home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


wywiad z 1972 przeprowadzony przez Martina Perlicha muzykologa i znanego dziennikarza muzycznego. Martin Perlich przeprowadzał wywiady między innymi z Leonardem Bernsteinem, Izaakiem Sternem, Billem Evansem no i oczywiście Frankiem Zappą. Jest autorem książki 'The Art of the Interview" (Zappa stories, Peter Townshend, Lou Reed, Gore Vidal, Bill Evans, i inni). Napisał też powieść "The Wild Times"i "The Self-Pity Cronicles". 
Wywiad ten jest ważny gdyż dotyczy okresu kiedy to Zappa zmienił po raz kolejny, po pechowym zakończeniu tournee 1971 (pożar w Montreux oraz zepchnięcie ze sceny w Londynie) koncepcję swego zespołu. (tł. andrzej rogowski)

 

Martin Perlich:

Wiem z twoich różnych wypowiedzi oraz z tego co o tobie czytałem, że bardzo interesujesz się muzyką klasyczną.

Frank Zappa:

Tak. Tego przeważnie słucham. Nie słucham za wiele rockandrolla.

MP: Dlaczego?

FZ: Nie sądzę by dawał mi taką satysfakcję jak niektóre utwory współczesnej muzyki klasycznej.

MP: Jak na przykład?

FZ: Moimi ulubionymi kompozytorami są Strawiński, Webern, Varese i Penderecki. Myślę, że u tych kompozytorów znajduję więcej ciekawych dla mojego ucha rzeczy niż w dowolnej liczbie grup popowych, których nazwy przychodzą ci teraz do głowy.

MP: Myślisz, że istnieje możliwa widownia dla, powiedzmy, Weberna albo Pendereckiego?

FZ: Oczywiście, że tak.

MP: A gdzie ona jest?

FZ: To poza dyskusją. Ta widownia istnieje – nie jest prawdopodobnie tak wielka jak widownia Grand Funk Railroad, ale mimo to ona istnieje i pragnie by zadbano o jej potrzeby. Są ludzie zainteresowani słuchaniem takiej muzyki, ludzie, którzy nigdy przedtem jej nie słyszeli, a którzy chcieliby zobaczyć jak działa ona na ich umysły.

MP: W przeszłości, ludzie przemawiający w imieniu innych, politycy, mówili, że muzyka Weberna, tak naprawdę, muzyka post-webernowska, Penderecki i jego przyjaciele to muzyka dla elit, muzyka, która jest trudna w odbiorze dla mas.

FZ: Rozumując w ten sposób należałoby przyjąć, że idealną muzyką wszechczasów musiałby być rockandroll w swej najbardziej prostej formie. Nie wydaje mi się, przy nawet największym wysiłku wyobraźni, że jest to muzyka elitarna.

MP: Myślisz, że jest łatwa do słuchania.

FZ: Zależy to od osoby, która słucha oraz od tego czego ta osoba od tej muzyki oczekuje.

MP: A czego jak sądzisz ludzie oczekują od muzyki?

FZ: Cóż, w Ameryce, głównie rozrywki. Wątpię czy z oglądania wykonania kwartetu smyczkowego Weberna mogą doświadczyć takiej rozrywki jak, na przykład, z oglądania grupy rockandrollowej, której gitarzysta zjada na scenie swoją gitarę. Byłoby to dla nich prawdopodobnie bardziej atrakcyjne rozrywkowo, ale nie sądzę by w muzyce właśnie o to chodziło.

MP: Czy twoje zainteresowania muzyką klasyczną mają wpływ na MOI?

FZ: Tak, powiedziałbym, że tak.

MP: Jak? Rytmicznie? Harmonicznie?

FZ: I tak i tak.

MP: Czy sądzisz, że jest powiązanie pomiędzy tym co nazywamy światem klasyki a twoją muzyką inne niż branie utworów kompozytorów klasycznych i używanie ich jako tematu i wariacji, tak jak to robisz w Invocation and Ritual Dance?

FZ: Tak, jest takie powiązanie. Rytmiczne i harmoniczne.

MP: Pierre Boulez mówi o Strawińskim, że był on pierwszą osobą, która, zwłaszcza w Święcie Wiosny, pisała muzykę rytmiczną, podczas gdy większość muzycznego świata zachodu poczynając od Palestriny pisała muzykę harmoniczną.

FZ: Nie wiem czy zgodziłbym się z tym w stu procentach.

MP: Czy sądzisz, że grasz harmonię czy rytm, czy też może kombinację obydwu?

FZ: Sądzę, że poruszasz bardzo głębokie tematy i wchodzisz w wielką filozoficzną dyskusję...

MP (przerywa): Tak jest.

FZ: W programie dla radia dla nastolatków, żartujesz sobie ze mnie?

MP: Ani trochę.

FZ: No dobrze. Moim założeniem jest, że można mieć harmonię skonstruowaną z rytmów. Tak to widzę, bez wnikania w szczegóły, pokazywania wykresów, diagramów i wyjaśniania jak to się technicznie odbywa, jest to jedna z rzeczy, którą do wykonań The Mothers wniosło moje słuchanie form muzycznych innych niż rockandroll.
Prawdopodobnie zgodziłbym się z oceną Święta Wiosny dokonaną przez Lukasa Foss’a, mimo że jest jeden z moich ulubionych utworów, uważa on bowiem, że jest to taki Rimski-Korsakow, tylko że Większy i Lepszy. W pewien sposób tak właśnie jest. A nawet więcej, ale myślę, że Historia Żołnierza wnosi o wiele więcej innowacji i rytmicznej witalności, interesujących sonoryzmów, które nie istniały we wcześniejszej muzyce kameralnej.

MP: Powiedziałeś, że chciałbyś uniknąć dyskusji filozoficznej, oczywiste jest jednak, że interesujesz się muzyką oraz tym jak jest ona odbierana przez publiczność; w sposób oczywisty jesteś nieszczęśliwy z tego powodu, że najniższy wspólny mianownik zdaje się sięgać szczytów – przynajmniej na tej ekonomicznej stercie amerykańskiej muzyki; wydajesz się sądzić, że Grand Funk Railroad to coś poniżej ideału. Co jest ideałem? O co chodzi w muzycznym doświadczeniu i co ty do tego wnosisz? I czego oczekujesz od widowni?

FZ: No cóż, przede wszystkim, nie jest moim życzeniem twierdzić, że Grand Funk Railroad jest poniżej ideału. Grand Funk Railroad jest idealne dla ludzi, którzy lubią ten rodzaj muzyki i wolałbym byś nie przekręcał tego co mówię.
Jeżeli chodzi o mnie, to interesuje mnie wykonywanie muzyki, która prawdopodobnie nie jest interesująca dla tak wielu ludzi jak to jest w przypadku innego rodzaju muzyki, wiesz. Ale ja interesuję się tym właśnie rodzajem muzyki i dlatego sytuacja ta wcale mnie martwi.

MP: Siedziałem kiedyś na widowni i coś nie działało jak trzeba; jeden ze wzmacniaczy, było to na koncercie The Mothers, i ludzie chcieli byś grał, bili brawo, ty wyszedłeś i zrobiłeś im wykład o tym, że dla nich nie miałoby żadnego znaczenia czy gracie z tym wzmacniaczem czy bez ale dla ma to pewne znaczenie. Nie dzieje się to często w muzyce pop.

FZ: A powinno dziać się częściej. I również w muzyce klasycznej, ponieważ gdy nie będzie się tak postępowało, to publiczność będzie przychodzić na koncerty z żądaniem „Po prostu nas zabawcie. Wyjdźcie na scenę i bądźcie jak szafa grająca, a my popatrzymy jak się poruszacie.” Jeżeli nie zrobi się czegoś by zmienić to wyobrażenie, to sytuacja ta utrwali się na zawsze. Ludzie będą przychodzić w oczekiwaniu, że muzycy będą robotami wyrzucającymi z siebie jakiś przyjemny hałasik, z którym możny by się zidentyfikować, a ja nie sądzę by o to właśnie chodziło w muzyce.

MP: O co więc chodzi? Czy interesuje cię pisanie dla jakiejś niewielkiej części populacji, albo może interesuje cię podniesienie poziomu publiczności?

FZ: Nie interesuje mnie żadna z tych rzeczy. To co interesuje mnie, to pisanie muzyki, której ja chcę słuchać, O.K? I jeżeli zdarzy się tak, że znajdą się ludzie z podobnym do mojego smakiem, to oni również zechcą jej posłuchać. Bo muzyka jest dostępna każdemu kto chce jej słuchać; koncerty są otwarte dla publiczności; płyty każdy może sobie kupić; stacje radiowe mogą ją nadawać jeżeli chcą; jest to pewnego rodzaju forma delikatnego nacisku.

MP: Ale dla tych, którzy znają Franka Zappę dzięki jego płytom z The Mothers, zwłaszcza dla tych słuchających od wielu lat, którzy kochają cię za tą muzykę, kiedy dowiadują się oni, że zmierzasz w rejony, do wejścia w które nie są oni przygotowani, to oni mogą poczuć się nieco rozczarowani i pytają „Dlaczego?” i to jest też pytanie, które chciałbym ci zadać.

FZ: Cóż, a ja chciałbym ci zadać pytanie „Dlaczego ktokolwiek miałby być rozczarowany?” Co rozczarowującego jest w tym, że ktoś wchodzi w nowe rejony i bada je dla ciebie? Jeżeli ja decyduję się tam wejść, a ty nie, to w porządku - zostań w domu. Powiem jak tam było gdy wrócę.

MP: Albo przynajmniej wyślesz kartkę.

FZ: Z pewnością. W czynie społecznym. Dowiem się, co też tam jest i powiem wam. Jedyny problem jest taki, że jeśli wy nie pójdziecie tam ze mną, to będziecie musieli uwierzyć mi na słowo gdy zdam mój raport. Nie jest to za mądre. Powinniście przynajmniej wybrać się tam ze mną na krótką przejażdżkę i zobaczyć na własne oczy, co tam się dzieje.

MP: A dokąd zmierzasz Frank?

FZ: Dokądkolwiek tylko mogę, wiesz.

MP: W jazz i w Weberna i do wszystkich tych miejsc?

FZ: Zacząłem od Weberna. Teraz próbuję stamtąd wrócić. (śmieje się)

MP: Szukając drogi do domu?

FZ: Tak, szukając powrotnej drogi z Wiednia.

MP: Czy interesuje cię atonalna muzyka serialna – czy komponujesz w tych szeregach tonalnych i tym podobne, czy też to co robisz jest bardziej amerykańskie?

FZ: Nie, zaczynałem komponowanie od muzyki serialnej. Pisałem muzykę serialną gdy miałem 18 lat i nigdy nie miałem szansy by była ona wykonywana, gdyż mieszkałem w małym mieście i nie było tam za wielu muzyków, którzy umieli czytać muzykę i grać na tyle dobrze by liczyć rytm i odczytywać te wszystkie wyszukane dynamiczne oznaczenia, jakie zazwyczaj znaleźć można w muzyce serialnej. Wiesz, seriom podlega dynamika jak też wysokości. Można też robić to z rytmem. Zajmowałem się tym dawno temu.

MP: A teraz odbierasz swoją zemstę?

FZ: Nie. W końcu udało mi się usłyszeć część tego serialnego materiału, który napisałem, może wtedy właśnie zobaczyłem co to naprawdę jest, a może po prostu zdecydowałem się zająć czymś innym i dać sobie spokój z muzyką serialną. Pisywałem we wszystkich możliwych kanonach, przekręcałem je na wszystkie możliwe sposoby i rozmieszczałem je zgodnie z matematycznymi zasadami i w końcu zapytałem sam siebie „Chwila (śmieje się), kogo to tak naprawdę obchodzi?” Zawsze lubiłem rhythm&blues a tutaj utknąłem suwakiem logarytmicznym i wiadrem flaków i zdecydowałem się na inną opcję, trzecią drogę gdzieś pomiędzy.

MP: Jak byś opisał tą drogę? Inna niż ta, po której chciałbyś iść.

FZ: Jest kręta.

MP: I myślisz, że ludzie będą... Nie cierpię pytać cię o to znowu w kontekście publiczności, ale to przez płyty i przez rozgłośnie radiowe i przez koncerty w Hollywood Bowl – dzięki temu ludzie wiedzą jaka jest twoja muzyka. Czy myślisz, że publiczność będzie w końcu przychodzić na koncerty nawet jeśli nie przyjdą za pierwszym czy drugim razem?

FZ: Cóż, załóżmy, że zrobię coś nowego i oni nie przyjdą. Ale załóżmy też, że ktoś inny, kogo oni lubią bardziej, zrobi to, bo usłyszał, że jak my to zrobiliśmy, to ludzie pójdą na to. Gdyby Grand Funk Railroad zaczęli grać muzykę serialną, publiczność pokochałyby by ją.

MP: Myślisz, że by im się spodobało?

FZ: Na pewno. Byliby…

MP: (przerywa) Nie można do niej tańczyć.

FZ: A skąd wiesz? Wystarczy tylko dołożyć do niej mocny beat, nie robi wielkiej różnicy jakie są wysokości dźwięków. Tak naprawdę przecież to ty definiujesz coś jako serialne, albo atonalne, albo jakieś tam – na przykład, sprzężenia są atonalne i Jimi Hendrix robił to bez przerwy, więc jakie to ma znaczenie? Miał dobrą komunikację z widownią i mógł robić takie rzeczy więc przejście do muzyki serialnej mogłoby być  kolejnym logicznym rozwinięciem.
Nie powiedziałbym, że wszyscy młodzi ludzie są gotowi do wejścia w muzykę serialną a to dlatego, że zorientowani są bardziej na smucenie się przy muzyce, którą już znają, ale w końcu mogą chcieć zbadać nową muzykę gdyż dostarcza ona przecież nowych doświadczeń. Jeżeli słucha się dużo Weberna i słucha się w duchu w jakim muzyka ta została skonstruowana, to zabiera cię ona w całkiem odległe rejony.
Chciałbym powiedzieć, że dyskusja o Webernie w tej rozmowie jest niemalże bluźniercza i pragnąłbym zasugerować, że jeżeli tylko istnieje taka okazja by pójść i posłuchać tej muzyki, to należy to po prostu zrobić, tak by wiedziało się o czy w ogóle jest ta rozmowa. Po pierwsze, dla tych, którzy nie wiedzą – jego nazwisko pisze się WEBERN. Na imię miał Anton, i już nie żyje, rozumiecie? Idźcie do sklepu z płytami i poproście, pomyślmy, o album „Zebrane Dzieła Antona Weberna” pod dyrekcją Roberta Krafta – dostępne w MONO.

MP: Wydane przez Columbia.

FZ: Tak, jest jeszcze parę innych, które nie są złe dostępnych pod europejskimi markami. Phillips wydał nagranie włoskiego kwartetu smyczkowego wykonującego jego utwory na smyczki. Jest bardzo dobre – nie pamiętam nazwy kwartetu ale ...

MP: (przerywa) Quartetto di Italiano.

FZ: Na pewno?

MP: Tak.

FZ: Ta z czarnym golfem na okładce?

MP: Tak jest.

FZ: Tak, więc posłuchaj sobie trochę tej muzyki i zobacz czy nie jest ona dla ciebie zbyt abstrakcyjna. Nie sądzę by była, myślę, że jak pozbierasz się po pierwszym szoku spowodowanym ilością przestrzeni pomiędzy nutami, po tym jak usłyszysz, że dynamiki nie są jakoś ekstremalnie głośne i po tym jak zorientujesz się, że tekstura muzyki jest zupełnie inna od tego do czego jesteś przyzwyczajony, to myślę, że jeśli posłuchasz tej muzyki z pewną dozą wrażliwości i otwartości, to możesz znaleźć w niej przyjemność. Nie ma tam za wiele beatu, ale jest w porządku.

MP: Daj jej 83

FZ: Dałbym jej sto sześćdziesiąt pięć. Powiedziałbym, że jeżeli był ktoś taki w muzyce, kto pisał muzykę bliską świętości – to był to Anton Webern, ponieważ on – mówi o puryzmie, oto on.

MP: Wczesna muzyka The Mothers, będąca głównie produktem twojego umysłu, miała jednego wielkiego wroga: amerykańską szkołę średnią. Z drugie strony, nie atakowałeś rzeczy, których atakowanie stało się modne w końcu lat 60 i na początku lat 70. Czy masz jakieś polityczne stanowisko, o którym chciałbyś powiedzieć?

FZ: Nie mam żadnego politycznego stanowiska, o którym chciałbym mówić, gdyż nie chciałbym wpływać na czyjekolwiek poglądy polityczne. Jeżeli chodzi o atakowanie, to wczesna muzyka MOI nie tyle atakowała, co raczej komentowała istniejącą sytuację, i nie chodziło tam o wybieranie jakiegoś modnego do atakowania tematu i ATAKOWANIE GO, tak by każdy, kto zgadzał się, że ta akurat rzecz to gówno mógł powiedzieć „Tak, oni mają rację” czy coś takiego. To o czym mówiłem w piosenkach, to sprawy, które były ważne dla mnie. I kiedy inne grupy zaczęły robić socjo-plityczne komentarze w swoich utworach, kiedy stało się to modne, kiedy popatrzyłem na rezultaty tej pracy, jak powierzchowne one były, że staje się to po prostu modą, i gdy zobaczyłem, że ludzie, którzy kupowali te nagrania słuchali i mówili „Tak, to naprawdę świetne”, powiedziałem sobie wtedy „Nie muszę im już nic mówić, nie muszą tego usłyszeć ode mnie, jest tyle innych grup, które śpiewały 'Kick out the Jams', itd. A wszyscy dookoła powtarzali „Tak, to jest mocna rzecz”. A ja miałem swoje muzyczne zainteresowania, o które chciałem zadbać.

MP: Czy myślisz, że wrócisz do satyrycznego wątku w twojej muzyce teraz gdy jesteś na nowej drodze?

FZ: No cóż, nie wydaje mi się by satyryczny wątek w muzyce musiał opierać się wyłącznie na aspekcie werbalnym. Jest całe mnóstwo satyrycznych rzeczy, które można robić z nutami albo z pomocą zmian chromatycznych i nie powiedzieć przy tym ani słowa i smutne jest to, że ludzie, którzy sądzą, że opisany powyżej satyryczny aspekt twórczości zniknął z muzyki MOI pozostają niewrażliwi na te inne aspekty związane z samą muzyką. Innymi słowy, byli oni tak nastawieni na przekaz werbalny, że gdy my poszliśmy dalej, w kierunku innych form komentarza, oni nie podążyli za nami. Zgubiliście drogę, dziewczęta i chłopcy.

MP: Odejście od mówienia o szkole średniej, mówienia o społeczeństwie i wejście na tą drogę, która trwa już nie wiem jak długo, ze dwa lata pewnie, gdy podróżujesz i robisz niesamowicie długie muzyczne i werbalne riffy o piciu i seksie gdy jest się na tournee. Była to jedna z tych rzeczy, zwłaszcza w filmie, którą wielu ludzi uznało za twój główny przedmiot zainteresowania.

FZ: Nie jest zgodne z prawdą. Po pierwsze, nie trwało to dwa lata, a po drugie, muzyka Mothers nie bierze się w 100% z mojej inicjatywy. Wykonujemy to dlatego, że była to prawdziwa historia, naprawdę przytrafiła się Howard’owi Kaylan’owi. Był to po prostu proces upamiętnienia kawałka folkloru naszej grupy i nie było żadnego powodu, dla którego nie powinien on być zachowany i myślę, że inne grupy, które ignorują swój własny folklor, te historie, które przytrafiają się członkom tych grup, tracą dobrą okazję by zachować dla potomności trochę historii. Śmiem twierdzić, że współczesna historia będzie lepiej zachowana na płytach niż w książkach o historii.
Patrząc na jakość tego co pojawia się w publikacjach muzycznych, powiedziałbym, że pisujący o rockandrollu nie dorównują poziomem tym, którzy nagrywają płyty. Tak więc, za sto lat gdy ktoś będzie chciał się dowiedzieć co działo się w tym okresie czasu, to lepiej gdy posłucha sobie płyt niż gdyby miał czytać to co wydrukowano w publikacjach. Dlatego też, jeżeli w trasie spotykamy groupies i przytrafiają nam się dziwaczne seksualnej natury sprawy z nimi związane, to lepiej jest gdy my sami o tym opowiemy w formie muzycznej i zrobimy to z tymi właśnie ludźmi, z którymi nam się to przytrafiło niż gdyby kto inny wziął się za to i powiedział „I potem w 1971 kiedy byli w hotelu Mudshark...”. Wiesz, lepiej gdy my to zrobimy.
Niestety, niektórzy ludzie mają swoisty stosunek do faktu łączenia muzyki i spraw związanych z gruczołami, mówią, „Cóż, muzyka jest sztuką wysoką – jest TUTAJ, a gruczoły są TAM NA DOLE, i nie możemy łączyć tych rzeczy.” I są hipokrytami bo zaraz potem idą na koncert grupy, która nie śpiewa o tych rzeczach wprost ale ubiera je w gładkie słowa dodając do tego jakąś choreografię, i ci ludzie uważają, że jest to wspaniałe, że jest to prawdziwy rockandroll i twierdzą, że nie ma tu żadnej różnicy. My byliśmy na tyle uczciwi by powiedzieć „To jest TO, a tamto to TAMTO, proszę, możecie się do tego odnieść.”, a odpowiedź na to była „Jestem trendy, ale oczywiście, że mnie to obraża.”