home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Edgar Varese: idol mojej młodości

Frank Zappa

Poproszono mnie abym napisał o Edgarze Varese. Jednak nie mam ku temu żadnych kwalifikacji. Nie potrafię nawet poprawnie wymówić jego nazwiska. Jedynym powodem dla którego się zgodziłem to ten, że uwielbiam jego muzykę, i jeśli jakimś sposobem ten artykuł sprawi, że więcej ludzi będzie słuchało jego prac, to będzie miał jakąś wartość.

Miałem około trzynaście lat gdy przeczytałem artykuł w magazynie Look o sklepie płytowym Sam Goody's w Nowym Jorku. Nie pamiętam wszystkich szczegółów tego artykułu, ale chwalił on wyjątkowe zdolności handlowe pracowników sklepu. Jednym z jaskrawych przykładów kupieckiego kunsztu była sprzedaż, dzięki jakimś tajemnym trikom, albumu który nazwano "lonizacja" (tak naprawdę album nazywał się "Kompletne Dzieła Edgara Varese, Część Pierwsza). Artykuł opisywał nagranie jako dziwaczną mieszaniną perkusji i innych nieprzyjemnych dźwięków.

Pobiegłem do mojego miejscowego sklepu i spytałem o tę płytę. Nikt o niej nie słyszał. Powiedziałem facetowi w sklepie co to mniej więcej było. Odwrócił się ze wstrętem, i wymamrotał stanowczo, "Najprawdopodobniej i tak bym tego nie sprowadził ... nikt tutaj w San Diego nie kupiłby czegoś takiego."

Nie poddawałem się. Tak napaliłem się by dostać tę płytę, że nawet w to nie uwierzyłem. W tamtych dniach byłem fanatykiem rytm&bluesa. Oszczędzałem jak mogłem, niekiedy nawet dwa dolary na tydzień, tak więc w każdy piątek i sobotę mogłem myszkować w sklepie z używanymi płytami w hotelu Maryland, albo w zakurzonych kątach małych sklepów muzycznych gdzie zalegały kiepskie płyty, których nikt nie chciał kupować.

Pewnego dnia mijałem sklep muzyczny w La Mesa. Niewielki znak na wystawie informował o wyprzedaży 45-tek. Po przejrzeniu półki z singlami i znalezieniu kilku nagrań Joe Houstona, podszedłem do kasy. Po drodze zerknąłem w kosz z longplayami. Na samym wierzchu, z lekko pogiętymi rogami, leżała dziwnie wyglądająca czarno-biała oprawa. Było na niej zdjęcie mężczyzny z siwymi, kędzierzawymi włosami. Wyglądał jak jakiś szalony naukowiec. Pomyślałem, że to wspaniale, że ktoś wreszcie nagrał płytę szalonego naukowca. Podniosłem ją. I prawie (to prawda, panie i panowie) zlałem się w spodnie. ... OTO BYŁA ONA! EMS 401, Kompletne Dzieła Edgara Varese, Część Pierwsza... Integrales, Density 21.5, lonization, Octandre.. Rene Le Roy, the N.Y. Wind Ensemble, the Julliard Percussion Orchestra, pod dyrekcją Frederica Waidmana, komentarz Sidneya Finkelsteina! WOW!

Pobiegłem z powrotem do półki z singlami i wepchnąłem tam płyty Joe Houstona. Pogrzebałem w kieszeni by sprawdzić ile mam pieniędzy (około 3.80). wiedziałem, że potrzebowałem dużo pieniędzy aby kupić longplaya. Tylko dorosłych było stać na taki zakup. Nigdy przedtem nie kupowałem albumów. Nieśmiało podszedłem do gościa przy kasie i spytałem ile kosztuje EMS 401. "Ta szara w pudełku? 5.95"

(..). Powiedziałem mu, że mam tylko 3.80. Podrapał się w szyję. "Używamy jej do prezentacji sprzętu hi-fi, ale nikt do tej pory nie kupił ani jednej ... możesz mieć ją za 3.80 jeśli tak bardzo jej chcesz."

Nie miałem pojęcia co miał na myśli mówiąc o demonstrowaniu hi-fi. Nigdy przedtem nie słyszałem hi-fi. Wiedziałem, że dorośli kupowali je. Ja miałem niskiej klasy gramofon ... było to małe pudełko, cztery cale wysokie z imitacją żelaznych nóżek na czterech rogach (coś w rodzaju mosiężnych płytek), które podnosiły je ponad stół ponieważ głośnik był na dole. Mama trzymała gramofon niedaleko deski do prasowania. Słuchała The little Shoemaker. Zdjąłem jej płytę i ostrożnie przestawiłem obroty na 33 1/3 (nigdy przedtem nie były używane), podkręciłem głośność do maksimum i umieściłem uniwersalną igłę z osmową końcówką na mojej płycie. Mam miłą katolicką mamę, która lubi Roller Derby. Edgar Varese nie przemawia do niej, nawet dzisiaj. Zabroniono mi słuchania tej płyty w pokoju gościnnym.

Aby jej posłuchać musiałem być w swoim pokoju. Siedziałem tam co noc i grałem ją dwa albo trzy razy i czytałem komentarze na okrągło. Nic z nich nie rozumiałem. Nie wiedziałem co to jest barwa dźwięku. Nigdy nie słyszałem o polifonii. Po prostu podobała mi się muzyka bo dobrze dla mnie brzmiała. Zmuszałem każdego kto przychodził do słuchania. (Słyszałem gdzieś, że w rozgłośniach radiowych używają kredy do zaznaczania miejsc na płytach tak aby szybko znaleźć żądany kawałek, więc zrobiłem to samo na mojej EMS 401 ... zaznaczyłem wszystkie gorące kawałki tak aby znajomi nie nudzili się przy spokojniejszych partiach.)

Poszedłem do biblioteki i próbowałem znaleźć książkę o panu Varese. Nie było żadnej. Bibliotekarz powiedział mi, że nie był on prawdopodobnie wybitnym kompozytorem. Zasugerował bym poszukał w książkach o nowych albo niepopularnych kompozytorach. Znalazłem książkę, która miała krótką notkę (ze zdjęciem pana Varese jako młodego człowieka, bardzo poważnie patrzącego w aparat) mówiącą, że równie dobrze mógłby uprawiać winogrona jak komponować muzykę.

Na moje piętnaste urodziny mama powiedziała, że da mi 5 dolarów. Powiedziałem, że wolałbym wykonać międzymiastową. Wymyśliłem sobie, że pan Varese mieszkał w Nowym Jorku ponieważ płyta została tam wydana (i ponieważ był tak dziwny to sądziłem, że mieszkał w Greenwich Village). Połączyłem się z informacją w Nowym Jorku i jak się okazało, on był w książce telefonicznej.

Odebrała jego żona. Była bardzo miła i powiedziała, że jest w Europie i żebym zadzwonił za kilka tygodni. I zadzwoniłem. Nie pamiętam dokładnie co mu powiedziałem, ale było to coś w tym rodzaju: "Naprawdę lubię pana muzykę." Powiedział, że pracuje nad nowym utworem zatytułowanym Pustynie. To bardzo mnie ucieszyło jako że mieszkałem wtedy w Lacaster w Kalifornii. Gdy masz piętnaście lat i mieszkasz na pustyni Mohave i dowiadujesz się, że najwybitniejszy kompozytor na świecie, gdzieś tam w sekretnym laboratorium w Greenwich Village, pracuje nad utworem o twoim "rodzinnym mieście" to może cię to podekscytować. Wydawało mi się wielka tragedią, że nikt w Palmdale ani w Rosamond nie dbałby o to nawet gdyby o tym usłyszał. Wciąż myślę, że Pustynie są o Lancaster, mimo że w komentarzach na płycie napisano, że chodzi tu o coś bardziej filozoficznego.

Przez całą szkołę średnią szukałem informacji Varese i jego muzyce. Jednego z najbardziej podniecających odkryć dokonałem w szkolnej bibliotece w Lancaster. Znalazłem książkę o instrumentacji z zapisami nutowymi z tyłu, i był tam załączony wyjątek z Offrandes z mnóstwem nut dla harfy (wiecie jak ciekawie wygląda zapis nutowy dla harfy). Pamiętam, że fascynowała mnie ta książka przez kilka tygodni.

Kiedy miałem osiemnaście lat miałem okazję pojechać na wschodnie wybrzeże by odwiedzić ciotkę Mary w Baltimore. (...) Planowałem wycieczkę do tajemniczego Greenwich Village. Podczas mojej urodzinowej rozmowy, pan Varese napomknął o odwiedzinach jeśli zdarzyło by mi się być w okolicy. Napisałem do niego list gdy przyjechałem do Baltimore, by dać mu znać, że jestem niedaleko.

(...) I list nadszedł. Nie mogłem w to uwierzyć. Prawdziwy odręczny list Edgara Varese. Wciąż go mam oprawionego w ramkę. Małymi, naukowo wyglądającymi literkami było napisane:

VII 12 / 57

Drogi panie Zappa

Przykro mi, że nie mogę spełnić pańskiej prośby. Wyjeżdżam do Europy w przyszłym tygodniu i nie będzie mnie aż do przyszłego lata. Mam jednak nadzieję, że spotkamy się po moim powrocie. Z najlepszymi życzeniami.

Z poważaniem

Edgard Varese

Nigdy nie spotkałem pana Varese. Ale wciąż szukałem nagrań jego muzyki. Kiedy miał już około osiemdziesiąt lat to niektóre firmy nagraniowe uległy i wydały trochę jego muzyki. Taki gest, jak sądzę. Zawsze zastanawiam się kto oprócz mnie je kupował. To było siedem lat po tym jak po raz pierwszy usłyszałem jego muzykę, gdy spotkałem kogoś kto chociaż wiedział, że on istnieje. Tą osobą był student szkoły filmowej w USC. Miał płytę z Poeme Electronique. Myślał, że przyda się do fajnych efektów dźwiękowych.

Nie potrafię dać żadnego strukturalnego wglądu w jego muzykę, ani akademickich koncepcji o tym jak ona działa ani dlaczego myślę, że brzmi tak dobrze. Jego muzyka jest zupełnie unikalna. Jeśli jeszcze jej nie słyszałeś, to zrób to. Jeśli już słuchałeś i myślisz, że nadaje się na fajne efekty dźwiękowe, posłuchaj raz jeszcze. Poleciłbym nagranie Arcana orkiestry Chicagowskiej wydane przez RCA albo Ameriques w nagraniu orkiestry symfonicznej z Utah wydanym przez Vanguard. Jest również biografia napisana przez Fernanda Oulette, nuty większości jego utworów są również dostępne, wydane przez G. Ricordi.

Stereo Review, czerwiec 1971 st. 61-62
(tłumaczył:andrzej rogowski)