home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Maurycy J. Kin opublikował tą recenzję w piśmie Obszary Dźwięku w 1992 roku.

Frank Zappa

"Shut Up 'N Play Yer Guitar 1981"

Mam, przyznaję, zadanie niełatwe. Oto leżą przede mną dwa kompaktowe krążki, które zawierają bez mała godzinę muzyki każdy; muzyki przez duże M. Jest coś, co powoduje u słuchacza ogromne emocje podczas słuchania tego albumu - to gitara Franka Zappy - muzyka na tyle niekonwencjonalnego we wszy­stkim co robi, na ile może człowiekowi starczać wyobraźni, że coś takiego w ogóle wydaje się być możliwe. Zappa prezentuje się tu w potrójnej roli: lidera zespołu, kompozytora, a nade wszystko Gitarzysty. Który Wie Co Robić z Instrumentem. Na tym albumie znajdują się nagrania premierowe, lecz słychać tu wyraźnie wszystkie dotychczasowe dokonania muzyka; a więc „przechadzanie się” po skalach i gamach w trakcie improwizacji, chorobliwe wręcz zmiany rytmu i podziałów rytmicznych, rozbudowane (ale nie przegadane!) solówki, czy wreszcie akcje i kontrakcje towarzyszących muzyków. Wszystko to stanowi, że mamy do czynienia ze sztuką prawdziwą, gdzie nie ma miejsca na kiksy, nieporozumienia, czy też na brak współpracy między wykonawcami.

Już początek pierwszego utworu (Five-Five-Five) powala na kolana grą zespołową, aby później przynieść improwizację na kształt hinduskiej ragi. Z kolei w „Hog Heaven” sekcja rytmiczna poniekąd burzy porządek ustalony na wstępie, ale nie jest to jednoznaczne z zepsuciem utworu - na tle w stylu free mamy okazję poznać Zappę jako muzyka o ogromnej intuicji i wyczuciu formy. We wszystkich częściach utworu tytułowego możemy zauważyć, w jaki sposób Frank buduje formę wariacyjną i na jak szerokich ambitusach opiera poszczególne składowe - a robi to w sposób niepowtarzalny, co zagwarantowało mu wejście do panteonu mistrzów gitary. „While You Werę Out” przywodzi na myśl „Nine Types Of  Industrial Polution” z albumu „Uncle Meat” (znowu free, ale nastrojowe), natomiast „Canarsie” i „Treacherous Cretins” to jakby część albumu „Joe’s Garage”. Z kolei „Heavy Duty Judy” to szalone solo na banalnym wręcz podkładzie; miejscami Zappa sprawia wrażenie, że się pomylił, wypadł ze skali - nic z tego, nie on - po prostu przechodził ze skali septymowej do całotonowej. Następnie „Soup ‘n Old Clothes” - z początku zwykły blues, przechodzi do powolnego funku z improwizacją tak stylistycznie osadzoną w jazz-rocku, że nie powstydzili by się jej klasycy tego gatunku. Następny utwór to zapożyczenia z Carlosa Santany, tak rytmiczne jak i melodyczne, co zresztą sugeruje dość długi tytuł. „Gee, I Like Your Pants” to popis techniki „hammering”, co niektórzy nazywają dziobanką (1981!) i dużo muzyki z „mięsem”, w czym zasługa umiejętnie użytego „phaseshifter’a”. „Ship Ahoy” to dodatkowo użycie „wah-wah”, co powoduje, że utwór brzmi jak najlepsze popisy gitarzystów hard-rockowych, wrażenie to podkreśla linia melodyczna (improwizacja, jak rzadko u Zappy, linearna). Otwierający drugą płytę „The Deathless Horsie” w metrum 10/4 oraz „Pink Napkins” i „Stucco Homes” należą do utworów „nastrojowych” w twórczości Franka Zappy (obok „Watermelon In Easter Hay” czy „Black Napkins”), co wcale nie przeszkadza artyście w zbudowaniu bardzo ekspresyjnej wypowiedzi - improwizacji, w której zawarł to, o czym pisałem na wstępie. W „Why Johny Can’t Read” oraz „Pinocchio’s Furniture” słyszymy Zappę, którego znamy najlepiej, czyli solo oparte na łamaniu skal i świadomym stwarzaniu wyjątków, które w trakcie trwania utworu przechodzą w regułę i stają się bazą do improwizacji. Całość zamyka pastelowa, skrzypcowo-gitarowa impresja „Canard Do Jour”.

„Shut Up ‘n Play Yer Guitar” jest albumem, którego słucha się dobrze, plastyka planów dźwiękowych jest wręcz doskonała a czytelność po­szczególnych instrumentów wzorowa - przy odpowiednim skupieniu można usłyszeć jak należy grać i jak się gra na profesjonalnym poziomie. Jak wspomniałem, oprócz wirtuozerii Zappy z albumu uderza niesamowita gra zespołowa, a partie bębnów (Vinnie Colainta) mogą służyć w nauce gry na perkusji, ale dopiero na naj-, najwyższym poziomie.

Płytę tę poleciłbym wszystkim gitarzystom, którym w trakcie improwizacji nieobce jest myślenie - mogliby nauczyć się z tego materiału bardzo dużo, a zwłaszcza tym polskim gitarzystom, którzy znając 3 akordy na krzyż i skalę pentatoniczną, uważają się za wirtuozów. Może po przesłuchaniu tej płyty zmienią zdanie lub nigdy więcej nie wezmą instrumentu do ręki.

Maurycy J. Kin