home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks

Autorem eseju jest Karol White

Dinah-Moe Humm

Podobnie, jak prawie we wszystkich dziełach Franka Zappy o charakterze satyry społeczno-kulturowej, Dinah-Moe Humm („dajna-moł hamm”) odnosi się do pewnych „syndromów” pewnego okresu w kulturze (czy pop-kulturze) amerykańskiej w sposób – choć wysoce samodzielny i oryginalny – jednak specyficznie amerykański. W Polsce dobry przykład takiej specyfiki kulturowej przekazu moim zdaniem można znaleźć,  np. w filmach typu „Rejs” lub „Miś”. Człowiek nie znający od środka polskiej rzeczywistości tamtych czasów po prostu nie wyłapie pewnych odniesień i niuansów; zapoznawszy się z nimi 'od zewnątrz' może lepiej zrozumieć te elementy, ale nigdy nie odbierze Himmilsbacha tak, jak Polak lub człowiek, który tu sporo czasu spędził w odpowiednim okresie ( - znając język oczywiście, i żyjąc wśród Polaków). Nie mniej myślę, że jak się bardzo człowiek interesuje jakąś dziedziną twórczości ( - nie używam tego sformułowania wyłącznie z powodu odniesienia się do dziedziny filmu; samego Franka Zappę uważam bowiem za pewnego rodzaju dziedzinę twórczości ) poznawanie takich szczegółów – nawet od zewnątrz – może pogłębić w ciekawy sposób nie tylko samą wiedzę o danym dziele, ale w jakiś sposób również jego odbiór.

Zanim się poruszy sprawy 'syndromów', odniesień, kontekstu itp., trzeba powiedzieć, że w tej piosence ogromną rolę ( - nawet w stosunku do wielu innych tekstów FZ ) ma wesoła, absurdalna gra słowo- i rymotwórcza, z podtekstem erotycznym – czy raczej parodii erotycznej. Gra słów się zaczyna już od samego tytułu, gdzie wyrażenie ‘dynamo hum’ – czyli troszkę śmiesznie sformułowany zwrot ‘szum turbiny’ [i] – zostaje przemienione, na podstawie brzmienia, w imię (czy w imię i nazwisko – jak kto woli) wymyślonej postaci kobiecej:

Dinah – dość standardowe imię kobiece, już troszkę rzadziej spotykane, niż kiedyś; jest nawet słynny standard jazzowy z ery swingu o takim tytule.

Moe –    imię przeważnie męskie, często pisane bez litery ‘e’ – coś w stylu ‘Dyzio’[ii]. Spotyka się w formie ksywki albo elementu bądź ‘przyklejki’ do ksywki, najczęściej w odmianach slangu afro-amerykańskiego ( - jak np. u słynnego rapera Keb Mo).
W tym, jak i w innych dialektach amerykańskich, np. w stanach na południu, słowo ‘more’ - czyli ‘więcej’ – wymawia się w prawie identyczny sposób (‘moł’). Ta dwuznaczność brzmieniowa zostaje wykorzystana przy samym końcu piosenki, kiedy powtarza się tylko ‘Dinah-Moe’, poprzedzone gdzie niegdzie słowami „i jeszcze...” czy „i trochę...”.

Humm - Przez jedno ‘m’ znaczy ‘szum/mruczenie’, lub ‘szumić/mruczeć’ ( - znaczy również ‘nucić’, ale to nas tu nie obchodzi). Można chyba stwierdzić, że brzmienie wydłużonego ‘mmmmmm’ (czyli mruczenie), oprócz naśladowania dźwięku pracy urządzenia elektrycznego, kojarzy się na ogół z przyjemnością - niekoniecznie, lecz również seksualną - czy jej wyrażaniem  („hummmmm....”). W slangu brytyjskim jest nawet wyrażenie ‘hummer’, określające pewne ‘dzieło czynu’ znane w potocznej polszczyźnie jako ‘lodzik’.  ( a może – „wykonać ‘mruczaka’”...?)

Jeśli chodzi o jakieś ‘przesłanie’, czy jak tam – ja tę piosenkę odbieram jako takie ‘wystawianie języka’ na jedną z wielu odmian czegoś, co jest chyba syndromem ogólno-ludzkim, ale które w USA najczęściej potrafi przejść do wymiaru groteski. Chodzi mi o zjawisko, w którym tworzy się koło jakiejś sprawy – często słusznej – jakiś mniej lub bardziej głośny (czy radykalny) odłam ‘kwazi-polityczny’. Jest np. sprawa gejów: są całkiem słuszne argumenty przeciwko dyskryminacji na podstawie tego, co dorośli ludzie sobie sami robią w domku, itd.; niesprawiedliwości należy się przeciwstawiać w sposób inteligentny i skuteczny. Ale są odłamy tego ruchu, które ‘upolityczniają’ sprawę dla własnych potrzeb; niby ‘ostrzej’ się przeciwstawiają niesprawiedliwości, niż ci ‘mniej odważni’, ale tak naprawdę to lubią po prostu do SIEBIE przyciągać uwagę [iii]. To tak poniekąd, jak ze sprawą polskiego rolnictwa i pewnym szarlatanem ( - którego nazwisko ma brzmienie identyczne do angielskiego wyrazu, który jest odpowiednikiem słowa 'trędowaty' ), który nie raz przyczynił się do zakorkowania ruchu drogowego w niektórych częściach Kraju.

            Frank Zappa właśnie dobrych kilka tekstów napisał, które wyśmiewały takie zjawiska. Teksty te często źle zostały zrozumiane, przy czym nieraz posądzono go między innymi o nienawiść do kobiet, żydów, gejów - ale jeśli Frank jakąkolwiek ‘nienawiść’ wyrażał do czegokolwiek w swoich tekstach, to było raczej do ignorancji, fałszu i idiotyzmu.

            W Stanach w latach 70-tych następowała pewnego rodzaju ‘liberalizacja obyczajowa’ w ‘mainstream’owym’ społeczeństwie, którą można ująć w kategoriach ‘trzęsień następczych’ po burzliwym okresie lat 60-tych. Jeden z wielu ruchów społecznych, które miały wtedy swoje głośniejsze momenty był tzw. ‘Women’s Lib(eration)’, czyli ruch wyzwoleńczy kobiet. Kobiety oczywiście miały już wtedy wszelkie prawa obywatelskie, ale chodziło o pożegnanie się na dobre z ‘archetypiczną kobitką’, gotującą oraz wychowującą dzieci w domu, i robiącą niewiele poza tym. Do początku lat 70-tych, rzeczywiście - w oczach wielu z tradycyjniej myślących amerykanów – to, żeby kobieta wybrała bardziej samodzielny tryb życia niosło ze sobą pewien ‘stygmat’. Zresztą w zakładach pracy wszelakiego rodzaju pozycje, do których się dopuszczało kobiety były dość ograniczone – jeśli nie przepisowo, to po prostu wskutek długoletniej tradycji (e.g. - recepcjonistki, itp.). Idea tego ruchu była jak najbardziej słuszna, bo sporo było niesprawiedliwości, której trzeba się było przeciwstawić, i dzięki niemu wiele się zmieniło na lepsze. No, ale – jak to w Stanach – były te odłamy ‘groteskowo-bufońskie’: demonstracje, podczas których się odbywały masowo-ceremonialne spalania staników, i różne takie. Były właśnie odłamy, które – wydawałoby się - chciały udowodnić, iż kobieta jest z natury istotą lepszą od mężczyzny. Słowem – klasyczna ‘przewałka w drugą stronę’.

            I tu właśnie dochodzimy do kontekstu, czy domyślnej treści omawianego dzieła. Zaznaczam, że mogę się mylić; gdy ‘Dinah-Moe Humm’ (czy album ‘Overnite Sensation’) wyszło, miałem w końcu tylko 9-10 lat. Powiem więc tak: Wydaje mi się, że pani Dinah-Moe symbolizuje ww. przewałkę, wyzywająco zaczepiając bohatera gadką typu „ - chodź tu, szmaciarzu, założę się nawet, że mnie, Kobietę Wyzwoloną, nawet nie potrafisz zadowolić, ponieważ Ty, Mężczyzna Pokonany, jesteś niczym!”. Zappa, zamiast polemizować czy w jakiś sposób przedstawiać argumenty na to, że ten radykalny feminizm jest czymś śmiesznym, właśnie wyśmiewa go przez pryzmat świńsko-humorystycznej relacji faceta o tym, jak przelatuje ww. Kobietę i jej siostrę - czyli w sposób jak najbardziej obraźliwy dla wyznawców radykalnego ( - czy nawet nie aż tak radykalnego) feminizmu. Tacy ludzie (tzn. 'radykałowie na pokaz' wszelkiej maści) nigdy w życiu nie potrafiliby się pośmiać z takiego tekstu, gdyż właśnie cierpią na to, że nie potrafią – ani na sekundę – śmiać się z SIEBIE. W dzisiejszych czasach ten syndrom się w Stanach nazywa 'political correctness'.

            Przy okazji generalnie nabija się trochę z obyczajów panujących wtedy w pewnych jakby 'post-hipisowskich' środowiskach młodych Amerykanów - gdzie to, co zostało po hipisach niewiele miało wspólnego z jakimiś ideałami - odnosząc się na przykład do odurzania się jako rzecz niezbędna do tego, żeby się do czegokolwiek 'wczuć'.

           

            Kochani, chyba będzie tego - brakuje czasu, żeby to skończyć..... Chciałem jeszcze coś ponawijać na temat cyrkonowych pincetek itp., ale na razie mam za dużo spraw na głowie. Wystarczy chyba powiedzieć to, co wiemy wszyscy – czyli że Franek był po prostu jajarzem par excellence. W końcu to przede wszystkim nas zafascynował 'nośnik' jego przeróżnych spojrzeń na ten zwariowany świat, czyli MUZYKA, której są w sumie dwa rodzaje, jak to trafnie powiedział Duke Ellington: „... dobra, oraz Tamta”.

 

Wesołych Świąt!

 



[i] - Drobiażdżek dla Zappologów – kolejny przykład tzw. ‘koncepcyjnej ciągłości’ (conceptual continuity), akurat chyba niezamierzonej (chociaż kto wie?): Zwrot ‘dynamo hum’ (w sensie turbiny) pojawia się w literaturze Franka dobrych kilka lat przed nagraniem płyty ‘Overnite Sensation’, bo w tekście z 1968 r. opisującym scenariusz  niezrealizowanego filmu ‘Uncle Meat’, można przeczytać –

„Jedziemy przez pustynię, zmierzając ku ogromnej zaporze hydroelektrycznej. Turbinowy szum wzrasta, im bardziej się zbliżamy...”.

Samo sformułowanie ‘dynamo hum’ – choć jest w zasadzie poprawne – już ma właściwości humorystyczne. To tak, jak by się po polsku określiło ‘szum turbiny’ mianem ‘turbin-O-szum’ albo coś takiego. Podejrzewam, że pierwotny ‘słowotwór’ miał już za sobą bogatą historię okolicznościowych użyć i skojarzeń w folklorze grona Zappy, gdy powstawała koncepcja ‘Dinah-Moe Humm’.

[ii]

 - Niniejszym oznajmiam, iż nie pragnę nikogo o tym imieniu obrażać tym porównaniem. Mam wujka o tym imieniu, który jest wspaniałym, inteligentnym człowiekiem spoza sfer robotniczych. Osobiście staram się unikać myślenia w kategoriach stereotypów, ale istnieją jednak w każdej społeczności – bez względu na to, czy trafne czy nie - pewne potoczne skojarzenia. Usiłuję tu tylko przedstawić jedno z takich skojarzeń społeczności amerykańskiej ( - nie wiem, czy by można powiedzieć angielskojęzycznej ) w sposób zrozumiały dla polskiego czytelnika znającego – nie koniecznie popierającego – tutejsze.

[iii]

 - To jest moja OPINIA.