home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks


wywiad pochodzi z magazynu High Times, numer 55, marzec 1980. Przeprowadził go John Swenson, ten sam, który recenzował płytę Shut Up And Play Yer Guitar dla Guitar World.

Frank Zappa, najdziwniejsza gwiazda Ameryki, udziela wyjaśnień

Frank Zappa jest prawdopodobnie najmniej rozumianym człowiekiem w historii muzyki popularnej. Błyskotliwy kompozytor, aranżer, satyryk oraz krytyk, mimo tego wszystkiego jest on bardziej znany jako ekscentryczny wariat, który pisuje zabawne piosenki: jego batalie z krytykami i firmami płytowymi przeszły do legendy, choć niektórzy postrzegają je jako celową deprecjację tego czego nie może zdobyć a nie jako szczerą próbę pozostania wiernym swym muzycznym celom. Przez ostatnie dwie dekady w zespołach Zappy grali najznamienitsi muzycy swoich czasów i przez cały ten czas zespoły te prezentowały najbardziej twórczy stosunek do rockowej instrumentacji.

Trzy lata przed tym jak z wielką pompą pokazano światu wspólne granie zespołu rockowego Moody Blues z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną, Zappa wraz ze swoją grupą Mothers of Invention, opublikowali ‘Freak Out!’, o wiele bardziej ambitną syntezę klasyki, awangardy, jazzu oraz popu, która zawierała w sobie wszystkie elementy tak R&B jak i rocka lat 60. Wyrafinowane aranżacje Zappy z tej płyty stały się inspiracją dla bardziej komercyjnych wysiłków grup takich jakich Chicago czy Blood, Sweat and Tears.

‘Freak Out!’ Oraz płyty wydane po nim, ‘Absolutely Free’ i ‘We’re Only In It For The Money’ – socjo-polityczne obserwacje kalifornijskiego stylu życia drugiej połowy lat 60 – rozbawiły wielu, ale też wytworzyły wiele resentymentu wśród tych, którzy stali się celem satyry Zappy. Zappa zaczął być do tego stopnia identyfikowany z satyrą, że ambitna muzyka, która znalazła się na następnych albumach, aż za często uważana była po prostu za kolejny żart. Jednak ‘Lumpy Gravy’, ‘Cruising With Ruben And The Jets’, ‘Uncle Meat’, ‘Hot Rats’, ‘Burnt Weeny Sandwich’ i ‘Weasles Ripped My Flesh’ dowiodły, że niewielu mogło dorównać Zappie i zdobyły dla niego uznanie u najbardziej nawet sceptycznych krytyków. Miłośnicy jazzu, przywykli do nie wydawania sądów bez uprzedniego uważnego wysłuchania, ogłosili Zappę najbardziej interesującym rockowym kompozytorem i aranżerem.

Zappa nakręcił klasyczny już film undergroundowy ‘200 Motels’ oraz nagrał kilka płyt z Markiem Volmanem i Howardem Kylanem, którzy stanowili trzon zespołu The Turtles. Jeździł na tournee z tą grupą na początku lat 70, potem zatrudnił Georga Duke’a i wyprodukował takie klasyki jak ‘Over-Nite Sensation’, ‘Apostrophe(‘)’ i ‘One Size Fits All’. Mimo tych muzycznych triumfów, Zappa pozostawał w ciągłym konflikcie ze swoją wytwórnią płytową i w końcu, po gwałtownych sporach, opuścił Warner Brothers. Trzy lata temu planował wydać swój czteropłytowy album ‘Lather’ w firmie Phonogram, ale uniemożliwiły to prawne uwikłania. Zamiast tego Zappa wydał ‘Sheik Yerbouti’, płytę, która jeszcze bardziej utrwaliła jego złą reputację. „Dancing Fool,” prześmieszna kpina z tańców w barach dla samotnych, stała się przebojem dyskotek, a „Jewish Princess,” kolejna satyra z długiego szeregu zaczętego przez „Suzy Creamcheese,” wzburzyła wszystkich od Dinah Shore po Ligę Anty-Oszczerczą.

Ostatni projekt Zappy, „Joe’s Garage”, to jego najbardziej ambitne dzieło ostatnich lat, trzypłytowy, konceptualny album opowiadający o świecie, w którym muzyka jest wyjęta spod prawa. A nowy film, „Baby Snakes”, historie o ludziach, którzy „robią rzeczy nie całkiem normalne” zdaje się być bardziej komercyjnie przystępny niż „200 Motels.”

Rozmawiałem z Zappą w jego domowym studiu mieszczącym się w piwnicy jego domu w Los Angeles. Jego nawyk pracy non stop sprawia, że tam właśnie spędza większość czasu gdy przebywa w domu. Jak na kogoś z taką reputacją, Zappa jest osobą bardzo bezpośrednią i trzeźwo myślącą.

 

High Times: Czy naprawdę przestrzegasz zasady nie używania narkotyków w swoich zespołach?

Zappa: Tak, oczywiście.

HT: Czy dlatego, że sądzisz, że miałoby to wpływ na ich zdolność do grania?

Zappa: Ma to wpływ na wiele rzeczy. Po pierwsze, jeżeli faceci się naćpają, to nie są w stanie grać. Po prostu nie mogą, wiadoma rzecz. Jeżeli robi się próby z zespołem przez dwa miesiące przed wyruszeniem na trasę, to muszą nauczyć się grać jak w zegarku i być  w stanie zagrać koncert w każdych warunkach. Jeżeli na scenie coś idzie nie tak, oni mimo to grają. Jest to jak trening wojskowy, ćwiczy się, a gdy już się skończy, to zna się wszystko na wylot. Taki jest zamysł. Za to im się płaci, gdy wychodzimy na scenę by zagrać, to możemy dostarczyć widowni produktu najwyższej jakości. Kiedy jednak wychodzi się tam ze zmieszanym umysłem, to raczej nie zapamięta się swojej sekwencji zdarzeń. Na pewno wystąpią błędy instrumentalne, które następnie zburzą równowagę całego show. Wszystko zawali się jak kostki domino.

Innym problem pojawia się gdy robimy tournee po Europie – a spędzamy tam połowę naszych tournee – co dzień jesteśmy w innym kraju. Co dzień nowe przepisy prawne, nowe przepisy celne i wiele rzeczy, z których nawet nie zdajesz sobie sprawy. Jest się tam po prostu przejazdem, jako członek grupy, i jeżeli ma się przy sobie narkotyki, to nie wiesz co może ci się przytrafić. Mogą cię zabrać i zamknąć, no i koniec kropka. W międzyczasie, reszta grupy musi zdwoić wysiłki by wypełnić dziurę jaką po sobie pozostawiłeś.

HT: Nigdy się to jednak nie zdarzyło?

Zappa: Powiedzmy, że było paru cwaniaków, którzy popełnili pewne błędy w Europie. Nie zamknęli ich, ale było parę osób, które zrobiły tam parę głupich rzeczy, więc jestem nieugięty w tych sprawach. Wali mnie to czy chcą wrócić do domu. Gdy są u siebie czy poza linią frontu wydarzeń, nadal są opłacani, ale gdy nie są na scenie czy w studiu, to co robią ze swoimi ciałami, to ich sprawa. Ale gdy tylko znajdą się na tournee, na próbie albo w studiu, muszą być w stanie dać z siebie wszystko. W przeciwnym wypadku... Czy wiesz ilu ludzi przysyła mi listy z prośbą o przyjęcie do zespołu? Ma całą teczkę ludzi oczekujących na pracę. Zespół opiera się na idei: „Jeżeli nie podoba ci się praca i nie chcesz jej wykonywać, to cześć, bo jest mnóstwo innych, którzy chętnie przyjdą na twoje miejsce.”

HT: Czy zakaz obejmuje też alkohol?

Zappa: Nie, do tej pory były może ze dwie osoby, które zdrowo pociągały whisky, ale nie do tego stopnia by robiły zadymy w stylu country&western. Jeśli chcą się napić piwa czy wina – większość nie lubi whisky – to w porządku gdyż jest to zgodne z prawem. Gdy jeździ się i śpiewa o rzeczach takich jak te, o których mówią moje teksty, to lepiej nie dawać agencjom rządowym okazji do zatrzymań pod pretekstem łamania jakiś dziwnych przepisów.

HT: Czy kiedykolwiek byłeś prześladowany przez władze lokalne? Czy byłeś zatrzymywany przez policję?

Zappa: Cóż, była jedna taka sprawa w Południowej Karolinie, ale tu w Los Angeles, nie. Od czasu do czasu mój telefon jest na podsłuchu, ale poza tym nie zdarza się by gliny myszkowały mi po domu czy coś w tym rodzaju.

HT: Kiedy zatrzymano cię za pornografię zanim jeszcze sformowałeś The Mothers, to było to nadużycie.

Zappa: Tak bym to określił. W końcu okazało się, że pułapka była zorganizowana niezgodnie z prawem.

HT: Dlaczego zwrócili na ciebie uwagę?

Zappa: Mieszkałem w Cucamonga, miałem tam dom pomalowany w niebieski turkus i zielone awokado ze znakiem, na którym było napisane: „Nagraj swój zespół za 13,50 za godzinę.” Cucamonga leżała na skrzyżowaniu Archibald Avenue i Route 66. Studio Z nie pasowało do małomiasteczkowej mentalności. Ten który mnie zatrzymał nazywał się Willis i był detektywem i kiedy w końcu poszedłem w tej sprawie do prawnika, ten powiedział mi: „Jak mogłeś dać się wrobić temu facetowi? Każdy tu zna detektywa Willisa. Całe dnie spędza w publicznej toalecie czając się na pedałów.” Tak właśnie wyglądały tajne operacje policji Hrabstwa San Bernardino około roku 1962.

HT: Czy kiedykolwiek starałeś się o rządowy grant na nagranie twoich dzieł orkiestrowych?

Zappa: Ludzie ciągle mnie o to pytają. Jak byś się czuł mając taki dług wdzięczności wobec rządu? Ja wiem jak bym się czuł. Dlatego raczej zostawiłbym te rzeczy w szafie niż wziął rządową dotację. Dlaczego jakaś gromada ludzi z jakiegoś komitetu miałaby udzielać ci certyfikatu na to, że przedstawiasz jakąś artystyczną wartość.

HT: Czy sądzisz, że kiedykolwiek zagrasz w Związku Radzieckim?

Zappa: Mieliśmy szansę zagrania paru koncertów ale nie chciałem jechać.

HT: Proponowali ci?

Zappa: Raz poproszono nas o spędzenie sześciu tygodni w Związku Radzieckim w ramach wymiany za dziecięcą grupę teatralną. Lubię ziemniaki ale człowiek jest w stanie zjeść tylko pewną ilość ziemniaków, szanuję również karaluchy, bo są na Ziemi dłużej niż ludzie i myślę, że muszą znać jakiś sekret, który tak długo utrzymuje je na topie, ale nie chcę spędzić sześciu tygodni otoczony przez ziemniaki i karaluchy.

HT: Grając „Who Are The Brain Police?”

Zappa: Tak. Mieliśmy też propozycję wyjazdu do Afryki Południowej i grania w festiwalu na świeżym powietrzu. Odpowiedziałem, że jeśliby zrobili mieszany show z białymi i czarnymi grającymi razem, to rozważyłbym taką możliwość, ale nie chcieli, więc nie pojechaliśmy. Mieliśmy nawet propozycję grania dla papieża.

HT: Papieża?

Zappa: Nie wierzysz mi. Papieża Pawła VI. Jest to oferta, która nadeszła do naszego biura. Papież chciał przyciągnąć młodzież świata na swoje wystąpienie i chcieli zgromadzić wszystkie te sławne grupy rockowe. Taki Papieżstock.

HT: Nie zapraszałby ciebie gdyby słyszał „Katolickie Dziewczyny.”

Zappa: No cóż, niekoniecznie. Słyszałeś o podręczniku do nauczania seksu, prawda? Było kiedyś w wiadomościach, że ten właśnie papież, 20 lat temu, napisał podręcznik do nauki seksu. Ktoś się o tym dowiedział i poprzez jakiś kardynałów z Nowego Jorku podpisał umowę i zdobył prawa do tego tekstu. Zabrali to do wydawcy za taką myślą, „teraz zrobimy z tym porządek, podręcznik do nauki seksu napisany przez samego papieża – to dopiero będzie bestseller!” Był tylko jeden problem. Podręcznik był biologicznie nieadekwatny. Nie wydaje mi się więc bym mógł obrazić papieża, który pisuje biologicznie nieadekwatne podręczniki do wychowania seksualnego, piosenką taką jak „Catholic Girls.”

HT: Trzeba na to trochę wyrafinowania.

Zappa: Poza tym, myślę, że facet ma poczucie humoru. Jednak może się mylę. Przedtem też myślałem, że ludzie mają poczucie humoru. Myślałem, że żydzi mają poczucie humoru do momentu gdy dostałem list z Ligi Anty-Oszczerczej.

HT: Ale oni nie reprezentują wszystkich żydów.

Zappa: Ale lubią sprawiać takie wrażenie. I czyż nie jest to odrażające – ta idea grupy etnicznej wspierającej jakąś agencję, która ma za swój cel rozpowszechnianie ujednoliconego wizerunku tej właśnie grupy etnicznej. Wiem na przykład, że LAO atakuje te przypadki pokazywania żydów, które nie mieszczą się w ich oczekiwaniach co do wizerunku żyda, jaki oni propagują. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, są różne rodzaje żydów, są różne rodzaje Włochów, różne rodzaje wszystkiego. I to dobrze, że tak jest. Inaczej bylibyśmy jak kartofle. Cała ta koncepcja z założenia skazana jest na porażkę. Nigdy nie uda się przekonać ludzi, że ich grupa etniczna odpowiada dokładnie wszystkim tym stereotypom, które jej się chce przypisywać. No bo przecież byli, na przykład, kiedyś Meksykanie, którzy naprawdę nosili sombrera i spali wsparci o kaktus tak jak to chciałyby widzieć te organizacje. Znam też wielu ludzi murzyńskiego pochodzenia, którzy jadają melony i kotlety wieprzowe. I jak wszyscy wiemy, są żydzi, którzy się onanizują i są też tacy, którzy zapuszczają dziwaczne paznokcie i wyciskają pryszcze. To są fakty. Patrzmy na fakty. To jest rzeczywisty świat.

HT: Czy przewidujesz efekt jaki twoje piosenki, na przykład „Jewish Princess” czy „Catholic Girls” wywołają u publiczności? Czy wyczekujesz jakieś specjalnie negatywnej reakcji?

Zappa: Jak wtedy gdy napisałem piosenkę „Jewish Princess”, czy zakładałem, że LAO będzie mnie atakować?

HT: Może, nie koniecznie ale do pewnego stopnia? Na pewno zdajesz sobie sprawę, że nadepniesz w ten sposób komuś na odcisk.

Zappa: No cóż, tak jak ja to widzę, to jeżeli „Ave Maria” będzie śpiewana przez odpowiedniego rodzaju osobę, to fakt ten także kogoś urazi. Gdyby Johnny Rotten nagrał „Ave Maria”, która jest dość łagodnym kawałkiem, to niektórzy ludzie wzburzyli by się tylko z powodu zestawienia artysty i piosenki. Z moim publicznym wizerunkiem zawsze jest szansa, że ktoś będzie obrażony czymkolwiek co zrobię. Tak więc, czy to ma w ogóle jakieś znaczenie?

HT: No dobrze, to jest aspekt negatywny. Ale spójrzmy na to z drugiej strony. Młodzieży naprawdę bardzo się podobają niektóre twoje zabawne piosenki. I być może dlatego właśnie nie słuchają muzyki, ponieważ słowa są tak przytłaczające.

Zappa: Ale jak długo obowiązuje to podejście, że nie można mieć dobrej muzyki z zabawnymi słowami, to ludzie myślą sobie, że jeśli coś jest zabawne, to muzyka musi z pewnością być nieistotna.

HT: Czy byłeś wychowany po katolicku?

Zappa: Tak.

HT: Kiedy zdałeś sobie sprawę, że było w tym wiele bicia piany?

Zappa: Kiedy miałem około 18 lat.

HT: Czy zastanawiasz się w jaki sposób twoja matka może zareagować na niektóre rzeczy, które tworzysz?

Zappa: Wiem jak reaguje. Wsadza sobie palce do uszu. Ale nie robię tego co robię by zdobywać pochwały od rodziców.

HT: Czy myślałeś kiedykolwiek o tym, że popełniłeś grzech śmiertelny?

Zappa: Nie pamiętam jaka była klasyfikacja grzechu śmiertelnego.

HT: Pamiętałbyś gdybyś sądził że go popełniłeś.

Zappa: Grzech śmiertelny. Czarna kropka. Nie da się ich zmyć z twojej duszy. O tak.

HT: Pamiętasz katechizm z Baltimore?

Zappa: Katechizm z Baltimore to jedna z najbardziej absurdalnych rzeczy jakie pamiętam. Ta mała niebiesko biała okładka i to wszystko co było w środku. Gdy chodziłem na lekcje religii zakonnice pokazywały nam części piekła. Odwracały stronę i pokazywały ci ogień i potwory i całe to gówno jakie ci się przytrafi gdy będziesz robił te rzeczy. Ja mówię sobie, „Hej to naprawdę coś. To naprawdę ekscytujące.” Ale wiesz, gorsze potwory widziałem wśród publiczności na niektórych koncertach, i oni na pewno cierpią bardziej niż tamte w ogniu na obrazkach.

HT: Wnoszę z tego co mówisz, że nie uważasz by używanie niektórych słów, jak na przykład pierdolić, było poniżające.

Zappa: Według mnie jest to kwestia świadomości. Nie wierzę w przesądy jakimi na temat tych słów przesiąkły media.

HT: Co jednak gdy to szkodzi twojej sprawie?

Zappa: Faktem jest, że nawet jeśli wydaję płytę bez jednego fuck, to i tak może być ona tak samo lekceważona jakby podlegała cenzurze. Pamiętam jak pojechałem kiedyś do rozgłośni radiowej w San Francisco. Robiłem tam wywiad i chcieli też zagrać parę moich nagrań, ale nie mieli tam za wiele moich płyt. Powiedziałem, „Nie macie zbyt wiele moich płyt,” a on mówi, „Och, mamy większość z nich. Większość jest tutaj.” Mieli tam takie pudło z napisem Nie Grać. Była też tam płyta Grand Wazoo, która jest głównie instrumentalna. Co możesz więc tu zrobić? Ludzie w rozgłośniach widzą płytę z moim nazwiskiem i od razu wciskają ją d takiego pudełka.

No bo popatrz, nie ma we mnie nic zabawnego ani ładnego a cały ten medialny przekaz oparty jest o rzeczy, które są zabawne i ładne. Mogę powiedzieć coś co cię rozśmieszy, ale nie jest to nic szczególnie zabawnego, prawda? I nie ma też w tym nic ładnego. Rozumiem tu zabawnego w sensie amerykańskim. „Cześć chłopaki i dziewczyny”, coś w tym stylu. „Wszystko w porządku, przepłyniemy tu sobie przez życie.”

HT: Bezmyślna zabawa.

Zappa: To co robię ma bardzo niską zawartość bezmyślnej zabawy, takiej, która jest ważna we wszystkich formach masowej rozrywki. Jeśli nie można przy niej zmywać naczyń, gawędzić sobie, to znaczy, że zabiera za dużo twojej uwagi. Dla najszerszego kręgu konsumpcji amerykańskiej muzyki pop bardzo ważna jest ta zawartość bezmyślnej zabawy. Kupuje się płyty bo to uwydatnia twój styl życia. Niekoniecznie po to by ich słuchać, ale by je po prostu mieć, przebywać w atmosferze tego stylu, rajcować się wraz z rówieśnikami tym co podtrzymuje wasze poczucie estetyki. Jesteś na topie, w fajny gość, nowoczesny, więc masz muzykę fusion. Jesteś zapatrzony w przeszłość, nieco romantyczny, masz więc The Eagles i Lindę Ronstad. Są to artefakty wspierające twój styl życia. Popatrzmy teraz, kto kupuje moje płyty? Na pewno ludzie, którzy nie dostosowują się do standardowych układów. Ale oni przecież też chcą się rozerwać tak samo jak inni. Każdy ma prawo słuchać tej muzyki, oglądać takie filmy czy smakować takich rozrywek, które poprawiają im samopoczucie. Po to właśnie jest rozrywka, byśmy się dobrze czuli. I teoretycznie, muszą tam być tacy ludzie, którzy używają moich nagrań do uwydatniania swojego stylu życia, czy też jakiegoś wyobrażenia jakie mają o sobie czy też o swoim życiu. Najłatwiej jest to potwierdzić tym, że teksty mówię o rzeczach, z którymi się zgadzasz. Ludzie słuchający moich płyt są cynikami. Nikt nie lubi poczucia całkowitego osamotnienia.

Myślę, że kiedy ukaże się Joe’s Garage będzie całkiem sporo ludzi, którzy usłyszą tą muzykę po raz pierwszy. Więcej ludzi słyszało moje nazwisko, widziało moją twarz albo mnie siedzącego w toalecie niż słyszało moją muzykę, czy też ma jakieś pojęcie o tym co robię. Stałem się elementem popularnego folkloru jako przykład czegoś negatywnego i cały czas jestem w ten sposób użytkowany. Większość ludzi nie słyszała mojej muzyki. Słyszeli po prostu nazwisko. I myślę, że ta płyta może to zmienić. Usłyszą muzykę, zatrzymają się na chwilę i zainteresują się też innymi rzeczami.

HT: Czy nie jest tak dlatego, że skandalizujący potencjał twoich piosenek jest tak silny, że przytłacza percepcję odbiorców?

Zappa: Bądźmy poważni. Co myślałbyś sobie o społeczeństwie, które byłoby na tyle prymitywne by uparcie wierzyć, że słowa jego języka są tak potężne, że gdy tylko je usłyszysz mogą zdeformować twoje myślenie? Tak właśnie myślą ci, którzy martwią się magicznymi słowami mogącymi wytwarzać niewiarygodne pornograficzne i zdeprawowane wizje jak tylko zostaną wyrzucone w powietrze.

HT: Mimo to je lubią.

Zappa: O tak, ale czy to jest cywilizowane? Uważam, że wszystkie słowa które mamy do dyspozycji są użyteczne w przekazywaniu naszych idei, jednakże to jak pewien segment naszego społeczeństwa traktuje te już legendarne czteroliterowe słowa, ponieważ są one tak efektywne – to jak ludzie ci boją się tych słów i środki do jakich gotowi są sięgnąć by powstrzymać pojawianie się tych słów w masowym przekazie są po prostu śmieszne. Jest to naprawdę głupie.

Kiedy mieliśmy występować w „Saturday Night Live” mieliśmy w programie piosenkę „Pokorni nie odziedziczą niczego”. Jest tam taki wers – „Bo chodzi tu o twoją dupę.” Powiedziano mi, że jeżeli nie zmienię tego jednego słowa, to zostanie ono w Kalifornii wybipowane. Mówili całkiem poważnie. Kiedy ma się zastępcę gubernatora (Mike Curb), który kiedyś był prezesem MGM...

HT: To on jest tym facetem, który wycinał wszystko co nosiło jakiekolwiek ślady obsceny albo propagowania narkotyków, a potem wszystkie te grupy pozwały MGM do sądu za kradzież.

Zappa: To był taki żart.

HT: Jak do diabła on został...

Zappa: Jak w ogóle takie dupki dostają takie stanowiska? Popatrz na to – za każdym razem gdy Brown wyjeżdża z miasta, pokazuje się Mike Curb. Gdy wyjeżdża gubernator, zastępca powinien przejąć obowiązki. Jak tylko Brown przekroczy granicę stanu na dwie sekundy, to Mike Curb zaraz kogoś wyznacza. Brown wraca i zaraz się o to kłócą. To po prostu śmieszne.

HT: To co mówisz sprawia, że przypuszczenie wypowiedziane w Joe’s Garage staje się bardzo prawdopodobne – to, że państwo może zakazać muzykę albo jakiś rodzaj muzyki. Curb, z którym pracowałeś to typ bardziej przerażający niż Chomeini, który zakazał wykonywanie zachodniej muzyki w Iranie, a która także z naszego codziennego życia jest usuwana.

Zappa: A jest?

HT: Czy nostalgia, którą przesiąknięty jest Joe’s Garage nie oznacza, że masz poczucie pewnej straty po tym jak dni oryginalnych Mothers minęły?

Zappa: Ani trochę. Bo wbrew potocznej opinii pracowali oni dla pieniędzy jak wszyscy inni. Istnieje takie popularne wyobrażenie oryginalnych Mothers jako grupy bufonów w pełni oddanych podróżom i robieniu wszystkich tych dziwacznych rzeczy. A to wcale nie było tak. Wcale nie pragnęli robić tych rzeczy i zazwyczaj trzeba było zapędzać ich batem by je robili.

Jeżeli chodzi o Roya Estradę i Jimmiego Carl Blecka, to wiedzieli, że jeśli nie zapuszczą sobie długich włosów, to nie dostaną pracy w Hollywood. Ale przecież mieszkali w Orange County. A Orange County to miejsce gdzie pełno jest ludzi takich jak Mike Curb. Traktują oni sprawy bardzo poważnie i jest tam naprawdę prawicowo dziwnie, bardzo dziwnie. Tak więc gdy zapuszczają te włosy i ubierają dziwaczne stroje by dostać tę robotę w Hollywood, to przecież wciąż musieliby wracać po pracy do Orange County do swoich przydrożnych domów. Musieliby upychać swoje długie włosy pod kołnierz i podnieść go na szyję, tak by nikt nie zobaczył ich gdy jadą ulicą. Nie byli tak po prostu jawnymi odmieńcami.

Nadal byłem odpowiedzialny za wypisywanie czeków ale dochody do podziału były mniejsze. Już zanim pierwsi Mothers się rozpadli przestałem wypłacać sobie tygodniówkę. Zespół był mi winny około 10000 dolarów. Po prostu nie mogłem dłużej tego ciągnąć a oni wszyscy znienawidzili mnie za to rozwiązałem zespół. Zupełnie jakbym miał wyczarować pieniądze z powietrza i wszystkich utrzymywać. Jest to takie rozwinięcie idei amerykańskiego państwa opiekuńczego. Gdy tylko cię ktoś zatrudni, to zakładasz, że jeżeli stanie się cokolwiek co zakończy twój okres zatrudnienia, to winny jest za to pracodawca, który unika swojej odpowiedzialności za utrzymywanie twojego standardu życiowego.

HT: Czy czułeś wtedy, że będziecie tak wielcy jak, powiedzmy, Rolling Stones?

Zappa: Nie myślałem, że możemy być tacy jak Stonesi bo aż za dobrze wiedziałem jaki był rynek. Rynek był dla tych ładnych. Zawsze taki był i zawsze taki będzie. A w nas nie ma nic ładnego. Ale istniał też rynek dla ludzi, którzy kupowali czasopisma o potworach i tym podobne rzeczy, i doszedłem do wniosku, że ludzie z upodobaniem do brzydoty zainteresują się też nami. Mieliśmy potencjalne poparcie w terenie – lidzie lubiący brzydkie rzeczy. Nie jest to jednak tak duży rynek jak tych, co lubią ładne rzeczy.

HT: Czy uważasz, że ludzie, z którymi współpracujesz doceniają uwagę poświęcaną szczegółowi i poczucie, że robią coś naprawdę niezwykłego?

Zappa: Myślę, że większość z nich martwi się głównie o swoją wypłatę, tak było zawsze i zawsze też tak będzie.

HT: Dlaczego więc zdecydowali się na współpracę z tobą?

Zappa: No cóż, jest ku temu dobry powód. Kiedy przestają ze mną współpracować od razu zdobywają reputację opartą na fakcie, że grali w zespole ogólnie uznawanym za najtrudniejszy, co daje pewien rodzaj zawodowej estymy. Oraz, gdy tylko chcą powiedzieć cokolwiek złego na mój temat, zawsze znajdzie się jakieś przyjazne dziennikarskie ucho, które uzna to za świetną historię. Zawsze mówią, że jestem dupkiem. A ja to pierdolę. Chodzi o to, że ja jestem pracodawcą. Jestem tym gościem, który musi podpisywać ich czeki. A kiedy ostatnio słyszałeś by ktokolwiek dobrze wyrażał się o swoim szefie? Ja jestem szefem. Nie można lubić szefa. To byłoby czymś złym, przeciwnym ludzkiej naturze. I nie tylko muszę podpisywać te czeki, muszę też zadbać o to bym zarobił tyle pieniędzy by miały one pokrycie. To jest ta rzecz, z której oni nie zdają sobie sprawy. Gdy dostają pieniądze muszą zdawać sobie sprawę z tego, że płacę moim ludziom z roczną gwarancją, nieważne czy pracuję czy nie. Nie ma tu żadnego kontraktu. Jest to umowa potwierdzona uściskiem dłoni. Gdy mówię, że jesteś przyjęty, to od dnia twojego zaangażowania dostajesz wypłatę każdego tygodnia bez wzglądu na to czy pracujesz czy nie, przez cały rok, nawet gdy cię zwolnię zanim ten rok upłynie. Gdy mówię, że będę ci płacił przez rok, to masz to jak w banku. Zdarzało się, że nie miałem na jedzenie albo na inne rzeczy potrzebne mi w pracy ponieważ starałem się być wypłacalnym. Ja się nie opierdalam a oni tego nie doceniają.

Powiedziałbym, że muzyk, który przychodzi do mnie do pracy dostaje całkiem dobre warunki. Po pierwsze, jest to najlepsza edukacja, jaką można zdobyć. Jest to jak praktyka zawodowa, której nie zdobędziesz, ani nawet której ci nie zaproponują w innych zespołach. Myślę, że większość tych ludzi, którzy byli w zespole tylko przez chwilę – nawet jeżeli szczerze nienawidzili tego co tu robili – to jednak nauczyli się czegoś. Tak więc, gdy widzisz co drukuje się na temat jak to się pracuje u Zappy, to trzeba się zastanowić czy osoba robiąca takie komentarze ma jakiekolwiek pojęcie o tym jak prowadzi się zespół.

Był taki czas w latach 60, gdy podpisanie ze mną umowy przez wytwórnię płytową było takim budowaniem sobie wizerunku, „Tak, mamy tu wszystko, od tego tam aż do Zappy. Che, che, od tych fajowych rzeczy aż po to gówno.” Jestem prawie pewien, że jest to jeden z powodów, dla których chce się podpisywać ze mną umowy.

HT: To zabawne, bo ty zdajesz się współpracować. Cały czas koncertujesz i wydajesz nowe albumy.

Zappa: Robię nawet więcej. Planuję kampanie reklamowe. Osobiście nadzoruję wykonawstwo artystyczne. Zajmuję się wszystkim sprawami związanymi z produkcją od momentu powstania nagrania do jego dostarczenia do wytwórni. Dokonuję obróbki nagrań, ja to wszystko robię. Rola gościa, który podpisuje ze mną kontrakt ogranicza się do wysłania mi czeku a cała robota jest zrobiona i przesłana pocztą. Bo ja to prostu lubię robić. Chcę brać tyle odpowiedzialności za projekt ile to tylko możliwe, bo wiem, że firmy płytowe nie przejmują się tak bardzo muzyką jak ja. Nikt tak naprawdę nie wie ile czasu spędzam pisząc czy nagrywając, ile już zrobiłem czy też nad jakim projektem właśnie pracuję czy cokolwiek innego. Nie mają pojęcia o tym co robię i jedyną rzeczą jaka pozostała im w głowach, to jakieś wrażenia z tego co było w latach 60. Tak więc w ich wyobraźni jestem jakimś reliktem czasów wojny wietnamskiej. Kto by potrafił sobie wyobrazić, że praca ze mną może być cięższa niż u kogoś kto właśnie założył swój pierwszy punkowy zespół.

HT: Jedyna oznaka nie-kooperacji z twoje strony to, to że twoje utwory nie zawsze nadają systemu AOR (system prezentowania muzyki w radiu z albumów a nie z singli).

Zappa: Tak, ale większość nowej fali też do niego się nie nadaje. Dawali olbrzymie kontrakty najbardziej niechlujnym grupom nowofalowym dobrze przy tym wiedząc, że nie będą oni grani w radiu w systemie AOR, z tego samego powodu, dla którego ja dostałem w Warner Brothers w latach 60 – prestiż. Każda wielka wytwórnia musiała mieć jakieś nowofalowe elementy. Pojawiły się więc dolary i pojawiła się nowa fala. Po tym jak już podpiszą z nimi kontrakty, to być może producenci firmy przekonają te grupy by nagrywały single. Wszystko zostało uformowane w przyjazne małe pakieciki zawierające wszystkie charakterystyczne cechy tej muzyki. Firmy były szczęśliwe bo w końcu miały coś, co mogły wysłać do radia. Nie zrozum mnie źle, naprawdę bardzo podobają mi się niektóre rzeczy w nowej fali, o wiele bardziej niż to klasyfikuje się jako punk, który w wielu przypadkach brzmi po prostu nie muzycznie. Ale niektóre nowofalowe grupy robią naprawdę interesujące rzeczy.

HT: A co konkretnie ci się spodobało?

Zappa: Cóż, nie ma czegoś takiego, co podobało by mi się w 100 procentach. Słyszałem kilka piosenek The Stranglers, które mi się podobały oraz kilka razy widziałem B-52 grających w Nowym Jorku i zrobili na mnie wrażenie.

HT: Grupy nowofalowe są nowego typu grupami barowymi, dlatego podpisuje się z nimi kontrakty. Są to nowe talenty.

Zappa: Nie sądzę by można było je nazywać grupami barowymi. Może w Nowym Jorku tak, ale nie w całych Stanach. Grupa barowa to grupa barowa. Oni grają przeboje i nie wcale nie grają w barach.

HT: Tak, zostało to teraz przejęte przez dyskoteki. Kluby gdzie zespoły grywały piosenki Chicago i tym podobne teraz odtwarzają muzykę dyskotekową. Jest to modne no i mniej kosztowne.

Zappa: No i nie śmierdzi. Nie potrzebuje garderoby. Nie daje pretekstu do aresztowania. Nie spóźnia się do pracy. Nie trzeba kupować strojów dla zespołu.

HT: Często spotykałem się z taki zdanie, że wybrałeś rock’a’roll tylko dlatego, że było to coś czym interesowała się opinia publiczna.

Zappa: Nie, to nieprawda. To znaczy, zawsze lubiłem rhythm-and-blues i jestem wielkim kolekcjonerem tej muzyki. Jest wiele spraw, którymi interesuje się opinia publiczna, z którymi nie życzyłbym mieć sobie nic do czynienia. Piszę muzykę i myślę, że gust ludzi, którzy konsumują muzykę w Stanach został w jakiś okropny sposób niedoceniony. Uważam, że publiczność amerykańska mogłaby pozytywnie zareagować na o wiele bardziej zróżnicowane rodzaje muzyki, niż te, które serwuje im się przez radio. Nie znaczy to wcale, że wszyscy odnieśliby się jednakowo pozytywnie.

Innymi słowy, ktoś kto biologicznie jest predysponowany do lubienia muzyki dyskotekowej może polubić też country-western, ale prawdopodobnie nie za bardzo. W jakiś sposób jednak na pewno by ją docenił. To samo dotyczy rzeczy bardziej awangardowych. Gdy się je usłyszy, to można wysnuć jakieś wnioski i zdecydować czy nam się podoba czy nie. Ale jeśli nigdy się tego nie słyszało, to skąd ma się to wiedzieć. Amerykanie otrzymują bardzo niewielkie spektrum muzyki przez radio, tak więc nie zawsze mają szansę usłyszenia czegoś różnego od głównego nurtu muzyki AOR.

HT: Jaki typ osoby jest biologicznie predysponowany do słuchania muzyki disco?

Zappa: Myślę, że są ludzie biologicznie predysponowani do disco, tak jak są ludzie z biologiczną predyspozycją do bluegrassu. Ja jestem biologicznie predysponowany do Bułgarskiej muzyki ludowej. Bierze mnie za każdym razem gdy jej słucham. Uwielbiam ją, ale nie jestem Bułgarem. Nie ma żadnego powodu by zakładać, że gdy byłem młody w ten właśnie sposób zareagowałbym na tą muzykę, bo usłyszałem ją dopiero kilka lat temu. Usłyszałem i od razu mi się spodobała. To taka sama reakcja,  jaka miałem gdy po raz pierwszy usłyszałem Ionisation Edgara Varese. Spodobała mi się automatycznie.

HT: Czy myślałeś o tym by dawać występy solowe?

Zappa: Wyjść na scenę z gitarą? Nie potrafię grać i śpiewać jednocześnie. Tak naprawdę to nie umiem śpiewać i granie też sprawia mi sporo kłopotów, tak nie wchodzi to raczej w rachubę.

HT: Co masz na myśli mówią, że granie sprawia ci kłopoty?

Zappa: To co najbardziej lubię robić na gitarze wymaga akompaniamentu. Nie potrafię usiąść i grać akordów i linię melodyczna – jak gitarzysta klasyczny – tak by było to muzycznie koherentne. Robię albo jedno albo drugie. Nie w tym samym czasie. A na dodatek, brak mi koordynacji by grać akordy i śpiewać. Mój zakres głosu to mniej więcej jedna oktawa. Jestem więc tutaj ograniczony. Gdybym miał pojechać sam na tournee, czy robić cokolwiek samemu, to mogłyby to być tylko wykłady. Miałem już takie propozycje.

HT: Czy zawsze mówiłeś tak cicho i łagodnie?

Zappa: Tak.

HT: Nie jest to coś czego bym oczekiwał. Gdy patrzy się na słowa, których używasz w tekstach nie wyobrażasz sobie, że pochodzą one od kogoś...

Zappa: Kto mówi tak cicho?

HT: Tak.

Zappa: Nie muszę mówić głośno. Gdy się słucha, to same słowa wystarczają. Nie ma potrzeby wykrzykiwania ich komuś w twarz.