home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Tekst pochodzi z lipcowego numeru pisma Jazz z roku 1978. Autorem jest Jarosław Skowroński. (Skany - AFKA)

______________________________________________________________________

Frank Zappa Kontestator

Dzisiaj, w 8 lat po festiwalu w Woodstock, można już chyba uznać ów „heroiczno-kontestacyjny” okres pop-music z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych za definitywnie zamknięty. Co prawda wciąż jeszcze nagrywają niektórzy z „wielkich” tej epoki — choćby Dylan, Emerson, Clapton, Santana czy Zappa — ale ich działalność mieści się już poza głównym nurtem muzyki młodzieżowej drugiej połowy lat siedemdziesiątych — prymitywnej, ale efektownie podanej dyskotekowej funky. Nikt też już nie robi z nich przywódców duchowych „Nowego Narodu”, ich muzyka przestała być przesłaniem ideowym, „kulturową rebelią”. Stała się takim samym towarem jak przeboje Tiny Charles czy Donny Summer. Dla dzisiejszych punk-rockowców są wręcz uosobieniem establishmentu, z którym tak niedawno walczyli. Osiem lat temu pisano: „Rock staje się alternatywą wspólnoty, naszej wspólnoty. Jego siła jest przepełniona naszą walką”. A Donovan tłumacząc posłannictwo tej muzyki mówił: „To jest tak jakby Bóg zszedł na ziemię i wybrał pop, aby stał się wielką silą na rzecz młodości i piękna”.

Wśród wielu dokumentów z tych lat szczególną pozycję zajmują okładki płytowe. Pełniąc funkcję opakowania są one jednocześnie samodzielnymi tekstami mówiącymi wiele nie tylko o wykonawcy i jego muzyce, ale i o formacji kulturowej, w której powstały. Jednym z najciekawszych takich dokumentów „epoki kontestacji” jest okładka sławnego albumu Franka Zappy ,,Freak out!” z 1966 r. Przyjrzyjmy się więc jej bliżej. Spróbujmy odtworzyć przesłanie artystyczne i ideowe jakie zawiera. Przesłanie to można odczytać na dwóch ściśle ze sobą związanych płaszczyznach — wizualnej i słownej, zdjęcia grupy Mothers of Invention, które są zamieszczone na 1 i 4 stronie okładki to typowe przykłady pop-artowej maniery fotograficznej tych lat. Sylwetki muzyków są tu widmowo odrealnione, wypełnione fosforyzującymi plamami. Nad głową Zappy unosi się charakterystyczny komiksowy „dymek” z tytułem i zarazem hasłem płyty — ,,Freak out!". Cóż to jest ,,Freak out? Na stronie drugiej znajdujemy definicje tego pojęcia. Zappa pisze:  

„Biorąc pod uwagę płaszczyznę jednostkową, „Freaking out” jest procesem, za pomocą którego człowiek odrzuca przestarzałe i ograniczające standardy myślenia, ubierania się, etykiety społecznej w celu wyrażania w sposób twórczy swego stosunku do najbliższego otoczenia i struktury socjalnej jako całości.

Mniej spostrzegawcze jednostki odniosły się do nas, którzy wybraliśmy ten sposób myślenia i czucia jak do »freaks« (dziwadeł, pomyleńców) — stąd nazwa Freaking out.

Biorąc pod uwagę płaszczyznę kolektywu, to gdy pewne ilości freaks zbiorą się i wyrażają twórczo, np. poprzez muzykę i taniec, nazywa się to ogólnie freak out. Uczestnicy, będący już wyemancypowani z narodowej i społecznej niewoli, ubrani w swoje najbardziej inspirujące stroje, realizują jako grupa swój potencjał swobodnej ekspresji”. Można by więc przyjąć, że wspomniane już fotografie to także forma swoistego „freakingu” dokonanego w sferze wizualnej. Dzieje się tak przez zerwanie ze zwykłym, realistycznym oddawaniem rzeczywistości, przez ubarwienie jej i uniezwyklenie.

Ta ..przemiana rzeczywistości” nie idzie jednak w kierunku elitarnego abstrakcjonizmu, lecz popularnego, kolorowego komiksu.

Wróćmy jednak do słów Zappy. W jego haśle ,,Freak out!” dwa postulaty wybijają się na plan pierwszy:

1)  Zerwanie z powszechnie przyjętym sposobem widzenia świata, z ogólnie aprobowaną hierarchią wartości.

2) Upowszechnienie spontanicznej twórczości, swobodny rozwój osobowości każdej jednostki.

Nie były to już wtedy, w 1966 r. hasła nowe. Pojawiły się w Stanach pod wpływem europejskich grup kontestatorskich — przede wszystkim „sytuacjonistów”,   To właśnie oni uważali za szczególnie ważne określenie przez Ruch własnego systemu autentycznych wartości. Twierdzili bowiem (tak jak H. Marcuse), że wprowadzenie do świadomości ogółu wartości fałszywych — przy jednoczesnym niestosowaniu ostrych form przemocy — jest charakterystycznym sposobem zniewalania jednostek przez społeczeństwa burżuazyjne.

Ekspresja osobowości jednostek „wyzwolonych” powinna przybierać takie formy, które nie mogłyby być przyjęte przez zwalczany typ kultury. By nie potrafiła ona — jak to formułowali przywódcy francuskiego Ruchu 22 Marca — „przechwycić kontestacji i użyć jej jako nowej formy  kłamstw”.

Tymi sposobami wypowiedzi miały być dla Ruchu: Nowy Teatr, taniec i oczywiście muzyka pop. Niewątpliwie to właśnie ona odegrała największą rolę w rozpowszechnianiu się ideologii kontestacyjnej. Ale z drugiej strony uległa najszybciej komercjalizacji, „przemiałowi” kultury masmediów, która — jak słusznie zauważył Herbert Marcuse — skutecznie niszczy przeciwne poglądy przez uczynienie z nich towaru konsumpcyjnego. Zespoły .Podziemia” – jeśli chciały być propagatorami Ruchu – musiały wyjść z klubów, i nagrywać dla dużych firm płytowych. I w ten sposób zaczynały podlegać prawom muzycznego przemysłu. Pozornie wszystko było w porządku. Muzycy pop grali co chcieli i jak chcieli. Oczywiście — do czasu. Zaczynali coraz więcej zarabiać i coraz więcej zarabiano na nich. Największym chyba paradoksem tej swoistej „kontrkultury” stworzonej na bazie pop-artu było to, że walczyła ona ze „zdominowaną przez pieniądz kulturą mieszczańską” środkami najbardziej na komercjalizację podatnymi.

Całą wizualną symbolikę pop zapożyczono właśnie z reklam, plakatów i komiksów. Powszechna zrozumiałość wypowiedzi artystycznej opartej na tym tworzywie, jej efektowność i opozycyjność wobec sztuki oficjalnej sprawiła, że dokonało się związanie komercyjnego w swej genezie pop-artu z anty-komercyjną ideologią kontestacji. Przyniosło to co prawda niezwykle interesujące efekty — tak w sferze czysto artystycznej jak i socjolo­gicznej.

Ale mariaż taki na dłuższą metę był nie do utrzymania. To rozejście się pop-artu i kontestacji nastąpiło już na początku lat siedemdziesiątych.

Rock stawał się muzyką typowo rozrywkową (oczywiście poza pewnymi wyjątkami), a dawni hippisi przekształcili się w lewaków lub czcicieli Kriszny.

Wróćmy jednak do roku 66 i do naszej okładki. Zamieszczony jest tam także „Życiorys” Zappy, będący kpiną z ustalonych schematów autobiografii artystycznej. Oto co pisze on o sobie i swoich muzykach: „Urodziłem się w Baltimore (stan Maryland) 21 XII 40 r. Wychowałem się w Kalifornii. Jestem samoukiem w dziedzinie muzyki i kompozycji” — i zaraz nazywa te twierdzenia brednią, pustą gadaniną („blah, blah, blah”). Następnie podaje szczegóły bardziej „sensacyjne”: „Gdy miałem 11 lat mierzyłem 5 stóp 7 cali, miałem owłosione nogi, pryszcze i wąsy. Z jakichś dziwnych przyczyn nigdy nie pozwolono mi być kapitanem drużyny soft ballowej. Ożeniłem się mając 20 lat... śliczna dziewczyna, prawie zmarnowałem jej życie. Złożyłem podanie o rozwód i przeniosłem się do mego studia nagraniowego. Połączyłem się z Rayem, Jimem i Royem, planowaliśmy i układaliśmy program przez rok, pracując w piwiarniach”. — I oczywiście zaraz „blah, blah, blah”.

Innym paradoksem pop-artu, tej „sztuki bez przeszłości” jest jej skłonność do swoistej cytatomanii. Tak jak w plastyce modne było wówczas nieustanne mieszanie najrozmaitszych stylów i epok — w innych dziedzinach twórczości, m. in. w muzyce staje się pożądana różnorodność inspiracji. Im ich źródła są od siebie bardziej oddalone — tym lepiej.

Na okładce omawianej przez nas płyty zamieszczona jest lista osób, które miały wpływ na jej powstanie. Liczy ona 181 nazwisk. Sąsiadują na niej Sonny Boy Wiliamson, Maurice Ravel, Arnold Schonberg, Elvis Presley, Ravi Shankar, Brian Epstein, Roland Kirk, Cecil Forsy-the, Salvador Dali, Bob Dylan, An-ton Webern, Edgar Varese, Eric Dolphy, Charles Ives. Ta przedziwna kompozycja pełni nie tylko funkcję znaku pewnej konwencji, sprzeciwu wobec dzielenia artystów na „rozrywkowych” i ..poważnych”. Jest także deklaracją przejęcia pewnej tradycji — tyle, że awangardowej. Owo przejmowanie tradycji przebiega w kulturze Pop w sposób dosyć specyficzny. Przykładem może być tu ogromna popularność w owym czasie Hermana Hesse wśród młodzieży amerykańskiej. Odnajdywała  ona  w  jego  powieściach   protest przeciwko presji mieszczańskiej kultury, hasła poznania własnej psychiki, ciągłego poszukiwania właściwego sobie miejsca w życiu, studiowania myśli Wschodu. Zwracała też uwagę na rolę muzyki w jego książkach. Muzyki będącej czynnikiem wyzwalającym bohaterów z ich kompleksów, pozwalającej na istotne porozumienie z bliźnimi, na zetknięcie z Absolutem. Ale nade wszystko odczytywała „Wilka stepowego” czy „Grę szklanych paciorków”, tak, jakby powstały one w latach sześćdziesiątych, i to specjalnie dla hippisowskiego odbiorcy.

Ahistorycyzm pop-artu przybierał też często” formy humorystyczne choćby w komiksach o sławnych postaciach dawnej Grecji czy Rzymu. Zabawny przykład takiego żartu ze sztuki antycznej znajdujemy na okładce innej płyty Zappy — ,,Grand Wazoo”. Jest tam m. in. narysowany fryz zdobiący „antyczny” pomnik czy obelisk. Przedstawia on wszystkie fazy zachowania popijającego sobie z butelki „starożytnego męża” — od wesołego początku do ... żałosnego końca. Zaś u stóp tego obelisku walczą, bombardując się dźwiękami z elektronicznego instrumentarium egipsko-bizantyjskie wojska Cletusa Avreatusa i Mediokratesa. Na okładce „Freak out!” umieszczono też krótkie omówienia poszczególnych utworów. Niektóre ich fragmenty są bardzo symptomatyczne.

W komentarzu do „Hungry Freaks Dady” znajdujemy takie oto rady: „Zwiej ze szkoły zanim twój umysł, narażony na miernotę systemu edukacyjnego zgnije. Zapomnij o studniówce, idź do biblioteki i ucz się sam, jeśli masz jakieś ambicje...” Utwór „Motherly Love” uznany jest za przebój grupy.

„Śpiewamy go podczas występów na żywo, ażeby powiadomić żeńską publiczność o potencjalnych przyjemnościach, które można było mieć dzięki społecznym kontaktom z nami ...”

Gdy przy innym utworze zwraca uwagę Zappa na jego absolutnie niekomercyjny charakter — dodaje zaraz „Ale lipa!”

Wciąż więc powtarzają się znane motywy—zakwestionowanie systemu edukacyjnego, konwenansów oby czaj owych, kpina z czytelnika i samego siebie. Wszystkie one mogą być uznane za stałe elementy tej specyficznej — choć jakże eklektycznej — kultury jaką stworzył ruch kontestacyjny. Wszystkie one — ale oczywiście także wiele, wiele innych. Jednak celem tych uwag, robionych na marginesie lektury okładki albumu Zappy nie było przecież podanie kompletnej charakterystyki zjawiska nazywanego nieraz młodzieżową kontrkulturą lat sześćdziesiątych.

Chodziło mi raczej o zasygnalizowanie kilku problemów z nim związanych. Sądzę, że i przy bardziej szczegółowym ich analizowaniu okładki płytowe byłyby także pomocne.

Jarosław Skowroński