home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Następna recenzja Roberta Żurawskiego z Diapazonu, gdzie o jazzie wszystko.

______________________________________________________________________

 

Frank Zappa - The Grand Wazoo

Big band jazzowy prowadzony przez Franka Zappę, to brzmi intrygująco i niewiarygodnie dla osób, które niezbyt wnikliwie znają twórczość tego artysty. A jednak jest to możliwe, czego ten album jest najlepszym dowodem.

Materiał na tę płytę Frank Zappa nagrał w okresie rekonwalescencji po upadku ze sceny podczas koncertu w Londynie w grudniu 1971 roku. Jak wiadomo Zappa był pracoholikiem i ta przymusowa bezczynność oraz niemożność koncertowania były dla niego wyjątkowo dotkliwe. Dlatego też zaszył się w Paramount Studios w Hollywood i tam nagrał z zorganizowaną przez siebie orkiestrą dwa albumy: "Waka/Jawaka" i właśnie omawiany "The Grand Wazoo".

Oba te albumy były rasowymi big bandowowymi, jazzowymi płytami i o ile puryści jazzowi mogą mieć wątpliwości, co do tego, czy "Waka/Jawaka" i wcześniejsze "Hot Rats" są albumami jazzowymi, to nawet przy pobieżnym przesłuchaniu "The Grand Wazoo" powinni się ich pozbyć. W nagraniu "The Grand Wazoo" uczestniczyła cała masa mniej lub bardziej znanych muzyków, z których warto wymienić Goerge Duke'a na klawiszach, Erniego Wattsa na saksofonie (później stały współpracownik Charlie Hadena), Aynsleya Dunbara na perkusji, Mike'a Altschula na różnych instrumentach dętych, Sala Marqueza na trąbce.

"The Grand Wazoo" jest płytą w zasadzie instrumentalną, a tych, co chcą zgłębić przesłanie tej płyty odsyłam do libretta autorstwa Franka Zappy wydrukowanego na kopercie płyty. Tam znajdą fantastyczną opowieść o bitwie muzycznej pomiędzy cesarzem funku, Cletusem Awreetus-Awrightusem a Mediocriatesem z Pedestrium. Czytanie tego eposu polecam jednak tylko najbardziej zawziętym fanom Zappy lub osobom pragnącym podnieść swój poziom języka angielskiego.

Przechodząc jednak do samej muzyki zawartej na tym albumie muszę przyznać, że przynajmniej dla mnie wieńczy ona najbardziej kreatywny fragment twórczości Zappy. Już nigdy potem, chociaż wydawał wielce udane rzeczy np. "One Size Fits All" nie nagrał płyty tak rozedrganej, mieniącej się wieloma barwami, zaskakującymi pomysłami, nieoczekiwanymi zmianami akcji itd.

Otwierający płytę utwór tytułowy, ponad 13-minutowy epos, jest najlepszą wizytówką tego nagrania. Potęga brzmienia dużej orkiestry dodatkowo wzmacniana świetnymi solówkami, a to otwierającym utwór solem samego Zappy, a to solem Durana grającego na bootlenecku, tudzież znakomitymi partiami Sala Marqueza na trąbce i zwłaszcza Billa Byersa na puzonie, może robić na słuchającym ogromne wrażenie. Big bandowy jazz rock na najwyższym poziomie.
W kolejnym utworze "For Calvin (And His Next Two Hitch-Hikers)" muzycy kontynuują swoją jazz rockową podróż. Tym razem pojawia się też partia śpiewana przez Sala Marqueza i Janet Neville - Ferguson. Ten utwór jest o wiele bardziej spokojny i brzmiący jakby bardziej leniwie, chociaż grające unisono instrumenty dęte przełamują raz po raz tę pozorną harmonię.
Kolejny "Cletus Awreetus-Awrightus" to jeszcze raz wielka orkiestra, ale tu ważną rolę ma do odegrania Ernie Watts na saksofonie, bo to on został przez lidera koronowany na tytułowego cesarza. W tym utworze popisują się scatem Duke, Zappa i wokalistka o pseudonimie "Chunky".
"Eat The Question" zaczyna się od pięknej introdukcji zagranej na instrumentach klawiszowych przez George'a Duke'a, po czym pojawia się cała orkiestra. Ale ten utwór to przede wszystkim popis klawiszowca grającego na syntezatorach i niezwykła partia gitary Zappy. Całość kończą marszowo brzmiące instrumenty dęte.
Płytę podsumowuje "Blessed Relief", którego liryzm przypomina mi te spokojniejsze utwory z "Hot Rats". Znowu mamy tu do czynienia z cudowną, prawie davisowską, partią na trąbce Marqueza i z pięknie brzmiącymi klawiszami Duke'a, a także leniwym solem gitary Franka Zappy, a nawet fletem Altschula. Wszystko to w gęstej oprawie instrumentów dętych.

Polecam tę płytę wszystkim niedowiarkom, którzy sądzą, że ciekawy jazz, no może bardziej jazz rock mogą nagrać tylko rasowi jazzmani.

Robert Żurawski