home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Dobywanie złotych samorodków
 
(tł. andrzej rogowski)

Daniel Felsenfeld
andante, grudzień 2001

Docenienie Franka Zappy jako kompozytora

Dziwny to obraz: Frank Zappa siedzący obok Pierre Bouleza. Boulez czarujący i dobrotliwy, Zappa, owłosiony i wychudzony, ze skrzyżowanymi nogami, na swój sposób przerażający. Lecz pomińmy kwestię wyglądu, tych dwóch artystów tak samo wiele łączyło jak i dzieliło: Zappa, zbuntowany ikonoklasta z gitarą, w jednej osobie Brecht, Weil, Spike Jones (tą listę można by jeszcze długo ciągnąć), poszukujący akceptacji akademików i jednocześnie ją wyśmiewający; Boulez, ikonoklasta pod swoją własną marką, obdarzony legendarnych uchem jak i równie legendarną artystyczną furią.

Teraz, dziesięć lat po śmierci Zappy, nikogo już nie dziwi myślenie o nim jako o kompozytorze muzyki koncertowej. Widzieliśmy jak wraz z upływem czasu zmieniał się, co często przecież się zdarza, z młodego gniewnego rockmana w coraz bardziej poważnego, nobliwego artystę. Za swoich młodych lat – poza pojedynczymi koncertami, jakie jego zespół dał z Zubinem Mehtą i Orkiestrą Symfoniczną Los Angeles (które to Frank rozpoczynał mówiąc ‘Wal śmiało, Zubin!) – Zappa postrzegany był jako muzyk rockowy, ktoś kogo nie podejrzewa się o to, że nocną porą, w zaciszu swego pokoju zapisuje muzykę (‘kropki na papierze,’ jak zwykł mawiać).

Jedną z rzeczy najbardziej godnych podziwu, gdy chodzi o muzykę koncertową Zappy, zapominając na chwilę o jego nowatorstwie i estetyce, jest sam ogrom jego dzieła. Podobnie ja Mozart albo Beethoven przed nim (i proszę wybaczyć porównanie, które może niektórych rozsierdzić), prowadził życie całkowicie poświęcone, na sposób nieomal klasztorny, muzyce: nigdy nie poddał się rujnującym pokusom, które aż za często towarzyszą sławie, i których ofiarami stało się wielu mu współczesnych muzyków rockowych. Bo przecież czas, który spędziłby odurzony narkotykami czy alkoholem, byłby czasem straconym dla komponowania. Zamiast więc stać się kolejną ofiarą kontrkultury (w której uczestniczył, i którą pomagał tworzyć, z której jednak cały czas zajadle się naśmiewał – typowa dla Zappy dychotomia), pracował nad swym warsztatem, pisząc skomplikowane ‘utwory’ dla swego niezwykle uzdolnionego zespołu i nie angażując się w zarabianie milionów na piosenkach o miłości i chwytliwych przebojach.

I jest jeszcze różnorodność dzieła Zappy: ‘opery’ takie jak ‘Joe’s Garage’, ‘Thing Fish’ oraz ‘Uncle Meat’, nagrania jazzowe: ‘Hot Rats’ i ‘Jazz from Hell’, albumy czysto rockowe jak ‘We’re Only In It For The Money’ i ‘Freak Out!’; niezliczone nagrania koncertowe jak ‘Broadway The HardWay’ oraz cała seria *You Can’t Do It On Stage Anymore’. Lecz najbardziej intrygujące, przynajmniej dla dzisiejszej publiczności, są płyty ‘Frank Zappa Conducts the London Symphony Orchestra’, ‘Strictly Genteel’ oraz ‘The Yellow Shark’. Prezentują one Zappę jako ‘poważnego’ kompozytora, i obejmują spuściznę, która w nawet najbardziej awangardowych z awangardowych wzbudzić może zazdrość – szczególnie dlatego, że Zappa był nieokiełznanym rockmanem bez żadnego poważnego akademickiego wykształcenia (pomijając kilka lekcji z teorii kompozycji). Lecz właśnie ten przedstawiciel plebejskiej większości na nowo zdefiniował pojęcie ‘długowłosej’ muzyki, wprowadzając poważną kompozycję w pokolenie po-hipisowskie.

‘Duża część muzyki znanej szerokiej publiczności została pierwotnie napisana na orkiestrę,’ mówi Gail Zappa, wdowa po artyście a także strażniczka jego spuścizny, ‘ale (poszczególne utwory) były rekonstruowane i dostosowywane do zespołu jakim w danym momencie dysponował Frank.’ Pod koniec życia Zappa dokonał zwrotu od zapisu nutowego ku pracy z Synklavierem. Ale do samego końca, używając wszystkich dostępnych sił i środków poświęcał cały swój czas na komponowanie muzyki. W swojej książce, The Real Frank Zappa Book, (która jest czymś pomiędzy spowiedzią, manifestem a poradnikiem jak żyć) pisze: "‘Czym zarabiasz na życie, tato?’ Gdyby któreś z moich dzieci zadało mi takie pytanie, to odpowiedź musiała by być: ‘To czym się zajmuję, to komponowanie.’” I dalej pisze tak: „Uwielbiam stawiać małe czarne kropki na papierze nutowym. Siedziałem nieraz po szesnaście godzin, zgarbiony na krześle, z butelką atramentu, rysując kreski i kropki. Nic nie mogło mnie odciągnąć od stołu. Odrywałem się od tego tylko po to by napić się kawy albo coś zjeść, cały pozostały czas, a trwało to tygodniami i miesiącami, byłem przykuty do tego krzesła, pisząc muzykę.”

To właśnie w swych ‘klasycznych’ albo też ‘artystycznych’ kompozycjach Zappa najczęściej ukazywał swoją poważną stronę – a posiadał ją z pewnością. Już na swoich pierwszych płytach ‘Freak Out!’ i ‘Lumpy Gravy’ muzycy w studiu wykonywali swe partie z zapisu nutowego i słychać tam odniesienia do twórczości Strawińskiego, Bartoka i Varese w ‘piosenkach’ takich jak ‘Help I’m a Rock’ oraz w muzycznej historii groupie zwanej Suzie Creamcheese. Niedawno powtórnie wydana płyta z 1999 z udziałem Ensemble Modern zatytułowana ‘Everything is Healing Nicely’ (...), przeznaczona jest głównie dla najzagorzalszych fanów, lecz również ci zainteresowani ‘kropeczkami’ Zappy także chętnie jej wysłuchają. Jest ona z premedytacją niedopracowana, zestaw pierwotnych nagrań dla tych, którzy cenią wysoką sztukę, lecz jest to też to, co w dużym stopniu stanowi o jej uroku. Można tam usłyszeć jak Zappa układa się z Ensemble Modern, precyzyjnie instruując tych wybitnych muzyków, w jaki sposób powinni grać. Posłuchajcie ożywczej melodii w ‘Amnerika Goes Home’ – Zappa ironista, który nigdy nie napisał piosenki miłosnej, potrafił, jak mało kto, pisać zapierające dech w piersiach melodie. Jest ona tak piękna, tak długa i tak przypominająca Pucciniego, że trudno nie zastanawiać się, czego mógłby on dokonać, gdyby jeszcze bardziej poświęcił się muzyce koncertowej.

„Współczesny kompozytor odrzuca śmierć.” Te słowa Edgara Varese, idola Zappy, są słuszne po dziesięćkroć w jego przypadku. On nie zgadza się umrzeć, na pewno nie w swoim dziele: głębia spuścizny Zappy wciąż jest odkrywana. Z głębin ‘skarbca’, w piwnicznych pomieszczeniach z regulowaną temperaturą w jego domu w Południowej Kalifornii, wydobywa się na powierzchnię setki nowych utworów. Niektóre z nich są utworami kompletnymi, inne to tylko ‘samorodki’, fragmenty. Według Gail Zappa, "’Samorodek’ jest zdefiniowanym terminem, często przez Franka używanym. Z pewnością odnosił się on do czegoś wyjątkowo ładnego, do czegoś, co było samą esencją utworu.” Tak więc, w zapełnionym taśmami skarbcu Franka odkrywanych jest właśnie około 400 nowych utworów. Są to "kompozycje częściowo zakończone”, mówi Gail. "Plan, zapoczątkowany przez Franka był taki, by wydobyć niektóre z tych utworów i jeśli Dweezil (syn kompozytora), albo Todd Yvega, daliby się nakłonić, mogłyby być one ukończone i wydane.” Dobra to wiadomość dla uzależnionych od Zappy (a duża to i ciągle rosnąca populacja), zwłaszcza kiedy muzyka ta stanie się ogólnie dostępna. Ale kiedy się to stanie i jak będzie ona brzmiała?

Sprawdź ofertę nowojorskiej firmy Sozo Arts, firmy wydawniczej, która pracuje nad upowszechnieniem dzieła Zappy. Lecz nie nazywaj firmą wydawniczą rozmawiając z Gail Zappa, która, podobnie jak jej mąż, ma ustaloną opinię o takich instytucjach. "Nienawidzę firm wydawniczych,” mówi. "Podoba mi sam proces publikacji, gdy coś jest prezentowane publiczności po raz pierwszy i staje się dostępne, dlatego, że wypełniło się formularze chroniące prawa autorskie. Lecz gdy wchodzi się głębiej w ten biznes, to zaczynają się schody, gdyż większość ludzi oraz organizacji reprezentujących interesy wydawnictw stoi w sprzeczności z interesami osoby twórcy.” Sozo będzie działać jako agent, wydawnictwo oraz jako izba rozrachunkowa i dystrybutor całego dzieła Zappy (jak również i innych kompozytorów), lecz będzie zachowywać przestrogę Gail w pamięci. Ma być to organizacja prowadzona prze kompozytorów i dla kompozytorów.

Dlaczego więc Zappa, zdecydowanie łyżka dziegciu w beczce miodu, dziesięć lat po swojej śmierci wciąż nie poddaje się opisowi? I mówiąc bez ogródek, co sprawia, że o tej tak przecież bardzo publicznej osobie wciąż tak trudno jest pisać? Był on talentem – czymś nawet więcej niż cały zestaw talentów – niemożliwym do zdefiniowania. Jest artystą, którego się kocha nienawidzić i nienawidzi by kochać; opinia środowiska muzycznego o nim zdaje się zmieniać z dnia na dzień. Sztuka Zappy uzyskała akceptację Bouleza, lecz przez te wszystkie lata od śmierci Franka gdy jego dziedzictwo stawało się coraz bardziej klarowne i znane, jego miejsce w świecie muzyki klasycznej coraz silniej wymyka się klasyfikacji.

Jest jeszcze jedna fotografia na okładce płyty ‘Everything is Healing Nicely’, która mówi o nim nawet więcej. W tle, Ensemble Modern odbywają próbę; przed nimi dyskretnie zasiada Zappa, tyłem do nas, za stołem zarzuconym niezliczonymi kubkami kawy, papierosami i popielniczką. Słucha, na miejscu przeznaczonym kompozytorowi – nie prowadzi orkiestry, nie skupia na sobie uwagi, po prostu siedzi tam z nutami skoncentrowany na pracy zespołu.

Ale jest bardzo prawdopodobne, że gdzieś w głębi jego mózgu czai się myśl dla wiele artystów typowa: chciałby pewnie być teraz w domu i tworzyć muzykę. To wszystko, czym ten człowiek się zajmował. Można go lubić albo nie, można zgadzać się lub nie z jego poglądami na politykę czy estetykę, irytować może stan stałego ‘wkurzenia’, który zdawał się go nigdy nie opuszczać, lecz obdarzył on nas hojnie ogromem mistrzowsko dopracowanej oryginalnej muzyki. Jest to tyle ile może być powiedziane o każdym wielkim artyście.

Dzięki, Frank.