home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Tekst ukazał się w majowym numerze pisma Jazz w roku 1978. Autorem jest Jerzy A. Rzewuski. (Skany - AFKA)

JEAN-LUC PONTY
Przy omawianiu twórczości Jean-Luc Ponty'ego, bardzo często pomija się album „Jean-Luc Ponty/Stephane Grappelli" nagrany w grudniu 1973. Ponieważ ukazał się on dopiero w 1976 roku, we wcześniejszych opracowaniach przyjęto, że punktem zwrotnym w karierze skrzypka stała się wizyta w USA w 1969/70 i nagrania dokonane wtedy dla wytwórni World Pacific. Taki pog!qd był wtedy naturalnie usprawiedli­wiony, obstawanie jednak przy nim po ukazaniu się „Ponty/ Grappelli", niezbyt chlubnie świadczy o elastyczności histo­rycznego myślenia u krytyków. Amerykański debiut w 1969 roku był naturalną konsekwencją nieprzeciętnego talentu młodego Francuza — wszyscy najwybitniejsi są prędzej, czy później importowani do USA, i to odnosi się nie tylko do muzyków. „Jean-Luc Ponty/Stephane Grappelli, oznaczał zerwanie z dotychczasowymi wpływami: free-jazzem, próbami naśladowania Stuff Smitha i Grappelli'ego („Memorial Jam for Stuff Smith" i „Violin Summit No 2"), muzyką rockową w wydaniu Franka Zappy oraz jazzem, a raczej fuzją jazzu i rocka, Johna McLaughlina. Album ten był pierwszą orygi­nalną propozycją, stopiły się na nim w jedną całość doświadczenia okresu poprzedzającego grudzień 1973 oraz wyraźnie zarysowały się kierunki rozwoju muzycznego Ponty'ego widoczne w jego dzisiejszej twórczości. Spot­kanie dwóch muzyków z tego samego kraju, mających podobne życiorysy, a których dzieliła pozornie nieprzebyta przepaść całego pokolenia, co w muzyce jazzowej odpowiada dwóm różnym epokom historycznym, ma charakter symboliczny: to, że Grappelli zgodził się grać utwory skom­ponowane i zaaranżowane przez swojego ex-ucznia — udzielał mu przecież pierwszych wskazówek jak grać jazz na skrzypcach — jest chyba najlepszym dowodem, jak ocenia jego umiejętności; ze swej strony Ponty nie stara się domi­nować za wszelką cenę nad Grappellim; nie ogranicza jego indywidualności ani możliwości improwizacyjnych. Rezultatem jest wspaniała płyta, mająca charakter wymiany doświadczeń, na której łagodnie przeplata się śpiewność i naturalność Grappelli'ego, przywodząca niekiedy na myśl okres jego współpracy z Django Reinhardtem, oraz elektronicznie przetworzone, lecz również pełne lekkości i gracji brzmienie skrzypiec Ponty'ego.

Ponty i Zappa                                                           Grappelli i Ponty                                                          repr. Piotr Kłosek

Jean-Luc Ponty urodził się 29 sierpnia 1942 roku w Arranches w Normandii. Jego rodzice byli nauczycielami muzyki: ojciec — gry na skrzypcach, matka — gry na fortepianie. Mając trzynaście lat zakończył naukę w szkole o profilu ogólnokształcącym by móc bez przeszkód ćwiczyć na skrzypcach po sześć godzin dziennie. W dwa lata później rozpoczął studia w Conservatoire National Superieur de Musique de Paris. W 1959 roku ukończył naukę z najwyższym wyróżnieniem — Premier Prix. W tym też czasie zaczął odwiedzać paryskie kluby jazzowe, w których występowali expatrianci z USA: Bud Powell, Kenny Clarke, Johnny Griffin i Dexter Gordon. Mimo że po studiach grał on w orkiestrze symfonicznej Lamoureux, zaczął ćwiczyć jazz na klarnecie i saksofonie altowym. Początkowo miało to charakter zabawy, nieszkodliwego hobby muzyka symfonicznego. Fascynacja improwizacją i ograniczenia natury technicznej, spowodowały, że porzucił instrumenty dęte i skupił się na grze na skrzypcach, które miał opanowane najlepiej. Kiedy po raz pierwszy pojawił się na scenie jednego z paryskich klubów posypały się docinki w rodzaju: „czy teraz będzie tango?" i „czyżby miał wystąpić Zacharias ze swymi Czarodziejskimi Smyczkami?". To, że można grać jazz na skrzypcach nikomu nie mieściło się w głowie. Tym większe było więc zaskoczenie, gdy okazało się, że Ponty znakomicie potrafił grać bop i że dobór instrumentu jest sprawą drugorzędną o ile muzyk ma coś do przekazania. W okresie występów w klubach w Paryżu, w skróconym czasie przebył on całą historię jazzu nowoczesnego, wyznaczoną takimi nazwiskami jak Miles Davis czy John Coltrane. Równocześnie odkrył innych skrzypków: Stępha-ne Grappelli'ego i Stuff Smitha.
W latach 1961—64, Ponty występował w zespole Jefa Gilsona. Na rezygnację z pracy w orkiestrze symfonicznej w ostateczny sposób wpłynął ogromny sukces na Antibes Jazz Festival w Juan-les-Pins w 1964 roku. Natychmiast posypały się zaprosze­nia do wzięcia udziału w programie telewizji sztokholmskiej, w nagraniach dla radia w RFN i w Belgii, a także na występy w licznych klubach jazzowych w niemal całej Europie. W 1967 ro­ku John Lewis zaprosił go na pierwszy występ w USA, na festiwalu w Monterey, a Dick Bock z World Pacific Records za­oferował mu nagrania — doszły one jednak do skutku w dwa lata później.
„Należy mieć nadzieję, że Ponty znajdzie swoje stałe miejsce w pejzażu muzycznym USA — ma on wiele do zaoferowania", napisał Dan Morgenstern na łamach „Down Beatu" w 1969 roku. W tymże roku, zarówno krytycy, jak i zwykli miłośnicy jazzu mieli możność poznać Ponty'ego poprzez amerykańską reedycję jednej z płyt z cyklu „Violin Summit", nagranej dla zachodnioniemieckiej wytwórni MPS BASF, na której grali także Stephane Grappelli, Svend Asmussen.i - nieżyjący już w momencie ukazania się tej płyty za oceanem — Stuff Smith. Trudno być niezauważonym występując w tak znakomitym towarzystwie: uznanie dla umiejętności młodego Francuza znalazło natychmiast odzwierciedlenie w ankietach „Down Beatu", w kategorii instrumentów różnych. W opinii czytelników zajął drugie miejsce po Rolandzie Kirku, a w opinii krytyków — pierwsze. Tak wysoka ocena na podstawie zaledwie trzech płyt, które na dodatek ukazały się na przestrzeni jednego roku było wydarzeniem bez precedensu w historii ankiet.


fot. Jurek Drevenberg

W 1970 — już w osobnej kategorii skrzypiec — Ponty zajął obydwa pierwsze miejsca i do chwili obecnej nie oddał swojego prowadzenia. Cytowana nadzieja Morgensterna okaza­ła się proroctwem. Co więcej, czyniąc skrzypce pełnoprawnym, a przy tym niezwykle atrakcyjnym instrumentem jazzowym, uto­rował on drogę wielu innym skrzypkom, takim jak Leroy Jenkins, Noel Pointer, Michał Urbaniak czy Zbigniew Seifert. Tuż po „Violin Summit", ukazała się reedycja jeszcze jednego albumu, „Morę Than Meets the Ear", nagranego we Francji, na którym Ponty grał z weteranami jazzu amerykańskiego, osiadłymi w Europie: trębaczem Carmeil Jonesem i saksofonistą altowym Leo Wrightem (inni muzycy: George Gruntz — p, Guy Pedersen — b, Daniel Humair — dr), oraz dwie płyty na­grane już w USA dla wytwórni World Pacific: „Electric Con-nection" z czternastoosobową orkiestrą Geralda Lewisa, w skład której wchodził m.in. pianista George Duke, oraz „Jean-Luc Ponty Experience" z występu w klubie Donte's z ze­społem Duke'a. Pobyt w Los Angeles był pierwszym etapem wchłaniania Ponty'ego przez rynek amerykański, zakończonym nagraniem albumu „King Kong", do którego muzykę i aranżacje opracował Frank Zappa (z wyjątkiem utworu „How Would You Like" napisanego przez Ponty'ego). „King Kong" wskazuje wyraźnie, że Ponty był zainteresowany połączeniem jazzu i rocka. Nieprzypadkowo rok ukazania się płyty zbiegł się z eksperymentami Milesa Davisa („Bitches Brew"), wkrótce miały powstać Mahavishnu Orchestra i Weather Report. Jazz-rock był naturalną reakcją młodych muzyków na „tradycjonalizm" powielających się w nieskończoność weteranów jazzu i ślepy zaułek, w który wpędzili się zwolennicy zupełnie już niekomunikatywnego free, grający bardziej dla siebie niż dla poważnie przerzedzonej publiczności. Nie należy także zapomnieć, że Ponty dorastał w czasach zdominowanych przez Presleya i Beatlesów — elementy rocka tkwiły tak silnie w jego podświadomości, że byłoby czymś nienaturalnym gdyby się prędzej czy później nie uzewnętrzniły. Ponieważ czas pobytu Ponty'ego w USA był ściśle limitowany, musiał on powrócić do Europy, gdzie królował free-jazz. Brak muzyków, z którymi mógłby kontynuować doświadczenia amerykańskie spowodował, że już w 1972 roku zdecydował osiedlić się na stałe w USA; wkrótce przyjął ofertę Zappy na tournee z Mothers of lnvention. Nietrudno wyobrazić sobie komentarze purystów, zapomnieli oni jednak — bądź też nie chcieli pamiętać — że w Mothers grało wielu muzyków z jazzowym rodowodem: trębacz Sal Marąuez (Buddy Rich), perkusista Ralph Humphrey (Don Ellis), puzonista Bruce Fowler (Woody Herman) i George Duke.
„W ostatnim okresie mojej europejskiej kariery grałem z grupą Experience, która była bardzo free ... nie czułem się w niej dobrze — nie czułem się wolny. Wprost przeciwnie: miałem wrażenie, że coraz bardziej powielałem się. Dlatego też zdecydowałem się powrócić do muzyki bardziej zorganizowanej, bardziej zdyscyplinowanej".
Współpraca z Zappą trwała zaledwie kilka miesięcy - nie mogła trwać dłużej: występy Mothers były swego rodzaju przedstawieniami o silnie zarysowanych treściach społecznych i politycznych, zrozumiałych dla Amerykanów, nieczytelnych jednak dla przybysza z zewnątrz: „...niekiedy graliśmy sporo utworów instrumentalnych, ale niekoniecznie uwzględniających partie improwizowane ... nie miałem dostatecznej swobody. Było wiele akompaniowania i zupełnie obcej mi teatralności". Mimo że po odejściu od Mothers Ponty miał gotowy materiał na własny album, brak muzyków i kontraktu z jakąkolwiek wytwórnią płytową zmusił go do zmiany planów i zaakceptowania propozycji występowania w zreformowanej Mahavishnu Or­chestra Johna McLaughlina. Pomiędzy Mothers i Mahavishnu wystąpił jako solista na festiwalu w Montreux '72, zarejestrowanym na płycie „Sonata Erotica" (wydanej w 1976 roku). Współpraca z Mahavishnu Orchestra - szczególnie podczas koncertów — była swego rodzaju antidotum na nazbyt rygorystyczną dyscyplinę narzuconą przez Zappę wszystkim członkom Mothers. Wbrew pozorom bowiem występy tej grupy nie były happeningami, ale spektaklami o bardzo precyzyjnie opracowanym scenariuszu.
W grudniu 1973 roku, jeszcze w okresie występów i nagrań z McLaughlinem, dochodzi do brzemiennego w skutki spotkania Jean-Luc Ponty - Stephane Grappelli.

Bear me away my soul
Upon the wings of music
Away to those enchanting skies
Where space is bluer and deeper
(motto płyty „Upon the Wings of Musie")

Od 1975 roku Ponty nagrywa dla wytwórni Atlantic - dotychczas ukazały się cztery płyty: „Upon the Wings of Musie", „Aurora", „Imaginary Voyage" i „Enigmatic Ocean" (odpowiednio, w dalszej części tekstu, oznaczone cyframi 1, 2, 3 i 4). Jest nie tylko autorem wszystkich kompozycji znajdujących się na tych płytach, ale także aranżerem oraz producentem. Mimo jazz-rockowego profilu zespołu, Ponty nie utracił charakterystycznej dla swojej gry lekkości i wdzięku, których brak dotkliwie odczuwa się u większości wykonawców tej muzyki; równie rzadko spotykane jest tak idealne wyważenie wszystkich instrumentów, pozwalające na pełne wykorzystanie możliwości i umiejętności każdego z członków zespołu. Dominacja Ponty'ego jako lidera — nie jest to grupa tworząca jazz kolektywnie jak Weather Report czy Oregon - ma charakter twórczy, jest niezbędna do utrzymania dyscypliny. Jego zdaniem, naczelnym obowiązkiem lidera jest widzenie każdej poszczególnej kompozycji w perspektywie całej twórczości. Wyklucza to wszelką przypadkowość mogącą niekiedy przynieść błyskotliwe rozwiązania — z drugiej strony jednak, zabezpiecza równy poziom całej produkcji muzycznej zespołu. Nic też dziwnego, że zarówno konstrukcja pojedynczych utworów, suit jak i układ całości materiału znajdującego się na płytach, może służyć jako wzór dla tych, którym wydaje się, że aby zostać liderem wystarczy mieć jedynie znane nazwisko. „Najpierw sam rozpisuję wszystkie partie instrumentalne, tak jak w muzyce klasycznej. Stopień organizacji zależy od nastroju. W niektórych aranżacjach zaznaczam jedynie zmiany akordowe dla basisty, i perkusiście daję jedynie wskazówkę jakiego typu nastrój chcę osiągnąć — reszcie pozostawiam pełną swobodę. Jeżeli natomiast jest to suita, tak jak „Imaginary Voyage" — której pierwszą część rozpoczynam w sposób iście klasyczny — sam piszę każdą nutę, nawet dla perkusji. Rozpisane partie przynoszę na próby, daję je do przejrzenia i obserwuję jak na nie muzycy reagują. Jeśli przyjęcie różni się od tego czego oczekuję, staram się wytłumaczyć o co mi chodzi. Przypomina to nieco pracę kompozytora muzyki poważnej, dającego orkiestrze symfonicznej wskazówki co do sposobu wykonania utworu. Zrozumienie się jest bardzo istotne. Jednakże w 95% tego co piszę, jest miejsce na improwizacje, które są istotą jazzu. Podaję zmiany akordowe sekcji rytmicznej i na tej strukturze budujemy partie solowe. Ale struktura istnieje".
Większość kompozycji swoją konstrukcją przypomina klasyczne rondo dzięki wciąż powracającemu chorusowi bądź też frazie, wplecionym pomiędzy fragmenty improwizowane o niejednokrotnie różnym metrum, co pomimo zmienności pozwala utrzy­mać jednolitość klimatu całego utworu. Najlepiej ilustrują to takie utwory jak „Upon the Wings of Musie" i „Bowing--Bowing" (1), „Is Once Enough" (2), „The Gardens of Babylon" (3) czy „Nostalgie Lady" (4). Suitę Ponty wprowadził świadomie na dwóch ostatnich płytach — „Imaginary Voyage, I-II-III-IV" (3), „Enigmatic Ocean, I-II-III-IV" i „The Strugg|e of the Turtle to the Sea, I-II-III" (4) — ale starannie przemyślany układ utworów na albumach „Upon the Wings of Musie" (side 1 i side 2) i „Aurora" (side 1), świadczy, że ta forma muzyczna jest mu szczególnie bliska i najodpowiedniejsza do przeniesienia na grunt jazzu.
Tak jak każdy zespół łączący w swojej muzyce elementy jazzu i rocka, Ponty w przeważającej mierze korzysta ze zamplifikowanego instrumentarium — wysuwany jednak zarzut, że używa go bez umiaru jest całkowicie niezgodny z prawdą. Pomijając fakt, że kilkakrotnie sięga do instrumentów akustycznych — fragmenty „Question with No Answer" (1), „Renaissance" i „Lost Forest"" (2) — bardzo często poprzez umiejętne wyko­rzystanie urządzeń przetwarzających i modulujących brzmienie uzyskuje wrażenie akustyczności, zupełnie nie zauważa się całego zaplecza elektronicznego. Najlepszym dowodem na to jest cała druga, niezwykle impresyjna strona „Aurory". Stosowany przez niego echoplex wzbogaca harmonicznie takie kompozycje jak „Waving Memories" (1) czy „Mirage" (4), stając się jak gdyby odrębnym instrumentem natomiast na granych solo na skrzypcach „Echoes of the Future" (1) czy „Wandering on the Milky Way" (3) funkcjonuje jako element rytmiczny (po raz pierwszy Ponty użył echoplexu w ten sposób na występie w Montreux '72 — Lp: „Sonata Erotica")
Poza całkowicie indywidualnymi kompozycjami, Ponty często odwołuje się do tradycji muzycznych, nie tylko najnowszych. Dla przykładu pierwsza część „Renaissance" (2) przypomina nieco utwory klasyczne pisane na skrzypce i fortepian; „Aurora, Part II" ma wyraźnie bluesowy początek; „New Country" (3) jest utworem stylizowanym na country. Wyczucia rytmu w utworach o charakterze rockowym - „Fight for Life" (1) „Tarantula" (3) czy „The Trans-Love Express" (4) mógłby Ponty'emu pozazdrościć niejeden zespół specjalizujący się w graniu rock'n'rolla. Jedyną rzeczą, której Ponty nie uczynił, jest zniżenie się do grania dyskotekowego jazz-rocka, tak jak to od kilku lat robi współpracujący z nim niegdyś George Duke, czy muzyczki popularnej, której dochodowość zwabiła George Bensona. Popularność Ponty'ego — a popularność na Zachodzie mierzy się ilościami sprzedanych płyt — jest zjawiskiem równie pozytywnym jak popularność Weather Report, nie istniejącej już Mahavishnu Orchestra, Chicka Corei czy Milesa Davisa. Jaka jest natomiast opinia krytyków o jego twórczości najlepiej świadczy ankieta krytyków z całego świata, organizowana dorocznie przez „Down Beat".
Jerzy A. Rzewuski
 

Wybrana dyskografia:
More Than Meets the Ear — World Pacific Jazz 20134
Electric Connection — World Pacific Jazz 20156
Jean-Luc Ponty Experience — Pacific Jazz 20168
King Kong - Pacific Jazz 20172
Sunday Walk - BASF 20645
Open Strings - BASF 21288
Sonata Erotica - Inner City 1003
Jean-Luc Ponty/Stephane Grappelli — Inner City 1005
Upon the Wings of Musie - Atlantic SD 18138
Aurora - Atlantic SD 18163
Imaginary Voyage - Atlantic SD 19110
Enigmatic Ocean - Atlantic SD 19136
Z Frankiem Zappą i Mothers of Invention
Over-Nite Sensation - DiscReet MS 2149
Apostrophe (') DiscReet DS 2175
Z Mahavishnu Orchestra
Visions of the Emerald Beyond Columbia PC-33411
Apocalypse - Columbia KC-32957