home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


Spin Magazine
, July 1991

Frank Zappa zamierza ubiegać się o prezydenturę. Bob Guccione, Jr.

Wyobrażenie Zappy jako szalonego naukowca, podobne nieokiełznanemu krzakowi winorośli, tak wplotło się w ogród rockandrollowej mitologii, że jego pochodzenie stało się nierozpoznawalne. Ale kiedy spotykam go w ciemnym pokoju dziennym, który zdaje się być centrum wszechświata Zappy, ubrany jest w koszulkę i spodnie plażowe, a jego długie, naznaczone siwizną włosy i wąsy podkreślają intensywność oczu nadając mu wygląd mędrca na wygnaniu.

Jego najbardziej znanymi piosenkami są słynne "Nie Jedz Żółtego Śniegu", nagrana dawno temu gdy lata siedemdziesiąte coś jeszcze znaczyły, oraz "Dziewczyna z Doliny", ta bardziej znana, a nie będąca nawet jego dziełem, bo powstała we współpracy z córką Moon Unit. Jednak pokolenie, które nie tylko nie dorastało na jego muzyce, ale nawet jeszcze nie narodziło się w czasie gdy on był już popularny, zaakceptowało go jako postać wybitną. Jakby ambasador, Zappa ma znaczenie, reprezentuje coś trwałego i śmiałego, lecz jego pokolenie tak naprawdę nie jest pewne co to dokładnie jest i dlaczego.

W swojej 25 letniej karierze na rynku muzycznym wydał 50 płyt, piszę to teraz lecz nie mogę zaręczyć, że nie wyda dzisiaj czegoś nowego. Tworzy niemal każdy możliwy typ muzyki, od rocka do klasycznej. Prawie nie zauważany przez MTV, wywarł niezatarte piętno na kulturze video gdy w roku 1985 ubrany w konserwatywny garnitur zeznawał przed Senatem w niesławnych przesłuchaniach w sprawie "Porn Rocka"(...).

Mówi głębokim głosem z intelektualną precyzją wyrażając swój punkt widzenia, który jest ciemny, pełen pasji i ostatecznie optymistyczny.

P: Czy edukacja w tym kraju naprawdę straciła kontakt z rzeczywistością? Czy jesteśmy o dwadzieścia lat do tyłu, o całe pokolenie, od naprawienia systemu edukacyjnego w tym kraju?

Z: Nie, jesteśmy nawet dalej. Z jednej strony zgodziłbym się z Geargem Bushem w tym, że edukacja w Stanach musi być przekształcona od podstaw, ale na pewno nie w sposób w jaki on to sobie wyobraża. Największym problemem z jakim mamy teraz do czynienia jest to, że wykształcenie musi być dostarczone pokoleniu wychowanemu przez środki elektronicznego przekazu. Ludziom nie mającym żadnego zainteresowania dla książek czy jakimkolwiek zapisanym na papierze danym, co jak myślę powinno martwić wszystkich wydawców magazynów.

P: I martwi.

Z: I trzeba ludzi uczyć podstawowych rzeczy dzięki którym mogą normalnie funkcjonować, zapomnijmy o osiągnięciu wielkości, czy nawet o dogonieniu Japonii czy Niemiec. Po prostu aby jako tako funkcjonować, jak chce się tego dokonać jeśli ludzie nie potrafią czytać, odmawiają czytania będąc tak bardzo zaadaptowanymi do odbierania danych ze źródeł wizualnych i akustycznych. Trzeba wyjść temu zjawisku naprzeciw i zainstalować w klasach sprzęt, który umożliwiłby taki sposób przekazywania danych by te dotarły do dzieci. Ale to kosztuje. I gdy ma się taki stan jak Kalifornia ze swoim ogromnym systemem edukacyjnym, z którego chce się wyjąć dwanaście miliardów dolarów na pokrycie deficytu, to mówi też to wiele o rodzicach, którzy są gotowi zgodzić się na coś takiego. Lecz oczywiście rodzice pieprzą to bo sami też nigdy nie przepadali za szkołą. I mając do wyboru płacenie wyższych podatków czy pozostawienie spraw samym sobie w nadziei, że samo się polepszy, że "Prezydent edukacji" zajmie się tym, to jest to po prostu chowanie głowy w piasek.

P: Czy myślisz, że służy to w jakiś sposób władzy rządowej, to zaniedbywanie edukacji aby ludzie nie byli w stanie intelektualnie stawić czoła rządzącym?

Z: Bezdyskusyjnie. Nie sądzę by był to jakiś przypadek, że system edukacji w Ameryce został doprowadzony do obecnego stanu. Bo tylko zupełnie niewykształcona masa ludzka nabierać się będzie na polityczny bajer. Żółte chorągiewki i małe flagi i ten szum słowny i faceci mówiący o "nowym porządku" i całe takie gówno, twierdzę, że tylko osoba, której nie nauczono krytycznego myślenia i która nie zna geografii, nie zna języka angielskiego, ktoś kto nie potrafi mówić w tym języku, tylko tacy ludzie podatni są na te wszystkie rzeczy.
Jednym z przedmiotów, które wycofano ze szkół było wychowanie obywatelskie. Był to przedmiot, który trzeba było zaliczyć aby zdać maturę. Uczono tam co jest w konstytucji. I po tych studenckich rebeliach w latach 60, wychowanie obywatelskie zostało wycofane z programu i zastąpiono je czymś co nazywa się naukami społecznymi. I oto żyjemy w kraju mającym wspaniałą konstytucję i wszystkie te gwarancje, kontrakt pomiędzy obywatelami i rządem, i nikt nie wie co w tym
jest. To jeden z najbardziej strzeżonych sekretów. A jeśli nie wiesz jakie są twoje prawa, to jak można ich się domagać? I co więcej, jeśli nie wie się co jest w tym dokumencie, to czy może nas obchodzić to, że ktoś go drze na kawałki?

P: Jaka była twoja reakcja na wojnę w Zatoce, i ten szowinistyczny patriotyzm, tą euforię, które po niej nastąpiły?

Z: Cóż, moja reakcja była bardzo negatywna ponieważ ta wojna była niewiarygodnie głupim pomysłem. Wystarczy tylko spojrzeć na to co dzieje się w Iraku w tym tygodniu by zobaczyć czy to był dobry pomysł by wysłać tam pół miliona facetów i narobić całe to gówno. Widzę to więc jako kompletne fiasko dyplomacji, zupełną klapę, zawstydzającą porażkę ONZ, która wszak winna bronić zasad do obrony których została powołana. Została użyta do autoryzacji tej wojny tylko dlatego, że George Bush decyduje się, że powinno powstać coś co nazywa nowym porządkiem świata. Robiłem nie tak dawno wywiad dla niemieckiej telewizji i facet stamtąd powiedział: "'Nowy porządek świata,' czy on nie wie, że Hitler używał tego zwrotu? To jest po linii Hitlera."

P: Jaka jest twoja teoria na to, że Ameryka nie dokończyła tej wojny, że zostawiliśmy Saddama u władzy?

Z: Po pierwsze, nie ma żadnej gwarancji, że możemy go dostać. Inną jeszcze rzeczą jest to co powiedział Stephen Solarz w Crossfire wczoraj wieczorem, że powinniśmy jeszcze raz rozpocząć wojnę, pojechać tam i nie tylko pozbyć się Saddama, ale też wykorzenić Partię Baath w całym Iraku. Powiedz mi teraz jakiej to do kurwy nędzy pęsety potrzeba aby to zrobić? Usunąć Partię Baath Saddama Husseina to tak jakby chcieć usunąć partię komunistyczną z Rosji. Na każdym poziomie. Wszędzie tam są faceci z Partii zarządzający wszystkimi sprawami. A do tego jeszcze pięć różnych rodzajów tajnej policji. Jak można by tego dokonać?
Sednem sprawy jest to, że dla tych pseudo monarchów nie ma nic groźniejszego niż demokracja. Jeśli Kurdowie i Szyici zdołają obalić rządy Husseina i zdecydują się na demokratyczny parlament i tę całą resztę, jeśli to się rozniesie na południe, to zagrozi to Emiratowi w Kuwejcie i całej Saudyjskiej rodzinie królewskiej. ONI nie życzą sobie demokracji nigdzie w pobliżu ich półwyspu. I również z punktu widzenia amerykańskich interesów jest prawdopodobnie łatwiej dogadywać się ze skorumpow
anym monarchą niż z jakimś niepokornym demokratycznym parlamentem. Łatwiej jest płacić jednemu facetowi i jego rodzinie.

P: Sądzę, że z wielu względów reakcja na tę wojnę była nie tylko próbą odgonienia złego ducha syndromu wietnamskiego ale też odwrócenia uwagi od bardzo złej sytuacji w latach osiemdziesiątych.

Z: Jedynym sposobem by mieć dobre zdanie o latach osiemdziesiątych, to nie mieć w ogóle żadnego zdania. W okresie tych dziesięciu lat dwanaście procent bezdomnych stanowią nikomu nie potrzebni weterani wojny wietnamskiej, trzydzieści procent to ludzie wyrzuceni ze szpitali psychiatrycznych a zamknięci tam przez Reagana na początku dekady, reszta to rodziny pozbawione majątku w czasie kryzysu z lat 82-83, kiedy to ekonomia Reagana zebrała swe pierwsze ofiary, podczas gdy inni zarabiali krocie na sprzedaży śmieciowych papierów i fikcyjnych interesów.
Aby więc dobrze myśleć o latach 80, to myślę, że należałoby zmutować w coś niepodobnego człowiekowi, bo jeśli spojrzeć na te czasy, to nie ma się czym zachwycać. Na szczęście dla nas muzyka tego okresu dokładnie odzwierciedla pustkę całej tej ery.

P: Czy myślisz, że muzyka lat 80 wytworzyła coś znaczącego, muzycznie bądź też jako społeczna krytyka?

Z: Cóż, ja wciąż to robię. Jestem pewien, że było w Stanach paru ludzi, którzy to robili, ale nigdy się tego nie słyszało, ponieważ większość tego co można było usłyszeć można też było zobaczyć. Początek lat 80 dał nam MTV, a muzyka zmieniła medium z dźwiękowego na bardziej wizualne.

P: Na lepsze czy na gorsze?

Z: Na gorsze, bo według mnie muzyka winna być konsumowana przez uszy i nie powinno mieć znaczenia czy osoba ją wykonująca wygląda jak modelka czy model.
Firmy nagraniowe uznały, że jest to najlepsza rzecz jaka mogła im się przytrafić gdyż w ten sposób zdobyli możność taniego reklamowania się w telewizji. I tak ogon zaczął merdać psem. Firmy nagraniowe przestały podpisywać kontrakty z grupami, które potrafiły grać, na rzecz grup, które dobrze wyglądały na zdjęciach, ponieważ doszli do wniosku, że zawsze można
znaleźć kogoś kto zaśpiewa i wykona całą resztę, i zdarzyło się to już mnóstwo razy. Mamy więc kupę modelek do nakręcenia wideo a zapominamy o muzyce. W ten sposób to działa. Młoda widownia, której nigdy nie było dane doświadczyć wartościowej muzyki zaczęła oglądać MTV w taki sam sposób jak do tej pory oglądała sobotnie kreskówki. I to zadziałało. Nie było żadnej konkurencji. Zanim powstało MTV, jeśli chciało się mieć przebój, to było w Stanach około 10000 stacji radiowych gdzie mogłeś rozpowszechnić nagranie najpierw lokalnie, a potem dopiero stawało się ono znane szerzej. Teraz jest tylko MTV ze swoją krótką listą nagrań, i z tego powodu firmy nagraniowe wpadły w swoje własne sidła, teraz nie mogą wykonać ruchu bez skonsultowania się z MTV, dzwonią by powiedzieć, że zamierzają zrobić takie a takie wideo z takimi a takimi zdjęciami, i co o tym myślicie, i w ten sposób MTV staje się totalnym cenzorem mającym w swej łasce wszystkie główne firmy nagraniowe.
Zacząłem mieć dość MTV kiedy zaczęli wymyślać rockowe zapasy, w których widzieliśmy Hulka Hogana namawiającego dzieci do brania witamin by rosły takie duże i silne jak on, by stawały się Amerykanami. To naprawdę było na poziomie sobotniej kreskówki.

P: Co myślisz o popularności rapu wykraczającej poza jego etniczne korzenie? Nie myślę o Vanilla Ice, ponieważ jest to również tylko postać rodem z kreskówek, ale o popularności ciężkiego czarnego rapu, i stylu ubierania się przejętym przez białych.

Z: Nie sądzę by było to dziwne czy niewłaściwe.

P: Ja również. Ale jak byś to wyjaśnił?

Z: Jest to kontynuacja tego co działo się w latach 50 gdy czarne zespoły śpiewały o swoich dziewczynach. Bo nie wszyscy, którzy kupowali ich płyty byli czarnymi nastolatkami z zawodówek. Były to biali nastolatki z przedmieść nucący "Znam dziewczynę o tym samym imieniu." Była to melodia ich życia. Jeśli muzyka przemawia do ciebie, to orientacja rasowa nie ma żadnego znaczenia. Poza tym, dzisiaj, gniew jest gniewem. Gniew jest towarem powszechnego użytku. Niefortunnym aspektem tego jest to, że wiem, że istnieje gniew białej młodzieży z przedmieść, lecz nie ma głosu, który by go wyraził.
Wierzę, że jest wiele spraw, które ich wkurzają, ale nie mają środka, za pomocą którego mogliby to okazać, bo jeśli biały nastolatek zdecyduje się śpiewać rap, to nie mówi on swoim własnym głosem, po prostu wykrzykuje coś przez wynajęty od kogoś megafon. A nie jest to zbyt oryginalne, i jeśli się na to decydujesz, to jest to po prosu kopiowanie czyjegoś chwytu rynkowego. I oddala cię to od autentyczności
tego co chcesz powiedzieć.

P: Zaangażowałeś się w interesy w Czechosłowacji. Co zawiodło w Europie Środkowej?

Z: Rząd Stanów Zjednoczonych.

P: Co przez to rozumiesz?

Z: Ponieważ po tych wszystkich latach gdy mówiono "Cudownie byłoby pozbyć się komunizmu," i potem gdy budowano te wszystkie bronie aby go zniszczyć, i tą całą wielką armię, która rozkłada się na naszych oczach, miało się w końcu tę okazję aby wejść i rozprzestrzeniać demokrację, o której to mówili wszyscy prezydenci. "To jest demokracja, jest dobra, każdy powinien ją mieć, najlepsza jest wprost od nas," i wszystko czego by było trzeba to parę dolców, kilku doradców, którzy by powiedzieli, "System wolnorynkowy pracuje tak a tak" i nieco przyjacielskiej pomocy. A tego właśnie nie było.

P: A jakie były twoje korzenie? Twój ojciec pracował w firmie produkującej gazy paraliżujące?

Z: Cóż, to nie był gaz paraliżujący ale musztardowy.

P: Czy to prawda, że zgłaszał się na ochotnika do eksperymentów?

Z: Był to sposób aby w czasie wojny zarobić jakieś dodatkowe pieniądze, można było być świnką morską biorąc udział w testach skórnych. Kładli ci coś na skórę i potem to bandażowali, oczywiście nie mówili co to jest. Więc ojciec chodził z tymi wielkimi bandażami na rękach i czasami przychodził do domu nawet z dwoma lub z trzema, a swędziało go to i piekło, i widać było, że cierpi, ale było dodatkowe trzydzieści dolarów na tydzień. A ja nadal nie wiem co oni mu tam kładli.

P: Jak się dorastało w takim otoczeniu - jak bardzo byłeś tego wszystkiego świadomy?

Z: Myślę, że wszystko już dobrze rozumiałem gdy miałem pięć, sześć lat. Chodziło w tym o zabijanie ludzi. Mój ojciec pracował w miejscu gdzie robiono rzeczy do zabijania ludzi.

P: I jak to na ciebie wpłynęło. Patrząc na to teraz, czterdzieści pięć lat później, jaki to miało wpływ?

Z: To była wojna światowa. Były powody aby robić takie rzeczy. Każdy ma inne spojrzenie. Jest jeszcze to, że był Sycylijczykiem, a nie było dobrze być Sycylijczykiem czy mieć jakieś włoskie korzenie w tamtym momencie amerykańskiej historii; musiał wykazać się jakimś dodatkowym patriotyzmem, tak sądzę.

P: A jak to wpływa na ciebie dzisiaj?

Z: Daje mi to pewną perspektywę gdy pomyśli się jak długo robimy te rzeczy. Co najmniej czterdzieści pięć lat.

P: Jakie było twoje zdanie o muzyce punkowej?

Z: No cóż, podobało mi się punkowe podejście, niekoniecznie forma muzyczna; punk jest anty-muzyczny. Cała jego idea to, że będziemy grali gówniano i szybko i co z tego? To 'co z tego' zawsze mi się podobało. Nie podoba mi się jednak bycie przeciw muzyce. Nie lubię ludzi rozwalających instrumenty. Nie podoba mi się niszczenie rzeczy, które mogłyby wyprodukować coś pięknego.

P: Czy powiedziałbyś, że jakaś punkowa muzyka jest dobra? Na przykład 'Clash'?

Z: Jednym z moich ulubionych punkowych nagrań było "Gidget Goes to Hell" zespołu Suburban Lawns - wydawało mi się dobre.

P: Nagrałeś kiedykolwiek coś punkowego?

Z: O, tak, z pewnością.

P: Nagrywałeś punkowe płyty?

Z: Nie całe płyty, ale niektóre melodie: "I'm So Cute" na Sheik Yerbouti.

P: Co sądzisz o seksizmie w muzyce heavymetalowej, i w tym co robi Andrew Dice Clay, i w rapie? Jak odnosisz to krytyki z jaką ty spotkałeś się w przeszłości z powodu sposobu przedstawiania kobiet w twoich piosenkach?

Z: Nie sądzę by było coś złego w tym jak pokazuję kobiety w moich piosenkach. Wydaje mi się, że przedstawiam je raczej takimi jakimi są. Ponieważ kobiety nie są idealne. Ale przecież większość moich piosenkach jest o mężczyznach i o tych głupich rzeczach, które robią mężczyźni. I oni nigdy się nie skarżyli. Czy dlatego, że stoją niżej w rozwoju niż kobiety - co z kolei dowodziłoby stanowiska kobiet, że mężczyźni są tak kurewsko głupi, że nie wiedzą nawet co mają robić, albo, że są zbyt leniwi by się poskarżyć - albo może dlatego, że kobiety naprawdę myślą, że powinny być traktowane specjalnie, że trzeba do nich podchodzić w jedwabnych rękawiczkach, tak jak do państwa Izrael? Nie można niczego złego powiedzieć o Izraelu bo zaraz ludzie nazwą cię antysemitą. Gdyby zdarzyło ci się powiedzieć, że Izraelczycy w stosunku do Palestyńczyków zachowują się jak nazistowskie Niemcy, a właśnie tak to wygląda gdy patrzy się na nagrania wideo stamtąd, to zaraz usłyszysz "Oh, jesteś antysemitą." A wiadomo, że to nieprawda. Więc gdy mówisz "Kobiety to i to robią głupio," to trzeba tak powiedzieć. Przekaz muzyczny jest zarazem przekazem dziennikarskim.

Z: A za co byłeś najbardziej krytykowany?

Z: Za "Żydowską Księżniczką" z Sheik Yerbouti. Krytyka pochodziła od zorganizowanej grupy, Anty-zniesławieniowej Ligi B'nai Birth. Tak jakby coś takiego jak Żydowska Księżniczka w ogóle nie istniało. Tak jakbym ja to wymyślił? Poprosili mnie bym przeprosił. Odmówiłem. Powiedziałem nie. Przez rok trwały spory, które tak naprawdę mi pomogły. Płyta Sheik Yerbouti okazała się być moim najlepiej sprzedawanym albumem.

P: Czy myślisz, że nacisk cenzury może mieć wpływ na twórców?

Z: Pozwól, że powiem coś o demokracji. Czy ktokolwiek pamięta w jaki sposób Hitler przejął władzę w Niemczech? Wybrano go w wyborach. Ludzie powiedzieli, tak, on przemawia właściwym językiem. Kiedy ma się demokrację to zawsze jest możliwość, że wybiorą gościa, który okaże się być zagrożeniem dla planety. I miejsce gdzie coś takiego może się zdarzyć jest właśnie tutaj, a to z powodu wpływu mediów, wysokiego poziomu analfabetyzmu, oraz desperacji. Hitler doszedł do władzy właśnie dlatego, że sprawy nie toczyły się zbyt dobrze.
Teraz należy tylko spojrzeć na pierwsze lata prezydentury Reagana by zobaczyć jak wszystkie te czynniki się nakładają. Po pierwsze, wiele zawdzięczał wszystkim chrześcijańskim fundamentalistom i telewizyjnym kaznodziejom, którzy mniej lub bardziej bezpośrednio pomogli mu uzyskać urząd. Zapomnijmy o Październikowej Niespodziance, miał on pomoc wszystkich tych grup. Po drugie, mieliśmy kryzys. Amerykanie lubią
wierzyć w cuda, lubią też wierzyć w magię, i kiedy konsumują religię to nie odbywa się to na poziomie filozoficznym, ale na poziomie cudu. Jezus może zrobić dla ciebie te rzeczy. I chodzi tu o towary, o przepływ towarów i usług z chmur wprost do twego pokoju dziennego. Zostałeś bez grosza, we wczesnych dniach administracji Reagana wylano cię z roboty i zamiast oglądać Madonnę w telewizji patrzysz na tych gości wykładających teologię dobrobytu. Jeśli prześlesz pieniądze, to udowodnisz Jezusowi, że naprawdę ci zależy, a on wynagrodzi cię dziesięć kroć. To tak jakby kupowało się los na loterii.
Dlatego nie ma większego zagrożenia dla amerykańskiego stylu życia niż swobodny przepływ informacji. Dla tych z prawa nic nie jest bardziej niebezpieczne niż swobodny dostęp do informacji. A wiesz skąd się to bierze? Wprost z chrześcijańskiej teologii, kiedy to Adam i Ewa byli w raju, to jak wpakowali się w kłopoty? Nie z powodu jabłka, ale dlatego, że był to owoc z drzewa wiadomości, więc esencją chrześcijaństwa jest to,
że nikt nie może być mądrzejszy od Boga, i że dostęp do wiedzy i posiadanie wiedzy skazuje cię na potępienie. Sama wiedza jest dziełem zła. Nie wolno nam posiadać wiedzy, a co jest źródłem wiedzy? Informacje. Trzeba zdusić to właśnie tam, w samym zarodku.

P: Co należałoby zrobić aby przeciętnego Amerykanina wybić z apatii, zwłaszcza teraz gdy zbliżają się wybory? Kampanie rozpoczną się za niecały rok.

Z: Nie wydaje mi się by można było to zrobić w jakiś spektakularny sposób. Nie jest to takie proste. Ja rozważam kandydowanie w najbliższych wyborach.

P: Naprawdę?

Z: Tak. Rozmawiałem z dwoma konsultantami politycznymi z Waszyngtonu i zamierzamy rozpoznać istniejące możliwości aby zorientować się co dokładnie należałoby zrobić. Pomysł jest taki by startować jako kandydat niezwiązany z żadną partią i by wpływać na ludzi aby rezygnowali zarówno z Demokratów jak i Republikanów, gdyż ci pierwsi nie mają do zaoferowania nic więcej jak skrycie powtarzane życzenie "Jaka szkoda, że nie jestem Republikaninem", Republikanie zaś reprezentują surowe, nieskrępowane zło i chciwość oraz ignorancję osłodzone balonikami i wstążeczkami. Nie ma więc z czego wybierać i mdłości biorą gdy patrzy się na Demokratów wygłaszających przemówienia bo tak naprawdę to oni wszyscy chcieliby być Republikanami.

P: Jak widzisz swoje szanse?

Z: Nie za dobrze, ale szansa jest szansą.

P: Traktujesz to bardzo poważnie? To nie jest tylko oświadczenie?

Z: Gdybym startował to na poważnie. Problemem jest to, że aby zrobić to sensownie trzeba być na listach we wszystkich stanach. I to kosztuje około milion dolarów na opłaty prawne, organizację i całą resztę aby tylko znaleźć się na listach wyborczych. Wszystko to zanim nawet wykupisz jakąś reklamę.
Moja teoria jest taka: zamiast robić to jak robią to ci inni faceci ja po pierwsze nie muszę startować w prawyborach, nie muszę jeździć do Iowa, nie muszę jechać do New Hampshire, nie muszę brać udziału w tym wyścigu świń, nie muszę robić żadnej z tych rzeczy. Wszystko co muszę to powiedzieć, chcę kandydować, za
mierzam to zrobić. Porzucę muzykę na cztery lata. Lubię ten kraj na tyle, że zrezygnuję na cztery lata z czegoś co kocham aby wykonać robotę, której nikt dobrze tutaj nie robi.
George Bush, czego on dokonał? Sprowadził żołnierzy do domu. Nigdy nie powinien był wysyłać tam tej pierdolonej armii! I widzimy co robi teraz, prezydencki projekt reformy edukacji. Okaże się fiaskiem.
Jednym z ciekawym projektów mojej platformy wyborczej jest zniesienie podatku dochodowego.

P: Jak byś tego dokonał?

Z: Podatek dochodowy powinien i tak być zniesiony ponieważ kiedy go wprowadzano to robiono to w stanie wyższej konieczności i po minięciu zagrożenia miano go znieść. Podobnie jak punkty pobierania opłat na autostradach. Podatek dochodowy jest wymuszeniem. Wkurwia ludzi to, że zarobili te pieniądze a teraz rząd im je zabiera. Jeśli mamy płacić podatek, to płaćmy go kiedy coś kupujemy, a nie dlatego, że pracujemy.
Takie rozwiązanie daje dostęp, w formie ściąganego podatku, do szarej strefy i nielegalnej gospodarki, ponieważ jeśli ktoś zarabia nielegalnie dolara dlatego aby go na coś wydać i w tym momencie jesteś w stanie ściągnąć podatek od wszystkich tych gości dysponujących wypraną gotówką. Bo kiedyś kupią sobie jacht, dom, cokolwiek.

P: W ten sposób wyprowadzisz wszystkie kolumbijskie pieniądze z narkotyków do innych krajów, na przykład do Kanady.

Z: Niech więc też pozbędą się tego podatku. Inną rzeczą jest to, że zaoszczędziłoby się mnóstwo pieniędzy na urzędnikach urzędów podatkowych. Nadał potrzebni by byli ludzie do administrowania podatkiem od sprzedaży. Myślę, że pięć procent z obecnego stanu urzędników dałoby sobie z tym radę. Oczywiście, trzeba by nakazu boskiego aby skończyć ze stanowymi podatkami dochodowymi.

P: Fantastyczny pomysł. Ale niełatwy. Mnóstwo problemów.

Z: I jeszcze jedna rzecz, pomyśl o tym. Przypuść, że ci mówią, nie płacisz podatku dochodowego, ani podatków federalnych. Byłbyś szczęśliwy. Nagle zdałbyś sobie sprawę, że masz w kieszeni parę tysięcy dolarów więcej. I nie niesiesz tego do banku. Poszedłbyś coś kupić sobie. Pomyśl o wzroście gospodarczym! Wskaźnik Dow Jones doszedł do 3000,47 - jak sądzisz co by się działo gdyby się dowiedzieli, że następnego dnia nie będzie już podatku od dochodów?
To co bym proponował, to pięcioletni okres w którym podatek od sprzedaży byłby na poziomie od dwunastu do czternastu procent na pewne produkty. Starałbym się wyłączyć z tego podstawowe produkty żywnościowe, aby nie uderzać w najbiedniejszych. I nie sądzę by kolumbijscy handlarze kupowali dużo mleka czy jajek. Tak
ie wyłączenia nie wpłynęły by negatywnie na gospodarkę. Więc przez pięć lat utrzymuje się ten podatek na nieco wyższym poziomie aby zrównoważyć deficyt. I gdy deficyt znika stopę podatku zmniejsza się do minimalnego poziomu. Myślę, że można w ten sposób prowadzić całkiem dobrą gospodarkę.

P: Czy dyskutowałeś o tym z ekonomistami?

Z: Dyskutowałem o tym z moim księgowym, który pracował dla urzędu podatkowego w Waszyngtonie. Był tam dyrektorem na rejon Baltimore i Waszyngton. Bardzo mu się ten pomysł podoba.
Cały pomysł w tym, że nie ma demagogicznej kampanii. Chcesz nadmuchiwanych balonów, to nadmuchuj je sobie sam. Celem jest przeprowadzenie najtańszej kampanii w historii polityki. Mogę siedzieć sobie w domu i występować w radiowych talk-showach i odpowiadać bezpośrednio na pytania zainteresowanych. I co by to kosztowało? Nic. Coś nie chce mi się wierzyć, że trzeba wydać pięćdziesiąt milionów dolarów czy też starać się o fundusze federalne i potem być zmuszonym do przestrzegania tych wszystkich reguł. No bo jeśli jesteś kandydatem bezpartyjnym, to walisz te wszystkie hece.

P: Czy sądzisz, że przeciętny Amerykanin zaakceptowałby cię nawet z takim programem?

Z: Jest tylko jeden sposób by to sprawdzić. I jeśli przegram, to co z tego?

P: Czy myślisz, że zmieniłbyś dużo gdybyś wygrał?

Z: O tak. Czy mógłbym w ogóle jeszcze cokolwiek pogorszyć?

P: Przynajmniej poziom świadomości mógłby wzrosnąć.

Z: Tak, to przynajmniej by się stało. Gdy słucha się tych innych facetów, to zanim jeszcze otworzą usta to wiesz już co chcą powiedzieć. A telewizja jest medium rozrywkowym. Teraz na przykład nie wiesz co zaraz powiem. Mamy teraz połowę roku wyborczego i jest naprawdę nudno. Czy sądzisz, że przysyłaliby kogoś by porozmawiał aby ożywić trochę tę atmosferę?
Ja nie zamierzam debatować z tymi facetami. O ile mi wiadomo to tak naprawdę oni nie istnieją. Dlaczego miałbym siedzieć i dyskutować o bzdurach, które wygadują. Im zależy tylko na tym by pokazać się w telewizji i zaskakiwać cię statystykami. I wiesz co? Patrzy się na taką debatę i jedyne co przychodzi do głowy to, "O, tak. On to zna wiele liczb." Totalne bzdury.

P: Jak definiujesz siebie jako muzyka? Jadąc tu słuchałem "The Best Band You Never Saw." Słyszałem tam coś z Spike Jones'a, z Kurta Weill'a, trochę Mahavishnu Orchestra - wiele rzeczy.

Z: To co robię, to budowanie kompozycji. I muszę uczestniczyć w ich manifestacji. Dlatego musiałem stać się liderem orkiestry i gitarzystą. Szczęśliwy byłbym mogąc po prostu pisać a wykonania zostawiać komuś innemu. Ale nikt by tego nie zagrał. Nauczyłem się tego od razu gdy tylko zacząłem komponować.

P: Jesteś też satyrykiem?

Z: Tak. Jestem kompozytorem i krytycznym socjologiem.

P: Moje ostatnie pytanie pochodzi od 23-letniej kelnerki z Malibu: Czy jesteś szczęśliwy?

Z: Dzisiaj, tak. Jutro, nie wiem. Wczoraj, jako tako. Żyję z dnia na dzień. Jeśli chciałbyś odpowiedzi uśrednionej, to prawdopodobnie nie. Bo możesz przekonać siebie, że jesteś szczęśliwy z powodu tego gdzie mieszkasz i tego co masz, ale kiedy oglądasz telewizję i słuchasz wiadomości, trudno utwierdzać się w przekonaniu, że jest się szczęśliwym, patrząc na to wszystko. Większość czasu spędzam oglądając wiadomości. To mój nałóg. A kiedy nie mogę obejrzeć wiadomości, to słucham komentarzy na CNN. I one mnie wkurzają.