."

Za kulisami, przed koncertem, Zappa spędził sporo czasu na odpowiadając na pytania dziennikarzy. Mówił o swoich projektach, tych przyszłych i tych aktualnie realizowanych. Powiedział, między innymi, że jego program telewizyjny był pokazywany w czasie najlepszej oglądalności w kilku krajach Europy, ale tu w Sanach nikt nie chce się go tknąć. Zakończył prace nad płytą orkiestrową, ale "Columbia Masterworks nie chce zgodzić się na moje warunki," wyjaśnił, "i nie będą tego wydawali." Zappa nie jest już związany z DiscReet i Herbem Cohen'em, a on sam niedługo powie adios Warner Brothers, jak tylko nadarzy się ku temu okazja. Realizacja jego 12-płytowego zestawu jest wciąż możliwa, ale Warner chce wydawać "płyty, które przyniosą zysk"; oczywiste jest, że taki zestaw nie sprzedałby się w milionach egzemplarzy. Jeśli chodzi o jego pracę producenta, to powiedział, że wiele grup i inwestorów chciałoby wynająć go do pracy przed stołami mikserskimi, ale takie projekty już go nie interesują. Zgodził się z oceną recenzenta, że w jego pracy nad płytą Grand Funk musiał zajmować się raczej usuwaniem kiepskiego materiału niż wzbogacaniem brzmienia płyty.

Frank Zappa jest zadowolony z obecnego zespołu, wspaniały skład muzyków i cudownych indywidualności. Patrick O'Hearn zagrał dziś na próbie chyba najlepiej w swoim życiu wykonując w duecie z Zappą, całkiem bez przygotowania, "So What" Miles'a. Ostoją zespołu jest perkusista Bozzio, pierwszy rockowy bębniarz w zespołach Zappy od pięciu lat. Eddie Jobson miał niełatwe zadanie po odejściu George Duke'a, ale braki w funku nadrabia entuzjazmem. Korzysta z okazji rozwoju swoich umiejętności, jakiej nie miałby w zespole Briana Ferry.

Sam zespół też jest zadowolony z Franka. Rozmawiając z Rayem White'em, powiedziałem, że gdybym był muzykiem, granie z Frankiem byłoby dla mnie priorytetem. Ray odpowiedział "Czuję dokładnie to samo." Bianca powiedziała, że bycie w tym zespole to wielkie wyzwanie i szansa zarazem. Tampa też powinna być zadowolona, publiczność doświadczyła wspaniałego koncertu w wykonaniu wybitnych muzyków. Dobrą wiadomością jest też to, że w i-Blan Productions mamy nowego promotora, któremu zależy na dobrej jakości rozrywce w Bay Area.

Drogi Franku Zappa: Prosimy byś nie czekał kolejnych dwóch lat zanim znowu nas odwiedzisz!

Jest to recenzja koncertu w Fort Homer Hesterly Armory, 14 października 1976. Nieco szersza wersja tego artykułu wraz ze zdjęciami z koncertu znajduje się na stronie tieyourshoesreviews.com.