home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


prawdziwy rarytas (raz, że polski, dwa, że naprawdę ciekawy), wywiad przeprowadzony przez Marka Garzteckiego dla Jazz Forum, najprawdopodobniej w czasie europejskiego tourne 1973 (zespół grał wtedy wymienione tu 'Brown Shoes Don't Make It'), czyli pewnie w sierpniu lub wrześniu, niestety nie mam pojęcia gdzie. (Skany - AFKA)

Po prostu inny rodzaj muzyki

JF: Ten rodzaj muzyki, który grasz obecnie – czy miałeś taką koncepcję już w chwili zakładania zespołu?

FZ: Tak.

JF: Pierwszą rzeczą, który przyciągnęła waszych słuchaczy, na przykład mnie, były wasze teksty a nie sama muzyka.

FZ: Podobnie było i z wieloma innymi ludźmi, ponieważ wiele rzeczy, o których mówiliśmy na naszych pierwszych płytach wydawało się  im mieć wymowę antyamerykańską, a ponieważ wielu nienawidziło Amerykanów – kupowało nasze płyty. Nie sądzę jednak aby był to właściwy powód lubienia naszej muzyki.

JF: Dziennikarz, któremu przede mną udzielałeś wywiadu pytał o twoją pozycję w muzyce rockowej. Wydaje mi się, że obecnie znajdujesz się poza nią chociaż na początku twoja muzyka była bliższa głównemu nurtowi rocka.

FZ: Musisz zrozumieć, że istniejemy już prawie dziesięć lat i to już jest dziesiąty skład zespołu, za każdym razem gdy go zmieniamy mamy coraz lepszych muzyków. A muzycy są w stanie grać tylko tak dobrze jak potrafią. Pierwsze, wczesne wersje Mothers nie potrafiły grać tak dobrze, nie mogłyby zrobić tego co gramy obecnie.

JF: Mothers są obecnie utożsamiani z twoją osobą. Czy zespół jest tylko środkiem realizacji twoich koncepcji, twojej muzyki? Jak istotną rolę odgrywają pozostali muzycy?

FZ: Każdy, kto gra muzykę wnosi do niej swoją wrażliwość, swe umiejętności techniczne, swoje nieumiejętności. Tak więc niezależnie od tego jak sobie muzykę wyobrażam, wygląda ona tak, jak zagrają ją muzycy. Są najróżniejsze rodzaje muzyków i ja słyszałem każdy rodzaj jaki tylko można sobie wyobrazić w Mothers; najróżniejsze style, najróżniejsze osobowości. Tak więc za każdym razem gdy zmieniamy brzmienie zmienia się i muzyka.

JF: Wkład przeciętnego muzyka w orkiestrze jest raczej ograniczony w możliwościach wyrazu.

FZ: Jest ograniczony gdyż być może wymaga od niego tego dyrygent, lub może wymaga tego kompozytor, ale ja nie ograniczam tu moich muzyków. Traktuję ten zespół jako małą zelektryfikowaną orkiestrę. W ten sposób nim dyryguję, jak i wiele rzeczy, które staram się z nim osiągnąć w muzyce są podobne jak muzyce orkiestrowej.

JF: Czy piszesz partytury?

FZ: Tak, mamy to rozpisane.

JF: Czy improwizowanie też?

FZ: Większość utworów ma miejsca pozostawione na sola, oprócz tego mają oznaczenia aby wydobyć strukturę muzyczną (teksturę). Mogą grać solo, wtedy ja daję znak muzykom, by wspierali solistę. Wszystko to jest improwizowane.

JZ: Czy słusznym byłoby stwierdzenie, że w ostatniej edycji Mothers jest znacznie więcej gry free w porównaniu do twoich starych nagrań?

FZ: Czy masz na myśli to co gramy obecnie na estradzie?

JF: Tak.

FZ: Zgadza się, ale tylko w niektórych utworach. Na przykład Brown Shoes nie są w konwencji free, Montana, Cosmic Debris nie są grane free. W przekroju czasowym około 20% spektaklu było grą swobodną, no może 30%. Reszta była zapisana.

JF: Czy podobnie było i w pierwszych edycjach Mothers?

FZ: Tak, podobnie, ale zasada improwizacji była inna. Było to coś pośredniego pomiędzy prostym rock and rollem a kompletnym chaosem. 

JF: Czy masz tu na myśli ostatni utwór z twego pierwszego LP (Return of the Son of Monster Magnet)?

FZ: Tak. To było na płycie Freak Out!

JF: Pamiętam, że towarzyszył temu bardzo zabawny komentarz, ale sądziłem iż napisałeś go po to aby ukryć fakt, iż była to bardzo szokująca muzyka dla miłośników rocka.

FZ: To nie miało być tylko szokujące dla miłośników rocka. To miało być też zabawne dla miłośników muzyki poważnej ale po niewczasie stwierdziłem, iż ci ludzie nie słuchają naszych płyt. Jeżeli znasz się cokolwiek na muzyce współczesnej. To słuchając tego możesz się nieźle ubawić.

JF: W moim osobistym odczuciu George Duke zrozumiał chyba najlepiej twoje koncepcje spośród całego twojego zespołu. Czy zgodziłbyś się ze mną?

FZ: Nie miałeś okazji posłuchać wystarczająco puzonisty (Bruce Fowlera). Wiem, że macie słynnego puzonistę wirtuoza w Polsce, niestety nie pamiętam jego nazwiska, ale Bruce też jest wirtuozem. Ma bardzo szeroką skalę. Ale to co mówisz o Georgu jest prawdą. On gra w sposób bardzo mi bliski, ma feeling, który mi odpowiada, nie chciałbym jednak wyróżniać go kosztem innych muzyków.

JF: Jak długo zamierzasz utrzymać ten skład?

FZ: Jeszcze nie wiem. Grając często dokonuję zmian ale nie zdecydowałem się jeszcze kiedy dokonam następnej.

JF: Czy muzyka którą zespół wykonuje obecnie jest rodzajem naturalnej progresji w twej twórczości? Słuchałem twoich starych nagrań i brzmią one zupełnie inaczej.

FZ: Cóż, lubię próbować wszystkich rodzajów muzyki.

JF: Z handlowego punktu widzenia robisz muzykę rockową, przynajmniej jako takie sprzedaje się twoje płyty, ale z muzycznego punktu widzenia znajdujesz się absolutnie poza rockiem, bowiem tworzysz po prostu własny, inny rodzaj muzyki. Nie grasz też jazzu mimo iż używasz często techniki improwizacyjnej i przynajmniej dwu słynnych jazzmanów gra w twoim zespole...

FZ: A więc nazywaj to po prostu „innym rodzajem muzyki”.

JF: Czy posiadasz wykształcenie muzyczne?

FZ: Nie.

JF: Och, czyżby?

FZ: Nie.

JF: Czy to prawda iż swoje pierwsze kroki stawiałeś jako muzyk rockowy?

FZ: Nie. Mym pierwszym muzycznym doświadczeniem była gra na bębnach w orkiestrze ulicznej. Później grałem rhythm and blues. Nie jestem szkolonym muzykiem. Swoją wiedzę muzyczną zdobyłem w bibliotece i słuchając płyt.

JF: Czytałem niedawno, że słuchasz dużo nagrać Pendereckiego i innych polskich kompozytorów współczesnych.

FZ: Myślę, że Penderecki jest wielkim kompozytorem; sądzę, że ma też duże poczucie humoru. Powiedz mu, że lubię bardzo jego muzykę. Mam jego dwa nagrania dla wytwórni Virgo i jedno na Nonesuch – „De Natura Sonoris” i „Capriccio skrzypcowe”. Mam też „Diabły z Loudun”. „Jutrznię” i...

JF: „Tren pamięci ofiar Hiroszimy”?

FZ: Tak, mam to w dwóch czy trzech wersjach. Myślę, że mam więcej jego płyt niż on ma moich.

JF: Które z twoich nagrań ma według ciebie trwałą wartość?

FZ: „Lumpy Gravy” – to płyta nagrana z orkiestrą i rozmowami.

JF: Czy chciałbyś stworzyć coś takiego jak „Jutrznia”, z wielkim chórem?

FZ: Gdy czekam na lotniskach piszę teraz utwór chóralny ale niestety bardzo trudno znaleźć w Stanach Zjednoczonych chór, który byłby odpowiednio wielki, potrafił dobrze śpiewać i byłby zainteresowany w nauczeniu się utworu, który....

JF: Byłby dostatecznie giętki aby śpiewać dziwne rzeczy...?

FZ: Tak. Sądzę iż są takie chóry w Europie, ale niestety nie śpiewają dostatecznie dobrze po angielsku aby wykonać to czego bym od nich wymagał. Zapewne macie i dobre chóry w Polsce.

FZ: Czy słyszałeś „Sinfonię” Luciano Berio wykonywaną przez Swingle Singers?

FZ: Nie.

JF: Śpiewają tam w wielu językach i...

FZ: Wolałbym napisać raczej coś takiego, co byłoby wykonywane dokładnie tak, jak zostało napisane i widownia mogłaby starać się zrozumieć intencje kompozytora zamiast zastanawiać się czy muzycy improwizujący na estradzie rzeczywiście tworzą coś kreatywnego czy tylko odwalają robotę. Podobne problemy miał John Cage gdy początkowo pozwalał muzykom improwizować a ci tylko marnowali czas. Dla tego typu improwizacji nie pokładam zbyt wielkiego zaufania w wykonawcach. Próbowałem natomiast wciągać do tego widownię i zazwyczaj miałem dobre rezultaty.

JF: Myślę, że to właśnie stanowi podstawową różnicę pomiędzy twoją muzyką a współczesną muzyką poważną?

FZ: Och, nie byłbym o tym przekonany. Sądzę, że podstawowa różnica pomiędzy tym co ja robię a współczesną muzyką poważną polega na tym, iż większość jej twórców nie jest „hot” i nie ma też poczucia humoru. Mimo iż są to ludzie niesłychanie uczeni, intelektualni, pobudzający, interesujący to ich muzyka jest najczęściej potwornie nudna.

JF: Czy nagrywasz jam session z innymi muzykami?

FZ: Nie. Lubię grywać na własnym sprzęcie aby wiedzieć jak będzie brzmiał mój instrument. I jeżeli gram z innymi chciałbym być pewien, iż rezultaty naszego wspólnego muzykowania będą miały wartość muzyczną a nie towarzyską w co większość jam sessions się przemienia.

JF: Tak więc jesteś bardziej kompozytorem niż muzykiem a nawet jako muzyk realizujesz tylko własne kompozycje.

FZ: Jeśli gram na estradzie solo to też je komponuję, tak więc jestem kompozytorem. To po prostu przypadek, że gram na gitarze.

 Wywiad dla Jazz Forum przeprowadził Marek Garztecki (1974)