home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


dwie wersje tego samego tragicznego zdarzenia, jedną spisał Adrian Belew a drugą Phil Kaufman. Jego skutkiem bezpośrednim było to, że Phil Kaufman został kierownikiem trasy u Zappy, a skutki pośrednie to napisanie przez Franka piosenki 'Suicide Chump', w której dość dosadnie wyraża swój stosunek do samobójców, oraz następująca kwestia wygłoszona przez Terry'ego Bozzio w czasie Halloweenowego koncertu w Palladium w 1977:
"Jezu Chryste, jakie ciężkie miałem tourne,
Jezu, kierownik trasy popełnił samobójstwo (och Terry)
Potem moja dziewczyna wypadła z pierdolonego okna (och Terry)
Naprawdę było ciężko..."
która to kwestia została sfilmowana i umieszczona przez FZ w filmie Baby Snakes i która pojawia się też tuż przed "Hands with a Hammer" na płycie YCDTOSA 3.
Teksty i informacje pochodzą z bloga Adriana Belew'a i ze strony United Mutations. (tł. andrzej rogowski) 


Adrian Belew - anegdota 37

Środa, 15 sierpnia, 2007

Anegdota # 37

Czwarty dzień mojego życia w trasie.

W czerwcu 1977 przeprowadziłem się do L.A. by rozpocząć próby u Franka Zappy. Wynająłem zaniedbane, jednopokojowe mieszkanie przy Canyon Drive w Północnym Hollywood niedaleko od słynnego znaku Hollywood. Kto powiedział, że w L.A. nikt nie chodzi na piechotę? Ja chodziłem. Nie miałem samochodu. Szwagier Franka Midget Sloatman był często moim kierowcą i jedynym przyjacielem.

Ciekawa rzecz zdarzyła się w dniu, w którym samotnie jadłem obiat w znanej, najstarszej restauracji w Hollywood Musso's and Frank's. Wcześniej Frank raz zabrał mnie tam na obiad. Do mojego mieszkania był spory kawałek na piechotę, nie miałem nic do zrobienia, po drodze wstąpiłem więc do księgarni. Kupiłem książkę o Elvisie. Niebyt wiele wiedziałem o jego życiu a tę książkę napisał jego ochroniarz Red, jak mówiono, zawsze był blisko Elvisa. Zabrałem ją do domu i zasiadłem do czytania na kanapie. Zasnąłem około drugiej. Następnego ranka wszystkie nagłówki krzyczały:

Elvis nie żyje!

Zmarł tej nocy, kiedy czytałem o jego życiu.

Próby odbywały się w wielkim studiu filmowym przy Melrose Avenue, gdzie kręcono filmy z Flipem i Flapem. Zanim stanęliśmy przed prawdziwa widownią przez 3 miesiące, 5 dni w tygodniu mieliśmy próby. W większość piątkowych wieczorów Frank zabierał mnie do domu na weekend gdzie mogłem zaznajomić się z materiałem na przyszły tydzień. Nie mogę powiedzieć by próby mi się podobały, były długie i męczące. Czułem się jak wyrzutek. Reszta chłopaków wydawała się być stworzona do grania w zespole Franka. Wszyscy czytali muzykę, bardzo dobrze znali jego materiał no i wszyscy mieszkali w LA. Naprawdę doskwierała mi samotność.

Próby ciągnęły się bez końca. Uczyliśmy się pięciu godzin muzyki Zappy! To wielkie studio było dziwnym miejscem, różne rzeczy się tam działy. Raz widziałem jak na niebieskim ekranie kręcili sceny do telewizyjnego serialu o Spidermanie. Dziwnie było patrzeć na gościa czołgającego się po podłodze i jednocześnie widzieć go na ekranie pełznącego po ścianie budynku. Bez końca poprawiali jego pozycje, "podciągnij trochę lewą stopę, stoisz na okapie okna". Innym razem widziałem jak nagrywali reklamę płatków Apple Jacks. Mieli ogromne, 10 metrowe pudło Apple Jack i płatki wielkości krzeseł.

Czasami nie byłem potrzebny w czasie prób. Chodziłem wtedy Melrose Avenue do starego budynku nazywające się Western Costume. Były tam całe piętra wypełnione autentycznymi kostiumami używanymi w wielu znanych filmach. Tam zaopatrywali się filmowcy. Było, na przykład, całe piętro z kostiumami z wojny secesyjnej, całe mnóstwo różnych mundurów i dodatków: buty, binokle, kapelusze, menażki. Wszystko, co widywało się w westernach. Fascynujący sposób na spędzenie godziny albo dwóch.

W końcu, po trzech miesiącach można było powiedzieć, że jesteśmy gotowi na tourne. Pojawiało się coraz więcej ludzi z otoczenia zespołu. Ku radości tych, którzy już z nim jeździli, zjawił się Big John Smothers. Przyjechał też nowy kierownik trasy Ron Nehoda. Wyglądał na fajnego gościa.

Zaczęło się tourne. Mój pierwszy profesjonalny występ miał miejsce w Tempe, Arizona, 8 września 1977. Potem polecieliśmy do San Diego na koncert dziewiątego. Trzeci był w Las Vegas w Aladdin Theatre. Wow! Las Vegas. Było tak ekscytująco jak się tego spodziewałem. Elektryczność w powietrzu i wszędzie pełno świateł.

Aladdin był sporej wielkości kompleksem obejmującym nasz hotel i oczywiście duże kasyno znajdujące się najniższym piętrze. Po koncercie większość z nas tam zaglądała, ja nie zostawałem długo. Żaden ze mnie hazardzista. Okno w moim pokoje nie dawało się otworzyć. Dowiedziałem się dlaczego.

W ekipie Franka był pracownik, jakiego nigdy w żadnym innym zespole nie widziałem: bagażowy. Był nim 19-letni chłopak Pancho odpowiadający za odebranie bagaży sprzed pokoju hotelowego i dostarczenie ich na lotnisko. To był miły dzieciak, ale podobnie jak Rona, ledwie go znałem.

Rankiem po występie w Aladdin Pancho przyszedł około 9 rano by wziąć bagaże. Kiedy zapukał do pokoju Rona nikt nie odpowiedział. W końcu wezwał kogoś z ochrony by ten otworzył drzwi. Ron siedział nieruchomo w wannie pełnej wody i krwi. Miał podcięte nadgarstki. Okazało się, że Ron miał poważny problem z hazardem  i zamiłowanie do kokainy. Poprzedniej nocy był tak naćpany, że przegrał cały zarobek Franka za wieczorny występ (prawdopodobnie około $15000.00). Kiedy wyjęli go z wanny jeszcze żył, powiedział do biednego Pancho. "Opowiem ci o tym potem".

W samolocie  w którym lecieliśmy do Tucson na nasz kolejny koncert atmosfera była gęsta. Pamiętam, że po zameldowaniu w hotelu Frank zwołał nas na spotkanie w pustej sali na dole. Ogłosił tam spokojnie, że Ron zmarł i dodał, że jedyne co możemy zrobić to zagrać koncert wieczorem, chciał byśmy na tym się skupili. I miał rację. Dziwna rzecz: nigdy nie widziałem żadnej informacji w prasie o śmierci Rona. Szukałem czegoś w wiadomościach różnych w Rolling Stone ale... co dzieje się w Vegas.

I tak zaczął się dzień czwarty mojej pracy na tourne.

 

Phil Kaufman:

"Skończyłem właśnie tourne z Emmylou kiedy zadzwonił do mnie znajomy Eddiego Ticknera, który miał coś wspólnego z firmą Zappy. Kierownik trasy Zappy, Ron Nehoda, popełnił samobójstwo.

Było tak, że już w pierwszy wieczór tourne Ron wydał na narkotyki i hazard 10000 dolarów przeznaczonych na wydatki w trasie. Miał poważne problemy z kokainą, w zespole Zappy było to zakazane... Ron podciął sobie żyły na rękach, stopach i w kroczu. Obficie krwawił, Zappa miał pracownika, Pancho, który zajmował się bagażami -- nie taki typowy bagażowy z Vegas, pracował dla zespołu... Usłyszał jęki dochodzące z pokoju. Był z nim John Smothers... John był ogromnym czarnym facetem z łysą głową. Budził respekt. (Miał firmę wynajmującą limuzyny w Baltimore). Pancho i John pukali ale nie było odpowiedzi, zawołali pokojówkę by otworzyła drzwi. Na podłodze, od łazienki do drzwi ciągnęła się struga krwi. Ron leżał jęcząc a John powiedział, "Pancho, zrób mu sztuczne oddychanie usta-usta." A Pancho na to, "Człowieku, on nie potrzebuje powietrza, potrzebuje krwi."

No i w czerwcu 1977 [1] zadzwonił do mnie menadżer Zappy Bennett Glotzer z pytaniem czy mógłbym wieczorem przylecieć do Arizony i przejąć tourne. Powiedziałem, że mogę, ale następnego dnia. Załatwili mi przelot do Baton Rouge gdzie spotkałem Franka. Dostałem teczkę z poplamionymi krwią rachunkami i innymi papierami związanymi z tourne, z którymi musiałem się zapoznać."

[1] był to raczej wrzesień, bo koncert w Baton Rouge odbył się 17 września a w Las Vegas grali 10 września.