home

Zappa w Internecie

biografie Zappy

zespoły, nagrania, dyskografia

teksty   

wywiady

artykuły zagraniczne

artykuły polskie

nowe na stronie

varia   

indeks

Dzień z Frankiem Zappą na antenie Radia Rzeszów

O wielkim artyście rozmawiali Roman Madejowski, Jacek Napiórkowski i Elżbieta Lewicka.

W 15 rocznicę śmierci FZ na łamach lokalnego dziennika Super Nowości ukazał się artykuł autorstwa Romana Madejowskiego o geniuszu FZ. W sobotę 6 grudnia, z inicjatywy Romana Madejowskiego, Radio Rzeszów przygotowało Dzień z Frankiem Zappą. Było osiem wejść na antenę, po głównych serwisach informacyjnych, po jednym utworze plus komentarze Romana Madejowskiego i Jacka Napiórkowskiego

Artykuł z Super Nowości. Napisał Roman Madejowski

Zapomniany Geniusz

15 lat temu umarł genialny muzyk Frank Zappa.

Kiedy 4 grudnia 1993 roku umierał w wieku 53 lat, miał w dorobku 57 wydanych płyt i opinię jednego z najtrudniejszych do zakwalifikowania muzyków świata. Niby grał rocka, ale takiego, którego nikt nie był w stanie nawet w przybliżeniu nazwać, określić. Miał grono bałwochwalczych wielbicieli a reszta ludzi jego muzyki po prostu nie rozumiała. To, że był wybitny, wiedzieli wszyscy. To, że był ambitny - także. Frank Zappa - geniusz stawiający słuchaczom wielkie wymagania. Właściwie był pod wpływem współczesnych muzyków klasycznych - Varesego, Cage'a, Strawińskiego, Weberna. To od ich słuchania zaczęła się fascynacja dźwiękami młodego, 14-letniego Franka. Kiedy miał 15 lat, matka powiedziała mu, że ma dla niego 5 dolarów na urodzinowy prezent. Wybrał rozmowę międzymiastową - zatelefonował do Edgara Varese, aby powiedzieć mu, że chce zostać kompozytorem i że kocha jego twórczość. Varese nie było w domu, porozmawiał z jego żoną.

Patrzono na niego jak na dziwaka

Potem nauczył się komponować. Dokonał tego samodzielnie, czytając podręczniki w bibliotece. Nie wyobrażał sobie nawet, że zostanie muzykiem rockowym - chciał pisać dzieła muzyczne, które wykona orkiestra symfoniczna. Rzeczywistość szybko zweryfikowała jego marzenia. Nikogo nie interesowały zakręcone utwory młodego Kalifornijczyka. Patrzono na niego jak na dziwaka. I tak też określił siebie i grupę kolegów, z którymi stworzył pierwszy zespół - Mothers of Invention. Zdawał sobie sprawę, że jest dziwakiem, który ma więcej wymagań od muzyki niż przeciętny jej odbiorca. A mimo to postanowił zawalczyć. Zarobić pieniądze na graniu rocka, a potem dopiero promować swoje kompozycje na orkiestrę. Był rok 1965, Frank miał 25 lat.

W 1966 wydaje swoją pierwszą płytę - "Freak out!". Przez następne 4 lata 11 następnych. I w takim tempie - średnio nieco dwie płyty na rok będzie pracował aż do końca. Przy czym wiele tych płyt to albumy dwu-, a nawet trzypłytowe. Wielkie mnóstwo dziwnej, zakręconej muzyki, wobec której nie daje się przejść obojętnie.

Nikt w zespole nie bierze narkotyków

W 1969 r., rozwiązuje zespół i muzykę tworzoną przez następne, powoływane na dłużej lub krócej grupy, firmuje już własnym nazwiskiem. Z czasem zakłada też własną wytwórnię płytową, bo ma dość ciągłych repertuarowych utarczek z koncernami nagraniowymi.

Od początku swej działalności bardzo dużo koncertuje. Potrafi w tydzień dać 14 koncertów. Jeśli wyjeżdża w trasę, to na rok. Gra wtedy 200 koncertów. Wszystkie nagrywa. Szybko poznaje się na nim Europa, to tutaj ma wielu fanów, bardziej otwartych na eksperymenty muzyczne niż zaściankowa w sumie Ameryka. Być może to wynik podobieństwa genetycznego - Zappa ma bowiem korzenie włosko-grecko-francusko-arabskie.

Głośno mówi o tym, że ani on, ani nikt w jego zespole nie bierze narkotyków. Jeśli któryś z muzyków zapali skręta - wylatuje z zespołu natychmiast. O cięższych narkotykach nikt nawet w pobliżu Zappy nie pomyśli. Chcą z nim grać szczególnie ci, którzy mają wobec muzyki jakieś większe pretensje - najzdolniejsi ze swoich pokoleń. A Zappa na swych muzyków urządza castingi. Regularnie płaci, dużo się u niego koncertuje - jest idealnym pracodawcą, choć tak bardzo wymagającym. Grało z nim w sumie blisko dwustu muzyków: m.in. Chester Thompson, Steve Vai, Jean Luc-Ponty, Andrew Belew, Tery Bozzio.

Próby trwają w nieskończoność. Nie może być mowy o żadnych pomyłkach. Każda nuta musi być zagrana perfekcyjnie. Koncerty dzień po dniu. Przynajmniej jest o tyle dobrze, że można się w ich trakcie świetnie bawić. Zappa wprowadza bowiem do swej muzyki bardzo dużo humoru. Parafrazuje stare przeboje, wstawia cytaty z klasyki, gawędzi z publicznością, wprowadza na scenę gadżety - gumowe lalki, manekiny, pluszowe pudle. Jedna z jego płyt nosi tytuł "Czy humor należy do muzyki?" Odpowiedzią jest sama muzyka - tak.

Nie znosił piosenek o miłości

Ironia, parodia i humor to jedne z wielu wyznaczników jego dzieła. Jego płyty noszą tytuły, które jak gdyby degradują twórcę, nie zachęcają do ich kupna, np.: „Jeszcze jeden band z Los Angeles", „Weszliśmy w to tylko dla forsy", „Nie można czegoś takiego robić na scenie", „Jazz z piekła". Utwory, które nagrywa, odnoszą się do wszystkich bliskich człowiekowi tematów - polityki, religii, seksu, życia społecznego. Nie znosi piosenek o miłości, z lubością je parodiuje, np. w takich kawałkach jak „Idź płakać na jakieś inne ramię", czy „Nie próbuj nawet do mnie dzwonić". Zappa daje popalić przy każdej okazji. Szydzi z polityków, z głupoty i frajerstwa łapiącego się np. na telewizyjnych kaznodziejów.

Jako muzyk nigdy nie umarł

Szybko pojmuje, że jest na marginesie głównego nurtu muzycznego, ale to jego świadomy wybór. Pisze swoje wymarzone kompozycje na orkiestrę, ale nie jest zadowolony z wykonania. Londyńscy filharmonicy nie potrafią sprostać wyzwaniu poprawnego zagrania muzyki Zappy... Smutne, ale prawdziwe.

Praktycznie cały czas pracuje - komponuje, nagrywa, miksuje. Nie przestaje nawet wtedy, kiedy w 1990 r. dowiaduje się, że ma nie dającą się operować postać raka prostaty.

Na komputerze nagrywa muzykę aż do samej śmierci.

Ale Frank Zappa jako muzyk właściwie nigdy nie umarł. Jego rodzina co roku wydaje płytę lub dwie z wielkiego dorobku, który zostawił. Nagrał ponad tysiąc utworów, wielka ich część wciąż czeka na swój czas.

Roman Madejowski