home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Krótka recenzja płyty The Best Band You Never Heard In Your Life. Napisał ją Adam Szulc, a ukazała się ona w numerze Jazz Forum z grudnia 1993 z Zappą na okładce i dwoma artykułami jemu poświęconymi w środku - Święty Franciszek z Baltimore Andrzeja Dorobka i Czy Zappa należy do świata muzyki Bogdana Chmury. (skany - AFKA)


FRANK ZAPPA

• THE BEST BAND YOU NEVER HEARD IN YOUR LIFE

Barking Pumpkin Records CDZAP 38

I              płyta: Heavy Duty Judy; Ring of Fire: Cosmic Debris; Find Her Finer; Who Needs the Peace Corps?: I Left My Heart in San Francisco; Zomby Woof: Bolero: Zoot Allures; Mr. Green Genes; Florentine Pogen: Andy: Inca Roads; Sofa.

II             płyta: Purple Haze; Sunshine of Your Love: Lets Move to Cleveland; When Irish Eyes Are Smiling; Godfather Part II Theme; A Few Moments with Brother A. West: The Torture Never Stops, część I; Theme from Bonanza: Lonesome Cowboy Burt; The Torture Never Stops. część II; More Trouble Every Day; Penguin in Bondage; The Eric Dolphy Memorial Barbecue; Stairway to Heaven.

Muzycy: Zappa, gitara solowa, syntezator, śpiew; Ike Willis, gitara rytmiczna, syntezator, śpiew; Mike Keneally, gitara rytmiczna, syntezator, śpiew; Bobby Martin, instr. klawiszowe, śpiew; Ed Mann, wibrafon, marimba, elektroniczne instr. perkusyjne; Walt Fowler, trąbka, flugelhorn, syntezator; Bruce Fowler, puzon; Paul Carman, saksofon sopranowy, altowy i barytonowy; Albert Wing, saksofon tenorowy; Kurt McGettrick, saksofon barytonowy i basowy, klarnet kontrabasowy; Scott Thunes, gitara basowa, mini-Moog; Chad Wackerman, perkusja, elektroniczne instr. perkusyjne.

Nagrano podczas koncertów w Europie i Stanach Zjednoczonych luty — czerwiec 1988 r.

Na początek cytat. „Do tej pory jednak tylko Frank Zappa odkrył w rocku — jeśli można to jeszcze nazwać rockiem — możliwości muzyczne, które poziomem i charakterem odpowiadają osiągnięciom wielkich mistrzów bigbandowego jazzu" (Joachim Ernst Berendt, „Wszystko o jazzie"). Tuzin muzyków tworzących efemeryczną orkiestrę występującą podczas zarejestrowanych w kilkunastu miejscach koncertów, to znakomici profesjonaliści. Jedynie puzonista Bruce Fowler, długoletni partner Zappy, był mi znany skądinąd (występował w Polsce z orkiestrą Louisa Bellsona), ale wszyscy mają w małym palcu historię rocka, jazzu i paru innych gatunków muzycznych.

Orkiestrze oczywiście daleko do soczystych brzmień Neila Heftiego czy Thada Jonesa, bliżsi są jej z pewnością Gil Evans i Carla Bley. Często pojawiają się nietypowe unisona, np. trąbki i barytonu, jest sporo zabawy elektroniką i instrumentami perkusyjnymi. Zappa to erudyta jakich mało, studiował muzykę współczesną, zna doskonale Edgara Varese, Pierre Bouleza (jedna z jego płyt nosi tytuł, przewrotny jak zawsze, „Boulez Conducts Zappa"), Krzysztofa Pendereckiego, luminarzy free jazzu i, rzecz jasna, rocka. To wszystko słychać w perfekcyjnie realizowanych kompozycjach. Z drugiej strony całość nieco nuży swoją stylistyczną jednorodnością i oszczędnym dozowaniem solówek innych niż leader muzyków. On sam gra często ostrożnym, metalicznym dźwiękiem bez dawnej, hendrixowskiej „mgły", lecz nadal na granicy ryzyka.

Jedynym stricte jazzowym utworem jest The Erie Dolphy Memoriał Barbecue. Po kilku świetnych solówkach instrumentów dętych i fortepianu następuje regularny kocioł rozwiązany przez walczyk Nad pięknym, modrym Dunajem. Właśnie pastisz, groteska, karykatura, a nie wiedza czy talent kompozytorski przysporzyły Zappie najwięcej zwolenników. „The Best Band" nie skąpi ich słuchaczom i tym razem. Kilka pomysłów świadomie przekracza granicę dobrego smaku: dzikie wycie w / Left My Heart... czy mało wyrafinowane żarty z muzyki country w Lonesome Cowboy Burt. Nieco bardziej subtelna jest parodia Johnny'ego Casha w -Ring of Fire, wsparta interesującą orkiestracją. Bawią igraszki słowne w elektronicznej wersji Purple Haze („I kiss this guy" zamiast „I kiss the sky"). Pusty śmiech kończy się gdy orkiestra rozpoczyna Bolero Ravela. Melodia tematu jest realizowana perfekcyjnie, skromna aranżacja fantastycznie przenosi orkiestracyjny zamysł kompozytora i jedynie perkusja w rytmie... reggae sprawia, że nie można traktować tego wszystkiego serio. Podobnie, śmiertelna (do czasu) powaga The Erie Dolphy... pozwala traktować go jako prztyczek skierowany np. w stronę Art Ensemble of Chicago. Jako entuzjasta sztuki Lestera Bowie i jego kolegów nie czułem się ani trochę obrażony. Interesujące byłoby natomiast zdanie miłośników Led Zeppelin po wysłuchaniu przepysznego Stairway to Heaven ze śpiewem balansującym między Barry White'em a operą włoską i solówką Jimmi Page'a przetransponowaną na unisono saksofonów.

Adam Szulc