home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks

jest to fragment mailowej korespondencji pomiędzy Pamela Goldsmith, altowiolistką w orkiestrze Abnuceals Emuukha Electric Symphony Orchestra a Billem Lantz'em.. Tekst oryginalny znajduje się na jego stronie Music is the Best. Jest tam też wiele innych ciekawych informacji związanych z twórczością Franka Zappy 
 

Jerry Kessler poprosił bym wystąpiła razem z nim w kwartecie smyczkowym (elektrycznym), mieliśmy zagrać z Frankiem w ogromnej sali Royce Hall Concert. Wtedy po raz pierwszy miałam do czynienia z przetwornikiem (był to Barcus Berry) i wzmacniaczem (olbrzymi Benson), byłam więc, zważywszy jeszcze na obecność Franka, bardzo zdenerwowana. Cały czas miałam pogłos. Używałam kontroli głośności i pedału wah-wah, raz w czasie próby bawiłam się nimi i próbowałam uzyskać 'vibrato'. Frank podbiegł do mnie z dzikim spojrzeniem mówiąc 'to jest to, tak właśnie musisz tego używać'. I tak zrobiłam. Grałam boso, gdyż tak tylko mogłam wyczuć pedał pod stopą (altowioliści nie używają nóg do grania, wszystko to było dla mnie nowe. Dopiero co ukończyłam Stanford z doktoratem z wykonawstwa muzyki osiemnastowiecznej). W czasie występu, Frank miał kwartet smyczkowy po prawej stronie, z przodu, na skraju sceny, wszyscy byliśmy ubrani w formalne, orkiestrowe ubrania. Tyle tylko, że ja byłam na bosaka. Na pewno pisał z myślą o poszczególnych muzykach, pisząc coraz trudniejsze pasaże, do samej granicy twoich możliwości. W końcu mu powiedziałam, "Frank, nie dam rady grać szybciej". Na co on, 'okay', i było po sprawie. Wszystkim wyraźnie ulżyło, że mnie nie przerażał (tylko ta cała elektronika). Byłam chyba jedyną kobietą w zespole (czy ktoś pamięta? Tak dawno temu to było). Tak, muzyka była bardzo złożona i trudna, ale było to wyzwanie i dobra zabawa. Pamiętam, że Michael Zearott dyrygował świetnie (zmiany metrum były bardzo częste i trudne). Każdy był w szczytowej formie i dostosowywał się do poziomu tej niesamowitej grupy muzyków. Dalszy ciąg potem

Ciąg dalszy: Frank na pewno pisał z myślą o konkretnych muzykach. Ktoś musiał mu powiedzieć, że byłam wtedy w związku z puzonistą, napisał więc duety (w unisono) dla altówki i puzonu. Pamiętam, że oznaczył je jako 'groteskowe'. Świetnie mi się współpracowało z Bruce'm, to doskonały puzonista i jest równie dobry w satyrze. Pamiętam tylko dwa tytuły, Bogus Pomp i Gregory Peccary. W czasie koncertu Frank podszedł do mikrofonu i zapowiedział widowni, "uważacie, że jestem wspaniałym kompozytorem, ale prawda jest taka, że każdy z tych muzyków mógłby zaimprowizować swój własny utwór i byłby on równie interesujący, pozwólmy więc im to zrobić. Zacznijmy od Pam". Odwrócił się i dał mi znak. Wyobrażasz sobie jakie przerażenie wtedy mnie ogarnęło. Podniosłam altówkę i zaczęłam improwizować, coś bardzo awangardowego. (mówili mi później, że brzmiało to trochę jak Ornette Coleman). Potem dał znak innym by dołączyli, pokazywał by grali lub przestali grać, wskazywał zmiany dynamiczne i tak dalej. Kiedy uciszył muzykę (a może był to hałas), publiczność zawyła z zachwytu. Pomyślałam tylko: "Bogu dzięki, że to już koniec -- mam nadzieję, że już nikt nigdy nie każe mi improwizować przed publicznością"!