home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks

 

jest to kolejny (część pierwsza) fragment "The Mother of All Interviews" z roku 1992, tutaj o tym jak FZ pracował a także trochę o orkiestrach. tł.andrzejrogowski

 

 

Ile godzin dziennie pracujesz? Czy pracujesz według planu?

Pracuję tyle godzin ile fizycznie dam radę wytrzymać. Obecnie jest to około 15 godzin.

Siedem dni w tygodniu?

Tak, osiem, jeżeli uda mi się trochę przycisnąć.

Czy miewasz jakieś wakacje?

Gdy się zmęczę, to śpię.

A w jaki sposób dzielisz swój czas pracy? Nie wygląda to chyba tak, że przez godzinę słuchasz, przez następną ćwiczysz, potem sprawdzasz i zapisujesz?

To co robię, zależy od rodzaju pracy jaki mam do wykonania. Na przykład, przez ostatnie dwa miesiące zajmowałem się głównie produkcją nagrań, tak więc, produkcja nagraniowa, to zupełnie inny rodzaj pracy niż, powiedzmy, praca z Synklawierem. Zazwyczaj wstaję, jem coś, schodzę na dół i od razu idę do Sonic Solutions [system edycji nagrań CD posiadany przez Franka]. Przenoszę nagrania z taśm na twardy dysk i zaczynam edycję, balansuję i rozbudowuję. Potem, gdy płyta jest już skonstruowana, zapisuję ją, a potem dalej to samo. Takie rzeczy robię najczęściej w nocy. Mamy tu inżyniera [Spencer Chrislu], który pracuje od 9 rano do 7 wieczorem, cztery dni w tygodniu. Mój dzień pracy zachodzi na jego. Instruuję go co ma być zmiksowane, mówię w jaki sposób chcę by było to zrobione i on to robi. W tym czasie ja śpię przez cztery albo pięć godzin, wstaję po południu a wtedy on albo już skończył miksowania albo właśnie zgrywa to na taśmę. Siadam z nim, powiedzmy od 4 do 7 i przeglądam miksy. Potem mam godzinę wolnego na posiłek. A około 8 wracam do Sonic Solutions. Zazwyczaj pracuję do 4 albo 5 rano.

Czy kiedykolwiek straciłeś swoją pracę gdy na przykład padł system albo taśmy się stopiły?

Tak.

W jaki sposób zabezpieczasz, przechowujesz swoją pracę?

No cóż, praca z Sonic Solutions to trochę tak jak praca z izotopami, bo nigdy się nie wie kiedy zdarzy się cos naprawdę dziwnego. Jest to fantastyczne urządzenie ale w oprogramowaniu zdarzają się zupełnie niewiarygodne wady i mogą one czasami naprawdę nieźle namieszać. Jedna rzecz, do której trzeba się przyzwyczaić, to informacja pojawiająca się co raz na ekranie: „Zasoby wolnej pamięci są mniejsze niż 250Mb. Możesz zamknąć niektóre pliki albo zrestartować system aby zwolnić pamięć.” I jeśli nie zrobisz tego od razu – jeśli nie przerwiesz pracy i nie zrestartujesz urządzenia, co zabiera około pięciu minut – to następną rzeczą jak się wydarzy będzie wymazanie przypadkowych plików na twardym dysku. Nie mam pojęcia dlaczego. Wygląda to tak jakby był tam jakiś wirus, który dopada cię od czasu do czasu.

Rozmawiałeś z producentem?

O tak. Nie wynajmowaliśmy się co prawda do testowania tego sprzętu, ale zapewniam cię, że jeśli oni nie skorzystali z naszych uwag przy udoskonalaniu urządzenia i oprogramowania, to wiele stracili. Jednym z powodów, dla których zdecydowałem się na jego zakup był ten, że umożliwia ono wykonywanie wielokanałowych edycji, nie tylko dla urządzeń stereo. W fazie przygotowań do tego projektu w Niemczech robiliśmy sześciokanałowe miksy muzyki z Synklawiera razem z innymi rzeczami i potrzebowałem urządzenia, które pozwalałoby mi posklejać to wszystko razem. Tak więc zakupiłem od nich ten udoskonalony, wielokanałowy system i zaraz już pierwszego dnia nic nie działało. Ich inżynierzy wciąż jeszcze pierdolą się tu z tym sprzętem. To niewiarygodne. Do tej pory nie podpisałem jeszcze czeku. Powiedziałem im, że jak tylko wszystko będzie działać jak trzeba to dostaną pieniądze. [Uwaga wydawcy: Firma już dostała pieniądze. Urządzenie działa.]

Jak wiele jest tych urządzeń?

Nie wiem. Mam nadzieję, że tysiące, bo naprawdę chcę by nie wypadli z rynku, to jest dobra maszyna. Te rzeczy, które potrafi robić! Potrafisz wyobrazić sobie system oparty na Mac’u posiadający oprogramowanie umożliwiające ci automatyczne usuwanie z taśmy wszystkich klików, zgrzytów i szumów? Oprogramowanie do usuwania szumów – coś czego przedtem nie kupiłem bo było zbyt drogie – ale naprawdę żałuję, że nie miałem czego takiego gdy zabrałem się po raz pierwszy za katalog starych taśm. Wystarczy że masz małą próbkę szumu taśmy albo sali albo jakiegokolwiek innego niepożądanego dźwięku, najmniejszy nawet szum z samego początku taśmy, a maszyna skopiuje go a następnie wytworzy filtr. Przepuszczasz potem muzykę przez ten filtr i szum znika.

Kent Nagano mówił, że praca z tobą to cudowne doświadczenie, bo zawsze zwracasz uwagę na poszczególne osoby w orkiestrze, wysłuchujesz co mają do powiedzenia i bierzesz to pod uwagę, tak że nawet zmieniasz własne zamysły. Czy podobnie udana była współpraca z zespołami Zubina Mehty i Pierre’a Boulez’a?

Zasady pracy z Zubinem Mehtą były sztywno z góry ustalone. Kierownictwo Orkiestry Filharmonicznej Los Angeles uważało, że koncert będzie sukcesem. Na pewno nie podjęli się tego ze względu na zawartość muzyczną. Tak naprawdę, to musiałem zakupić od nich przywilej wykonywania mojej muzyki. Musiałem zapłacić za przygotowanie partii dla orkiestry, w 1971 stawki dla kopistów były takie, że wyniosło to pomiędzy 7 a 10 tysięcy dolarów. Zapewniam cię, że nic na tym koncercie nie zarobiłem. A na dodatek, nie pozwolili mi nawet zrobić nagrania. Powiedzieli, że jeśli włączę magnetofon, to będę musiał zapłacić całej orkiestrze wedle stawek związkowych. Były tylko dwie próby, w ogóle, był to taki jakby festiwal, na scenie razem z orkiestrą była grupa rockowa a wszystko odbywało się w hali do gry w koszykówkę. I tak to wyszło. Jeśli chodzi o pracę z Boulez’em, to muzycy byli nieco inni. Po pierwsze, było ich mniej, tak więc można było z nimi porozmawiać. Niektórzy poprosili bym napisał dla nich partie solowe. Jeden z muzyków sekcji dętej grał również w kwintecie działającym w ramach Ensemble Intercontemporian Boulez’a. Chciał żebym napisał muzykę na instrumenty dęte. A także perkusiści zazwyczaj proszą o muzykę. Nigdy nie jestem w stanie spełniać takich próśb, bo na to wszystko potrzeba czasu.

Uwielbiam ‘The Perfect Stranger’.

No to na pewno spodoba ci się nowe wydanie, wychodzi nowa płyta CD. Gdy wydano to po raz pierwszy Angel wytłoczył 5 tysięcy kopii. Nagrywanie cyfrowe było wtedy w powijakach i brzmienie tamtej pierwszej płyty nigdy mnie nie zachwycało. Uważałem, że nawet nie zbliżało się do tego, co muzycy zaprezentowali w studiu. Gdzieś około zeszłego lipca kupiliśmy nową konsolę Neve i jest ona o wiele czystsza i daje lepsze brzmienie niż Harrison, którego mieliśmy przez ostatnie 10 czy 12 lat. Dlatego zdecydowałem się na powtórny remix. I teraz ukażą się one na tym nowym CD.

Już wiele dawnych płyt wydałeś powtórnie na CD; czy jest to porządkowanie przeszłości?

No cóż, na tyle na ile jest to możliwe. Dostałem parę negatywnych komentarzy na temat sposobu w jaki postępuję ze starszymi płytami. Lecz teraz, gdy mam Sonic Solutions możliwy jest powrót do tych starych płyt wczesnych Mothers of Invention, wziąć stare miksy, przepuścić je przez to urządzenie i zrobić wersje CD, oczyszczone w profesjonalny sposób, zadowalające wszystkich purystów.

Ludzie lubią trzymać się przeszłości. Niektórzy uważają, że winyl jest lepszy i że CD w jakiś sposób zanieczyszczają muzykę.

Uważam, że największą wadą CD jest mały rozmiar okładki. Jedną z rzeczy lubianych przez kolekcjonerów płyt jest fizyczny kontakt z ładnie zaprojektowanym opakowaniem. Można było coś tam zmieścić, można było to poczytać a i ilustracje wyglądały lepiej. CD tego nie mają. To tylko małe kwadratowe plastikowe pudełko.

Moje starzejące się oczy z trudnością doczytują się napisów. Na starych płytach nie mam z tym problemu.

No cóż, ja ich w ogóle nie czytuję. Wzrok całkiem mi się spieprzył i rzadko kiedy chce mi się wysilać go by przeczytać ten mikrodruk. Tylko gdy naprawdę szukam jakiejś informacji sięgam po okulary i czytam. Lubię CD bo są wygodne i na moje ucho brzmią lepiej niż winyle, zawsze nie cierpiałem tej spłaszczonej dynamiki i wszystkich tych maleńkich trzasków.