home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Pamięci Franka Zappy

Marc Didden, Humo, Grudzień 1993

"Zeszłej nocy zmarł w Los Angeles 52 letni Amerykański gwiazdor rocka Frank Zappa", powiedziała pani w radiowym komunikacie i kiedy nalałem trochę wody do filiżanki kawy pomyślałem: "Zeszłej nocy", to prawdopodobnie prawda i "w Los Angeles" także , ponieważ tam właśnie mieszkał i "52 letni" również, bo urodził się 21 grudnia 1940 (więc naprawdę miał prawie 53 lata). Co jednak z "Amerykański"? Tutaj można by już się spierać. Ale "gwiazdor rocka", nie, w swym krótkim życiu, Frank Vincent Zappa robił wiele różnych rzeczy, ale nigdy nie był gwiazdą rocka.

Dla mnie Zappa był przede wszystkim gitarzystą. Zdałem sobie z tego sprawę w czasie koncertu w Paleis Von Schone Kunsten w Brukseli, gdzieś w 1972. Podczas tego historycznego koncertu (choć tylko tysiąc osób było wtedy na widowni, to spotkałem od tamtej pory przynajmniej 10 tysięcy zaklinających się, że też tam byli) Zappa grał głównie materiał z płyty "Just Another Band From LA", i szczególnie uderzyła mnie siła i jakość długich, ale nigdy nie rozwlekłych gitarowych fraz Franka, podczas gdy The Mothers of Invention, a wśród nich byli członkowie The Turtles, Mark Volman i Howard Kaylan, zachowywali się jak banda rozbrykanych chłopców, kretyni, którzy musieli odtańczyć swoją małą partię w cieniu geniusza.

(...)

Gitarzysta, to z pewnością. Ale nie tylko, także człowiek obdarzony poczuciem humoru, za co wielkie dzięki. Bo chociaż nie był gwiazdą rocka, to jednak poruszał się po jego peryferiach i jeśli się przyjrzeć, to nie ma tam za wiele humoru. To była broń jaką Zappa wraz z The Mothers of Invention wycelowali w świat. Jeśli to czytasz i nie nosisz już pieluch to pewnie wszystko to pamiętasz: Zappa i John (Lennon), Zappa i Jego Uczniowie przebrani za staruszków, Zappa kontra Macca (Mac Cartney) z powodu niechęci tego ostatniego do doskonałej parodii okładki "Sgt Peppers" jaką Zappa umieścił na arcydziele The Mothers "We're Only In It For The Money". Nazwisko Zappy przechodzące z ust do ust, na pewno. Zappa jako symbol kontrkultury mającej zmieść świat niczym fala poczynając od Zachodniego Wybrzeża. Zappa jako nadworny błazen króla Nixona. Zappa jako jedyny w "kraju wolnych ludzi" otwierający od czasu do czasu usta. Zappa był bohaterem, to pewne. Ale kto kupował jego płyty?

Zappa: "Niewielu ludzi tak naprawdę kupowało nasze płyty. Nawet gdy media interesowały się nami, kiedy byliśmy na czołówkach gazet, sprzedaż była bardzo niska. Są fani Zappy na całym świecie, na szczęście na tyle jest ich dużo, że możemy istnieć, ale nigdy nie byliśmy niczym więcej niż marginesem, i obawiam się, że nigdy poza niego nie wyjdziemy. Z pewnością nie tu w Stanach, gdzie prawie nie jesteśmy grani w radiu czy telewizji. Jednak wyczuwam, że tu w Europie zyskaliśmy duży szacunek. I mówią, że piszę dobre słowa piosenek, ale wątpię czy te słowa są dobrze tu rozumiane. Wątpię nawet czy w ogóle mogą być zrozumiane".

Jedyna rzecz jaka nie podlega wątpliwości to, że dzieło współczesnego kompozytora Franka Zappy (ponad 50 prac) jest na wyjątkowo wysokim poziomie, i że, kiedy przyjdzie czas na napisanie historii dwudziestego wieku, może być wątpliwe czy poza Presleyem, The Beatles i Dylanem ktokolwiek jeszcze zasłuży sobie na przypis, podczas gdy nasz właśnie zmarły przyjaciel z pewnością dostanie swój akapit. I prawdopodobnie tuż obok swojego mistrza Edgara Varese. Bo korzenie Zappy nie wyrastają z kościelnego chóru jego rodziców ani z bluesa czy dawnego rocka.

Zappa: "W domu nie słuchaliśmy niczego poza Doris Day i starej sycylijskiej muzyki ludowej. Interesowały mnie tylko dziewczyny, aż pewnego dnia przeczytałem nieprzyzwoicie złośliwą recenzję albumu Varese: "Kakofonia, muzyka dla szaleńców, powinni go zamknąć, prymitywne", takie tam były uwagi i pomyślałem: oto mój człowiek. Obrabowałem skarbonkę i ruszyłem na poszukiwania płyty i w końcu, tydzień czy sześć później, znalazłem ją, w małym sklepie, właściciel którego mocno mi odradzał kupno. "Możesz sobie uszkodzić mózg słuchając tego", ostrzegał, a ja odpowiedziałem: "Właśnie czegoś takiego szukam". Miałem wtedy 15 lat. Na urodziny dostałem coś za pięć dolarów. "Cokolwiek chcesz", powiedziała mama. Wybrałem zamiejscową do Nowego Jorku. Pomyślała, że to dziwne, ale zgodziła się. Sama wykręciła numer i oddała mi słuchawkę. Po drugie stronie była żona Varese. Powiedziałem jak bardzo podziwiam jej męża. Podziękowała w jego imieniu i powiedziała, że jest w Brukseli, ale mogę swobodnie zadzwonić w przyszłym tygodniu. Tak zrobiłem. Mieliśmy miłą rozmowę. Potraktował mnie poważnie, a naprawdę tego potrzebowałem. Jego zachęty umocniły mnie w chęci a) bycia muzykiem, b) kompozytorem i c) robienia tego na co akurat miałem ochotę".

Poza Varese i później Strawińskim, Zappa uwielbiał zespoły doo-woop. "Głos jest najpiękniejszym instrumentem", mawiał ten multi instrumentalista. Hołdem dla grup wokalnych jest jedna z najlepszych i zarazem najłatwiejsza w odbiorze płyta Zappy i The Mothers, "Cruising With Ruben & the Jets" (1968). Zappa w Belgii? Jak to pewnego razu tak podobało mu się na festiwalu Amougies, że został na trzy dni zamiast trzy godziny grając w strugach deszczu, jak niespodziewanie pojawił się na scenie Brukselskiego Teatru 140 by zagrać solo "I'm Going Home", wtedy gdy zrobił kabaret dla Humo z młodym wtedy Kamagurką, albo gdy poprosił bym poczekał chwilę po wywiadzie by dać mu czas na dowiedzenie się czegoś więcej o VDB, postaci którą zainteresował się wskutek podsłuchanej rozmowy na jego temat pijanego towarzystwa w pobliżu Brukselskiego Voddenmarkt. (...)

Masz chęć na nieco więcej Zappy, ale wciąż jesteś w głębokim lesie? Powiedziałbym, kieruj się wyczuciem, albo moją listą Top-10:

  1. We're Only In It For The Money (1967)
  2. Over-Nite Sensation (1973)
  3. Absolutely Free (1967)
  4. Weasles Ripped My Flesh (1970)
  5. Freak Out! (1966)
  6. Sheik Yerbouti (1979)
  7. Uncle Meat (1969)
  8. Apostrophe (1973)
  9. Trout Mask Replica (Captain Beefheart, produkcja FZ)
  10. Cruising With Ruben & The Jets (1968)

Oto one. Jeśli nie możesz nigdzie ich znaleźć, no cóż, same tytuły są wystarczająco miłe do słuchania.